-Dzięki Ozil. Jesteś cudowna. Naprawdę. Jedna z najlepszych osób jakie kiedykolwiek spotkałam. - Powiedziałam wstając od stołu. - Więc to pożegnanie?
-Nie to nie jest pożegnanie Rose. Będę na was czekać. Na was obojga. Widzimy się za kilka tygodni.
-Ozil ...
-Wierze w was dzieciaki. Jesteście moimi wojownikami. Wygracie.
-Dzięki Ozil, ale ja, - Niall spojrzał na mnie. - my, my nie jesteśmy optymistami.
-Zbyt wiele złego przytrafiło się w naszym życiu. - Powiedziałam
-To prawda, dlatego zasługujecie na to szczęście. Na szczęście zwycięzcy. - Powiedziała i przytuliła nas obojga. - A co do was. Również jesteście wspaniali. Moi zawodnicy. - Przytuliła ich a następnie udała się do swojego pokoju.
-Dzieciaki. Cóż ja mogę powiedzieć?
-Dać nam ostatnią radę? - Spytaliśmy równo z Niallem.
-Znajdźcie wodę, nie dajcie się zabić. Nie podejmujcie ryzyka i nie bierzcie udziału w rzezi przy Rogu Obfitości.
-Ale musimy mieć coś do obrony. - Powiedziałam
-To już wasz wybór co zrobicie tam. Daję wam rady. Ale nie musicie z nich korzystać. - Powiedział z uśmiechem.
-Alex... - Powiedziałam łamiącym się głosem. A on mnie po prostu przytulił, a następnie resztę.
-Będę nad wami czuwał. - Powiedział i udał się do pokoju. A każde z nas zrobiło to samo. Położyłam się do łózka, ale nie mogłam zasnąć. Po dwóch godzinach wstałam i poszłam do salonu tam usiadłam na parapecie przy oknie. Nie wiem ile tak siedziałam, ale w pewnym momencie dosiadł się do mnie Niall.
-To już za parę godzin. Już za niedługo staniemy na arenie.
-Będę czuwał nad tobą kochanie.
-Ale, gdy ... to ... wiesz co masz robić.
-Nie dam rady.
-Obiecałeś.
-Wiem ale ...
-Żadne ale. Ja sobie tu nie poradzę bez ciebie. Wolą umrzeć i dać szanse życia tobie. Bo na co mi życie w którym nie będę potrafiła się odnaleźć. A ty? Ty dasz radę.
-Nie dam ... nie dam rady Rose. Ciebie ...
-Nie masz wyjścia. Nie chce życia bez ciebie. - Powiedziałam i wpiłam się łapczywie w jego usta. - Kocham cię Niall. Kocham i nie przestanę kochać. Nigdy. - I znów złączyłam nasze usta.
-Będę cię chronić, póki będę miał siły, będę cię chronić póki będę mógł a ...
-A gdy nadejdzie czas przeżyj. - Przerwałam mu. - Po prostu Przeżyj. Przeżyj dla mnie.
-Ale już ciebie nie będzie.
-Będę nad tobą czuwać. Przeżyj dla mnie. Walczymy razem. W jednej drużynie. Zabij mnie i przeżyj gdy nadejdzie czas. - Złożyłam kolejny pocałunek na jego ustach. Widziałam jego minę. Cierpi na myśl że może mnie stracić. Że zginę. On się pozbiera. Ale ja? Ja bym cierpiała znacznie gorzej. Umarłabym z tęsknoty za nim.
Siedzieliśmy tak na parapecie w salonie, wtuleni w siebie i słuchaliśmy jak ludzie z Kapitolu świętują. Bawią się. W końcu to noc przed Rozpoczęciem Igrzysk. Po chyba jakiś dwóch godzinach postanowiliśmy spróbować się przespać. Spojrzałam na zegar, była pierwsza w nocy. - Niall?
-Tak skarbie?
-Możemy tę noc spędzić razem? Ostatnia spokojna noc.
-Oczywiście. Chodź. - Powiedział i zaprowadził do swojego pokoju. Wtuleni w siebie od razu zasnęliśmy.
O siódmej rano z łóżka wyrzuciła nas Freska, wołając przy okazji do Rafio że jestem tutaj. Mieliśmy godzinę czasu by się wykąpać i zjeść śniadanie. O ósmej dwadzieścia wsiadaliśmy na pokład poduszkowca, zostały nam wstrzyknięte pod skórę w nadgarstku lokalizatory. O dziewiątej wylądowaliśmy przed budynkiem organizacji i nadzoru Igrzysk. Każdego z nas zaprowadzono do innego pomieszczenia. Siedziałam tam razem z Rafio i rozmawialiśmy. Udzielał mi ostatnich rad. O dziewiątej czterdzieści wywołano stylistów po odbiór ciuchów. Wrócił po pięciu minutach ze szczelnie zapakowaną torbą. W środku znalazłam białe adidasy, białe skarpety, białą bieliznę, białe rękawiczki bez palców długie do łokci, białe długie spodnie regulowane że albo mogą być przylegające do ciała lub luźne, dzięki czemu również będzie można je podwinąć. białą koszulkę na ramiączkach, białą koszulę na guziki z długim rękawem i białą skórzaną kurtkę z kapturem, był też biały pasek do spodni oraz duży bukłak z wodą. Co było zaskoczeniem. Bukłaki z wodą dają tylko wtedy gdy jest naprawdę gorąco na arenie i trudno znaleźć wodę. Prawie niemożliwe.
-O boże nie.
-Będzie gorąco, ale również zimno skoro dali taki zestaw. Trudny dostęp do wody. Dasz radę. Nie bój się. Myśl tak jak Alex a przetrwasz.
-Co to ma znaczyć?
-Staraj się odgadnąć w jaki sposób Alex może pozyskać dla ciebie prezenty od sponsorów przez twoje zachowanie. Twoje działania dają ci sponsorów, a wtedy Alex robi co do niego należy. Ubieraj się. - Założyłam wszystko. Siedziałam i czekałam.
-Trybuci proszę wejść do kabin. - Rozległ się głos.
-Powodzenia. Pamiętaj nie schodź z platformy za nim nie skończą odliczać. - Powiedział Rafio i mnie przytulił. Weszłam do kapsuły, a ona zamknęła się zaraz za mną i po chwili zaczęła wysuwać się do góry. Byliśmy na tropikach, było widać las z mojej lewej. Za Rogiem dostrzegłam plażę i wodę, zapewne słoną. Zaczęłam się rozglądać. Niall stał na trzeciej platformie ode mnie z prawej strony. Gdy spojrzał na mnie lekko skinęłam głową w stronę Rogu Obfitości a następnie w lewo. Spojrzał na Róg a następnie na mnie. Wzruszył ramionami. Przygotowałam się do biegu i spojrzałam na niego, patrzył na mnie skinął głową i również ustawił się do biegu.
-10 ... 9 ... 8 ... 7... 6 ... 5 ... 4 ... 3 ... 2 ... 1 ... 0 BUM - Koniec odliczania i strzał z armaty i zeskoczyliśmy z platform. Do Rogu dobiegłam jako pierwsza. Chwilę po mnie Niall. Chwycił miecz i zaczął mnie osłaniać gdy brałam łuk z kołczanem, dwa duże plecaki, jakąś saszetkę i małą walizkę.
-Niall! - Krzyknęłam.
-Nial! - Krzyknęła. Odwróciłem się i zobaczyłem że już odbiega chwyciłem jeszcze jakieś dwie większe walizki, jedną mniejszą, mały plecak i jeszcze jeden miecz w ostatniej chwili zauważyłem drugi łuk i kołczan schowany za pudłami. Więc zaryzykowałem i również je wziąłem i pobiegłem za Rose. Przy Rogu zabiłem dwóch chłopaków i jedną dziewczynę.
-Rose!
-Tutaj! - Krzyknęła a ja pobiegłem za jej głosem. Po chwili ją ujrzałem. Biegliśmy dobre dwie godziny przed siebie. W końcu się zatrzymaliśmy. - Potrzebuję chwilę przerwy.
-Przydałaby się. Spójrzmy co mamy. Na pewno dwa łuki i dwa miecze.
-To na pewno. Przejrzyjmy po kolei plecaki i walizki. - Otworzyła pierwszy plecak, był tam koc, sznur, dwa noże, dwie bułki, suszone mięso w plastrach, suszona gruszka i jabłko również w plastrach i bukłak z wodą. W drugim plecaku był koc, sznur, chleb, bukłak z wodą, drut i siatka. W saszetce były różne tabletki, bandaże.
-Mamy apteczkę. Świetnie. - W walizce którą ona wzięła był zestaw sześciu noży, dwie paczki suszonego mięsa, mały bukłak z wodą i trzy jabłka. - Dobrze przejrzyjmy co ja wziąłem. - Otworzyłem plecak znalazłem w nim nóż, drut, sznurek, dwie gruszki i dwie pary okularów. W jednej walizce były trzy chleby, trzy paczki suszonego mięsa, jedna paczka suszonej gruszki, paczka zapałek i średniej wielkości bukłak z wodą.W drugiej walizce jabłko, dwie gruszki, trzy paczki krakersów, dwie paczki zapałek drut i również bukłak z wodą. W mniejszej walizce był zestaw dwunastu noży, dwie latarki, chleb, mały bukłak z wodą.
-Mamy niezły zapas. - Powiedziała i pocałowała mnie.
-Tak. Z pewnością uda nam się przeżyć. Rozdzielmy to na dwa plecaki. - Powiedziałem i zabraliśmy się do roboty.
Podzieliliśmy się miej więcej po równo. Ja w swój plecak wrzuciłem: koc, dwa sznury, jedenaście noży, jeden pęk drutu, siatkę, latarkę, okulary, trzy paczki suszonego mięsa, paczkę suszonej gruszki, dwie paczki krakersów, dwie gruszki, dwa jabłka, dwa chleby, dwie bułki, dwie paczki zapałek, mały, średni i duży bukłak z wodą. Rose do plecaka wrzuciła: koc, sznur, dziesięć noży, dwa druty, latarkę, okulary, apteczkę, trzy paczki suszonego mięsa, paczkę suszonej gruszki, paczkę suszonego jabłka, paczkę krakersów, dwie gruszki, dwa jabłka, trzy chleby, paczkę zapałek, mały, średni i duży bukłak z wodą. Dodatkowo każdy z nas ma łuk i kołczan z dwudziestoma strzałami.
-Trzymaj. - Podałem jej miecz razem z pochwą.
-Dzięki. - Uśmiechnęła się i przypięła go do pasa. - Więc idziemy dalej.
-Tak trzeba poszukać dobrej kryjówki.
Szliśmy jakieś chyba trzy może nawet cztery godziny i w końcu zatrzymaliśmy się, bo byliśmy już zmęczeni. Zaczynało robić się ciemno. Musimy poszukać jakiejś kryjówki. Nie wiadomo gdzie jest reszta.
-Tam jest jakaś jaskinia. - Włączyłem latarkę i poświeciłem tam gdzie wskazywała. Podeszliśmy bliżej.
-Jaskinia wygląda na opuszczoną i bezpieczną. - Powiedziałem i spojrzałem na nią.
-Zgaś latarkę. Chyba nie chcemy zginąć tej nocy prawda?
-Tak. - Powiedziałem i wyłączyłem ją. A ona z plecaka wyciągnęła okulary i założyła je.
-Wow.
-Co?
-To nie są zwykłe okulary. To noktowizor. - Powiedziała i zaczęła się rozglądać. - Wiedziałam że skądś znam te okulary. - Ostrożnie rozejrzała się po okolicy. - Teren czysty. Możemy rozpalić ognisko i zjeść kolację. - Zabraliśmy się za rozpalanie małego ogniska. Podgrzaliśmy sobie kilka plastrów mięsa i zagryźliśmy je kilkoma kęsami chleba.
Zgasiliśmy nasze ognisko po podgrzaniu mięsa. Zaczęliśmy jeść. Nasze plecaki leżały w jaskini, a obok nich rozłożony koc czekający na nas. My siedzieliśmy przed jaskinią na kamieniu jedząc kolację i wtedy na niebie ukazał się herb Kapitolu a po chwili twarze poległych Trybutów i numery ich Dystryktów. Zginęło dwadzieścia osób siedmiu chłopaków i trzynaście dziewczyn. Na szczęście Nathalie i Sebastian przeżyli. Nie ujrzałam także twarzy dzieciaków z którymi rozmawiał Sebastian podczas treningów.
-Ciekawe jak oni sobie radzą. - Oparłam głowę na jego ramieniu, a on objął mnie swoją ręką w pasie.
-Kto?
-Nathalie i Sebastian.
-Wiemy że przeżyli tę rzeź. Najgorszy dzień za nimi. Za nami.
-Pierwszy dzień zawsze jest najgorszy.
-Tak.
-Widziałeś ich po rozpoczęciu?
-Widziałem jak Nathalie biegnie w przeciwną stronę od Rogu Obfitości. Gdy się zatrzymałem by cię osłaniać, widziałem jak się z kimś szarpała, tamta dziewczyna oberwała z noża, a Nathalie zabrała jej plecak i uciekła do lasu. Ale chyba została dźgnięta nożem w łydkę. Jeśli wdało jej się zakażenie umrze w ciągu dwóch, może trzech dni. A co do młodego był na czwartym ode mnie podeście z prawej. Jest naprawdę taki niezły jak mówił. Gdy zbiegałem z platformy to go widziałem kilka sekund później już go nie było. Jakby znikł. Rozpłynął się w powietrzu. Zjadłaś?
-Tak.
-Chodźmy spać. - Powiedział i oboje wstaliśmy i weszliśmy do jaskini. Położyliśmy się na kocu i okryliśmy się drugim.
-Zważając na to że to tropiki to jest zimno.
-Pewnie podgrzeją atmosferę w ciągu kilku dni. Tak jak lubią.
-Pewnie masz racje kochanie. - Pocałowałam go i wtuliłam w niego.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czytasz to skomentuj. Dasz mi tym motywację do dalszego pisania i szybciej będą pojawiać się posty. :D
poniedziałek, 29 grudnia 2014
piątek, 12 grudnia 2014
Rozdział 4
Obudziłam się po dziesiątej. Ubrałam się i poszłam na śniadanie. Na talerz nałożyłam sobie świeże bułeczki, gorące kiełbaski i wzięłam szklankę z gorącą czekoladą gdy siadałam do stołu do jadalni wszedł Niall.
-Cześć Kochanie.
-Cześć.
-Co ty tak dzisiaj ubogo jesz? - Spytał podchodząc do stołu z jedzeniem.
-Jakoś trochę apetytu nie mam.
-To pewnie przez nerwy. I przez myśli o tym co nas czeka.
-Pewnie tak. Niall?
-Tak?
-Ale mamy sojusz nie? We dwójkę. - Spytałam cicho z lekką obawą.
-Oczywiście. Miałbym zwrócić się przeciwko własnej dziewczynie? - Spytał podchodząc do mnie. Talerz odstawił na stół i kucnął przy mnie łapiąc moją dłoń.
-I tak będziesz musiał, gdy nadejdzie czas.
-Nigdy. Nie skrzywdzę cię rozumiesz? Będę cię bronił.
-A ja będę bronić ciebie.
-Kocham cię maleńka. Bez względu na wszystko. Kocham i nie przestane kochać.
-Też cię kocham Niall. - Powiedziałam a on mnie pocałował. - Wiesz ta cała sytuacja w której się znaleźliśmy. Mam namyśli właśnie dożynki i Igrzyska. Sprawiły że oddaliliśmy się od siebie. - Powiedziałam ze smutkiem.
-Wiem. To jest bardziej przerażające niż same Igrzyska.
-Oboje boimy się tego co nieuniknione.
-Może być tak że nasza dwójka zostanie na arenie jako ostatnia.
-I wtedy będziemy musieli walczyć.
-Tak.
-Nie chcę tego.
-Ja też. Ale nie mamy wyjścia. Zostaliśmy wylosowani. Nie możemy nic zrobić, nic zdziałać.
-Wiem. Musimy być silni. Musimy walczyć.
-Tak. Damy radę.
-Niall obiecaj mi coś.
-Zależy co.
-Jeśli nasza dwójka zostanie ostatnimi zawodnikami. Zabij mnie i wygraj.
-Nie! - Zaprzeczył szybko.
-Wygraj dla mnie. Przeżyłam wiele. To cud że wciąż żyję. Jestem gotowa by umrzeć. Tylko zrobisz mi przysługę.
-Rose. - Powiedział łamiącym się głosem. - Ja nie ... Nie dam rady.
-To zrobię to sama.
-Nie.
-Dźgnę się. A ty mnie dobijesz.
-Nie. - Mówił prawie przez łzy.
-Proszę obiecaj mi to.
-A jeśli będzie szansa że oboje przeżyjemy?
-Mogą nie powtórzyć tego. Tamci byli rodzeństwem nie parą.
-Ale jeśli ...
-Żadne ale, Niall obiecaj.
-Obiecuje. - Powiedział a po policzku spłynęła mu jedna samotna łza. - Kocham cię Rose. - Powiedział i mnie pocałował. Gdy się ode mnie odsunął przytuliłam się do niego mówiąc.
-Kocham cię Niall. - Obiecał. Obiecał mi to. Zależy mi na nim bardziej niż na sobie, Jemu na mnie pewnie też. Ja bym się nie pogodziła z jego stratą. Nie pozbierałabym się. On? On sobie poradzi z moją śmiercią. Trochę pocierpi ale ożyje na nowo. Ja nie dałabym rady. Będzie wiódł lepsze życie z dala od głodu. To jedyne co napędza Trybutów do walki. Zwycięzce czeka życie w Kapitolu. Z dala od głodu, nędzy, chłosty, a przede wszystkim Igrzysk. Ale tylko jeden może wygrać. Tylko jeden stanie w blasku chwały mieszkańców Kapitolu. Tylko jeden z nas stanie się jednym z nich. Pozostałe 43 osoby zginą. Ale ważne żeby on żył. To najważniejsze. W końcu oderwaliśmy się od siebie i zabraliśmy za zjedzenie śniadania. Do południa siedzieliśmy na dachu rozmawiając na różne tematy. Mieliśmy świadomość że możemy być podsłuchiwani i obserwowani. Ale nic zakazanego nie robiliśmy. Stąd był piękny widok na Kapitol. Po południu zeszliśmy na obiad. Zjadłam pierś z kurczaka z pure i sosem grzybowo-ziołowym. Później nałożyłam sobie kilka krewetek. Były przepyszne. Następnie makaron z sosem serowym i kawałkiem jagnięciny. Na koniec zjadłam indyka i pure z sosem serowo-grzybowym. Po obiedzie Alex zabrał Nialla, a mnie porwała Ozil. Udałyśmy się do mojego pokoju.
-Będziemy ćwiczyć twoje zachowanie podczas prezentacji. Najpierw jak należy chodzić w szpilkach i w sukni. Ubieraj. - Dała mi parę butów na co najmniej czternasto centymetrowym obcasie i długą suknie. Było ciężko. Nigdy nie chodziłam na szpilkach. Potykałam się i przewracałam. Deptałam suknię a Ozil na mnie wrzeszczała gdy podnosiłam ją do góry by jej nie deptać i widzieć jak idę. Po trzech godzinach umiałam w miarę chodzić na szpilkach. W godzinę wytłumaczyła mi jak mam się zachować. Że mam się nie garbić. Głowę mam mieć uniesioną do góry. Być dumna i zadowolona z tego że znalazłam się tutaj. Oraz mówiła o jeszcze paru drobiazgach po upływie czasu wyszłyśmy z mojego pokoju, w salonie na kanapie siedział Niall i Alex. Teraz Niall udał się z Ozil do swojego pokoju a ja usiadłam obok Aleksandra.
-Będziemy ćwiczyć jak masz się zaprezentować. Jaką stronę twojego charakteru ukażemy. - Ćwiczyliśmy wszystko przez prawie cztery godziny. - Najlepiej się prezentujesz będąc tajemnicza. Pokazać dumę. I być pewna wygranej. Ukazać swoją determinację, odwagę, zaciętość i nieustraszoność. Pokazać że niczego się nie boisz. Dużo żartować z prowadzącym, dużo się śmiać i uśmiechać. Pokazać że nie przejmujesz się Igrzyskami. Dasz radę?
-Jutro? Tak. Na arenie? Raczej nie.
-Nie ważne co będzie na arenie. Liczy się jutro. Dzięki prezentacji zdobywacie sponsorów. I będą was dopingować podczas Igrzysk i zrobią wszystko byś przeżyła. - Uśmiechnął się do mnie. Do salonu weszła Ozil z Niallem. -Chodźcie oboje. Porozmawiamy sobie jeszcze. - Powiedział kierując się na dach. - Jesteście parą Od ponad dwóch miesięcy tak? - Pokiwaliśmy głowami. - Możecie poruszyć ten temat jutro. Podbijecie tym serca publiczności. Zachwycą się. Będą pragnęli waszego zwycięstwa. Kochankowie na arenie. Coś pięknego. W całej historii Igrzysk coś takiego miało miejsce tylko trzy razy. Pierwszy raz na 22 Igrzyskach Głodowych. Drugi na 74 Igrzyskach Głodowych. Trzeci na 79 Igrzyskach Głodowych. Walczyli pięknie. Walczyli do końca. Wy jesteście czwartą parą w historii Głodowych Igrzysk. Publika się zachwyci. - Powiedział z uśmiechem. - Organizatorzy i sponsorzy zauważyli pewnie wasze zachowanie podczas treningów. Z tego co opowiadaliście nie ukrywaliście że jesteście razem i że się kochacie. Od czterdziestu lat wywiad z zawodnikami przeprowadza Caesar Flickerman. Będzie wypytywał o wszystko. Wasze zachowanie podczas przejazdu na rydwanach, Serca namalowane na waszych nadgarstkach. Będzie wypytywał o wasz Dystrykt o waszą rodzinę. Mówcie co chcecie tylko szczerze. Nie kłamcie bo to niema sensu. Oni i tak poznają prawdę. Gdy tylko znikniecie na arenie. Będą przeprowadzać wywiady ze mną, z Ozil, z waszymi rodzinami, przyjaciółmi, ze Strażnikami z waszych Dystryktów, czy was kojarzą, jacy jesteście, jak się zachowujecie, spytają o wszystko. Dosłownie o wszystko. Gdy zacznie się drugi dzień Igrzysk, cały Kapitol będzie wiedział o was wszystko. I lepiej będzie dla was jeśli na Prezentacji będziecie mówić prawdę, to może uratować wam życie. Kapitol nienawidzi kłamców, gardzi nimi. Kłamców wyeliminują najszybciej. Zastanawiacie się jak? Może być tak że wpadną w gniazdo żmij, zasypie ich lawina śniegu, spadnie na nich głaz, cokolwiek. Więc jeśli chcecie przeżyć mówcie prawdę. - Na dachu spędziliśmy jeszcze coś ponad godzinę czasu. I udaliśmy się na kolacje. Żołądek wypchałam do pełna, z resztą nie tylko ja. Po kolacji poszłam spać. Obudzono mnie o siódmej. Wzięłam prysznic, owinięta szlafrokiem poszłam na śniadanie. Po obfitym posiłku udałam się wraz ze swoim stylistą na parter do garderoby. Tam mnie umalowano, uczesano i ubrano. Zielona sukienka sięgająca trochę za kolana i do kompletu zielone szpilki. Szczęście że na znacznie mniejszym obcasie niż ten na którym uczyłam się chodzić z Ozil. Mierzył jakieś sześć może siedem centymetrów.
-Słuchaj Rose gdy będzie mówił o ogniu z Przejazdu powiedz że dzisiaj również jesteś w płomieniach. Zacznij wirować. I jeszcze jedno. - Powiedział biorąc moją lewą dłoń, namalował na niej takie samo serce jak podczas Inauguracji Otwarcia Igrzysk. - Serce na szczęście. - Powiedział z uśmiechem i zaczął wykańczać mój wygląd. Znów posypał mnie brokatem. O 9:45 byliśmy wszyscy gotowi. Teraz staliśmy i czekaliśmy aż zacznie się program i przyjdzie nasza kolej. Styliście się z nami pożegnali i powiedzieli że będą siedzieć w pierwszym rzędzie na widowni. Staliśmy w czwórkę w raz z Aleksandrem i Ozil za kulisami wraz z resztą uczestników. W końcu Caesar wyszedł na scenę witając z publicznością. Opowiedział kilka żartów jak to ma w zwyczaju. I wreszcie zaprosił na scenę pierwszą zawodniczkę i tak po kolei. Nie wiem po jak długim czasie zostałam wreszcie wywołana przez Caesara.
-A teraz Rose Denil! - Publiczność zaczęła wiwatować, a ja weszłam na scenę stanęłam obok Caesara a ten złapał moją dłoń unosząc do góry następnie pomógł mi usiąść i sam zajął swoje miejsce. - Pięknie wyglądasz Rose.
-Dziękuję ty też niczego sobie. - Powiedziałam z uśmiech a on i cała publiczność się lekko zaśmiała.
-Powiedz mi jak udało ci się zdobyć 18 punktów z Oceny Indywidualnych Treningów? - Pochyliłam się w jego stronę i szepnęłam
-Nie mam pojęcia. - chociaż i tak wszyscy mnie słyszeli.
-Nie uwierzę. Masz jakiś sposób i dzięki temu udało ci się zdobyć aż tyle punktów. Od dawna nikt nie miał więcej niż 15
-Bo widzisz Caesar. Po prostu mam coś w sobie.
-Więc zdradź nam jak tego dokonałaś.
-Tajemnica.
-Oh, nie znęcaj się nad nami. Wszyscy jesteśmy ciekawi.
-To ty nie wiesz że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
-Dobrze. A przejazd Inauguracyjny? Coś pięknego. Gdy wtedy zobaczyłem że w oddali widać jakieś zielone światło dobiegając z tunelu a po chwili wy wyjeżdżacie na rydwanie. Twoja piękna płonąca zielenią zielona suknia powiewająca na wietrze. Przyznam się oczarowałaś mnie wtedy, zaintrygowałaś. Ty i Niall oboje się świetnie prezentowaliście. Jak się czułaś jadąc rydwanem? - Wzięłam głęboki oddech i zwróciłam twarz w kierunku widowni.
-Cudownie. Jeszcze nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Czułam się dumna że to właśnie ja reprezentuje mój Dystrykt. Cieszę się że moja młodsza siostra nie została wylosowana. Wcale się nie dziwię że na mnie trafiło. Prawdopodobnie miałam najwięcej wpisów ze wszystkich dziewczyn. Aż 45.
-45?
-Tak. Od pięciu lat biorę astragale dla całej rodziny byśmy mieli jak przeżyć. Rzadko kiedy udaje nam się coś wytargować z innymi mieszkańcami, więc musimy sobie radzić sami. I cieszę się również że moi bracia nie zostali wylosowani. Choć to pewnie po części moja zasługa. Pomimo tego że dwaj z nich są ode mnie starsi, zabraniam im brać astragale. Wszystkie biorę ja. Nie zniosłabym myśli że z własnym bratem miałabym walczyć na arenie. - Chciałam mówić dalej ale mi przerwał.
-A co z tymi serduszkami na waszych nadgarstkach?
-To symbol naszej miłości. Znak że nawet Igrzyska nie są w stanie nas rozdzielić.
-Więc przyjechałaś tutaj ze swoim chłopakiem?
-Niestety tak. Gdy Ozil zaczęła wybierać chłopaków modliłam się by nie wylosowała nikogo z tej czwórki. Pierwszy chłopak, kamień spadł mi z serca, drugi szok, przerażenie, smutek. Myślałam nie to nie może być on. To się nie dzieje naprawdę. A jednak dzieje. Myśl że mogę go stracić powala mnie na kolana. Nie dam rady żyć bez niego. Gdy go stracę, moje życie zamieni się w ruinę. Nie pozbieram się po tym. Załamię się. Nie będę sobą. Kocham go. Kocham całym sercem. I nie ważne co się będzie działo zawsze będę go kochać. Bez niego moje życie nie istnieje.
-Więc dlatego podczas waszego przejazdu gdy spojrzeliście na siebie wasze twarze się zmieniły. Wyrażały wtedy smutek.
-Tak. Szczęśliwi że tu jesteśmy i nagle wystarczy jedno spojrzenie na siebie i wiemy że nie wrócimy. Nie wrócimy razem. Będziemy musieli walczyć. Tylko jeden Trybut może zwyciężyć. - Po policzku spłynęła mi samotna łza. - Będę walczyć do końca. Będę walczyć o niego, dla niego. Niczego się nie boję. - Mówię poważnym z determinacją, odwagą i pewnością siebie głosem. Na twarzy mam to samo wymalowane.
-Wspominałaś o swoim rodzeństwie, ile ich masz i w jakim są wieku?
-Ben ma 21 lat, John 18, Dean 14, Fibi 12, Greta 9. A ja 16.
-Kim są twoi rodzice?
-Mama pracuje w sadzie. Tata jest żniwiarzem i dodatkowo raz w tygodniu jeździ do Dwunastki wydobywać węgiel.
-To już wiem skąd pomysł na tak piękny i oryginalny strój na Inauguracje Otwarcia Dziewięćdziesiątych czwartych Głodowych Igrzysk.
-Dzisiaj mam podobny.
-Ta suknia?
-Tak. Zrodzona z czystego ognia.
-Pokaż nam. - Wstałam i odeszłam kilka kroków od fotela. Zaczęłam się kręcić. Suknia momentalnie stanęła w płomieniach. Cała się paliła a ja wirowałam takie piękne i przyjemne uczucie ciepła i łaskotania. W końcu się zatrzymałam i złapałam dłoń Caesara którą do mnie wyciągnął, znów pomógł mi usiąść i z powrotem zajął swoje miejsce. - To było cudowne Rose. Naprawdę. Te płomienie tak dobrze cie wyrażają. Ogólnie zieleń cie podkreśla. A zielona suknia w połączeniu z zielonymi płomieniami po prostu bomba. - Zachwycał się prowadzący. - Przed państwem wystąpiła Rose Denil Zrodzona z płomieni! - Krzyknął łapiąc moją prawą dłoń i pomagając mi wstać. Odeszłam na tył sceny stanąć obok reszty. - Przed nami ostatni zawodnik Niall Horan! To prawda? To co mówiła Rose?
-Najprawdziwsza prawda. Nie wyobrażam sobie życia bez mojej Rose. To straszne że spotkało nas coś takiego. Walczyć o przetrwanie ze swoją dziewczyną. Staram się na razie o tym nie myśleć. Będzie co będzie. Kto wie? Może zginiemy pierwszego dnia przy Rogu Obfitości oboje. A może przetrwamy. Nikt tego nie wie.
-A co ty myślisz o swoim kostiumie z Inauguracji.
-Jest przebojowy. Fantastyczny. Płomienie mnie nakręcają.
-Też masz serduszko na nadgarstku?
-Oczywiście. To znak naszej wiecznej miłości.
-Masz rodzeństwo Niall?
-Dwie siostry i dwóch braci.
-W jakim są wieku.
-Aliena 11, Kortney 7, Bradley 14, Mark 20, a ja 16.
-Kim są twoi rodzice?
-Mama pracuje na żniwach, Tata na roli i dodatkowo jeździ do Dwunastki.
-Masz garnitur uszyty z bardzo podobnego materiału co suknia Rose. Czy to znaczy że również staniesz nam w płomieniach jak na Ceremonii Otwarcia Igrzysk?
-Jeśli chcecie.
-Oczywiście że chcemy. - Niall wstał i zakręcił się, a jego garnitur stanął w pięknych zielonych płomieniach. - Przed państwem wystąpił Niall Horan. - Powiedział Caesar a Niall podszedł do mnie. - Przed państwem wystąpili Dystrykt Pierwszy Ariet i Jordan Zimnokrwiści! Belb i Daren para nie z tej ziemi. - Caesar zaczął wywoływać wszystkich parami. Ten kto został wywołany wychodził na środek a następnie opuszczał scenę. - I wreszcie Rose i Niall Nieszczęśliwi Kochankowie z Jedenastego Dystryktu. - Podeszliśmy na środek ukłoniliśmy się, pomachaliśmy do publiczności wysłaliśmy całusy i zeszliśmy ze sceny. Tam dopadła nas Ozil.
-Byliście świetni. Naprawdę. Życzę wam wygranej. - Powiedziała z uśmiechem. - Wam obojgu. Macie szansę naprawdę.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział :D Jak wam się podoba?
-Cześć Kochanie.
-Cześć.
-Co ty tak dzisiaj ubogo jesz? - Spytał podchodząc do stołu z jedzeniem.
-Jakoś trochę apetytu nie mam.
-To pewnie przez nerwy. I przez myśli o tym co nas czeka.
-Pewnie tak. Niall?
-Tak?
-Ale mamy sojusz nie? We dwójkę. - Spytałam cicho z lekką obawą.
-Oczywiście. Miałbym zwrócić się przeciwko własnej dziewczynie? - Spytał podchodząc do mnie. Talerz odstawił na stół i kucnął przy mnie łapiąc moją dłoń.
-I tak będziesz musiał, gdy nadejdzie czas.
-Nigdy. Nie skrzywdzę cię rozumiesz? Będę cię bronił.
-A ja będę bronić ciebie.
-Kocham cię maleńka. Bez względu na wszystko. Kocham i nie przestane kochać.
-Też cię kocham Niall. - Powiedziałam a on mnie pocałował. - Wiesz ta cała sytuacja w której się znaleźliśmy. Mam namyśli właśnie dożynki i Igrzyska. Sprawiły że oddaliliśmy się od siebie. - Powiedziałam ze smutkiem.
-Wiem. To jest bardziej przerażające niż same Igrzyska.
-Oboje boimy się tego co nieuniknione.
-Może być tak że nasza dwójka zostanie na arenie jako ostatnia.
-I wtedy będziemy musieli walczyć.
-Tak.
-Nie chcę tego.
-Ja też. Ale nie mamy wyjścia. Zostaliśmy wylosowani. Nie możemy nic zrobić, nic zdziałać.
-Wiem. Musimy być silni. Musimy walczyć.
-Tak. Damy radę.
-Niall obiecaj mi coś.
-Zależy co.
-Jeśli nasza dwójka zostanie ostatnimi zawodnikami. Zabij mnie i wygraj.
-Nie! - Zaprzeczył szybko.
-Wygraj dla mnie. Przeżyłam wiele. To cud że wciąż żyję. Jestem gotowa by umrzeć. Tylko zrobisz mi przysługę.
-Rose. - Powiedział łamiącym się głosem. - Ja nie ... Nie dam rady.
-To zrobię to sama.
-Nie.
-Dźgnę się. A ty mnie dobijesz.
-Nie. - Mówił prawie przez łzy.
-Proszę obiecaj mi to.
-A jeśli będzie szansa że oboje przeżyjemy?
-Mogą nie powtórzyć tego. Tamci byli rodzeństwem nie parą.
-Ale jeśli ...
-Żadne ale, Niall obiecaj.
-Obiecuje. - Powiedział a po policzku spłynęła mu jedna samotna łza. - Kocham cię Rose. - Powiedział i mnie pocałował. Gdy się ode mnie odsunął przytuliłam się do niego mówiąc.
-Kocham cię Niall. - Obiecał. Obiecał mi to. Zależy mi na nim bardziej niż na sobie, Jemu na mnie pewnie też. Ja bym się nie pogodziła z jego stratą. Nie pozbierałabym się. On? On sobie poradzi z moją śmiercią. Trochę pocierpi ale ożyje na nowo. Ja nie dałabym rady. Będzie wiódł lepsze życie z dala od głodu. To jedyne co napędza Trybutów do walki. Zwycięzce czeka życie w Kapitolu. Z dala od głodu, nędzy, chłosty, a przede wszystkim Igrzysk. Ale tylko jeden może wygrać. Tylko jeden stanie w blasku chwały mieszkańców Kapitolu. Tylko jeden z nas stanie się jednym z nich. Pozostałe 43 osoby zginą. Ale ważne żeby on żył. To najważniejsze. W końcu oderwaliśmy się od siebie i zabraliśmy za zjedzenie śniadania. Do południa siedzieliśmy na dachu rozmawiając na różne tematy. Mieliśmy świadomość że możemy być podsłuchiwani i obserwowani. Ale nic zakazanego nie robiliśmy. Stąd był piękny widok na Kapitol. Po południu zeszliśmy na obiad. Zjadłam pierś z kurczaka z pure i sosem grzybowo-ziołowym. Później nałożyłam sobie kilka krewetek. Były przepyszne. Następnie makaron z sosem serowym i kawałkiem jagnięciny. Na koniec zjadłam indyka i pure z sosem serowo-grzybowym. Po obiedzie Alex zabrał Nialla, a mnie porwała Ozil. Udałyśmy się do mojego pokoju.
-Będziemy ćwiczyć twoje zachowanie podczas prezentacji. Najpierw jak należy chodzić w szpilkach i w sukni. Ubieraj. - Dała mi parę butów na co najmniej czternasto centymetrowym obcasie i długą suknie. Było ciężko. Nigdy nie chodziłam na szpilkach. Potykałam się i przewracałam. Deptałam suknię a Ozil na mnie wrzeszczała gdy podnosiłam ją do góry by jej nie deptać i widzieć jak idę. Po trzech godzinach umiałam w miarę chodzić na szpilkach. W godzinę wytłumaczyła mi jak mam się zachować. Że mam się nie garbić. Głowę mam mieć uniesioną do góry. Być dumna i zadowolona z tego że znalazłam się tutaj. Oraz mówiła o jeszcze paru drobiazgach po upływie czasu wyszłyśmy z mojego pokoju, w salonie na kanapie siedział Niall i Alex. Teraz Niall udał się z Ozil do swojego pokoju a ja usiadłam obok Aleksandra.
-Będziemy ćwiczyć jak masz się zaprezentować. Jaką stronę twojego charakteru ukażemy. - Ćwiczyliśmy wszystko przez prawie cztery godziny. - Najlepiej się prezentujesz będąc tajemnicza. Pokazać dumę. I być pewna wygranej. Ukazać swoją determinację, odwagę, zaciętość i nieustraszoność. Pokazać że niczego się nie boisz. Dużo żartować z prowadzącym, dużo się śmiać i uśmiechać. Pokazać że nie przejmujesz się Igrzyskami. Dasz radę?
-Jutro? Tak. Na arenie? Raczej nie.
-Nie ważne co będzie na arenie. Liczy się jutro. Dzięki prezentacji zdobywacie sponsorów. I będą was dopingować podczas Igrzysk i zrobią wszystko byś przeżyła. - Uśmiechnął się do mnie. Do salonu weszła Ozil z Niallem. -Chodźcie oboje. Porozmawiamy sobie jeszcze. - Powiedział kierując się na dach. - Jesteście parą Od ponad dwóch miesięcy tak? - Pokiwaliśmy głowami. - Możecie poruszyć ten temat jutro. Podbijecie tym serca publiczności. Zachwycą się. Będą pragnęli waszego zwycięstwa. Kochankowie na arenie. Coś pięknego. W całej historii Igrzysk coś takiego miało miejsce tylko trzy razy. Pierwszy raz na 22 Igrzyskach Głodowych. Drugi na 74 Igrzyskach Głodowych. Trzeci na 79 Igrzyskach Głodowych. Walczyli pięknie. Walczyli do końca. Wy jesteście czwartą parą w historii Głodowych Igrzysk. Publika się zachwyci. - Powiedział z uśmiechem. - Organizatorzy i sponsorzy zauważyli pewnie wasze zachowanie podczas treningów. Z tego co opowiadaliście nie ukrywaliście że jesteście razem i że się kochacie. Od czterdziestu lat wywiad z zawodnikami przeprowadza Caesar Flickerman. Będzie wypytywał o wszystko. Wasze zachowanie podczas przejazdu na rydwanach, Serca namalowane na waszych nadgarstkach. Będzie wypytywał o wasz Dystrykt o waszą rodzinę. Mówcie co chcecie tylko szczerze. Nie kłamcie bo to niema sensu. Oni i tak poznają prawdę. Gdy tylko znikniecie na arenie. Będą przeprowadzać wywiady ze mną, z Ozil, z waszymi rodzinami, przyjaciółmi, ze Strażnikami z waszych Dystryktów, czy was kojarzą, jacy jesteście, jak się zachowujecie, spytają o wszystko. Dosłownie o wszystko. Gdy zacznie się drugi dzień Igrzysk, cały Kapitol będzie wiedział o was wszystko. I lepiej będzie dla was jeśli na Prezentacji będziecie mówić prawdę, to może uratować wam życie. Kapitol nienawidzi kłamców, gardzi nimi. Kłamców wyeliminują najszybciej. Zastanawiacie się jak? Może być tak że wpadną w gniazdo żmij, zasypie ich lawina śniegu, spadnie na nich głaz, cokolwiek. Więc jeśli chcecie przeżyć mówcie prawdę. - Na dachu spędziliśmy jeszcze coś ponad godzinę czasu. I udaliśmy się na kolacje. Żołądek wypchałam do pełna, z resztą nie tylko ja. Po kolacji poszłam spać. Obudzono mnie o siódmej. Wzięłam prysznic, owinięta szlafrokiem poszłam na śniadanie. Po obfitym posiłku udałam się wraz ze swoim stylistą na parter do garderoby. Tam mnie umalowano, uczesano i ubrano. Zielona sukienka sięgająca trochę za kolana i do kompletu zielone szpilki. Szczęście że na znacznie mniejszym obcasie niż ten na którym uczyłam się chodzić z Ozil. Mierzył jakieś sześć może siedem centymetrów.
-Słuchaj Rose gdy będzie mówił o ogniu z Przejazdu powiedz że dzisiaj również jesteś w płomieniach. Zacznij wirować. I jeszcze jedno. - Powiedział biorąc moją lewą dłoń, namalował na niej takie samo serce jak podczas Inauguracji Otwarcia Igrzysk. - Serce na szczęście. - Powiedział z uśmiechem i zaczął wykańczać mój wygląd. Znów posypał mnie brokatem. O 9:45 byliśmy wszyscy gotowi. Teraz staliśmy i czekaliśmy aż zacznie się program i przyjdzie nasza kolej. Styliście się z nami pożegnali i powiedzieli że będą siedzieć w pierwszym rzędzie na widowni. Staliśmy w czwórkę w raz z Aleksandrem i Ozil za kulisami wraz z resztą uczestników. W końcu Caesar wyszedł na scenę witając z publicznością. Opowiedział kilka żartów jak to ma w zwyczaju. I wreszcie zaprosił na scenę pierwszą zawodniczkę i tak po kolei. Nie wiem po jak długim czasie zostałam wreszcie wywołana przez Caesara.
-A teraz Rose Denil! - Publiczność zaczęła wiwatować, a ja weszłam na scenę stanęłam obok Caesara a ten złapał moją dłoń unosząc do góry następnie pomógł mi usiąść i sam zajął swoje miejsce. - Pięknie wyglądasz Rose.
-Dziękuję ty też niczego sobie. - Powiedziałam z uśmiech a on i cała publiczność się lekko zaśmiała.
-Powiedz mi jak udało ci się zdobyć 18 punktów z Oceny Indywidualnych Treningów? - Pochyliłam się w jego stronę i szepnęłam
-Nie mam pojęcia. - chociaż i tak wszyscy mnie słyszeli.
-Nie uwierzę. Masz jakiś sposób i dzięki temu udało ci się zdobyć aż tyle punktów. Od dawna nikt nie miał więcej niż 15
-Bo widzisz Caesar. Po prostu mam coś w sobie.
-Więc zdradź nam jak tego dokonałaś.
-Tajemnica.
-Oh, nie znęcaj się nad nami. Wszyscy jesteśmy ciekawi.
-To ty nie wiesz że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
-Dobrze. A przejazd Inauguracyjny? Coś pięknego. Gdy wtedy zobaczyłem że w oddali widać jakieś zielone światło dobiegając z tunelu a po chwili wy wyjeżdżacie na rydwanie. Twoja piękna płonąca zielenią zielona suknia powiewająca na wietrze. Przyznam się oczarowałaś mnie wtedy, zaintrygowałaś. Ty i Niall oboje się świetnie prezentowaliście. Jak się czułaś jadąc rydwanem? - Wzięłam głęboki oddech i zwróciłam twarz w kierunku widowni.
-Cudownie. Jeszcze nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Czułam się dumna że to właśnie ja reprezentuje mój Dystrykt. Cieszę się że moja młodsza siostra nie została wylosowana. Wcale się nie dziwię że na mnie trafiło. Prawdopodobnie miałam najwięcej wpisów ze wszystkich dziewczyn. Aż 45.
-45?
-Tak. Od pięciu lat biorę astragale dla całej rodziny byśmy mieli jak przeżyć. Rzadko kiedy udaje nam się coś wytargować z innymi mieszkańcami, więc musimy sobie radzić sami. I cieszę się również że moi bracia nie zostali wylosowani. Choć to pewnie po części moja zasługa. Pomimo tego że dwaj z nich są ode mnie starsi, zabraniam im brać astragale. Wszystkie biorę ja. Nie zniosłabym myśli że z własnym bratem miałabym walczyć na arenie. - Chciałam mówić dalej ale mi przerwał.
-A co z tymi serduszkami na waszych nadgarstkach?
-To symbol naszej miłości. Znak że nawet Igrzyska nie są w stanie nas rozdzielić.
-Więc przyjechałaś tutaj ze swoim chłopakiem?
-Niestety tak. Gdy Ozil zaczęła wybierać chłopaków modliłam się by nie wylosowała nikogo z tej czwórki. Pierwszy chłopak, kamień spadł mi z serca, drugi szok, przerażenie, smutek. Myślałam nie to nie może być on. To się nie dzieje naprawdę. A jednak dzieje. Myśl że mogę go stracić powala mnie na kolana. Nie dam rady żyć bez niego. Gdy go stracę, moje życie zamieni się w ruinę. Nie pozbieram się po tym. Załamię się. Nie będę sobą. Kocham go. Kocham całym sercem. I nie ważne co się będzie działo zawsze będę go kochać. Bez niego moje życie nie istnieje.
-Więc dlatego podczas waszego przejazdu gdy spojrzeliście na siebie wasze twarze się zmieniły. Wyrażały wtedy smutek.
-Tak. Szczęśliwi że tu jesteśmy i nagle wystarczy jedno spojrzenie na siebie i wiemy że nie wrócimy. Nie wrócimy razem. Będziemy musieli walczyć. Tylko jeden Trybut może zwyciężyć. - Po policzku spłynęła mi samotna łza. - Będę walczyć do końca. Będę walczyć o niego, dla niego. Niczego się nie boję. - Mówię poważnym z determinacją, odwagą i pewnością siebie głosem. Na twarzy mam to samo wymalowane.
-Wspominałaś o swoim rodzeństwie, ile ich masz i w jakim są wieku?
-Ben ma 21 lat, John 18, Dean 14, Fibi 12, Greta 9. A ja 16.
-Kim są twoi rodzice?
-Mama pracuje w sadzie. Tata jest żniwiarzem i dodatkowo raz w tygodniu jeździ do Dwunastki wydobywać węgiel.
-To już wiem skąd pomysł na tak piękny i oryginalny strój na Inauguracje Otwarcia Dziewięćdziesiątych czwartych Głodowych Igrzysk.
-Dzisiaj mam podobny.
-Ta suknia?
-Tak. Zrodzona z czystego ognia.
-Pokaż nam. - Wstałam i odeszłam kilka kroków od fotela. Zaczęłam się kręcić. Suknia momentalnie stanęła w płomieniach. Cała się paliła a ja wirowałam takie piękne i przyjemne uczucie ciepła i łaskotania. W końcu się zatrzymałam i złapałam dłoń Caesara którą do mnie wyciągnął, znów pomógł mi usiąść i z powrotem zajął swoje miejsce. - To było cudowne Rose. Naprawdę. Te płomienie tak dobrze cie wyrażają. Ogólnie zieleń cie podkreśla. A zielona suknia w połączeniu z zielonymi płomieniami po prostu bomba. - Zachwycał się prowadzący. - Przed państwem wystąpiła Rose Denil Zrodzona z płomieni! - Krzyknął łapiąc moją prawą dłoń i pomagając mi wstać. Odeszłam na tył sceny stanąć obok reszty. - Przed nami ostatni zawodnik Niall Horan! To prawda? To co mówiła Rose?
-Najprawdziwsza prawda. Nie wyobrażam sobie życia bez mojej Rose. To straszne że spotkało nas coś takiego. Walczyć o przetrwanie ze swoją dziewczyną. Staram się na razie o tym nie myśleć. Będzie co będzie. Kto wie? Może zginiemy pierwszego dnia przy Rogu Obfitości oboje. A może przetrwamy. Nikt tego nie wie.
-A co ty myślisz o swoim kostiumie z Inauguracji.
-Jest przebojowy. Fantastyczny. Płomienie mnie nakręcają.
-Też masz serduszko na nadgarstku?
-Oczywiście. To znak naszej wiecznej miłości.
-Masz rodzeństwo Niall?
-Dwie siostry i dwóch braci.
-W jakim są wieku.
-Aliena 11, Kortney 7, Bradley 14, Mark 20, a ja 16.
-Kim są twoi rodzice?
-Mama pracuje na żniwach, Tata na roli i dodatkowo jeździ do Dwunastki.
-Masz garnitur uszyty z bardzo podobnego materiału co suknia Rose. Czy to znaczy że również staniesz nam w płomieniach jak na Ceremonii Otwarcia Igrzysk?
-Jeśli chcecie.
-Oczywiście że chcemy. - Niall wstał i zakręcił się, a jego garnitur stanął w pięknych zielonych płomieniach. - Przed państwem wystąpił Niall Horan. - Powiedział Caesar a Niall podszedł do mnie. - Przed państwem wystąpili Dystrykt Pierwszy Ariet i Jordan Zimnokrwiści! Belb i Daren para nie z tej ziemi. - Caesar zaczął wywoływać wszystkich parami. Ten kto został wywołany wychodził na środek a następnie opuszczał scenę. - I wreszcie Rose i Niall Nieszczęśliwi Kochankowie z Jedenastego Dystryktu. - Podeszliśmy na środek ukłoniliśmy się, pomachaliśmy do publiczności wysłaliśmy całusy i zeszliśmy ze sceny. Tam dopadła nas Ozil.
-Byliście świetni. Naprawdę. Życzę wam wygranej. - Powiedziała z uśmiechem. - Wam obojgu. Macie szansę naprawdę.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział :D Jak wam się podoba?
czwartek, 11 grudnia 2014
Rozdział 3
Przeszliśmy na drugą stronę Ośrodka Szkoleniowego weszliśmy do windy i wjechaliśmy na 11 piętro inaczej zwane penthaouses. Mama mi opowiadała że kiedyś liczył 12 pięter ale jak Dwunastka została zniszczona zlikwidowali dwunaste piętro.
-Idźcie się wykąpać i przebrać widzimy się w jadalni. - Powiedziała Ozil. Wskazała nam nasze pokoje każde z nas ma własną łazienkę. Weszłam do niej rozebrałam się kostium zostawiając na podłodze. Pod prysznicem spędziłam dobre 40 minut. Po pierwsze trudno było domyć się z brokatu, a po drugie gorąca woda jest dostępna przez cały czas. Przez co ta kąpiel była dla mnie odprężająca. Wychodząc z kabiny staję na macie uruchamiają się dmuchawy z gorącym powietrzem do osuszenia ciała i włosów. Gdy jestem już sucha zakładam szlafrok i wchodzę do pokoju. Wybieram Czarne długie luźne aksamitne spodnie i czerwoną bluzkę z krótkim rękawem. Zakładam jakieś płaskie czarne buty i wychodzę. Do jadalni wchodzę ostatnia. Zajmuje wolne miejsce obok Nialla. Wszyscy znowu opychamy się jak tylko możemy. Nie trudno się oprzeć. Od narodzin głodujemy a teraz mamy pod nos podstawiane miski z jedzeniem. Nie jesteśmy w stanie zjeść wszystkiego ale i tak próbujemy zjeść jak najwięcej by najeść się do syta. Pomimo tego że nasze brzuchy mówią nie, jemy dalej.
-Podczas waszego przejazdu rozmawiałem ze sponsorami. Byli zachwyceni całą czwórką ale najbardziej waszą dwójką. Na razie wychodzi na to że wszyscy macie sponsorów. Ale to może się zmienić. Pamiętajcie o ocenie waszych treningów. Teraz przez trzy dni będziecie cały dzień spędzać na sali w podziemiach by przygotować się do walki na arenie. Po upłynięciu trzech dni są indywidualne pokazy. Swoich największych zalet nie pokazujcie na treningach. Zostawcie to na Indywidualny Pokaz. Rose, nie ruszaj łuku. Zaskocz ich na końcu. - Tata mi opowiadał o tych łukach z Kapitolu. Są one inne. Skonstruowane tak by celując idealnie chybić w cel. Mówił że jeśli chcę trafić w środek jakiegoś punktu muszę minimalnie przesunąć łuk w lewą stronę. - Niall jesteś silny. Będzie tam możliwość pokazania swojej siły. Będą ciężary różnej wagi. Nie ruszaj ich. Pokażesz co potrafisz na Indywidualnej ocenie. Sebastian w czym ty jesteś dobry?
-Ja? - Spytał cicho.
-Jest dobry w kamuflażu. I zwinny. - Powiedziałam.
-Tak?
-Trochę. - Przyznał
-Na treningach nie ukazuj tych cech. Jak zaproszą cię na ocenę wtedy pokażesz co potrafisz dobrze? - Seba tylko pokiwał głową. - A ty Nathalie?
-W niczym nie jestem dobra. - Powiedziała cicho.
-Więc na treningach staraj się jak najwięcej nauczyć, a na Indywidualnej ocenie pokaż czego się najlepiej nauczyłaś.
-Pora już. Zaraz się zacznie chodźcie. - Ozil zawołała nas do salonu. Byli tu wszyscy. Nasza czwórka stylistów, Ozil, Alex i my. Usiedliśmy na kanapie. Chwilę później zaczęła się powtórka transmisji z Ceremonii Otwarcia Igrzysk. Gdy zauważyłam zielone i czerwone płonie rozbłyskujące na naszych ubraniach oniemiałam. Wyglądałam cudownie. Wyglądaliśmy cudownie. Przepięknie. W pewnym momencie zbliżenie zrobiono na nasze dłonie. Prowadzący zastanawiali się o co chodzi z tymi serduszkami widniejącymi na naszych nadgarstkach. Ujęli moment gdy uradowani spojrzeliśmy na siebie i nagle ogarnął nas smutek i rozpacz. Prowadzący znów zaczęli swoje domysły. Zwróciliśmy twarze przed siebie patrząc na innych uczestników z kamiennym wyrazem twarzy, by po chwili można było ujrzeć na niej determinację, pewność siebie i odwagę. Znów zwróciliśmy się ku publiczności z uśmiechem. Łapałam róże co prowadzący pochwalili. Mówili że Róża łapie róże. Rydwany zatrzymały się na placu Prezydent walnął mowę. A my zniknęliśmy za bramą Ośrodka Szkoleniowego. Nam poświęcono znacznie więcej czasu antenowego niż pozostałym. Co daje nam jeszcze większe szanse na zdobycie sponsorów. Wszyscy byli zachwyceni nami. - Dobrze. Wspaniale. A teraz idźcie się wyspać bo jutro o 9:00 musicie stawić się na treningu. Dobranoc dzieciaki. Miłych snów. - Zawołała radośnie Ozil. Pożegnaliśmy się i udaliśmy do swoich pokoi. Zdjęłam buty i położyłam spać. Zostałam obudzona o siódmej rano. Pół godziny spędziłam pod prysznicem. Gdy wyszłam z łazienki w moim pokoju stał Rafio.
-Twój kostium. - Powiedział podając mi srebrno-czarny kostium. - Na treningi. - Ubrałam go. I razem poszliśmy na śniadanie. Przy stole siedział już Niall, Freska, Alex i Ozil. Zajęłam miejsce obok niego, a Rafio usiadł obok Freski naprzeciw mnie, chwilę później przyszedł Sebastian wraz z Bernim. Śniadanie zostało podane na stół. A nasza ósemka zaczęła jeść. Pięć minut później do jadalni weszła Nathalie. Było po niej widać że płakała. Nie daje sobie rady. Biedaczka. Nigdy nie była dość silna i odważna czemu teraz miałoby być inaczej. I tak wie że niema szans. Wie że przegra. Wie że zginie. Mam nadzieję że przeżyje chociaż pierwszy dzień Głodowych Igrzysk. Zresztą życzę tego każdemu z naszej czwórki. Dosiadła się do stołu wraz ze swoją Stylistką Josie. O 8:30 zjechaliśmy wraz z Ozil windą do podziemi to tu miał się odbyć nasz trzydniowy trening. Ozil wskazała nam drzwi życzyła powodzenia i wróciła do windy. Weszliśmy na salę. Jak się okazało nie byliśmy pierwsi. Ale ostatni też nie byliśmy. Na sali siedziało już ośmiu Trybutów. Podeszliśmy do nich i usiedliśmy blisko Nadzorcy Treningów. Rozglądałam się po sali było dużo różnych stanowisk. Po prawej stronie od wejścia na salę znajduje się mała widownia dla organizatorów którzy będą oceniać nasze zdolności. Oraz dla sponsorów by mogli przyjrzeć nam się z bliska jednak nie wszyscy sponsorzy mieli wstęp. W przeciągu dwudziestu minut na sali zebrali się już wszyscy. Każdy na plecach miał w ubraniu wszyty numer Dystryktu z którego pochodzi więc łatwo mogliśmy wszyscy się rozpoznać. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to że w tym roku w Igrzyskach bierze udział siedmioro dwunastolatków, trzy dziewczyny i czterech chłopaków. Staram się o tym nie myśleć i skupiam na tym co mówi nam nasz Nadzorca. Opowiada jakie mamy stanowiska do dyspozycji i gdzie się one znajdują. Przy każdym stanowisku stoi jeden trener. Gdy skończyła mówić wszyscy rozchodzą się po sali. Z Niallem trzymamy się razem. Najpierw podchodzimy do stanowiska z kamuflażem. Trener daje nam godzinny wykład na temat tego jak dobrze znaleźć kryjówkę, schować się, jak stworzyć sobie dobry kamuflaż by nie być zauważonym nawet z bliska. Następnie idziemy na ściankę wspinaczkową. Obojgu nam idzie świetnie. Trener nas chwali. Kolejne trzy godziny spędzamy na walce mieczem. Na szczęście walczymy z trenerami a nie innymi zawodnikami. Nie mogą przecież pozwolić na to by zawodnicy osłabili się przed rozpoczęciem Igrzysk. Jak na moje pierwsze spotkanie z mieczem szło mi całkiem nieźle.Ale i tak o wiele gorzej niż Trybutom z Czterech pierwszych Dystryktów. To karierowcy. Szkolą się od najmłodszych lat, a później zgłaszają się na ochotnika, pod warunkiem że ich nazwiska znajdują się w kulach. Wszyscy w ich Dystryktach są im wdzięczni że zgłosili się za nich, czy za ich dzieci. Następnie czas spędzamy na nauce zakładania idealnych pułapek, sideł, wnyk. Po godzinie przerywa nam ogłoszenie że mamy udać się do pomieszczenia obok na obiad. Przeszliśmy tam. Stoły z jedzeniem były rozłożone na całej sali a na środku stały stoliki. Podeszliśmy do bufetu i nałożyliśmy sobie jedzenie i usiedliśmy do stolika i zaczęliśmy jeść. Zdziwiło mnie to gdy ani Sebastian ani Nathalie z nami nie usiedli. Sebastiana widziałam przy jednym stoliku wraz z innymi dwunastolatkami. A Nathalie siedziała sama w rogu sali. Podczas naszego obiadu organizatorzy i sponsorzy schodzili na dół by porozmawiać z naszymi trenerami. Po godzinie ogłosili koniec przerwy na obiad i znów weszliśmy na salę. Tym razem podeszliśmy do stanowiska walki wręcz. Spędziliśmy tu cztery godziny. Ale przynajmniej wiem że będę umiała się bronić bez żadnej broni na samym początku. Następne dwie godziny spędzamy na odróżnianiu trujących owoców i roślin. Uczą nas także jak poradzić sobie z jakimi obrażeniami i chorobami na arenie nie mając apteczki ani leków a sponsorzy i nasz mentor nie będą nam nic wysyłać. O 20:00 kończy się trening wracamy na nasze piętro i pierwsze co robimy to zabieramy się za zjedzenie kolacji ignorując komentarze Ozil byśmy tacy brudni, śmierdzący i spoceni nie zasiadali do stołu. Ale byliśmy tak głodni że nie mieliśmy zamiaru czekać by coś zjeść. Po obfitej kolacji idę wziąć prysznic. Biorę długą bo trzydziesto minutową kąpiel. A następnie kładę się spać. Następnego dnia wstaje o ósmej ubieram mój strój treningowy, jem szybko śniadanie i razem z Niallem schodzimy do podziemi. Jesteśmy pierwsi. Jest dopiero za piętnaście dziewiąta. Pozwolono nam zacząć wcześniej trening. Ćwiczymy rzut oszczepem, rzut nożami. Walkę mieczem, maczugą. Wspinamy się po siatce na wysokość dwudziestupięciu metrów a następnie przechodzimy tor przeszkód zawieszony w powietrzu. Później mamy przerwę obiadową. Po uzupełnieniu energii i napełnieniu żołądków wracamy do treningów. Pokonujemy również tor przeszkód który jest umieszczony na ziemi w innej części sali niż ten na którym byliśmy wcześniej. Bierzemy udział w wiązaniu węzłów i w nauce zakładania innych pułapek. Pokazują nam jak rozpalić ognisko w różnych warunkach, bo nie wiadomo na jakiej arenie się znajdziemy. Ostatnie trzy godziny treningu spędzamy na małej siłowni umieszczonej w rogu sali by chociaż troszeczkę stać się silniejszym i wytrzymalszym. To prawie nic nie daje. Ale zawsze trochę wzmacnia a to najważniejsze. Wracamy do penthousu i powtarza się sytuacja z wczoraj. Ozil znów na nas wyzywa, a my ją olewamy. Trzeci dzień treningów na sali wraz z Niallem zaczynamy już o 8:30 bo się wyrobiliśmy dość szybko a Nadzorca pozwala nam wejść wcześniej. Przez pierwszą godzinę siedzimy na siłowni. Kolejne trzy spędzamy na walce mieczem. Korzystamy jeszcze raz z pomocy przy rozpoznawaniu trujących roślin, grzybów, owoców. Trener jest z nas dumny że wszystko dobrze zapamiętaliśmy. Ćwiczymy rzuty nożami. Idziemy na obiad. A po nim udajemy się na tor przeszkód który pokonujemy bezbłędnie. Ostatnie dwie godziny spędzamy na walce mieczem. Przy kolacji Alex mówi nam że jutro mamy być w podziemiach o 11. Mamy dwie godziny treningu, następnie obiad. Po obiedzie zacznie się Indywidualne ocenianie. Po kolacji wzięłam godzinną gorącą kąpiel w wannie. Następnie poszłam spać. Obudziłam się o 9:30 gdy weszłam do jadalni Niall i Sebastian już siedzieli przy stole. Zjedliśmy śniadanie. I zjechałam z Niallem na dół. Była 10:40, znów byliśmy pierwsi i sami będąc na sali rozpoczęliśmy trening. Skoro mieliśmy dwadzieścia minut postanowiliśmy strzelić kilka razy z łuku. Ale pięć minut przed jedenastą udajemy się na stanowisko walki mieczem. I na tym spędzamy nasz dzisiejszy trening. Kazano nam iść na obiad więc wszyscy siedzieliśmy i jedliśmy. Po godzinie wyznaczonej na posiłek wzywają Ariet dziewczyna z Pierwszego Dystryktu. Po piętnastu minutach na salę zapraszają Jordana również z Jedynki. Po kolejnych piętnastu minutach wzywają Bellb z Jedynki i ostatni z tego Dystryktu na salę po upływie kolejnych piętnastu minut wzywany jest Daren. Później Dystrykt Drugi Sibil, Nostradamus, Harietta, Grinzo. Dystrykt Trzeci Penelopa, Arczer, Arwena, Krum. I tak dalej przestałam rejestrować jakiekolwiek dźwięki wyciszyłam się i uspokoiłam. Ocknęłam się dopiero gdy Niall szturchnął mnie przypadkowo. Właśnie za drzwiami znikał chłopak z Dziesiątki, a na stołówce została tylko nasza czwórka. Pierwsza weszła Nathalie, później Sebastian. W końcu padło moje imię wstając życzyłam powodzenia Niallowi. On również zrobił to samo. Weszłam na salę. Wszyscy byli skupieni na mnie.
-Zaprezentuj swoje umiejętności Rose. - Wzięłam łuk i kołczan. Wykonałam pięć strzałów w nieruchome tarcze. Następnie uruchomiłam manekiny i strzelałam do nich za każdym razem celnie. Następnie wzięłam noże i rzucałam nimi w różne tarcze zawieszone na całej sali. Spojrzałam w stronę organizatorów tylko kilkoro mi się przyglądało. Reszta patrzyła własnie na dwa torty, poncz i świnie która wjechała. To się w głowie nie mieści. Wzięłam do ręki piętnastokilogramową kulę rzuciłam nią w jeden tort a następnie strzeliłam w jabłko w pysku świni. Dwóch mężczyzn wpadło w szoku w tort a jeden do ponczu. Wszyscy nagle zwrócili głowy w moją stronę.
-Dziękuję za uwagę! - Powiedziałam kłaniając się rzuciłam łuk na bok i biorąc z pasa ostatni nóż rzuciłam nim w trybunę, dwa milimetry w prawo a koleś miałby zarysowaną twarz. Posłałam im buziaka i zaczęłam iść w stronę wyjścia. Nim opuściłam pomieszczenie rzuciłam kołczan na bok. Weszłam do windy i wjechałam na górę. Zasiadłam do stołu zjadając potrawkę z jagnięciny duszoną w pure z ziemniaków w sosie grzybowo-pomarańczowym . Właśnie nakładałam sobie spaghetti gdy do jadalni wszedł Niall.
-Jak ci poszło skarbie? - Spytał.
-Chyba to spaprałam. Szło mi świetnie. Strzelając z łuku trafiałam za każdym razem, z nożami to samo. Ale gdy spojrzałam w ich stronę wcale nie patrzyli na mnie. Więc jak oni chcą oceniać moje umiejętności. Więc rzuciłam kulą w jeden z tortów który właśnie przyjechał, a dwójka organizatorów wleciała w drugi. Następnie szybko strzeliłam z łuku celując w jabłko w pysku świni a jeden z nich wpadł tyłkiem w poncz. Ukłoniłam się mówiąc dziękuję za uwagę. I rzuciłam nożem w ich stronę celując tak by znalazł się dwa milimetry od twarzy. Byli przerażeni. Nie czekając na ich reakcje wyszłam.
-Co ty zrobiłaś?! - Usłyszałam histeryczny krzyk Ozil.
-Wkurzyli mnie.
-A ja uważam że to było świetne. Genialne.
-Dzięki Alex.
Wszyscy zasiedliśmy przy stole. Przyszli nawet nasi styliści. Kolacja minęła miło, chociaż Ozil trochę marudziła na mnie. Na Nialla zresztą też gdy powiedział co zrobił. Rzucał kulami i strzelał z łuku. Nie patrzyli na niego. Rzucił w ich stronę pięćdziesięciokilogramową kulę. Wszyscy byli w szoku następnie rzucił w ich stronę pięcioma nożami naraz. Noże wbiły się w ścianę mijając o milimetry ciało jednego z organizatorów. Następnie strzelił kilka razy z łuku trafiając w sam środek. Udaliśmy się do salonu by zobaczyć w telewizorze jak przedstawiają się wyniki. Od 77 Głodowych Igrzysk tabela wyników się zmieniła. Wszyscy z Dystryktu Pierwszego, Drugiego, Trzeciego i Czwartego zdobyli 15 punktów. Chłopacy z Piątki mieli 9, jedna z dziewczyn 8 a druga 7. Dystrykt Szósty dziewczyny 8 chłopaki 10. 13 punktów zdobyła dziewczyna z Ósemki. Chłopak z Dziewiątki 14. W końcu przyszedł czas na nasz Dystrykt. Nathalie 5 punktów. Bardzo słabo.
-Ojeny tak słabiutko? - Ozil mówi smutnym głosikiem. Sebastian zdobył 9 punktów. - Wystarczy. - Powiedziała wesoło. Przyszedł czas na mnie. Gdy liczba pojawiła się na ekranie telewizora myślałam że mam zwidy. - Nikt nigdy nie miał osiemnastu punktów. - Mówi Ozil.
-18. Najwięcej. Niewierze. - Na ekranie pojawiła się twarz Nialla on miał 17 punktów.
-17. Niemożliwe - Powiedział. Oboje rzuciliśmy się sobie w ramiona.
-Pierwszy raz od 79 Igrzysk ktoś ma więcej niż 16 punktów. - Mówi Ozil. - To wspaniale.
-Z takimi wynikami na pewno zdobędziecie sponsorów. - Mówi Alex. - Gratuluje wszystkim spisaliście się. Jutro każde z was spędzi pięć godzin z Ozil żeby popracować nad swoim ciałem. I pięć godzin ze mną by rozpracować wasz charakter i ustalić jak was ukarzemy podczas Prezentacji Telewizyjnej która odbędzie się za dwa dni. A teraz zmykajcie do pokoi umyć się i spać. Rose i Niall wy możecie pospać trochę dłużej bo pierwsi przyjdą do nas Sebastian i Nathalie. Do zobaczenia jutro dzieciaki.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy kolejny rozdział! ;D
-Idźcie się wykąpać i przebrać widzimy się w jadalni. - Powiedziała Ozil. Wskazała nam nasze pokoje każde z nas ma własną łazienkę. Weszłam do niej rozebrałam się kostium zostawiając na podłodze. Pod prysznicem spędziłam dobre 40 minut. Po pierwsze trudno było domyć się z brokatu, a po drugie gorąca woda jest dostępna przez cały czas. Przez co ta kąpiel była dla mnie odprężająca. Wychodząc z kabiny staję na macie uruchamiają się dmuchawy z gorącym powietrzem do osuszenia ciała i włosów. Gdy jestem już sucha zakładam szlafrok i wchodzę do pokoju. Wybieram Czarne długie luźne aksamitne spodnie i czerwoną bluzkę z krótkim rękawem. Zakładam jakieś płaskie czarne buty i wychodzę. Do jadalni wchodzę ostatnia. Zajmuje wolne miejsce obok Nialla. Wszyscy znowu opychamy się jak tylko możemy. Nie trudno się oprzeć. Od narodzin głodujemy a teraz mamy pod nos podstawiane miski z jedzeniem. Nie jesteśmy w stanie zjeść wszystkiego ale i tak próbujemy zjeść jak najwięcej by najeść się do syta. Pomimo tego że nasze brzuchy mówią nie, jemy dalej.
-Podczas waszego przejazdu rozmawiałem ze sponsorami. Byli zachwyceni całą czwórką ale najbardziej waszą dwójką. Na razie wychodzi na to że wszyscy macie sponsorów. Ale to może się zmienić. Pamiętajcie o ocenie waszych treningów. Teraz przez trzy dni będziecie cały dzień spędzać na sali w podziemiach by przygotować się do walki na arenie. Po upłynięciu trzech dni są indywidualne pokazy. Swoich największych zalet nie pokazujcie na treningach. Zostawcie to na Indywidualny Pokaz. Rose, nie ruszaj łuku. Zaskocz ich na końcu. - Tata mi opowiadał o tych łukach z Kapitolu. Są one inne. Skonstruowane tak by celując idealnie chybić w cel. Mówił że jeśli chcę trafić w środek jakiegoś punktu muszę minimalnie przesunąć łuk w lewą stronę. - Niall jesteś silny. Będzie tam możliwość pokazania swojej siły. Będą ciężary różnej wagi. Nie ruszaj ich. Pokażesz co potrafisz na Indywidualnej ocenie. Sebastian w czym ty jesteś dobry?
-Ja? - Spytał cicho.
-Jest dobry w kamuflażu. I zwinny. - Powiedziałam.
-Tak?
-Trochę. - Przyznał
-Na treningach nie ukazuj tych cech. Jak zaproszą cię na ocenę wtedy pokażesz co potrafisz dobrze? - Seba tylko pokiwał głową. - A ty Nathalie?
-W niczym nie jestem dobra. - Powiedziała cicho.
-Więc na treningach staraj się jak najwięcej nauczyć, a na Indywidualnej ocenie pokaż czego się najlepiej nauczyłaś.
-Pora już. Zaraz się zacznie chodźcie. - Ozil zawołała nas do salonu. Byli tu wszyscy. Nasza czwórka stylistów, Ozil, Alex i my. Usiedliśmy na kanapie. Chwilę później zaczęła się powtórka transmisji z Ceremonii Otwarcia Igrzysk. Gdy zauważyłam zielone i czerwone płonie rozbłyskujące na naszych ubraniach oniemiałam. Wyglądałam cudownie. Wyglądaliśmy cudownie. Przepięknie. W pewnym momencie zbliżenie zrobiono na nasze dłonie. Prowadzący zastanawiali się o co chodzi z tymi serduszkami widniejącymi na naszych nadgarstkach. Ujęli moment gdy uradowani spojrzeliśmy na siebie i nagle ogarnął nas smutek i rozpacz. Prowadzący znów zaczęli swoje domysły. Zwróciliśmy twarze przed siebie patrząc na innych uczestników z kamiennym wyrazem twarzy, by po chwili można było ujrzeć na niej determinację, pewność siebie i odwagę. Znów zwróciliśmy się ku publiczności z uśmiechem. Łapałam róże co prowadzący pochwalili. Mówili że Róża łapie róże. Rydwany zatrzymały się na placu Prezydent walnął mowę. A my zniknęliśmy za bramą Ośrodka Szkoleniowego. Nam poświęcono znacznie więcej czasu antenowego niż pozostałym. Co daje nam jeszcze większe szanse na zdobycie sponsorów. Wszyscy byli zachwyceni nami. - Dobrze. Wspaniale. A teraz idźcie się wyspać bo jutro o 9:00 musicie stawić się na treningu. Dobranoc dzieciaki. Miłych snów. - Zawołała radośnie Ozil. Pożegnaliśmy się i udaliśmy do swoich pokoi. Zdjęłam buty i położyłam spać. Zostałam obudzona o siódmej rano. Pół godziny spędziłam pod prysznicem. Gdy wyszłam z łazienki w moim pokoju stał Rafio.
-Twój kostium. - Powiedział podając mi srebrno-czarny kostium. - Na treningi. - Ubrałam go. I razem poszliśmy na śniadanie. Przy stole siedział już Niall, Freska, Alex i Ozil. Zajęłam miejsce obok niego, a Rafio usiadł obok Freski naprzeciw mnie, chwilę później przyszedł Sebastian wraz z Bernim. Śniadanie zostało podane na stół. A nasza ósemka zaczęła jeść. Pięć minut później do jadalni weszła Nathalie. Było po niej widać że płakała. Nie daje sobie rady. Biedaczka. Nigdy nie była dość silna i odważna czemu teraz miałoby być inaczej. I tak wie że niema szans. Wie że przegra. Wie że zginie. Mam nadzieję że przeżyje chociaż pierwszy dzień Głodowych Igrzysk. Zresztą życzę tego każdemu z naszej czwórki. Dosiadła się do stołu wraz ze swoją Stylistką Josie. O 8:30 zjechaliśmy wraz z Ozil windą do podziemi to tu miał się odbyć nasz trzydniowy trening. Ozil wskazała nam drzwi życzyła powodzenia i wróciła do windy. Weszliśmy na salę. Jak się okazało nie byliśmy pierwsi. Ale ostatni też nie byliśmy. Na sali siedziało już ośmiu Trybutów. Podeszliśmy do nich i usiedliśmy blisko Nadzorcy Treningów. Rozglądałam się po sali było dużo różnych stanowisk. Po prawej stronie od wejścia na salę znajduje się mała widownia dla organizatorów którzy będą oceniać nasze zdolności. Oraz dla sponsorów by mogli przyjrzeć nam się z bliska jednak nie wszyscy sponsorzy mieli wstęp. W przeciągu dwudziestu minut na sali zebrali się już wszyscy. Każdy na plecach miał w ubraniu wszyty numer Dystryktu z którego pochodzi więc łatwo mogliśmy wszyscy się rozpoznać. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to że w tym roku w Igrzyskach bierze udział siedmioro dwunastolatków, trzy dziewczyny i czterech chłopaków. Staram się o tym nie myśleć i skupiam na tym co mówi nam nasz Nadzorca. Opowiada jakie mamy stanowiska do dyspozycji i gdzie się one znajdują. Przy każdym stanowisku stoi jeden trener. Gdy skończyła mówić wszyscy rozchodzą się po sali. Z Niallem trzymamy się razem. Najpierw podchodzimy do stanowiska z kamuflażem. Trener daje nam godzinny wykład na temat tego jak dobrze znaleźć kryjówkę, schować się, jak stworzyć sobie dobry kamuflaż by nie być zauważonym nawet z bliska. Następnie idziemy na ściankę wspinaczkową. Obojgu nam idzie świetnie. Trener nas chwali. Kolejne trzy godziny spędzamy na walce mieczem. Na szczęście walczymy z trenerami a nie innymi zawodnikami. Nie mogą przecież pozwolić na to by zawodnicy osłabili się przed rozpoczęciem Igrzysk. Jak na moje pierwsze spotkanie z mieczem szło mi całkiem nieźle.Ale i tak o wiele gorzej niż Trybutom z Czterech pierwszych Dystryktów. To karierowcy. Szkolą się od najmłodszych lat, a później zgłaszają się na ochotnika, pod warunkiem że ich nazwiska znajdują się w kulach. Wszyscy w ich Dystryktach są im wdzięczni że zgłosili się za nich, czy za ich dzieci. Następnie czas spędzamy na nauce zakładania idealnych pułapek, sideł, wnyk. Po godzinie przerywa nam ogłoszenie że mamy udać się do pomieszczenia obok na obiad. Przeszliśmy tam. Stoły z jedzeniem były rozłożone na całej sali a na środku stały stoliki. Podeszliśmy do bufetu i nałożyliśmy sobie jedzenie i usiedliśmy do stolika i zaczęliśmy jeść. Zdziwiło mnie to gdy ani Sebastian ani Nathalie z nami nie usiedli. Sebastiana widziałam przy jednym stoliku wraz z innymi dwunastolatkami. A Nathalie siedziała sama w rogu sali. Podczas naszego obiadu organizatorzy i sponsorzy schodzili na dół by porozmawiać z naszymi trenerami. Po godzinie ogłosili koniec przerwy na obiad i znów weszliśmy na salę. Tym razem podeszliśmy do stanowiska walki wręcz. Spędziliśmy tu cztery godziny. Ale przynajmniej wiem że będę umiała się bronić bez żadnej broni na samym początku. Następne dwie godziny spędzamy na odróżnianiu trujących owoców i roślin. Uczą nas także jak poradzić sobie z jakimi obrażeniami i chorobami na arenie nie mając apteczki ani leków a sponsorzy i nasz mentor nie będą nam nic wysyłać. O 20:00 kończy się trening wracamy na nasze piętro i pierwsze co robimy to zabieramy się za zjedzenie kolacji ignorując komentarze Ozil byśmy tacy brudni, śmierdzący i spoceni nie zasiadali do stołu. Ale byliśmy tak głodni że nie mieliśmy zamiaru czekać by coś zjeść. Po obfitej kolacji idę wziąć prysznic. Biorę długą bo trzydziesto minutową kąpiel. A następnie kładę się spać. Następnego dnia wstaje o ósmej ubieram mój strój treningowy, jem szybko śniadanie i razem z Niallem schodzimy do podziemi. Jesteśmy pierwsi. Jest dopiero za piętnaście dziewiąta. Pozwolono nam zacząć wcześniej trening. Ćwiczymy rzut oszczepem, rzut nożami. Walkę mieczem, maczugą. Wspinamy się po siatce na wysokość dwudziestupięciu metrów a następnie przechodzimy tor przeszkód zawieszony w powietrzu. Później mamy przerwę obiadową. Po uzupełnieniu energii i napełnieniu żołądków wracamy do treningów. Pokonujemy również tor przeszkód który jest umieszczony na ziemi w innej części sali niż ten na którym byliśmy wcześniej. Bierzemy udział w wiązaniu węzłów i w nauce zakładania innych pułapek. Pokazują nam jak rozpalić ognisko w różnych warunkach, bo nie wiadomo na jakiej arenie się znajdziemy. Ostatnie trzy godziny treningu spędzamy na małej siłowni umieszczonej w rogu sali by chociaż troszeczkę stać się silniejszym i wytrzymalszym. To prawie nic nie daje. Ale zawsze trochę wzmacnia a to najważniejsze. Wracamy do penthousu i powtarza się sytuacja z wczoraj. Ozil znów na nas wyzywa, a my ją olewamy. Trzeci dzień treningów na sali wraz z Niallem zaczynamy już o 8:30 bo się wyrobiliśmy dość szybko a Nadzorca pozwala nam wejść wcześniej. Przez pierwszą godzinę siedzimy na siłowni. Kolejne trzy spędzamy na walce mieczem. Korzystamy jeszcze raz z pomocy przy rozpoznawaniu trujących roślin, grzybów, owoców. Trener jest z nas dumny że wszystko dobrze zapamiętaliśmy. Ćwiczymy rzuty nożami. Idziemy na obiad. A po nim udajemy się na tor przeszkód który pokonujemy bezbłędnie. Ostatnie dwie godziny spędzamy na walce mieczem. Przy kolacji Alex mówi nam że jutro mamy być w podziemiach o 11. Mamy dwie godziny treningu, następnie obiad. Po obiedzie zacznie się Indywidualne ocenianie. Po kolacji wzięłam godzinną gorącą kąpiel w wannie. Następnie poszłam spać. Obudziłam się o 9:30 gdy weszłam do jadalni Niall i Sebastian już siedzieli przy stole. Zjedliśmy śniadanie. I zjechałam z Niallem na dół. Była 10:40, znów byliśmy pierwsi i sami będąc na sali rozpoczęliśmy trening. Skoro mieliśmy dwadzieścia minut postanowiliśmy strzelić kilka razy z łuku. Ale pięć minut przed jedenastą udajemy się na stanowisko walki mieczem. I na tym spędzamy nasz dzisiejszy trening. Kazano nam iść na obiad więc wszyscy siedzieliśmy i jedliśmy. Po godzinie wyznaczonej na posiłek wzywają Ariet dziewczyna z Pierwszego Dystryktu. Po piętnastu minutach na salę zapraszają Jordana również z Jedynki. Po kolejnych piętnastu minutach wzywają Bellb z Jedynki i ostatni z tego Dystryktu na salę po upływie kolejnych piętnastu minut wzywany jest Daren. Później Dystrykt Drugi Sibil, Nostradamus, Harietta, Grinzo. Dystrykt Trzeci Penelopa, Arczer, Arwena, Krum. I tak dalej przestałam rejestrować jakiekolwiek dźwięki wyciszyłam się i uspokoiłam. Ocknęłam się dopiero gdy Niall szturchnął mnie przypadkowo. Właśnie za drzwiami znikał chłopak z Dziesiątki, a na stołówce została tylko nasza czwórka. Pierwsza weszła Nathalie, później Sebastian. W końcu padło moje imię wstając życzyłam powodzenia Niallowi. On również zrobił to samo. Weszłam na salę. Wszyscy byli skupieni na mnie.
-Zaprezentuj swoje umiejętności Rose. - Wzięłam łuk i kołczan. Wykonałam pięć strzałów w nieruchome tarcze. Następnie uruchomiłam manekiny i strzelałam do nich za każdym razem celnie. Następnie wzięłam noże i rzucałam nimi w różne tarcze zawieszone na całej sali. Spojrzałam w stronę organizatorów tylko kilkoro mi się przyglądało. Reszta patrzyła własnie na dwa torty, poncz i świnie która wjechała. To się w głowie nie mieści. Wzięłam do ręki piętnastokilogramową kulę rzuciłam nią w jeden tort a następnie strzeliłam w jabłko w pysku świni. Dwóch mężczyzn wpadło w szoku w tort a jeden do ponczu. Wszyscy nagle zwrócili głowy w moją stronę.
-Dziękuję za uwagę! - Powiedziałam kłaniając się rzuciłam łuk na bok i biorąc z pasa ostatni nóż rzuciłam nim w trybunę, dwa milimetry w prawo a koleś miałby zarysowaną twarz. Posłałam im buziaka i zaczęłam iść w stronę wyjścia. Nim opuściłam pomieszczenie rzuciłam kołczan na bok. Weszłam do windy i wjechałam na górę. Zasiadłam do stołu zjadając potrawkę z jagnięciny duszoną w pure z ziemniaków w sosie grzybowo-pomarańczowym . Właśnie nakładałam sobie spaghetti gdy do jadalni wszedł Niall.
-Jak ci poszło skarbie? - Spytał.
-Chyba to spaprałam. Szło mi świetnie. Strzelając z łuku trafiałam za każdym razem, z nożami to samo. Ale gdy spojrzałam w ich stronę wcale nie patrzyli na mnie. Więc jak oni chcą oceniać moje umiejętności. Więc rzuciłam kulą w jeden z tortów który właśnie przyjechał, a dwójka organizatorów wleciała w drugi. Następnie szybko strzeliłam z łuku celując w jabłko w pysku świni a jeden z nich wpadł tyłkiem w poncz. Ukłoniłam się mówiąc dziękuję za uwagę. I rzuciłam nożem w ich stronę celując tak by znalazł się dwa milimetry od twarzy. Byli przerażeni. Nie czekając na ich reakcje wyszłam.
-Co ty zrobiłaś?! - Usłyszałam histeryczny krzyk Ozil.
-Wkurzyli mnie.
-A ja uważam że to było świetne. Genialne.
-Dzięki Alex.
Wszyscy zasiedliśmy przy stole. Przyszli nawet nasi styliści. Kolacja minęła miło, chociaż Ozil trochę marudziła na mnie. Na Nialla zresztą też gdy powiedział co zrobił. Rzucał kulami i strzelał z łuku. Nie patrzyli na niego. Rzucił w ich stronę pięćdziesięciokilogramową kulę. Wszyscy byli w szoku następnie rzucił w ich stronę pięcioma nożami naraz. Noże wbiły się w ścianę mijając o milimetry ciało jednego z organizatorów. Następnie strzelił kilka razy z łuku trafiając w sam środek. Udaliśmy się do salonu by zobaczyć w telewizorze jak przedstawiają się wyniki. Od 77 Głodowych Igrzysk tabela wyników się zmieniła. Wszyscy z Dystryktu Pierwszego, Drugiego, Trzeciego i Czwartego zdobyli 15 punktów. Chłopacy z Piątki mieli 9, jedna z dziewczyn 8 a druga 7. Dystrykt Szósty dziewczyny 8 chłopaki 10. 13 punktów zdobyła dziewczyna z Ósemki. Chłopak z Dziewiątki 14. W końcu przyszedł czas na nasz Dystrykt. Nathalie 5 punktów. Bardzo słabo.
-Ojeny tak słabiutko? - Ozil mówi smutnym głosikiem. Sebastian zdobył 9 punktów. - Wystarczy. - Powiedziała wesoło. Przyszedł czas na mnie. Gdy liczba pojawiła się na ekranie telewizora myślałam że mam zwidy. - Nikt nigdy nie miał osiemnastu punktów. - Mówi Ozil.
-18. Najwięcej. Niewierze. - Na ekranie pojawiła się twarz Nialla on miał 17 punktów.
-17. Niemożliwe - Powiedział. Oboje rzuciliśmy się sobie w ramiona.
-Pierwszy raz od 79 Igrzysk ktoś ma więcej niż 16 punktów. - Mówi Ozil. - To wspaniale.
-Z takimi wynikami na pewno zdobędziecie sponsorów. - Mówi Alex. - Gratuluje wszystkim spisaliście się. Jutro każde z was spędzi pięć godzin z Ozil żeby popracować nad swoim ciałem. I pięć godzin ze mną by rozpracować wasz charakter i ustalić jak was ukarzemy podczas Prezentacji Telewizyjnej która odbędzie się za dwa dni. A teraz zmykajcie do pokoi umyć się i spać. Rose i Niall wy możecie pospać trochę dłużej bo pierwsi przyjdą do nas Sebastian i Nathalie. Do zobaczenia jutro dzieciaki.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy kolejny rozdział! ;D
Rozdział 2
Wyregulowano mi brwi. Ogolono nogi, ręce, pachy. Nałożyli jakąś maseczkę na twarz na 10 minut, mówili że na stałe zlikwiduje mi trądzik. Wyszorowano mnie całą. Zlikwidowali suchą i twardą skórkę ze stóp. Obcięto i wyrównano mi paznokcie. Po czym umyto mnie jeszcze raz.
-Dobrze możemy wezwać twojego stylistę. - Cała czwórka wyszła z pomieszczenia zostawiając mnie nagą. Po chwili do pomieszczenia wszedł młody chłopak, bynajmniej wyglądał na takiego. Obszedł mnie dookoła uważnie przyglądając.
-Załóż szlafrok i chodź. - Polecił. Otworzył drugie drzwi w tym pomieszczeniu. Weszliśmy. - Siadaj. - Powiedział wskazując na kanapę. Po chwili do tego samego pomieszczenia wszedł Niall ze swoją stylistką, Sebastian ze swoim stylistą i Nathalie ze swoją stylistką.
-Nazywam się Rafio Grin stylista Rose. Stylistką Nialla jest Freska Poliwia . Berni Pool jest stylistą Sebastiana. A Nathalie stylistką jest Josie Marmori. Naszym zadaniem jest was wystylizować na Ceremonię Otwarcia Igrzysk i przejazd ulicami miasta. Musicie się cudownie prezentować. Jak wiecie jedziecie na dwóch rydwanach. Alex nas powiadomił że waszą dwójkę coś łączy. To prawda?
-Ja i Niall byliśmy na kilku randkach, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. No i ... - Spojrzałam na niego. Uświadomiłam sobie że oboje milczeliśmy cały czas, nie odzywając się do siebie od dożynek. Chociaż dużo czasu nie było krótkie chwile w pociągu. Wieczór, podczas którego zjedliśmy kolacje, rozmawialiśmy z Aleksandrem i obejrzeliśmy powtórkę dożynek. Później każdy poszedł do pokoju spać. Rano przy śniadaniu zbytnio nie było czasu, a po chwili byliśmy już w salonie odnowy. Teraz siedzimy tu cały czas. Teraz dopiero zaczęło dochodzić do mnie co się stało. Mam walczyć na jednej arenie z chłopakiem którego darze uczuciem.
-I było miło. Pocałunki i tak dalej. Półtorej miesiąca przed dożynkami poprosiłem ją by była moją dziewczyną. Zgodziła się. - Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach, zacisnęłam usta. Nie chcę płakać. Nie mogę pokazać jaka jestem słaba. - Rose nie płacz. - Powiedział i mnie przytulił.
-Ale się w tym roku porobiło. Kochankowie. Kochankowie z Jedenastego Dystryktu. Czym jeszcze nas zaskoczycie? - Spytał Rafio patrząc na Sebastiana i Nathalie. - Więc wracając do tematu. Wasza dwójka pojedzie na jednym rydwanie, a wy na drugim. Teraz ubiór. Trybuci powinni być ubrani w stylu swojego dystryktu. Mnie to nie leży i pozostałej trójce też nie bardzo. Wasz dystrykt dostał dodatkowe zadanie prawda? Raz w tygodniu wyznaczone grupy jadą do tego co pozostało z Dwunastego Dystryktu wydobywać węgiel prawda?
-Tak. - Potwierdziłam jego słowa. Mama mi opowiadała że Dwunasty Dystrykt się zbuntował, i rozpoczął wojnę z Kapitolem, niektórzy mieszkańcy z innych Dystryktów się przyłączyli. Zginęło wtedy dużo ludzi Od tej wojny minęło 20 lat. Mama straciła wtedy ojca. Zabito go na jej oczach. Miała wtedy 13 lat. Mówiła że oni byli źli, ale bez nich jest źle bo niema węgla, a jest on potrzebny w każdym dystrykcie i w Kapitolu. Dlatego nowy prezydent zarządził by chętni zgłosili się do Strażników Pokoju że chcą raz w tygodniu jeździć do Dwunastki do kopalni. Do tej grupy osób zalicza się mój ojciec. Dlatego żeby nas utrzymać. Ma dwie prace. dobrze płatne. A za wszelką cenę chce utrzymać rodzinę. A ojciec i dziadek Nialla również jeżdżą do kopalni. Nasi ojcowie są przyjaciółmi. - Nasi ojcowie - wskazałam na siebie i Nialla - jeżdżą do kopalń dodatkowo.
-Więc waszą dwójkę wyszykujemy w strój połączony z obu Dystryktów. Efekt będzie niesamowity. Już to kiedyś było. Ale nie w taki sposób w jaki ja to widzę. Chociaż wielu osobą może wydać się skopiowany. Niech Cinna niema mi tego za złe. A co do waszej dwójki. Ktoś z waszej rodziny jeździ do kopalni? - Oboje pokiwali głowami na nie. - A czym się zajmują?
-Mama jest rolnikiem. Pracuje na roli zbiera warzywa. A tata żniwiarzem. Zbiera zboże.
-A twoi rodzice Nathalie?
-Mama pracuje w sadzie. Tata jest rolnikiem.
-Dobrze. To teraz wy sobie zjedzcie obiad. - Wcisnął jakiś przycisk na ścianie a z niej zaczął wysuwać się stół zastawiony wieloma pysznościami. Chociaż większości z tego nigdy nie jadłam. - A my zaprojektujemy wam stroje. - Powiedział i wyszli.
Zabraliśmy się za jedzenie. Nikt się nie odzywał. Każdy z nas pochłaniał duże ilości jedzenia. Chcieliśmy wszystkiego spróbować. Jedzenie było przepyszne. Gdy poczułam że zaraz zwymiotuję to co zjadłam postanowiłam nic więcej nie jeść. Siedząc na kanapach rozmawialiśmy na różne tematy. Po jakiś trzech może czterech godzinach przyszedł do nas Rafio z pozostałą trójką stylistów. Do każdego z nas podszedł stylista. Weszłam razem z Rafim do pomieszczenia odnowy w której znajdowałam się kilka godzin temu.
W 10 minut zrobił mi przepiękny makijaż.
-Twoja suknia Rose. - Wręczył mi zieloną sukienkę przeplataną lekko czarnymi nićmi, ale były one ledwo zauważalne. Z tyłu na plecach miała większe czarne plamy. Założyłam ją. Z przodu sięgała mi do połowy łydek a z tyłu ciągnęła się paręnaście centymetrów. Dostałam czarne płaskie buty ze złotymi wzorami. Na głowie zrobił mi dwa dobierane warkocze i założył zieloną koronę. Posypał mnie złotym, srebrnym i czarnym brokatem od stóp do głowy świeciłam się cała. Na lewym nadgarstku namalował mi czarnym tuszem serce przebite strzałą. - To nie koniec. Chodź. Weszliśmy z powrotem do saloniku w którym siedział Niall. Rafio ręką wskazał by udali się z nami. Zeszliśmy na dół schodami. Stały tu 22 rydwany każdy zaprzężony w cztery konie nasze były białe ozdobione zielonym, złotym i czarnym brokatem. Podeszliśmy do ostatniego który należał do nas. - Teraz tak. Słuchajcie. Te czarne nici na waszych strojach zapłoną jak tylko będzie wasza kolej na wyjazd. Spokojnie są sztuczne. Nie sparzycie się. Na waszych plecach jest więcej palącej się nici i jest ona grubsza. Jest pod nią ukryta płyta która wystrzeli ogień imitując skrzydła. Wasze korony również będą się palić. Gdy wyjedziecie złapiecie się za ręce. Na waszych nadgarstkach są namalowane serca. Mają być widoczne w kamerze. Macie się cały czas uśmiechać. Pokażcie że cieszycie się tym że tu jesteście. Pokażcie pewność siebie. W pewnym momencie spójrzcie na siebie. Zasmućcie się. Zróbcie przygnębione miny. Jesteście parą a macie walczyć razem na arenie. Tylko jedno z was ma szanse przeżyć i wrócić. Pokażcie jacy jesteście nieszczęśliwi. Gdy znów spojrzycie przed siebie miejcie przez chwilę jeszcze smutne miny. Po chwili zastąpcie je pewnością i odwagą. Spójrzcie w widownie uśmiechnijcie się, machajcie. Bądźcie zarazem weseli i smutni. Ale nie okazujcie strachu. Ani przez chwile. Duma, szczęście, odwaga, smutek, pewność siebie, miłość. Niech miłość bije od was na kilometr. Pokażcie że się kochacie. Pamiętajcie mają was zapamiętać. Będziecie wspaniale się prezentować. - W tej chwili zabrzmiała melodia mówiąca o tym że Uroczystość Inauguracyjna, inaczej zwana Ceremonia Otwarcia Igrzysk właśnie się zaczyna. Pierwszy rydwan z Pierwszego Dystryktu właśnie wyjechał. Po chwili drugi. - Wsiadajcie. - Weszliśmy do rydwanu i czekaliśmy. Gdy rydwan Sebastiana i Nathalie wyjechał Rafio podpalił nam korony i nasze stroje. Już po chwili wyłanialiśmy się z tunelu. Zauważyłam na telebimie że kamery zostały skierowane na nas. Złapaliśmy się za ręce i unieśliśmy je do góry. Publiczność oszalała. Patrzyłam z zachwytem w publiczność. Machałam do nich, uśmiechałam się, posyłałam całusy.
-Teraz. - Powiedział Niall. Spojrzeliśmy na siebie z wielkimi uśmiechami, by po chwili znikły one z naszych twarzy ustępując miejsca smutkowi i rozżaleniu. Po chwili zwróciliśmy głowy przed siebie, by ogarnąć nasze uczucia. Po kolejnej chwili znów szczęśliwi patrzyliśmy w publikę. Wolną prawą ręką złapałam białą różę, odłożyłam ją na "półeczkę" na rydwanie by złapać kolejną róże. Zrobiłam tak kilka razy. Gdy zatrzymaliśmy się na Placu przed Pałacem Prezydenckim, głos zabrał właśnie Prezydent Woods. Opuściliśmy nasze splecione dłonie w dół, lecz nie puściliśmy się. A ja uzbierałam 5 białych róż, 5 czerwonych, 6 błękitnych, 6 zielonych i 4 czarne. Jedna z róż miała wstążkę, odwiązałam ją i związałam wszystkie razem. W tym czasie prezydent wygłaszał swoją co roczną mowę. Zawsze mówił to samo. Gdy skończył swoją przemowę, rydwany w tej samej kolejności w której przyjechały, odjechały do Ośrodka Szkoleniowego znajdującego się kawałek dalej. Tuż za nami brama się zamyka a my schodzimy z rydwanów. Po chwili podchodzi do nas Rafio i Freska.
-Było wspaniale. Wyglądaliście olśniewająco. - Zachwycała się Freska. Chwilę później wchodzi Ozil i Alex.
-Gdzie są moi Trybuci? Zachwyciliście wszystkich. Byliście tacy Boscy, Anielscy a jednocześnie Demoniczni. Nieszczęśliwa miłość. Nieszczęśliwi kochankowie. To takie smutne i wzruszające. - Ozil wyciera łezkę z policzka.
-Byliście świetni. Zwróciliście na siebie uwagę całego Kapitolu. Zapadliście głęboko w pamięć. I o to chodziło. - Mówi do nas i do naszych stylistów Alex. Następnie oby dwoje podchodzą do Sebastiana i Nathalie i ich stylistów. Prezentowali się gorzej od nas. Ale trzymam również za nich kciuki. Za całą naszą czwórkę. Żebyśmy dostali sponsorów.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Drugi rozdział. Co myślicie?
-Dobrze możemy wezwać twojego stylistę. - Cała czwórka wyszła z pomieszczenia zostawiając mnie nagą. Po chwili do pomieszczenia wszedł młody chłopak, bynajmniej wyglądał na takiego. Obszedł mnie dookoła uważnie przyglądając.
-Załóż szlafrok i chodź. - Polecił. Otworzył drugie drzwi w tym pomieszczeniu. Weszliśmy. - Siadaj. - Powiedział wskazując na kanapę. Po chwili do tego samego pomieszczenia wszedł Niall ze swoją stylistką, Sebastian ze swoim stylistą i Nathalie ze swoją stylistką.
-Nazywam się Rafio Grin stylista Rose. Stylistką Nialla jest Freska Poliwia . Berni Pool jest stylistą Sebastiana. A Nathalie stylistką jest Josie Marmori. Naszym zadaniem jest was wystylizować na Ceremonię Otwarcia Igrzysk i przejazd ulicami miasta. Musicie się cudownie prezentować. Jak wiecie jedziecie na dwóch rydwanach. Alex nas powiadomił że waszą dwójkę coś łączy. To prawda?
-Ja i Niall byliśmy na kilku randkach, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. No i ... - Spojrzałam na niego. Uświadomiłam sobie że oboje milczeliśmy cały czas, nie odzywając się do siebie od dożynek. Chociaż dużo czasu nie było krótkie chwile w pociągu. Wieczór, podczas którego zjedliśmy kolacje, rozmawialiśmy z Aleksandrem i obejrzeliśmy powtórkę dożynek. Później każdy poszedł do pokoju spać. Rano przy śniadaniu zbytnio nie było czasu, a po chwili byliśmy już w salonie odnowy. Teraz siedzimy tu cały czas. Teraz dopiero zaczęło dochodzić do mnie co się stało. Mam walczyć na jednej arenie z chłopakiem którego darze uczuciem.
-I było miło. Pocałunki i tak dalej. Półtorej miesiąca przed dożynkami poprosiłem ją by była moją dziewczyną. Zgodziła się. - Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach, zacisnęłam usta. Nie chcę płakać. Nie mogę pokazać jaka jestem słaba. - Rose nie płacz. - Powiedział i mnie przytulił.
-Ale się w tym roku porobiło. Kochankowie. Kochankowie z Jedenastego Dystryktu. Czym jeszcze nas zaskoczycie? - Spytał Rafio patrząc na Sebastiana i Nathalie. - Więc wracając do tematu. Wasza dwójka pojedzie na jednym rydwanie, a wy na drugim. Teraz ubiór. Trybuci powinni być ubrani w stylu swojego dystryktu. Mnie to nie leży i pozostałej trójce też nie bardzo. Wasz dystrykt dostał dodatkowe zadanie prawda? Raz w tygodniu wyznaczone grupy jadą do tego co pozostało z Dwunastego Dystryktu wydobywać węgiel prawda?
-Tak. - Potwierdziłam jego słowa. Mama mi opowiadała że Dwunasty Dystrykt się zbuntował, i rozpoczął wojnę z Kapitolem, niektórzy mieszkańcy z innych Dystryktów się przyłączyli. Zginęło wtedy dużo ludzi Od tej wojny minęło 20 lat. Mama straciła wtedy ojca. Zabito go na jej oczach. Miała wtedy 13 lat. Mówiła że oni byli źli, ale bez nich jest źle bo niema węgla, a jest on potrzebny w każdym dystrykcie i w Kapitolu. Dlatego nowy prezydent zarządził by chętni zgłosili się do Strażników Pokoju że chcą raz w tygodniu jeździć do Dwunastki do kopalni. Do tej grupy osób zalicza się mój ojciec. Dlatego żeby nas utrzymać. Ma dwie prace. dobrze płatne. A za wszelką cenę chce utrzymać rodzinę. A ojciec i dziadek Nialla również jeżdżą do kopalni. Nasi ojcowie są przyjaciółmi. - Nasi ojcowie - wskazałam na siebie i Nialla - jeżdżą do kopalń dodatkowo.
-Więc waszą dwójkę wyszykujemy w strój połączony z obu Dystryktów. Efekt będzie niesamowity. Już to kiedyś było. Ale nie w taki sposób w jaki ja to widzę. Chociaż wielu osobą może wydać się skopiowany. Niech Cinna niema mi tego za złe. A co do waszej dwójki. Ktoś z waszej rodziny jeździ do kopalni? - Oboje pokiwali głowami na nie. - A czym się zajmują?
-Mama jest rolnikiem. Pracuje na roli zbiera warzywa. A tata żniwiarzem. Zbiera zboże.
-A twoi rodzice Nathalie?
-Mama pracuje w sadzie. Tata jest rolnikiem.
-Dobrze. To teraz wy sobie zjedzcie obiad. - Wcisnął jakiś przycisk na ścianie a z niej zaczął wysuwać się stół zastawiony wieloma pysznościami. Chociaż większości z tego nigdy nie jadłam. - A my zaprojektujemy wam stroje. - Powiedział i wyszli.
Zabraliśmy się za jedzenie. Nikt się nie odzywał. Każdy z nas pochłaniał duże ilości jedzenia. Chcieliśmy wszystkiego spróbować. Jedzenie było przepyszne. Gdy poczułam że zaraz zwymiotuję to co zjadłam postanowiłam nic więcej nie jeść. Siedząc na kanapach rozmawialiśmy na różne tematy. Po jakiś trzech może czterech godzinach przyszedł do nas Rafio z pozostałą trójką stylistów. Do każdego z nas podszedł stylista. Weszłam razem z Rafim do pomieszczenia odnowy w której znajdowałam się kilka godzin temu.
W 10 minut zrobił mi przepiękny makijaż.
-Twoja suknia Rose. - Wręczył mi zieloną sukienkę przeplataną lekko czarnymi nićmi, ale były one ledwo zauważalne. Z tyłu na plecach miała większe czarne plamy. Założyłam ją. Z przodu sięgała mi do połowy łydek a z tyłu ciągnęła się paręnaście centymetrów. Dostałam czarne płaskie buty ze złotymi wzorami. Na głowie zrobił mi dwa dobierane warkocze i założył zieloną koronę. Posypał mnie złotym, srebrnym i czarnym brokatem od stóp do głowy świeciłam się cała. Na lewym nadgarstku namalował mi czarnym tuszem serce przebite strzałą. - To nie koniec. Chodź. Weszliśmy z powrotem do saloniku w którym siedział Niall. Rafio ręką wskazał by udali się z nami. Zeszliśmy na dół schodami. Stały tu 22 rydwany każdy zaprzężony w cztery konie nasze były białe ozdobione zielonym, złotym i czarnym brokatem. Podeszliśmy do ostatniego który należał do nas. - Teraz tak. Słuchajcie. Te czarne nici na waszych strojach zapłoną jak tylko będzie wasza kolej na wyjazd. Spokojnie są sztuczne. Nie sparzycie się. Na waszych plecach jest więcej palącej się nici i jest ona grubsza. Jest pod nią ukryta płyta która wystrzeli ogień imitując skrzydła. Wasze korony również będą się palić. Gdy wyjedziecie złapiecie się za ręce. Na waszych nadgarstkach są namalowane serca. Mają być widoczne w kamerze. Macie się cały czas uśmiechać. Pokażcie że cieszycie się tym że tu jesteście. Pokażcie pewność siebie. W pewnym momencie spójrzcie na siebie. Zasmućcie się. Zróbcie przygnębione miny. Jesteście parą a macie walczyć razem na arenie. Tylko jedno z was ma szanse przeżyć i wrócić. Pokażcie jacy jesteście nieszczęśliwi. Gdy znów spojrzycie przed siebie miejcie przez chwilę jeszcze smutne miny. Po chwili zastąpcie je pewnością i odwagą. Spójrzcie w widownie uśmiechnijcie się, machajcie. Bądźcie zarazem weseli i smutni. Ale nie okazujcie strachu. Ani przez chwile. Duma, szczęście, odwaga, smutek, pewność siebie, miłość. Niech miłość bije od was na kilometr. Pokażcie że się kochacie. Pamiętajcie mają was zapamiętać. Będziecie wspaniale się prezentować. - W tej chwili zabrzmiała melodia mówiąca o tym że Uroczystość Inauguracyjna, inaczej zwana Ceremonia Otwarcia Igrzysk właśnie się zaczyna. Pierwszy rydwan z Pierwszego Dystryktu właśnie wyjechał. Po chwili drugi. - Wsiadajcie. - Weszliśmy do rydwanu i czekaliśmy. Gdy rydwan Sebastiana i Nathalie wyjechał Rafio podpalił nam korony i nasze stroje. Już po chwili wyłanialiśmy się z tunelu. Zauważyłam na telebimie że kamery zostały skierowane na nas. Złapaliśmy się za ręce i unieśliśmy je do góry. Publiczność oszalała. Patrzyłam z zachwytem w publiczność. Machałam do nich, uśmiechałam się, posyłałam całusy.
-Teraz. - Powiedział Niall. Spojrzeliśmy na siebie z wielkimi uśmiechami, by po chwili znikły one z naszych twarzy ustępując miejsca smutkowi i rozżaleniu. Po chwili zwróciliśmy głowy przed siebie, by ogarnąć nasze uczucia. Po kolejnej chwili znów szczęśliwi patrzyliśmy w publikę. Wolną prawą ręką złapałam białą różę, odłożyłam ją na "półeczkę" na rydwanie by złapać kolejną róże. Zrobiłam tak kilka razy. Gdy zatrzymaliśmy się na Placu przed Pałacem Prezydenckim, głos zabrał właśnie Prezydent Woods. Opuściliśmy nasze splecione dłonie w dół, lecz nie puściliśmy się. A ja uzbierałam 5 białych róż, 5 czerwonych, 6 błękitnych, 6 zielonych i 4 czarne. Jedna z róż miała wstążkę, odwiązałam ją i związałam wszystkie razem. W tym czasie prezydent wygłaszał swoją co roczną mowę. Zawsze mówił to samo. Gdy skończył swoją przemowę, rydwany w tej samej kolejności w której przyjechały, odjechały do Ośrodka Szkoleniowego znajdującego się kawałek dalej. Tuż za nami brama się zamyka a my schodzimy z rydwanów. Po chwili podchodzi do nas Rafio i Freska.
-Było wspaniale. Wyglądaliście olśniewająco. - Zachwycała się Freska. Chwilę później wchodzi Ozil i Alex.
-Gdzie są moi Trybuci? Zachwyciliście wszystkich. Byliście tacy Boscy, Anielscy a jednocześnie Demoniczni. Nieszczęśliwa miłość. Nieszczęśliwi kochankowie. To takie smutne i wzruszające. - Ozil wyciera łezkę z policzka.
-Byliście świetni. Zwróciliście na siebie uwagę całego Kapitolu. Zapadliście głęboko w pamięć. I o to chodziło. - Mówi do nas i do naszych stylistów Alex. Następnie oby dwoje podchodzą do Sebastiana i Nathalie i ich stylistów. Prezentowali się gorzej od nas. Ale trzymam również za nich kciuki. Za całą naszą czwórkę. Żebyśmy dostali sponsorów.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Drugi rozdział. Co myślicie?
środa, 10 grudnia 2014
Rozdział 1
Obudziłam się wczesnym rankiem po cichu się ubrałam wzięłam mój plecak i wyszłam z domu, udałam się po za tereny miasta do lasu. Weszłam na moje drzewo i z dość dużej dziupli wyciągnęłam łuk i kołczan ze strzałami. Następnie z norki którą skutecznie zakryłam wyciągnęłam 2 kosze Upolowałam 8 królików, 9 wiewiórki i 6 indyków. Udałam się nad rzekę i miałam zamiar chwilę połowić. Po godzinie miałam 13 ryb. Nazbierałam cały kosz poziomek i i pół kosza jeżyn oraz grzybów. Wróciłam do mojego drzewa i schowałam moją broń. Z moimi zdobyczami udałam się na targowisko. Na targu za 4 króliki kupiłam 2 bochenki świeżego chleba. Za 6 wiewiórek dostałam 8 dużych ziemniaków i 2 buraki oraz cebulę. Za jednego indyka kupiłam 7 marchwi i koperek. 2 indyki sprzedałam Strażnikom Pokoju otrzymując w zamian dość sporą sumę. Za 2 ryby kupiłam trochę cukru, soli i herbaty. Kolejne 5 ryb, trochę grzybów i 2 słoiki poziomek sprzedałam Burmistrzowi ten dał mi pieniądze. Za pieniądze które otrzymałam kupiłam sobie sukienkę. Bo żadnej już nie miałam a potrzebowałam. Gdy wróciłam do domu. Dałam rodzicom wszystko co zdobyłam. I poszłam do pokoju przygotować się na najgorsze. Kolejny raz stanę na placu. Mam nadzieję że i tym razem będę bezpieczna. Poszłam do łazienki, tam już czekała na mnie miska z gorącą wodą. Umyłam się i okryta ręcznikiem weszłam do pokoju. Ubrałam moją sukienkę i buty. Właśnie wybiła trzynasta. Już czas. Weszłam do kuchni. Wszyscy już tam byli mama, tata, Greta, Fibi, John, Dean i Ben. Przez to co stało się podczas 74 i 75 igrzysk życie w Panem stało się jeszcze gorsze. Rewolucja się nie powiodła. Wszyscy rebelianci zginęli. Zabroniono mówić o buncie i jego kilku letnich przygotowaniach. Wówczas zginął również Prezydent Snow. Dzisiaj są dożynki 94 Igrzysk Głodowych. Zasady się zmieniły. W dożynkach udział biorą wszyscy od 12 do 26 roku życia. A z każdego Dystryktu losowani są czterej Trybuci, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Prezydentem został Samuel Woods. Są to moje piąte dożynki, Bena dziesiąte, Johna siódme, Deana trzecie, Fibi pierwsze, a Greta ma jeszcze trzy lata zanim będzie musiała przystąpić do dożynek. Chłopaki na swoim koncie mają tylko wpisy ze swoich wcześniejszych dożynek. Nie pozwalam im brać astragali. Choć dwoje z nich jest ode mnie starszych to nie pozwalam na to. Ja dorzucam sobie karteczki do puli w zamian za to byśmy mieli jak przeżyć kolejne dni. Więc Ben ma 10 wpisów, John 7, a ja 45. Więc jest duże prawdopodobieństwo że zostanę wylosowana. Czemu nie chcę by bracia brali astragale? Bo nie chce ich stracić to po pierwsze. A po drugie, nie chciałabym walczyć z własnym bratem na arenie.
-Spokojnie Fibi. Nie wybiorą cię. Na pewno.
-Czas iść na Plac. - Powiedział ojciec i wszyscy wyszliśmy z domu i udaliśmy na Plac Główny. Wpisaliśmy się na listę a następnie ustawiliśmy w odpowiednich miejscach. Najmłodsi stawali z przodu a najstarsi na samym końcu. Chłopcy z lewej, dziewczyny z prawej. Rodziny i wszyscy inni ciekawscy stali za barierkami. Po 15 minutach na scenie pojawił się Burmistrz Joseph Glee, zaraz za nim szła Ozil Larock, opiekunka Trybutów z naszego 11 Dystryktu, a na końcu Aleksander Amitel zwycięzca 80 Igrzysk Głodowych miał wówczas 12 lat i od tamtego czasu jest mentorem Trybutów z naszego dystryktu. Teraz już jedynym bo poprzedni zmarł. Alex ma 26 lat.
-Witam wszystkich zgromadzonych. Za chwile zostaną wam puszczone dwa filmy upamiętniające dwa bunty. Ale za nim ... - Burmistrz jak co roku wygłosił swoją mowę i zostały nam włączone również te same filmy.
-Witam na dożynkach 94 Igrzysk Głodowych. I niech los zawsze wam sprzyja. A zatem czas wybrać naszych Trybutów - powiedziała Ozil. - Jak zawsze panie pierwsze. - Podeszła do kuli i wylosowała karteczkę, wróciła na miejsce. - Nathalie Edzee - Powiedziała z uśmiechem. Kojarzę tę dziewczynę ze szkoły jest starsza ode mnie o 3 lata. Dziewczyna zaczęła powoli iść w stronę sceny. Weszła po schodach stając obok Ozil. - Teraz czas na drugą Trybutkę. - Powiedziała i podeszła do tej samej kuli i wylosowała karteczkę wróciła do mikrofonu. - Rose Denil. - Powiedziała a moje serce zatrzymało się na chwilę. Ja? Nie. Stałam zszokowana. Dopiero po chwili ruszyłam się z miejsca. Szłam wolno z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Weszłam po schodach. Widziałam twarz mamy w oddali. Była załamana. - Czas na chłopców. - Podeszła do drugiej kuli wyciągając dwie karteczki naraz. Z uśmiechem wróciła na miejsce. - Sebastian Fokins. - Chłopak stał w pierwszym rzędzie. Dwunastolatek. - I ostatni Trybut to - rozwinęła karteczkę. - Niall Horan. - Znam go, Jest w moim wieku. Mamy razem Sport i Angielski w szkole. A po za tym jakieś pół roku temu zaprosił mnie na randkę. Było miło.Od tamtego czasu mieliśmy jeszcze dwie. Często rozmawiamy. Czemu on? Podszedł pod scenę i wszedł po schodach. - Więc mamy już swoją czwórkę Trybutów. Czas na Pokojowy uścisk dłonii. No dalej. - Uścisnęłam rękę Nathalie, a w tym samym momencie chłopaki sobie uścisnęli dłonie następnie małego Sebastiana uścisnęłam dłoń,a na końcu Nialla. - Idziemy. - Weszliśmy do Pałacu Burmistrza. Każde z nas weszło do innego pokoju. Po 10 minutach weszli moi rodzice i rodzeństwo.
-Kochanie... - Powiedziała zapłakana mama przytulając mnie.
-Nie płacz. Nie okazujcie im swoich łez oni tylko na to czekają. Nie bierzcie nic od nich. Żadnych astragali. Nic. Ben pójdziesz do lasu. Zestrzelisz coś. Jakiegoś indyka, czy wiewiórkę, lub królika. Ewentualnie sarnę. Pójdziesz na ryby. Zbierzesz grzyby, porzeczki, poziomki. Sprzedasz na targu wyżyjecie z tego. Do pomocy weźmiesz Johna. Poradzicie sobie. Wiecie jakim Strażnikom sprzedaje prawda? - Spytałam a oni pokiwali głowami. - Dobrze płacą. Za te pieniądze kupicie sobie żywność. Nie załamujcie się. Nie zamykajcie w sobie. A jak mnie stracicie, długo nie rozpaczajcie. - Powiedziałam i przytuliłam każdego z nich.
-Trzymaj. - Powiedział John zdejmując z palca swój pierścień. - Każdy może mieć coś ze swojego dystryktu. Weź. Żebyś pamiętała skąd pochodzisz. - Uśmiechnęłam się do niego. W tym momencie strażnicy ogłosili koniec widzenia. Odwiedził mnie również syn piekarza.
-Cześć.
-Cześć.
-Mam coś dla ciebie. - Podał mi małe pudełeczko z ciastkami w kształcie herbu naszego Dystryktu. - Nigdy wcześniej nie podziękowałem ci za to co zrobiłaś dla mnie i mojej rodziny. Wzięłaś dla nas astragal. Nie martw się twoja rodzina nie umrze z głodu. Codziennie będą dostawać ode mnie chleb.
-Dziękuje. Proszę nie pozwól im głodować i żeby nie brali astragali choćby nie wiadomo co. Podczas trwania igrzysk niech nie pokazują słabości.
-Dopilnuje tego.
-Dziękuje Ted.
-Trzymaj się Rose i niech los zawsze ci sprzyja. - Przytulił mnie i opuścił pokój. Po chwili do pokoju weszła Kelly
-Kelly. - Powiedziałam przytulając ją. Jest moją przyjaciółką.
-Rose, poradzisz sobie.
-Nie dam rady. Zginę jako jedna z pierwszych.
-Nie prawda. Strzelasz z łuku, nieźle wywijasz nożami. Wygrasz.
-Ja nie potrafię zabijać ludzi.
-Zabijasz zwierzęta...
-To co innego.
-Wcale nie. To to samo. Zwierzęta na które polujesz i dzieciaki na igrzyskach to ofiary. I tak przeznaczone jest im zginąć. Tylko jedna osoba wygra. I to będziesz ty. - Pocałowała mnie w czoło i dała swoją ukochaną broszkę z orłem. - Trzymaj. Niech nad tobą czuwa i niech los zawsze ci sprzyja. Rozmawiałaś pewnie już z braćmi. - Pokiwałam głową na tak. - Mam im pomóc? Wiesz że w zbieractwie nie są za dobrzy. Tym bardziej w lesie gdzie jest dużo trujących roślin.
-Jakbyś mogła.
-Zrobię to z przyjemnością. Szkoda tylko że Nialla również wylosowano. - Wszedł Strażnik a Kelly musiała wyjść. Przytuliła mnie i opuściła pokój. Zanim zdążyła opuścić pokój zdążyłam jej krzyknąć.- Opiekuj się nimi w szkole.
-Dobrze. - Powiedziała i drzwi się zamknęły. Po 5 minutach Strażnik mnie wyprowadził z budynku. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na dworzec. Gdy wysiadaliśmy kazano nam się zatrzymać przed pociągiem. Byliśmy kamerowani. Po twarzy Nathalie można było stwierdzić że płakała dość długo. Mały Sebastian miał jedną samotną łezkę na poliku. A ja i Niall nie okazywaliśmy żadnych uczuć. Staraliśmy się pokazać że jesteśmy silni i odważni. Że się niczego nie lękamy. Po trzech minutach Ozil pozwoliła nam wsiąść do pociągu. Pociągi te jeździły z dużą prędkością. Ale ze względu na to że jesteśmy bardzo daleko od Kapitolu dotrzemy tam jutro w południe.
-Siadajcie - powiedział Aleksander. - Mówcie mi Alex. Jak wiecie będę waszym mentorem. Łącznikiem z zapasami. Będąc na arenie możecie dostać paczkę od sponsora a ja wam ją przekaże. Musicie tylko dać się zapamiętać. Wasza dwójka - wskazał na mnie i na Nialla. - Już trochę zapadła w pamięci. Nie okazywanie żadnych uczuć po zostaniu Trybutem. Nigdy w Jedenastce czegoś takiego jeszcze nie było. Musicie teraz tylko sprawić by zapamiętali was jeszcze bardziej. Wasza dwójka ma szansę.
-Ale może wygrać tylko jedna osoba.
-W niektórych wypadkach dwie. 79 Igrzyska wygrały dwie osoby. Byli rodzeństwem.
-Ale my nie jesteśmy rodzeństwem. - Powiedział Niall.
-Wiem. Ale jesteście kimś więcej. Chyba tylko ja zauważyłem że coś was łączy. Mam rację prawda?
-Tak, masz. - Powiedziałam.
-Możecie to wykorzystać. Umiecie walczyć?
-Strzelam z łuku, rzucam nożami.
-Ja się umiem bić, jestem silny.
-Na arenie rękoma zbytnio nic nie zdziałasz. Podczas pobytu w Kapitolu róbcie wszystko byście zapadli ludziom w pamięci. To wam uratuje życie. Co do was? Nie dajcie się zabić. Walczcie.
Siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy jak możemy przetrwać. W jakich warunkach co robić? W końcu podano kolację i Ozil do nas dołączyła. Włączyła telewizor i obejrzeliśmy powtórkę dożynek z wszystkich Dystryktów. Stół był pełen jedzenia. Jedliśmy tyle ile zdołaliśmy. Nigdy nasze brzuchy nie były tak pełne jak po dzisiejszej kolacji. Czułam że zaraz zwrócę wszystko co zjadłam, mój żołądek nie jest przyzwyczajony do takiej ilości pokarmu. Ozil pokazała mi mój pokój. Z szuflady wyciągnęłam koszule nocną i poszłam spać.
-Dzieciaki wstawać! Dzieciaki pobudka! - Ozil chodziła przed naszymi pokojami i krzyczała. Wstałam podeszłam do tej samej szafki co wczoraj wieczorem i wyciągnęłam piękną czerwono-złotą bluzkę z krótkim rękawem i czarne krótkie spodenki z białymi wzorkami. Weszłam do przedziału jadalnego.
-Cześć wszystkim. - Powiedziałam do trójki siedzącej przy stole. - Gdzie reszta? - spytałam siadając obok Nialla.
-Nie spieszą się. - Powiedziała Ozil. Weszli po dziesięciu minutach, zajęli wolne miejsca a na stół podano śniadanie. Zjedliśmy je w miłej atmosferze. Nagle zrobiło się strasznie ciemno. Wjechaliśmy do tunelu.
-Już jesteśmy. - Powiedziała uradowana Ozil. - To tunel idący pod górami wiedzie do Kapitolu. - Razem z Niallem wstaliśmy od stołu i podeszliśmy do okna, za nami po chwili stanął Sebastian i Nathalie. Wyjechaliśmy z tunelu i znowu było jasno. Widziałam piękne budynki wznoszące się wysoko. Ludzie zauważyli pociąg i wiwatowali na naszą cześć machali do nas. Cieszyli się. Również zaczęłam im machać z uśmiechem przyklejonym do twarzy, zauważyłam że Niall robi to samo. Nathalie się schowała i zaczęła płakać, a Sebastian zaczął się cofać przerażony tym wszystkim. Razem z Niallem spojrzeliśmy na siebie a nasze uśmiechy powiększyły się. Razem staliśmy w oknie i witaliśmy Kapitolańczyków. Wjechaliśmy na dworzec stamtąd zabrano nas na odnowę.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie oto jest pierwszy rozdział. Jak wam się podoba?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)