poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 5

-Dzięki Ozil. Jesteś cudowna. Naprawdę. Jedna z najlepszych osób jakie kiedykolwiek spotkałam. - Powiedziałam wstając od stołu. - Więc to pożegnanie?
-Nie to nie jest pożegnanie Rose. Będę na was czekać. Na was obojga. Widzimy się za kilka tygodni.
-Ozil ...
-Wierze w was dzieciaki. Jesteście moimi wojownikami. Wygracie.
-Dzięki Ozil, ale ja, - Niall spojrzał na mnie. - my, my nie jesteśmy optymistami.
-Zbyt wiele złego przytrafiło się w naszym życiu. - Powiedziałam
-To prawda, dlatego zasługujecie na to szczęście. Na szczęście zwycięzcy. - Powiedziała i przytuliła nas obojga. - A co do was. Również jesteście wspaniali. Moi zawodnicy. - Przytuliła ich a następnie udała się do swojego pokoju.
-Dzieciaki. Cóż ja mogę powiedzieć?
-Dać nam ostatnią radę? - Spytaliśmy równo z Niallem.
-Znajdźcie wodę, nie dajcie się zabić. Nie podejmujcie ryzyka i nie bierzcie udziału w rzezi przy Rogu Obfitości.
-Ale musimy mieć coś do obrony. - Powiedziałam
-To już wasz wybór co zrobicie tam. Daję wam rady. Ale nie musicie z nich korzystać. - Powiedział z uśmiechem.
-Alex... - Powiedziałam łamiącym się głosem. A on mnie po prostu przytulił, a następnie resztę.
-Będę nad wami czuwał. - Powiedział i udał się do pokoju. A każde z nas zrobiło to samo. Położyłam się do łózka, ale nie mogłam zasnąć. Po dwóch godzinach wstałam i poszłam do salonu tam usiadłam na parapecie przy oknie. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w pewnym momencie dosiadł się do mnie Niall.
-To już za parę godzin. Już za niedługo staniemy na arenie.
-Będę czuwał nad tobą kochanie.
-Ale, gdy ... to ... wiesz co masz robić.
-Nie dam rady.
-Obiecałeś.
-Wiem ale ...
-Żadne ale. Ja sobie tu nie poradzę bez ciebie. Wolą umrzeć i dać szanse życia tobie. Bo na co mi życie w którym nie będę potrafiła się odnaleźć. A ty? Ty dasz radę.
-Nie dam ... nie dam rady Rose. Ciebie ...
-Nie masz wyjścia. Nie chce życia bez ciebie. - Powiedziałam i wpiłam się łapczywie w jego usta. - Kocham cię Niall. Kocham i nie przestanę kochać. Nigdy. - I znów złączyłam nasze usta.
-Będę cię chronić, póki będę miał siły, będę cię chronić póki będę mógł a ...
-A gdy nadejdzie czas przeżyj. - Przerwałam mu. - Po prostu Przeżyj. Przeżyj dla mnie.
-Ale już ciebie nie będzie.
-Będę nad tobą czuwać. Przeżyj dla mnie. Walczymy razem. W jednej drużynie. Zabij mnie i przeżyj gdy nadejdzie czas. - Złożyłam kolejny pocałunek na jego ustach. Widziałam jego minę. Cierpi na myśl że może mnie stracić. Że zginę. On się pozbiera. Ale ja? Ja bym cierpiała znacznie gorzej. Umarłabym z tęsknoty za nim.
Siedzieliśmy tak na parapecie w salonie, wtuleni w siebie i słuchaliśmy jak ludzie z Kapitolu świętują. Bawią się. W końcu to noc przed Rozpoczęciem Igrzysk. Po chyba jakiś dwóch godzinach postanowiliśmy spróbować się przespać. Spojrzałam na zegar, była pierwsza w nocy. - Niall?
-Tak skarbie?
-Możemy tę noc spędzić razem? Ostatnia spokojna noc.
-Oczywiście. Chodź. - Powiedział i zaprowadził do swojego pokoju. Wtuleni w siebie od razu zasnęliśmy.
O siódmej rano z łóżka wyrzuciła nas Freska, wołając przy okazji do Rafio że jestem tutaj. Mieliśmy godzinę czasu by się wykąpać i zjeść śniadanie. O ósmej dwadzieścia wsiadaliśmy na pokład poduszkowca, zostały nam wstrzyknięte pod skórę w nadgarstku lokalizatory. O dziewiątej wylądowaliśmy przed budynkiem organizacji i nadzoru Igrzysk. Każdego z nas zaprowadzono do innego pomieszczenia. Siedziałam tam razem z Rafio i rozmawialiśmy. Udzielał mi ostatnich rad. O dziewiątej czterdzieści wywołano stylistów po odbiór ciuchów. Wrócił po pięciu minutach ze szczelnie zapakowaną torbą. W środku znalazłam białe adidasy, białe skarpety, białą bieliznę, białe rękawiczki bez palców długie do łokci, białe długie spodnie regulowane że albo mogą być przylegające do ciała lub luźne, dzięki czemu również będzie można je podwinąć. białą koszulkę na ramiączkach, białą koszulę na guziki z długim rękawem i białą skórzaną kurtkę z kapturem, był też biały pasek do spodni oraz duży bukłak z wodą. Co było zaskoczeniem. Bukłaki z wodą dają tylko wtedy gdy jest naprawdę gorąco na arenie i trudno znaleźć wodę. Prawie niemożliwe.
-O boże nie.
-Będzie gorąco, ale również zimno skoro dali taki zestaw. Trudny dostęp do wody. Dasz radę. Nie bój się. Myśl tak jak Alex a przetrwasz.
-Co to ma znaczyć?
-Staraj się odgadnąć w jaki sposób Alex może pozyskać dla ciebie prezenty od sponsorów przez twoje zachowanie. Twoje działania dają ci sponsorów, a wtedy Alex robi co do niego należy. Ubieraj się. - Założyłam wszystko. Siedziałam i czekałam.
-Trybuci proszę wejść do kabin. - Rozległ się głos.
-Powodzenia. Pamiętaj nie schodź z platformy za nim nie skończą odliczać. - Powiedział Rafio i mnie przytulił. Weszłam do kapsuły, a ona zamknęła się zaraz za mną i po chwili zaczęła wysuwać się do góry. Byliśmy na tropikach, było widać las z mojej lewej. Za Rogiem dostrzegłam plażę i wodę, zapewne słoną.  Zaczęłam się rozglądać. Niall stał na trzeciej platformie ode mnie z prawej strony. Gdy spojrzał na mnie lekko skinęłam głową w stronę Rogu Obfitości a następnie w lewo. Spojrzał na Róg a następnie na mnie. Wzruszył ramionami. Przygotowałam się do biegu i spojrzałam na niego, patrzył na mnie skinął głową i również ustawił się do biegu.
-10 ... 9 ... 8 ... 7... 6 ... 5 ... 4 ... 3 ... 2 ... 1 ... 0 BUM - Koniec odliczania i strzał z armaty i zeskoczyliśmy z platform. Do Rogu dobiegłam jako pierwsza. Chwilę po mnie Niall. Chwycił miecz i zaczął mnie osłaniać gdy brałam łuk z kołczanem, dwa duże plecaki, jakąś saszetkę i małą walizkę.
-Niall! - Krzyknęłam.


-Nial! - Krzyknęła. Odwróciłem się i zobaczyłem że już odbiega chwyciłem jeszcze jakieś dwie większe walizki, jedną mniejszą, mały plecak i jeszcze jeden miecz w ostatniej chwili zauważyłem drugi łuk i kołczan schowany za pudłami. Więc zaryzykowałem i również je wziąłem i pobiegłem za Rose. Przy Rogu zabiłem dwóch chłopaków i jedną dziewczynę.
-Rose!
-Tutaj! - Krzyknęła a ja pobiegłem za jej głosem. Po chwili ją ujrzałem. Biegliśmy dobre dwie godziny przed siebie. W końcu się zatrzymaliśmy. - Potrzebuję chwilę przerwy.
-Przydałaby się. Spójrzmy co mamy. Na pewno dwa łuki i dwa miecze.
-To na pewno. Przejrzyjmy po kolei plecaki i walizki. - Otworzyła pierwszy plecak, był tam koc, sznur, dwa noże, dwie bułki, suszone mięso w plastrach, suszona gruszka i jabłko również w plastrach i bukłak z wodą. W drugim plecaku był koc, sznur, chleb, bukłak z wodą, drut i siatka. W saszetce były różne tabletki, bandaże.
-Mamy apteczkę. Świetnie. - W walizce którą ona wzięła był zestaw sześciu noży, dwie paczki suszonego mięsa, mały bukłak z wodą i trzy jabłka. - Dobrze przejrzyjmy co ja wziąłem. - Otworzyłem plecak znalazłem w nim nóż, drut, sznurek, dwie gruszki i dwie pary okularów. W jednej walizce były trzy chleby, trzy paczki suszonego mięsa, jedna paczka suszonej gruszki, paczka zapałek i średniej wielkości bukłak z wodą.W drugiej walizce jabłko, dwie gruszki, trzy paczki krakersów, dwie paczki zapałek drut i również bukłak z wodą. W mniejszej walizce był zestaw dwunastu noży, dwie latarki, chleb, mały bukłak z wodą.
-Mamy niezły zapas. - Powiedziała i pocałowała mnie.
-Tak. Z pewnością uda nam się przeżyć. Rozdzielmy to na dwa plecaki. - Powiedziałem i zabraliśmy się do roboty.
Podzieliliśmy się miej więcej po równo. Ja w swój plecak wrzuciłem: koc, dwa sznury, jedenaście noży, jeden pęk drutu, siatkę, latarkę, okulary, trzy paczki suszonego mięsa, paczkę suszonej gruszki, dwie paczki krakersów, dwie gruszki, dwa jabłka, dwa chleby, dwie bułki, dwie paczki zapałek, mały, średni i duży bukłak z wodą. Rose do plecaka wrzuciła: koc, sznur, dziesięć noży, dwa druty, latarkę, okulary, apteczkę, trzy paczki suszonego mięsa, paczkę suszonej gruszki, paczkę suszonego jabłka, paczkę krakersów, dwie gruszki, dwa jabłka, trzy chleby, paczkę zapałek, mały, średni i duży bukłak z wodą. Dodatkowo każdy z nas ma łuk i kołczan z dwudziestoma strzałami.
-Trzymaj. - Podałem jej miecz razem z pochwą.
-Dzięki. - Uśmiechnęła się i przypięła go do pasa. - Więc idziemy dalej.
-Tak trzeba poszukać dobrej kryjówki.
Szliśmy jakieś chyba trzy może nawet cztery godziny i w końcu zatrzymaliśmy się, bo byliśmy już zmęczeni. Zaczynało robić się ciemno. Musimy poszukać jakiejś kryjówki. Nie wiadomo gdzie jest reszta.
-Tam jest jakaś jaskinia. - Włączyłem latarkę i poświeciłem tam gdzie wskazywała. Podeszliśmy bliżej.
-Jaskinia wygląda na opuszczoną i bezpieczną. - Powiedziałem i spojrzałem na nią.
-Zgaś latarkę. Chyba nie chcemy zginąć tej nocy prawda?
-Tak. - Powiedziałem i wyłączyłem ją. A ona z plecaka wyciągnęła okulary i założyła je.
-Wow.
-Co?
-To nie są zwykłe okulary. To noktowizor. - Powiedziała i zaczęła się rozglądać. - Wiedziałam że skądś znam te okulary. - Ostrożnie rozejrzała się po okolicy. - Teren czysty. Możemy rozpalić ognisko i zjeść kolację. - Zabraliśmy się za rozpalanie małego ogniska. Podgrzaliśmy sobie kilka plastrów mięsa i zagryźliśmy je kilkoma kęsami chleba.


Zgasiliśmy nasze ognisko po podgrzaniu mięsa. Zaczęliśmy jeść. Nasze plecaki leżały w jaskini, a obok nich rozłożony koc czekający na nas. My siedzieliśmy przed jaskinią na kamieniu jedząc kolację i wtedy na niebie ukazał się herb Kapitolu a po chwili twarze poległych Trybutów i numery ich Dystryktów. Zginęło dwadzieścia osób siedmiu chłopaków i trzynaście dziewczyn. Na szczęście Nathalie i Sebastian przeżyli. Nie ujrzałam także twarzy dzieciaków z którymi rozmawiał Sebastian podczas treningów.
-Ciekawe jak oni sobie radzą. - Oparłam głowę na jego ramieniu, a on objął mnie swoją ręką w pasie.
-Kto?
-Nathalie i Sebastian.
-Wiemy że przeżyli tę rzeź. Najgorszy dzień za nimi. Za nami.
-Pierwszy dzień zawsze jest najgorszy.
-Tak.
-Widziałeś ich po rozpoczęciu?
-Widziałem jak Nathalie biegnie w przeciwną stronę od Rogu Obfitości. Gdy się zatrzymałem by cię osłaniać, widziałem jak się z kimś szarpała, tamta dziewczyna oberwała z noża, a Nathalie zabrała jej plecak i uciekła do lasu. Ale chyba została dźgnięta nożem w łydkę. Jeśli wdało jej się zakażenie umrze w ciągu dwóch, może trzech dni. A co do młodego był na czwartym ode mnie podeście z prawej. Jest naprawdę taki niezły jak mówił. Gdy zbiegałem z platformy to go widziałem kilka sekund później już go nie było. Jakby znikł. Rozpłynął się w powietrzu. Zjadłaś?
-Tak.
-Chodźmy spać. - Powiedział i oboje wstaliśmy i weszliśmy do jaskini. Położyliśmy się na kocu i okryliśmy się drugim.
-Zważając na to że to tropiki to jest zimno.
-Pewnie podgrzeją atmosferę w ciągu kilku dni. Tak jak lubią.
-Pewnie masz racje kochanie. - Pocałowałam go i wtuliłam w niego.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czytasz to skomentuj. Dasz mi tym motywację do dalszego pisania i szybciej będą pojawiać się posty. :D

2 komentarze: