Szliśmy powoli uważając by w tym śniegu i lodzie nie zrobić sobie krzywdy. Mijaliśmy innych mieszkańców którzy skłaniali głowy na nasz widok. Odwzajemnialiśmy ich gesty i posyłaliśmy uśmiechy. Mijaliśmy również wielu kamerzystów. Wreszcie dotarliśmy pod Pałac Burmistrza i weszliśmy do niego. Na Placu już zbierali się ludzie. Dwadzieścia minut później kazali nam wyjść na Plac. Wyszliśmy z kamiennymi wyrazami twarzy. Stanęliśmy na środku sceny przed naszymi mikrofonami. Przed sceną był wielki tłum. W środku niego umieszczone były dwa podesty przewyższające tłum, a na nich stały dwie rodziny. Sebastiana z lewej, a Nathalie z prawej. Załamane, załzawione twarze. Przez moment zdawało mi się że na twarzy matki Sebastiana widzę złość, zazdrość, zawiedzenie, nienawiść. Jakbym to ja była winna śmierci jej syna. Ja nie wiem co ta kobieta sobie wyobrażała. Wiedziała że ja i Niall jesteśmy parą. Wiedziała że dzieciak taki jak Sebastian ma małe szanse na przeżycie. Ale on nie był normalnym dzieckiem. Był sprytny, zwinny, pomysłowy. Nie dał by się zaskoczyć, ani przechytrzyć. Pułapki rozpoznawał z daleka. A jednak zginął. To nie wystarczyło. Patrzyła na mnie takim wzrokiem jakby chciała powiedzieć "Dlaczego to zrobiłaś?" Jakbym to ja zabiła jej syna. "Dlaczego go nie uratowałaś?" A skąd mogłam wiedzieć że potrzebuje pomocy? Od samego początku się do mnie nie odzywał. Więc miało się to zmienić na arenie? Nie. On był bardzo uparty. Zginął w płomieniach. Najgorsza z możliwych śmierci chyba. Czujesz jak twoje ciało płonie, pali się, stapia, śmierdzi palonym mięsem, smród jest odpychający ale nie możesz od niego uciec, jest gorąco od płomieni, a temperatura nie chce spaść, twoje ciało wrze, płonie, stapia cię, pozbawia skóry, mięśni, a na końcu kości i pozostaje po tobie kupka popiołu. Jego matka w tej chwili wyglądała tak jakby chciała mi przekazać że miałam zostawić Nialla na śmierć, a ratować jej syna.
Patrzę w drugą stronę dwie młode dziewczyny tulą się do tęgiego, brodatego mężczyzny, swojego ojca, który obejmuje je obie rękoma w pasie, każdą z nich przytula jeden młody chłopak, a jeden z nich przytula do drugiego boku starszą kobietę, zapewne matkę, ta na rękach trzyma dwie małe dziewczynki, a przed nią stoi dwóch chłopczyków i dziewczynka. To była jej rodzina. Rodzina Nathalie. Znam ich wszystkich z widzenia i kojarzę imiona. Tulla i Mangie siostry bliźniaczki o rok młodsze od Nathalie. Klaren o rok starszy od Nathalie, Niksen najstarszy ze wszystkich o dwa lata starszy od Nathalie. To on przytula młodszą siostrę i matkę. W ogóle niepodobny do nikogo z rodziny. Jako jedyny ma rude włosy i czarne oczy. Tak inne od pozostałej rodziny. Klimina ma 13 lat, Aresto ma 12 lat, Bilbo 10 lat, a Surina i Leina mają 3 lata. Rok temu stali w tym samym miejscu. Na arenie zginęło dwoje ich synów Albreich i Karawein oboje mieli 24 lata, byli bliźniakami, wszystko zawsze robili razem. Gdy wylosowano na pierwszego Trybuta Albreicha to Karawein zgłosił się na ochotnika jako drugi Trybut zaraz po tym jak wylosowano Deana mojego brata. Nie zważał na to za kogo staje w obronie, kogo ratuje. Chciał być przy bracie. I był, aż do końca. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Ozil na środku sceny, troje Trybutów obok niej i czyta Dean Denil. Mój krzyk "Niee!" Łzy w oczach. Strach. Już chciałam mówić że zgłaszam się na ochotnika za tę małą dwunastolatkę która stała przestraszona na scenie, ale wtedy z tłumu wybiegł Karawein i krzyknął "Zgłaszam się na Trybuta! Mały idź do rodziny." Poszłam wtedy do niego, by go pożegnać, życzyć szczęścia, pomyślnych Igrzysk i podziękować. "Uratowałeś mojego brata dziękuję." Powiedziałam przez łzy. "Chciałem być blisko brata." Odpowiedział z lekkim uśmiechem. "Możesz liczyć na mój dar podczas Igrzysk." Powiedziałam mu, pocałowałam go w czoło i odeszłam. W tej chwili czułam się podle. On uratował mojego brata, a ja nie byłam zdolna ocalić jego siostry. Ale to nie moja wina że ona mnie unikała. Jest, znaczy była na mnie wściekła że jej brat zginął przeze mnie. Obwiniała mnie. Ale to przecież on sam się zgłosił. Ja sama chciałam to zrobić. Zginąć na arenie ratując brata. Ale nam obojgu zostało to odpuszczone, bo Karawein chciał być blisko brata. Straciła ich obu w tym samym momencie. Ostatniego dnia Igrzysk. Byli ostatnimi ofiarami. Wpadli w pułapkę którą zastawił szesnastoletni chłopak z Piątki. Wykorzystał otaczającą ich powierzchnie, naturę i przepływające w nich prądy, związki czy co to tam było. Nie pamiętam dokładnie jak tłumaczył to u Flickermana. W każdym bądź razie wykorzystał otoczenie i stworzył pułapkę jakiej Panem jeszcze nigdy nie widziało. Dwadzieścia metrów od Rogu Obfitości po kole poprowadził pułapkę. Wiedział że prędzej czy później zjawią się przy nim. Sam schował się w Rogu Obfitości i czekał. Aż w końcu któregoś ranka usłyszał potężny huk. I już wiedział. Wiedział że wygrał. Wiedział że ostatnimi Trybutami był on i bliźniacy. A tam gdzie poszedł jeden, drugi poszedł za nim. Ten chłopak był przestraszony od samego początku. Bał się Igrzysk. Było to widać podczas Dożynek, podczas Inauguracji, a także w wywiadzie z Caesarem. Nawet to powiedział. Przyznał się. "Boję się. Cholernie się boję, tego co mnie tam czeka. A czeka mnie śmierć. Zginę. Jako jeden z pierwszych." A Caesar wtedy mu odpowiedział. "Nie zginiesz pierwszy. Zginiesz ostatni." I miał rację. I nie zginął jako pierwszy, wygrał i zginie jako ostatni z tych wszystkich Trybutów wylosowanych na 93 Igrzyskach Głodowych, umrze śmiercią naturalną, ze starości.
-Witajcie. Dzisiejszy dzień jest upamiętnieniem waleczności, odwagi, siły i niewinności zmarłych Trybutów. Oboje nie zasługiwali na śmierć. Tak jak wszyscy inni Trybuci, ale takie są zasady. Ktoś musi umrzeć by ktoś mógł przeżył i wygrać. Nathalie i Sebastian to byli nasi ludzie. Nasi kompani. Przykro mi że tak wyszło. Okoliczności w jakich zginęli nie były przyjemne, tak samo jak wszystkie inne. Ich ofiary są upamiętnieniem wojen które toczyły się w przeszłości. Wojna jest zła. A to jest kara. Poświęcenie w imię większego dobra. Każdy rodzi się z jakiegoś powodu, dla jakiegoś celu. Niektórym los sprawił lepsze życie, innym gorsze. Nie nam wybierać. Nathalie od samego początku mnie nie lubiła, Nialla z resztą też. Nie dziwię jej się. Miała takie prawo. Rozmawiała tylko z Sebastianem, Alexem i czasem jak musiała z Ozil. Była cicha, zamknięta w sobie. Mało się udzielała. Sebastian, on był inny. Wszędzie było go pełno. Był otwartym chłopakiem. Ale odsunął się od nas i złączył z innymi dwunastolatkami. Razem mogli wiele. I wiele zdziałali. A jednak zginęli, a Sebastian wraz z nimi. Płomienie pochłonęły jego i jego przyjaciół. Niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedziałam i cofnęłam się o krok od mikrofonu.
-Chcielibyśmy również wręczyć te skromne podarunki rodzinom poległych Trybutów w naszym Jedenastym Dystrykcie. - Niall wskazał ręką na dwie dość duże paczki stojące na scenie z naszej prawej strony. - I niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedział i również cofnął się o krok od mikrofonu. Wtedy na Plac wyszedł Burmistrz z mikrofonem w ręku.
-Witam wszystkich. - Skłonił się do publiczności, następnie uścisnęliśmy sobie z nim dłoń na powitanie. - Przyjmijcie te oto dary od mieszkańców waszego Rodzimego Dystryktu. Ostatnie pamiątki. Pamiętajcie skąd pochodzicie. - Z tłumów wyszły dzieciaki, a Burmistrz zszedł ze sceny. Ubrane w piękne ludowe stroje, tylko dla Jedenastki. Każde z dzieci niosło jeden dar. Wśród tłumu dostrzegłam nasze młodsze rodzeństwo. Lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Oboje dostaliśmy sześć paczek, bukiet kwiatów, oraz medal naszego Dystryktu.
-Dziękujemy bardzo za te dary. Do widzenia. - Cofnęłam się o krok od mikrofonu.
-Do widzenia. - Niall również się pożegnał, obróciliśmy się, objął mnie ręką w pasie i weszliśmy do Pałacu. Tam czekały na nas nasze ekipy z ubraniami na przebranie. Weszłam do najbliższego pomieszczenia które wskazał mi Rafio. Z czarnego pokrowca wyciągnęłam piękną zwiewną zieloną sukienkę bez ramiączek. Sięgała mi za kolana. Do tego miałam również zielone szpilki na piętnastocentymetrowym obcasie i pięciocentymetrowym podbiciem z przodu buta. Gdy wyszłam na korytarzu czekał na mnie Niall ubrany w zielony garnitur dopasowany do mojej sukienki, białą muchę zawiązaną pod szyją i czarnymi lakierkami. Chwyciliśmy się pod ramię i ruszyli w stronę sali bankietowej. Gdy weszliśmy na salę wszyscy siedzieli już przy stole. Burmistrz wstał i powiedział.
-Siadajcie drodzy zwycięzcy. Tak długo wyczekiwani w naszym dystrykcie. I w końcu się was doczekaliśmy. - Zbliżyliśmy się do stołu i zajęliśmy ostatnie dwa wolne miejsca. Nim burmistrz usiadł dodał jeszcze. - Za wasze życie pełne chwały i radości. Radujcie się tym co zostało wam dane. Bowiem wiecznie to szczęście trwać nie będzie. Nie dane będzie ani wam, ani też nam, zapomnieć o tym czego dokonaliście podczas tegorocznych Igrzysk. Będziecie od teraz sławni. Już jesteście. Za wasze życie. - Powiedział podnosząc do góry kielich z winem.
-Za wasze życie! - Powtórzyli wszyscy zebrani również unosząc swoje kielichy w górę, by chwilę później upić łyk czerwonego wina. Nie wiedząc co zrobić lub powiedzieć i my się napiliśmy. I był to dobrych ruch. Widziałam zadowoloną minę Ozil. Przez chwile przy stole toczyły się luźne rozmowy. Później do sali wjechał duży prosiak z jabłkiem w gębie, oprawiony w około warzywami. Na stole postawiono również dwa faszerowane bażanty. Oraz ziemniaki i kilka surówek i sosów oraz poncz. Kolacja minęła w przyjemnej atmosferze. Gdy zjedliśmy, przez jeszcze pewien czas toczyliśmy rozmowy, dyskusje z osobami przy stole.
-Dziękujemy za kolację. Była naprawdę przepyszna. Ale na nas już czas. - Powiedziałam wstając.
-Tak, kolacja pierwszorzędna. Dziękujemy za tak miłe ugoszczenie nas. - Powiedział Niall i obejmując mnie w talii opuściliśmy salę bankietową, a następnie Pałac. Przed budynkiem czekał na nas samochód wsiedliśmy do niego, a kierowca odwiózł nas na peron. Przesiedliśmy się do pociągu i wreszcie mogliśmy zdjąć z siebie te kolorowe cuda i zmyć makijaż. Po ponad godzinnej gorącej kąpieli wyszłam okryta błękitnym puchatym szlafrokiem do saloniku w którym na kanapie siedział Niall. Gdy właśnie siadałam obok niego do pociągu weszli wszyscy pozostali czyli Alex, Ozil, Freska, Rafio, Minos, Lina, Dutti, Cynia, Cyprian, Gokkej, a po kilku sekundach pociąg ruszył i pojechaliśmy dalej. Ozil włączyła telewizor i właśnie zaczęli nadawać powtórkę transmisji która była nagrywana na żywo kilka godzin temu. Gdy prezenterka zakończyła program Ozil wstała i powiedziała radosnym głosem.
-Byliście świetni. Cudowni. Moje dzieciaki. Takie piękne. Tak prawdziwie wszystko mówiliście. Było wzruszająco kochani. A teraz do sypialni. Musicie się wyspać. Jutro po południu wychodzicie na Plac Pałacu w Dystrykcie Dziesiątym, będziecie szli prosto z pociągu, pieszo. I idziecie na bankiet. A następnie wracacie samochodem. Wszystko jasne?
-Tak Ozil. - Powiedziałam z uśmiechem. Strasznie mi jej brakowało. A teraz się już jej w ogóle nie pozbędę.
-To dobrze. Szczegóły obgadamy jutro. Dobranoc. - Powiedziała a my wstaliśmy i udaliśmy się do naszej sypialni.
Ta noc była dla nas ciężka właśnie opuściliśmy nasz dystrykt i tak prędko do niego nie powrócimy. Zostawiliśmy nasze rodziny. Nam obojgu było ciężko. Po mimo tego że od dawna wiedzieliśmy że to się stanie, dopiero teraz to do nas dotarło. I ta myśl rozbiła nas na miliony kawałeczków.
Za jedenaście dni będziemy w Kapitolu. Kolejny raz. Lecz tym razem nie jako Trybuci idący na rzeź. Tym razem będzie inaczej. Wejdziemy w skład populacji Kapitoliańskiej. Staniemy się tacy jak oni. Bo nie mamy innego wyjścia. W końcu udało nam się zasnąć.
Obudziliśmy się popołudniu.
-To dziwne że nikt nas nie budził. Jest trzynasta. - Powiedziałam do Nialla, on tylko wzruszył ramionami. Ubraliśmy się i wyszliśmy z naszego przedziału. Wszyscy siedzieli w salonie.
-Dzień dobry śpiochy! - Zaćwierkała radośnie Ozil.
-Czemu nas nie obudziliście wcześniej?
-To była dla was ciężka noc zapewne. Pożegnanie z rodziną, domem. Chcieliśmy dać wam się wyspać, odprężyć. Mieliśmy właśnie za chwilę zamiar was budzić. No ale już jesteście. Za parę minut będzie podany obiad. Siadajcie porozmawiamy. - Powiedziała a my zajęliśmy miejsca na kanapie po drugiej stronie stolika. - Zaraz po obiedzie zajmą się wami wasi styliści. Później gdy nadejdzie czas wyjdziecie z pociągu. Będą wam towarzyszyć kamery. Nie zwracajcie na nie uwagi. Udawajcie że ich niema. Idziecie prosto na Plac Pałacu Sprawiedliwości. Dacie tam swoją małą przemowę. Wręczycie podarunki rodziną poległych Trybutów. Przyjmiecie dary. Pożegnacie się. Wejdziecie do Pałacu. Tam na was będzie czekać Freska i Rafio z waszymi wieczorowymi strojami. Przebierzecie się w salach które wam wskażą i przyjdziecie do Sali Bankietowej. Rozumiecie?
-Tak Ozil rozumiemy. - Powiedział rozbawiony Niall.
-Dobrze. Z tego dystryktu pochodzili Monic, Francess, Chris i Olivier. - Powiedziała podając nam ich zdjęcia.
-Ją zabiłem. Przy Rogu. Na początku Igrzysk.
-------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ