Obudziłam się po dziesiątej. Ubrałam się i poszłam na śniadanie. Na talerz nałożyłam sobie świeże bułeczki, gorące kiełbaski i wzięłam szklankę z gorącą czekoladą gdy siadałam do stołu do jadalni wszedł Niall.
-Cześć Kochanie.
-Cześć.
-Co ty tak dzisiaj ubogo jesz? - Spytał podchodząc do stołu z jedzeniem.
-Jakoś trochę apetytu nie mam.
-To pewnie przez nerwy. I przez myśli o tym co nas czeka.
-Pewnie tak. Niall?
-Tak?
-Ale mamy sojusz nie? We dwójkę. - Spytałam cicho z lekką obawą.
-Oczywiście. Miałbym zwrócić się przeciwko własnej dziewczynie? - Spytał podchodząc do mnie. Talerz odstawił na stół i kucnął przy mnie łapiąc moją dłoń.
-I tak będziesz musiał, gdy nadejdzie czas.
-Nigdy. Nie skrzywdzę cię rozumiesz? Będę cię bronił.
-A ja będę bronić ciebie.
-Kocham cię maleńka. Bez względu na wszystko. Kocham i nie przestane kochać.
-Też cię kocham Niall. - Powiedziałam a on mnie pocałował. - Wiesz ta cała sytuacja w której się znaleźliśmy. Mam namyśli właśnie dożynki i Igrzyska. Sprawiły że oddaliliśmy się od siebie. - Powiedziałam ze smutkiem.
-Wiem. To jest bardziej przerażające niż same Igrzyska.
-Oboje boimy się tego co nieuniknione.
-Może być tak że nasza dwójka zostanie na arenie jako ostatnia.
-I wtedy będziemy musieli walczyć.
-Tak.
-Nie chcę tego.
-Ja też. Ale nie mamy wyjścia. Zostaliśmy wylosowani. Nie możemy nic zrobić, nic zdziałać.
-Wiem. Musimy być silni. Musimy walczyć.
-Tak. Damy radę.
-Niall obiecaj mi coś.
-Zależy co.
-Jeśli nasza dwójka zostanie ostatnimi zawodnikami. Zabij mnie i wygraj.
-Nie! - Zaprzeczył szybko.
-Wygraj dla mnie. Przeżyłam wiele. To cud że wciąż żyję. Jestem gotowa by umrzeć. Tylko zrobisz mi przysługę.
-Rose. - Powiedział łamiącym się głosem. - Ja nie ... Nie dam rady.
-To zrobię to sama.
-Nie.
-Dźgnę się. A ty mnie dobijesz.
-Nie. - Mówił prawie przez łzy.
-Proszę obiecaj mi to.
-A jeśli będzie szansa że oboje przeżyjemy?
-Mogą nie powtórzyć tego. Tamci byli rodzeństwem nie parą.
-Ale jeśli ...
-Żadne ale, Niall obiecaj.
-Obiecuje. - Powiedział a po policzku spłynęła mu jedna samotna łza. - Kocham cię Rose. - Powiedział i mnie pocałował. Gdy się ode mnie odsunął przytuliłam się do niego mówiąc.
-Kocham cię Niall. - Obiecał. Obiecał mi to. Zależy mi na nim bardziej niż na sobie, Jemu na mnie pewnie też. Ja bym się nie pogodziła z jego stratą. Nie pozbierałabym się. On? On sobie poradzi z moją śmiercią. Trochę pocierpi ale ożyje na nowo. Ja nie dałabym rady. Będzie wiódł lepsze życie z dala od głodu. To jedyne co napędza Trybutów do walki. Zwycięzce czeka życie w Kapitolu. Z dala od głodu, nędzy, chłosty, a przede wszystkim Igrzysk. Ale tylko jeden może wygrać. Tylko jeden stanie w blasku chwały mieszkańców Kapitolu. Tylko jeden z nas stanie się jednym z nich. Pozostałe 43 osoby zginą. Ale ważne żeby on żył. To najważniejsze. W końcu oderwaliśmy się od siebie i zabraliśmy za zjedzenie śniadania. Do południa siedzieliśmy na dachu rozmawiając na różne tematy. Mieliśmy świadomość że możemy być podsłuchiwani i obserwowani. Ale nic zakazanego nie robiliśmy. Stąd był piękny widok na Kapitol. Po południu zeszliśmy na obiad. Zjadłam pierś z kurczaka z pure i sosem grzybowo-ziołowym. Później nałożyłam sobie kilka krewetek. Były przepyszne. Następnie makaron z sosem serowym i kawałkiem jagnięciny. Na koniec zjadłam indyka i pure z sosem serowo-grzybowym. Po obiedzie Alex zabrał Nialla, a mnie porwała Ozil. Udałyśmy się do mojego pokoju.
-Będziemy ćwiczyć twoje zachowanie podczas prezentacji. Najpierw jak należy chodzić w szpilkach i w sukni. Ubieraj. - Dała mi parę butów na co najmniej czternasto centymetrowym obcasie i długą suknie. Było ciężko. Nigdy nie chodziłam na szpilkach. Potykałam się i przewracałam. Deptałam suknię a Ozil na mnie wrzeszczała gdy podnosiłam ją do góry by jej nie deptać i widzieć jak idę. Po trzech godzinach umiałam w miarę chodzić na szpilkach. W godzinę wytłumaczyła mi jak mam się zachować. Że mam się nie garbić. Głowę mam mieć uniesioną do góry. Być dumna i zadowolona z tego że znalazłam się tutaj. Oraz mówiła o jeszcze paru drobiazgach po upływie czasu wyszłyśmy z mojego pokoju, w salonie na kanapie siedział Niall i Alex. Teraz Niall udał się z Ozil do swojego pokoju a ja usiadłam obok Aleksandra.
-Będziemy ćwiczyć jak masz się zaprezentować. Jaką stronę twojego charakteru ukażemy. - Ćwiczyliśmy wszystko przez prawie cztery godziny. - Najlepiej się prezentujesz będąc tajemnicza. Pokazać dumę. I być pewna wygranej. Ukazać swoją determinację, odwagę, zaciętość i nieustraszoność. Pokazać że niczego się nie boisz. Dużo żartować z prowadzącym, dużo się śmiać i uśmiechać. Pokazać że nie przejmujesz się Igrzyskami. Dasz radę?
-Jutro? Tak. Na arenie? Raczej nie.
-Nie ważne co będzie na arenie. Liczy się jutro. Dzięki prezentacji zdobywacie sponsorów. I będą was dopingować podczas Igrzysk i zrobią wszystko byś przeżyła. - Uśmiechnął się do mnie. Do salonu weszła Ozil z Niallem. -Chodźcie oboje. Porozmawiamy sobie jeszcze. - Powiedział kierując się na dach. - Jesteście parą Od ponad dwóch miesięcy tak? - Pokiwaliśmy głowami. - Możecie poruszyć ten temat jutro. Podbijecie tym serca publiczności. Zachwycą się. Będą pragnęli waszego zwycięstwa. Kochankowie na arenie. Coś pięknego. W całej historii Igrzysk coś takiego miało miejsce tylko trzy razy. Pierwszy raz na 22 Igrzyskach Głodowych. Drugi na 74 Igrzyskach Głodowych. Trzeci na 79 Igrzyskach Głodowych. Walczyli pięknie. Walczyli do końca. Wy jesteście czwartą parą w historii Głodowych Igrzysk. Publika się zachwyci. - Powiedział z uśmiechem. - Organizatorzy i sponsorzy zauważyli pewnie wasze zachowanie podczas treningów. Z tego co opowiadaliście nie ukrywaliście że jesteście razem i że się kochacie. Od czterdziestu lat wywiad z zawodnikami przeprowadza Caesar Flickerman. Będzie wypytywał o wszystko. Wasze zachowanie podczas przejazdu na rydwanach, Serca namalowane na waszych nadgarstkach. Będzie wypytywał o wasz Dystrykt o waszą rodzinę. Mówcie co chcecie tylko szczerze. Nie kłamcie bo to niema sensu. Oni i tak poznają prawdę. Gdy tylko znikniecie na arenie. Będą przeprowadzać wywiady ze mną, z Ozil, z waszymi rodzinami, przyjaciółmi, ze Strażnikami z waszych Dystryktów, czy was kojarzą, jacy jesteście, jak się zachowujecie, spytają o wszystko. Dosłownie o wszystko. Gdy zacznie się drugi dzień Igrzysk, cały Kapitol będzie wiedział o was wszystko. I lepiej będzie dla was jeśli na Prezentacji będziecie mówić prawdę, to może uratować wam życie. Kapitol nienawidzi kłamców, gardzi nimi. Kłamców wyeliminują najszybciej. Zastanawiacie się jak? Może być tak że wpadną w gniazdo żmij, zasypie ich lawina śniegu, spadnie na nich głaz, cokolwiek. Więc jeśli chcecie przeżyć mówcie prawdę. - Na dachu spędziliśmy jeszcze coś ponad godzinę czasu. I udaliśmy się na kolacje. Żołądek wypchałam do pełna, z resztą nie tylko ja. Po kolacji poszłam spać. Obudzono mnie o siódmej. Wzięłam prysznic, owinięta szlafrokiem poszłam na śniadanie. Po obfitym posiłku udałam się wraz ze swoim stylistą na parter do garderoby. Tam mnie umalowano, uczesano i ubrano. Zielona sukienka sięgająca trochę za kolana i do kompletu zielone szpilki. Szczęście że na znacznie mniejszym obcasie niż ten na którym uczyłam się chodzić z Ozil. Mierzył jakieś sześć może siedem centymetrów.
-Słuchaj Rose gdy będzie mówił o ogniu z Przejazdu powiedz że dzisiaj również jesteś w płomieniach. Zacznij wirować. I jeszcze jedno. - Powiedział biorąc moją lewą dłoń, namalował na niej takie samo serce jak podczas Inauguracji Otwarcia Igrzysk. - Serce na szczęście. - Powiedział z uśmiechem i zaczął wykańczać mój wygląd. Znów posypał mnie brokatem. O 9:45 byliśmy wszyscy gotowi. Teraz staliśmy i czekaliśmy aż zacznie się program i przyjdzie nasza kolej. Styliście się z nami pożegnali i powiedzieli że będą siedzieć w pierwszym rzędzie na widowni. Staliśmy w czwórkę w raz z Aleksandrem i Ozil za kulisami wraz z resztą uczestników. W końcu Caesar wyszedł na scenę witając z publicznością. Opowiedział kilka żartów jak to ma w zwyczaju. I wreszcie zaprosił na scenę pierwszą zawodniczkę i tak po kolei. Nie wiem po jak długim czasie zostałam wreszcie wywołana przez Caesara.
-A teraz Rose Denil! - Publiczność zaczęła wiwatować, a ja weszłam na scenę stanęłam obok Caesara a ten złapał moją dłoń unosząc do góry następnie pomógł mi usiąść i sam zajął swoje miejsce. - Pięknie wyglądasz Rose.
-Dziękuję ty też niczego sobie. - Powiedziałam z uśmiech a on i cała publiczność się lekko zaśmiała.
-Powiedz mi jak udało ci się zdobyć 18 punktów z Oceny Indywidualnych Treningów? - Pochyliłam się w jego stronę i szepnęłam
-Nie mam pojęcia. - chociaż i tak wszyscy mnie słyszeli.
-Nie uwierzę. Masz jakiś sposób i dzięki temu udało ci się zdobyć aż tyle punktów. Od dawna nikt nie miał więcej niż 15
-Bo widzisz Caesar. Po prostu mam coś w sobie.
-Więc zdradź nam jak tego dokonałaś.
-Tajemnica.
-Oh, nie znęcaj się nad nami. Wszyscy jesteśmy ciekawi.
-To ty nie wiesz że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
-Dobrze. A przejazd Inauguracyjny? Coś pięknego. Gdy wtedy zobaczyłem że w oddali widać jakieś zielone światło dobiegając z tunelu a po chwili wy wyjeżdżacie na rydwanie. Twoja piękna płonąca zielenią zielona suknia powiewająca na wietrze. Przyznam się oczarowałaś mnie wtedy, zaintrygowałaś. Ty i Niall oboje się świetnie prezentowaliście. Jak się czułaś jadąc rydwanem? - Wzięłam głęboki oddech i zwróciłam twarz w kierunku widowni.
-Cudownie. Jeszcze nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Czułam się dumna że to właśnie ja reprezentuje mój Dystrykt. Cieszę się że moja młodsza siostra nie została wylosowana. Wcale się nie dziwię że na mnie trafiło. Prawdopodobnie miałam najwięcej wpisów ze wszystkich dziewczyn. Aż 45.
-45?
-Tak. Od pięciu lat biorę astragale dla całej rodziny byśmy mieli jak przeżyć. Rzadko kiedy udaje nam się coś wytargować z innymi mieszkańcami, więc musimy sobie radzić sami. I cieszę się również że moi bracia nie zostali wylosowani. Choć to pewnie po części moja zasługa. Pomimo tego że dwaj z nich są ode mnie starsi, zabraniam im brać astragale. Wszystkie biorę ja. Nie zniosłabym myśli że z własnym bratem miałabym walczyć na arenie. - Chciałam mówić dalej ale mi przerwał.
-A co z tymi serduszkami na waszych nadgarstkach?
-To symbol naszej miłości. Znak że nawet Igrzyska nie są w stanie nas rozdzielić.
-Więc przyjechałaś tutaj ze swoim chłopakiem?
-Niestety tak. Gdy Ozil zaczęła wybierać chłopaków modliłam się by nie wylosowała nikogo z tej czwórki. Pierwszy chłopak, kamień spadł mi z serca, drugi szok, przerażenie, smutek. Myślałam nie to nie może być on. To się nie dzieje naprawdę. A jednak dzieje. Myśl że mogę go stracić powala mnie na kolana. Nie dam rady żyć bez niego. Gdy go stracę, moje życie zamieni się w ruinę. Nie pozbieram się po tym. Załamię się. Nie będę sobą. Kocham go. Kocham całym sercem. I nie ważne co się będzie działo zawsze będę go kochać. Bez niego moje życie nie istnieje.
-Więc dlatego podczas waszego przejazdu gdy spojrzeliście na siebie wasze twarze się zmieniły. Wyrażały wtedy smutek.
-Tak. Szczęśliwi że tu jesteśmy i nagle wystarczy jedno spojrzenie na siebie i wiemy że nie wrócimy. Nie wrócimy razem. Będziemy musieli walczyć. Tylko jeden Trybut może zwyciężyć. - Po policzku spłynęła mi samotna łza. - Będę walczyć do końca. Będę walczyć o niego, dla niego. Niczego się nie boję. - Mówię poważnym z determinacją, odwagą i pewnością siebie głosem. Na twarzy mam to samo wymalowane.
-Wspominałaś o swoim rodzeństwie, ile ich masz i w jakim są wieku?
-Ben ma 21 lat, John 18, Dean 14, Fibi 12, Greta 9. A ja 16.
-Kim są twoi rodzice?
-Mama pracuje w sadzie. Tata jest żniwiarzem i dodatkowo raz w tygodniu jeździ do Dwunastki wydobywać węgiel.
-To już wiem skąd pomysł na tak piękny i oryginalny strój na Inauguracje Otwarcia Dziewięćdziesiątych czwartych Głodowych Igrzysk.
-Dzisiaj mam podobny.
-Ta suknia?
-Tak. Zrodzona z czystego ognia.
-Pokaż nam. - Wstałam i odeszłam kilka kroków od fotela. Zaczęłam się kręcić. Suknia momentalnie stanęła w płomieniach. Cała się paliła a ja wirowałam takie piękne i przyjemne uczucie ciepła i łaskotania. W końcu się zatrzymałam i złapałam dłoń Caesara którą do mnie wyciągnął, znów pomógł mi usiąść i z powrotem zajął swoje miejsce. - To było cudowne Rose. Naprawdę. Te płomienie tak dobrze cie wyrażają. Ogólnie zieleń cie podkreśla. A zielona suknia w połączeniu z zielonymi płomieniami po prostu bomba. - Zachwycał się prowadzący. - Przed państwem wystąpiła Rose Denil Zrodzona z płomieni! - Krzyknął łapiąc moją prawą dłoń i pomagając mi wstać. Odeszłam na tył sceny stanąć obok reszty. - Przed nami ostatni zawodnik Niall Horan! To prawda? To co mówiła Rose?
-Najprawdziwsza prawda. Nie wyobrażam sobie życia bez mojej Rose. To straszne że spotkało nas coś takiego. Walczyć o przetrwanie ze swoją dziewczyną. Staram się na razie o tym nie myśleć. Będzie co będzie. Kto wie? Może zginiemy pierwszego dnia przy Rogu Obfitości oboje. A może przetrwamy. Nikt tego nie wie.
-A co ty myślisz o swoim kostiumie z Inauguracji.
-Jest przebojowy. Fantastyczny. Płomienie mnie nakręcają.
-Też masz serduszko na nadgarstku?
-Oczywiście. To znak naszej wiecznej miłości.
-Masz rodzeństwo Niall?
-Dwie siostry i dwóch braci.
-W jakim są wieku.
-Aliena 11, Kortney 7, Bradley 14, Mark 20, a ja 16.
-Kim są twoi rodzice?
-Mama pracuje na żniwach, Tata na roli i dodatkowo jeździ do Dwunastki.
-Masz garnitur uszyty z bardzo podobnego materiału co suknia Rose. Czy to znaczy że również staniesz nam w płomieniach jak na Ceremonii Otwarcia Igrzysk?
-Jeśli chcecie.
-Oczywiście że chcemy. - Niall wstał i zakręcił się, a jego garnitur stanął w pięknych zielonych płomieniach. - Przed państwem wystąpił Niall Horan. - Powiedział Caesar a Niall podszedł do mnie. - Przed państwem wystąpili Dystrykt Pierwszy Ariet i Jordan Zimnokrwiści! Belb i Daren para nie z tej ziemi. - Caesar zaczął wywoływać wszystkich parami. Ten kto został wywołany wychodził na środek a następnie opuszczał scenę. - I wreszcie Rose i Niall Nieszczęśliwi Kochankowie z Jedenastego Dystryktu. - Podeszliśmy na środek ukłoniliśmy się, pomachaliśmy do publiczności wysłaliśmy całusy i zeszliśmy ze sceny. Tam dopadła nas Ozil.
-Byliście świetni. Naprawdę. Życzę wam wygranej. - Powiedziała z uśmiechem. - Wam obojgu. Macie szansę naprawdę.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział :D Jak wam się podoba?
Super. Wow :)
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie życia bez mojej Rose.
OdpowiedzUsuńPiękne słowa