Obudziłam się wczesnym rankiem po cichu się ubrałam wzięłam mój plecak i wyszłam z domu, udałam się po za tereny miasta do lasu. Weszłam na moje drzewo i z dość dużej dziupli wyciągnęłam łuk i kołczan ze strzałami. Następnie z norki którą skutecznie zakryłam wyciągnęłam 2 kosze Upolowałam 8 królików, 9 wiewiórki i 6 indyków. Udałam się nad rzekę i miałam zamiar chwilę połowić. Po godzinie miałam 13 ryb. Nazbierałam cały kosz poziomek i i pół kosza jeżyn oraz grzybów. Wróciłam do mojego drzewa i schowałam moją broń. Z moimi zdobyczami udałam się na targowisko. Na targu za 4 króliki kupiłam 2 bochenki świeżego chleba. Za 6 wiewiórek dostałam 8 dużych ziemniaków i 2 buraki oraz cebulę. Za jednego indyka kupiłam 7 marchwi i koperek. 2 indyki sprzedałam Strażnikom Pokoju otrzymując w zamian dość sporą sumę. Za 2 ryby kupiłam trochę cukru, soli i herbaty. Kolejne 5 ryb, trochę grzybów i 2 słoiki poziomek sprzedałam Burmistrzowi ten dał mi pieniądze. Za pieniądze które otrzymałam kupiłam sobie sukienkę. Bo żadnej już nie miałam a potrzebowałam. Gdy wróciłam do domu. Dałam rodzicom wszystko co zdobyłam. I poszłam do pokoju przygotować się na najgorsze. Kolejny raz stanę na placu. Mam nadzieję że i tym razem będę bezpieczna. Poszłam do łazienki, tam już czekała na mnie miska z gorącą wodą. Umyłam się i okryta ręcznikiem weszłam do pokoju. Ubrałam moją sukienkę i buty. Właśnie wybiła trzynasta. Już czas. Weszłam do kuchni. Wszyscy już tam byli mama, tata, Greta, Fibi, John, Dean i Ben. Przez to co stało się podczas 74 i 75 igrzysk życie w Panem stało się jeszcze gorsze. Rewolucja się nie powiodła. Wszyscy rebelianci zginęli. Zabroniono mówić o buncie i jego kilku letnich przygotowaniach. Wówczas zginął również Prezydent Snow. Dzisiaj są dożynki 94 Igrzysk Głodowych. Zasady się zmieniły. W dożynkach udział biorą wszyscy od 12 do 26 roku życia. A z każdego Dystryktu losowani są czterej Trybuci, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Prezydentem został Samuel Woods. Są to moje piąte dożynki, Bena dziesiąte, Johna siódme, Deana trzecie, Fibi pierwsze, a Greta ma jeszcze trzy lata zanim będzie musiała przystąpić do dożynek. Chłopaki na swoim koncie mają tylko wpisy ze swoich wcześniejszych dożynek. Nie pozwalam im brać astragali. Choć dwoje z nich jest ode mnie starszych to nie pozwalam na to. Ja dorzucam sobie karteczki do puli w zamian za to byśmy mieli jak przeżyć kolejne dni. Więc Ben ma 10 wpisów, John 7, a ja 45. Więc jest duże prawdopodobieństwo że zostanę wylosowana. Czemu nie chcę by bracia brali astragale? Bo nie chce ich stracić to po pierwsze. A po drugie, nie chciałabym walczyć z własnym bratem na arenie.
-Spokojnie Fibi. Nie wybiorą cię. Na pewno.
-Czas iść na Plac. - Powiedział ojciec i wszyscy wyszliśmy z domu i udaliśmy na Plac Główny. Wpisaliśmy się na listę a następnie ustawiliśmy w odpowiednich miejscach. Najmłodsi stawali z przodu a najstarsi na samym końcu. Chłopcy z lewej, dziewczyny z prawej. Rodziny i wszyscy inni ciekawscy stali za barierkami. Po 15 minutach na scenie pojawił się Burmistrz Joseph Glee, zaraz za nim szła Ozil Larock, opiekunka Trybutów z naszego 11 Dystryktu, a na końcu Aleksander Amitel zwycięzca 80 Igrzysk Głodowych miał wówczas 12 lat i od tamtego czasu jest mentorem Trybutów z naszego dystryktu. Teraz już jedynym bo poprzedni zmarł. Alex ma 26 lat.
-Witam wszystkich zgromadzonych. Za chwile zostaną wam puszczone dwa filmy upamiętniające dwa bunty. Ale za nim ... - Burmistrz jak co roku wygłosił swoją mowę i zostały nam włączone również te same filmy.
-Witam na dożynkach 94 Igrzysk Głodowych. I niech los zawsze wam sprzyja. A zatem czas wybrać naszych Trybutów - powiedziała Ozil. - Jak zawsze panie pierwsze. - Podeszła do kuli i wylosowała karteczkę, wróciła na miejsce. - Nathalie Edzee - Powiedziała z uśmiechem. Kojarzę tę dziewczynę ze szkoły jest starsza ode mnie o 3 lata. Dziewczyna zaczęła powoli iść w stronę sceny. Weszła po schodach stając obok Ozil. - Teraz czas na drugą Trybutkę. - Powiedziała i podeszła do tej samej kuli i wylosowała karteczkę wróciła do mikrofonu. - Rose Denil. - Powiedziała a moje serce zatrzymało się na chwilę. Ja? Nie. Stałam zszokowana. Dopiero po chwili ruszyłam się z miejsca. Szłam wolno z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Weszłam po schodach. Widziałam twarz mamy w oddali. Była załamana. - Czas na chłopców. - Podeszła do drugiej kuli wyciągając dwie karteczki naraz. Z uśmiechem wróciła na miejsce. - Sebastian Fokins. - Chłopak stał w pierwszym rzędzie. Dwunastolatek. - I ostatni Trybut to - rozwinęła karteczkę. - Niall Horan. - Znam go, Jest w moim wieku. Mamy razem Sport i Angielski w szkole. A po za tym jakieś pół roku temu zaprosił mnie na randkę. Było miło.Od tamtego czasu mieliśmy jeszcze dwie. Często rozmawiamy. Czemu on? Podszedł pod scenę i wszedł po schodach. - Więc mamy już swoją czwórkę Trybutów. Czas na Pokojowy uścisk dłonii. No dalej. - Uścisnęłam rękę Nathalie, a w tym samym momencie chłopaki sobie uścisnęli dłonie następnie małego Sebastiana uścisnęłam dłoń,a na końcu Nialla. - Idziemy. - Weszliśmy do Pałacu Burmistrza. Każde z nas weszło do innego pokoju. Po 10 minutach weszli moi rodzice i rodzeństwo.
-Kochanie... - Powiedziała zapłakana mama przytulając mnie.
-Nie płacz. Nie okazujcie im swoich łez oni tylko na to czekają. Nie bierzcie nic od nich. Żadnych astragali. Nic. Ben pójdziesz do lasu. Zestrzelisz coś. Jakiegoś indyka, czy wiewiórkę, lub królika. Ewentualnie sarnę. Pójdziesz na ryby. Zbierzesz grzyby, porzeczki, poziomki. Sprzedasz na targu wyżyjecie z tego. Do pomocy weźmiesz Johna. Poradzicie sobie. Wiecie jakim Strażnikom sprzedaje prawda? - Spytałam a oni pokiwali głowami. - Dobrze płacą. Za te pieniądze kupicie sobie żywność. Nie załamujcie się. Nie zamykajcie w sobie. A jak mnie stracicie, długo nie rozpaczajcie. - Powiedziałam i przytuliłam każdego z nich.
-Trzymaj. - Powiedział John zdejmując z palca swój pierścień. - Każdy może mieć coś ze swojego dystryktu. Weź. Żebyś pamiętała skąd pochodzisz. - Uśmiechnęłam się do niego. W tym momencie strażnicy ogłosili koniec widzenia. Odwiedził mnie również syn piekarza.
-Cześć.
-Cześć.
-Mam coś dla ciebie. - Podał mi małe pudełeczko z ciastkami w kształcie herbu naszego Dystryktu. - Nigdy wcześniej nie podziękowałem ci za to co zrobiłaś dla mnie i mojej rodziny. Wzięłaś dla nas astragal. Nie martw się twoja rodzina nie umrze z głodu. Codziennie będą dostawać ode mnie chleb.
-Dziękuje. Proszę nie pozwól im głodować i żeby nie brali astragali choćby nie wiadomo co. Podczas trwania igrzysk niech nie pokazują słabości.
-Dopilnuje tego.
-Dziękuje Ted.
-Trzymaj się Rose i niech los zawsze ci sprzyja. - Przytulił mnie i opuścił pokój. Po chwili do pokoju weszła Kelly
-Kelly. - Powiedziałam przytulając ją. Jest moją przyjaciółką.
-Rose, poradzisz sobie.
-Nie dam rady. Zginę jako jedna z pierwszych.
-Nie prawda. Strzelasz z łuku, nieźle wywijasz nożami. Wygrasz.
-Ja nie potrafię zabijać ludzi.
-Zabijasz zwierzęta...
-To co innego.
-Wcale nie. To to samo. Zwierzęta na które polujesz i dzieciaki na igrzyskach to ofiary. I tak przeznaczone jest im zginąć. Tylko jedna osoba wygra. I to będziesz ty. - Pocałowała mnie w czoło i dała swoją ukochaną broszkę z orłem. - Trzymaj. Niech nad tobą czuwa i niech los zawsze ci sprzyja. Rozmawiałaś pewnie już z braćmi. - Pokiwałam głową na tak. - Mam im pomóc? Wiesz że w zbieractwie nie są za dobrzy. Tym bardziej w lesie gdzie jest dużo trujących roślin.
-Jakbyś mogła.
-Zrobię to z przyjemnością. Szkoda tylko że Nialla również wylosowano. - Wszedł Strażnik a Kelly musiała wyjść. Przytuliła mnie i opuściła pokój. Zanim zdążyła opuścić pokój zdążyłam jej krzyknąć.- Opiekuj się nimi w szkole.
-Dobrze. - Powiedziała i drzwi się zamknęły. Po 5 minutach Strażnik mnie wyprowadził z budynku. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na dworzec. Gdy wysiadaliśmy kazano nam się zatrzymać przed pociągiem. Byliśmy kamerowani. Po twarzy Nathalie można było stwierdzić że płakała dość długo. Mały Sebastian miał jedną samotną łezkę na poliku. A ja i Niall nie okazywaliśmy żadnych uczuć. Staraliśmy się pokazać że jesteśmy silni i odważni. Że się niczego nie lękamy. Po trzech minutach Ozil pozwoliła nam wsiąść do pociągu. Pociągi te jeździły z dużą prędkością. Ale ze względu na to że jesteśmy bardzo daleko od Kapitolu dotrzemy tam jutro w południe.
-Siadajcie - powiedział Aleksander. - Mówcie mi Alex. Jak wiecie będę waszym mentorem. Łącznikiem z zapasami. Będąc na arenie możecie dostać paczkę od sponsora a ja wam ją przekaże. Musicie tylko dać się zapamiętać. Wasza dwójka - wskazał na mnie i na Nialla. - Już trochę zapadła w pamięci. Nie okazywanie żadnych uczuć po zostaniu Trybutem. Nigdy w Jedenastce czegoś takiego jeszcze nie było. Musicie teraz tylko sprawić by zapamiętali was jeszcze bardziej. Wasza dwójka ma szansę.
-Ale może wygrać tylko jedna osoba.
-W niektórych wypadkach dwie. 79 Igrzyska wygrały dwie osoby. Byli rodzeństwem.
-Ale my nie jesteśmy rodzeństwem. - Powiedział Niall.
-Wiem. Ale jesteście kimś więcej. Chyba tylko ja zauważyłem że coś was łączy. Mam rację prawda?
-Tak, masz. - Powiedziałam.
-Możecie to wykorzystać. Umiecie walczyć?
-Strzelam z łuku, rzucam nożami.
-Ja się umiem bić, jestem silny.
-Na arenie rękoma zbytnio nic nie zdziałasz. Podczas pobytu w Kapitolu róbcie wszystko byście zapadli ludziom w pamięci. To wam uratuje życie. Co do was? Nie dajcie się zabić. Walczcie.
Siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy jak możemy przetrwać. W jakich warunkach co robić? W końcu podano kolację i Ozil do nas dołączyła. Włączyła telewizor i obejrzeliśmy powtórkę dożynek z wszystkich Dystryktów. Stół był pełen jedzenia. Jedliśmy tyle ile zdołaliśmy. Nigdy nasze brzuchy nie były tak pełne jak po dzisiejszej kolacji. Czułam że zaraz zwrócę wszystko co zjadłam, mój żołądek nie jest przyzwyczajony do takiej ilości pokarmu. Ozil pokazała mi mój pokój. Z szuflady wyciągnęłam koszule nocną i poszłam spać.
-Dzieciaki wstawać! Dzieciaki pobudka! - Ozil chodziła przed naszymi pokojami i krzyczała. Wstałam podeszłam do tej samej szafki co wczoraj wieczorem i wyciągnęłam piękną czerwono-złotą bluzkę z krótkim rękawem i czarne krótkie spodenki z białymi wzorkami. Weszłam do przedziału jadalnego.
-Cześć wszystkim. - Powiedziałam do trójki siedzącej przy stole. - Gdzie reszta? - spytałam siadając obok Nialla.
-Nie spieszą się. - Powiedziała Ozil. Weszli po dziesięciu minutach, zajęli wolne miejsca a na stół podano śniadanie. Zjedliśmy je w miłej atmosferze. Nagle zrobiło się strasznie ciemno. Wjechaliśmy do tunelu.
-Już jesteśmy. - Powiedziała uradowana Ozil. - To tunel idący pod górami wiedzie do Kapitolu. - Razem z Niallem wstaliśmy od stołu i podeszliśmy do okna, za nami po chwili stanął Sebastian i Nathalie. Wyjechaliśmy z tunelu i znowu było jasno. Widziałam piękne budynki wznoszące się wysoko. Ludzie zauważyli pociąg i wiwatowali na naszą cześć machali do nas. Cieszyli się. Również zaczęłam im machać z uśmiechem przyklejonym do twarzy, zauważyłam że Niall robi to samo. Nathalie się schowała i zaczęła płakać, a Sebastian zaczął się cofać przerażony tym wszystkim. Razem z Niallem spojrzeliśmy na siebie a nasze uśmiechy powiększyły się. Razem staliśmy w oknie i witaliśmy Kapitolańczyków. Wjechaliśmy na dworzec stamtąd zabrano nas na odnowę.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie oto jest pierwszy rozdział. Jak wam się podoba?
Super się zaczyna :D
OdpowiedzUsuńNiesamowite
OdpowiedzUsuń