czwartek, 3 września 2015

Rozdział 14

Program nie był długi, ale po zakończeniu wywiadu przed budynkiem stał mały tłumek chcący zamienić z nami kilka słów czy też zrobić sobie zdjęcie ze Zwycięzcami. Więc chcąc być miłymi zostaliśmy z nimi trochę. Do domu weszliśmy po trzynastej. Przygotowaliśmy obiad, na który wprosiły się nasze ekipy, Ozil i Alex. Nasze stroje na urodziny były już gotowe i prezent również zapakowany stał już na szafce przy wejściu. Był to podwójny zestaw Trójzębu Świetlnego. Były to dwa metalowe uchwyty będące rękojeściami, a po wciśnięciu jednego guziczka laser wyświetlał trójząb, który przenika przez obiekty w zetknięciu z nim. Dzieciak powinien być zadowolony. Po obiedzie Dutti i Gokkej wzięli się za posprzątanie po obiedzie. A Minos, Lina i Rafio zabrali się za wyszykowanie mnie, a Cynia, Cyprian i Freska za wyszykowanie Nialla na urodziny Tommy'ego. O piętnastej czterdzieści pięć byliśmy gotowi. Oboje wyglądaliśmy jak prawdziwi piraci z opowieści.
Moje blond włosy opadały falami na ramiona, na głowie miałam zawiązaną niebieską chustę i czarny piracki kapelusz z piórem, na moim lewym policzku, brodzie z prawej strony i wardze widniała szrama po szabli stworzona przez Minosa, moje oczy były dość mocno podkreślone czarnymi kreskami, o wiele mocniej niż zazwyczaj robiono mi mocny makijaż, moja skóra jak i na twarzy, szyi, ramionach, całych rękach, nogach i innych widocznych miejscach była kosmetycznie przemalowana na ciemniejszą, dając efekt opalenizny, oczywiście jest to zmywalne. Paznokcie pomalowane czarnym lakierem. Moja sukienka to górna część skórzana czarna, jedno ramiączko szerokie na 5 centymetrów skórzane, a drugie szerokie na 12 centymetrów ze zwykłego materiału w czarno białe paski, dolna część sukienki składała się z dwóch elementów, pierwszy to luźny, materiał w czarno białe pasy sięgający mniej więcej połowy ud, a drugi na wierzchu tylko po prawej idący od przodu do tyłu czarny poszarpany materiał z czaszką i dwoma skrzyżowanymi mieczami, typowy znak piracki długi aż za kolano. Z lewej strony została przywiązana niebieska chustka luźno powiewająca, razem z szablą. Z prawej strony z tyłu pod czarną banderą piracką miałam przymocowany pistolet, oczywiście sztuczny. Miałam założony brązowy płaszcz piracki i czarne wysokie do kolan buty pirackie.
Niall miał zieloną chustę na głowie, czarny piracki kapitański kapelusz z większym piórem niż moje w moim kapeluszu, na oku miał czarną przepaskę. Miał również wymalowaną szramę na czole, brodzie i nosie, miał również przyciemnioną skórę tak samo jak ja. Miał białą koszulę, zieloną kamizelkę piracką, czarny płaszcz piracki, szarawe spodnie i czarne buty pirackie. U lewego boku miał szablę i również sztuczny pistolet.
-Wyglądacie jak prawdziwi piraci. - Powiedziała zachwycona Ozil.

Do Pałacu Prezydenckiego weszliśmy piętnaście po szesnastej.
-O jesteście. - Powiedział radośnie Prezydent Woods.
-Jak to się mówi najważniejsi goście zawsze przychodzą ostatni. - Powiedział z uśmiechem mężczyzna, przebrany za Vampira, blady jak trup, ubrany na czarno, miał też pelerynę z zewnątrz czarna a wewnątrz czerwona, włosy jasny brąz mocno nażelowane postawione do góry, doczepione kły i zarówno jak i twarz jak i ubrane pomazane sztuczną krwią, oczy podkreślone czarną kreską. - Adam Sokerrlo. Miło was poznać. - Wyciągnął rękę w moją stronę.
-Rose Denil i Niall Horan, ale to już wiesz. - Zaśmiałam się lekko. Ściskając jego dłoń, a następnie swoją dłoń skierował w stronę Nialla i również się przywitali. - Też miło cię poznać.
-Tak to mój szwagier. Zwycięzca Osiemdziesiątych czwartych Igrzysk Głodowych. Gdy wygrał miał dziewiętnaście lat. Był najlepszy od samego początku. Mówiąc od samego początku mam na myśli od Dożynek oczywiście.
-Bracie czyżbyś znów zachwalał mojego męża? - Powiedziała Hannah Sokerrlo. - Witajcie. - Powiedziała i przytuliła nas na powitanie.
-Dzień dobry. - Powiedział Niall.
-Ah nie bądźmy tacy formalni. Hannah jestem. - Uśmiechnęła się do nas.
-Cześć Hannah. - Powiedziałam z lekkim uśmiechem. - Gdzie jest Jubilat?
-Chodźcie. - Poszliśmy za nią w głąb wielkiego ogrodowego przyjęcia. - Tommy! Tommy chodź na chwilkę! Są ostatni goście!
-Rose! Niall! - Rozległy się zewsząd krzyki dzieciaków, które do nas podbiegły w różnym wieku od trzech do dziesięciu lat.
-Galic i Sindi mają trzy latka, - Wskazała chłopca i dziewczynkę przebranych za Zombie. - John cztery, - Wskazała chłopca przebranego za Konika Wodnego. -  Iris pięć, - Wskazała dziewczynkę przebraną za Mumie, spod kostiumu wystawały jej czarne włosy i błękitne oczy. - no i nasz Jubilat Thomas sześć. - Chłopiec był w kostiumie Wilkołaka. Cała piątka wraz ze swymi przyjaciółmi szczerzyła się do nas.
-To naprawdę jest Rose i Niall? - Spytała jedna dziewczynka przebrana za Syrenkę, może mieć z siedem może osiem lat.
-Tak to naprawdę oni Perl.
-Nie podobni.
-Bo dziś jesteśmy piratami. - Powiedziałam z uśmiechem.
-A teraz Tommy podejdź tu do mnie. - Thomas podszedł do Nialla. - To jest prezent dla ciebie. - Powiedział wręczając młodemu paczkę. Tommy z uśmiechem wziął ją od Nialla i szybko rozdarł papier, otworzył pudełko i wyjął dwie rękojeści Trójzębu.
-Tu się włącza. - Powiedziałam podchodząc do niego, kucając przed nim i pokazując guzik na jednej i wduszając go. Od razu u szyty rękojeści wyświetlił się jarzący się na pomarańczowo Trójząb, sam włączył drugi który miał kolor zielony.
-Dziękuję Rose! - Krzyknął i objął mnie, a ja odwzajemniłam jego gest. - Dzięuję Niall! - Powiedział i wtulił się Nialla, który musiał również kucnąć by móc go objąć. - Pafko! Walcz! - Krzyknął i rzucił jeden Trójząb chłopcu ubranego w strój dyniogłowego. Chłopcy od razu zaczęli ze sobą walczyć. Najlepsze w tym było to że jeden laser nie mógł przejść przez drugi. Promienie Trójzębu zderzały się ze sobą i blokowały, dając efekt prawdziwej broni. Jednakże zranić się nie mogli, bo przez wszystko inne promienie przechodziły.
-Ah te dzieci. Są takie słodkie. - Powiedziała kobieta w czerwonych włosach w stroju Syreny. - Jestem Betria, mama Pafko. - Kobieta posłała nam uśmiech. - A wy to oczywiście tegoroczni Zwycięzcy Igrzysk. Jak się cieszę że wreszcie mogę was poznać. Mój mąż Flawio również pragnie was poznać. W tej chwili jest gdzieś tam. - Wskazała ręką na masę stołów zastawionych przeróżnym jedzeniem. Kobieta cały czas się uśmiechała do nas. Po chwili zaczęłam się zastanawiać czy czasem nie zrobiła sobie operacji plastycznej by przez cały czas mieć uśmiech na twarzy, Po krótkiej rozmowie z Betrią na temat Igrzysk, Niall poprosił mnie do tańca. Godzinę później do ogrodu wjechał ogromny tort przedstawiający tegoroczną arenę Igrzysk Śmierci. Były tam figurki wszystkich Trybutów, powtarzające się w wielu miejscach i wielu różnych sytuacjach z Igrzysk, był również Róg Obfitości, a nawet odwzorowane bronie będące na arenie, drzewa, zwierzęta. Mi i Niallowi udało się odmówić zjedzenia samych siebie z lukru, w zamian za to dostaliśmy lukrowe łuki i noże, wraz z czekoladowym, kremowym tortem.
Na tą imprezę zostali zaproszeni również wszyscy poprzedni Zwycięzcy. Bardzo cieszyłam się że będę mogła poznać Jareda Thorkina Zwycięzce Dziewięćdziesiątych pierwszych Igrzysk Głodowych miał wtedy dwanaście lat. Wszystkich zadziwił swoim talentem. Pochodzi z Dystryktu Siódmego. Ma brązowe włosy i zielone oczy. Na indywidualnej ocenie treningów dostał piętnaście punktów. Tyle samo ile dostali Karierowcy. Przykuł tym ich uwagę i gdy znaleźli się na arenie, chłopak jako pierwszy znalazł się przy Rogu Obfitości. Złapał plecak, saszetkę, kuferek i większą siekierkę. W plecaku miał koc, sznur, drut, pusty bukłak, bochenek chleba, dwie paczki suszonego mięsa, paczkę krakersów. W saszetce była apteczka, a w kuferku różnego rodzaju ostrza, między innymi siekierki, noże i dwie szable. Chłopak naprawdę świetnie posługiwał się różnymi ostrzami. Przy Rogu Obfitości ten dwunastolatek zabił dwóch chłopaków starszych od niego o cztery i o pięć lat i dziewczynę starszą o siedem lat. Później w puszczy radził sobie również świetnie. Ognisko rozpalał bez problemu, zwierzęta też z łatwością zabijał. W puszczy przyszło mu również stoczyć walkę z kilkoma Trybutami z których wyszedł tylko z zadrapaniami. I nawet co zdziwiło wszystkich usłyszał zakradających się po cichu za nim Karierowców, zdążył im umknąć tak że nawet nie zorientowali się w którą stronę uciekł. Gdy napotkał się na nich dwa dni później oni zamiast go zabić zaoferowali sojusz. Trzymał się z nimi do czasu gdy na arenie zostało osiem osób w tym on i trzech Karierowców, ponieważ dwóch zginęło wcześniej na skutek walki z innymi Trybutami, a jeden zjadł trujące owoce. Więc w tę noc gdy objął wartę pozabijał całą tróję. Chłopakowi z Dwójki poderżnął po cichu gardło, dziewczynie z Dwójki wbił nóż w serce gdyż przebudziła się, zdążyła jeszcze krzyknąć by Molton chłopak z Jedynki uważał, ale Jared odciął mu głowę w momencie w którym podniósł się z trawy. Dwóch innych Trybutów również zginęło tej nocy z rąk swojego sojusznika, na drugim końcu areny, był to młody chłopak obawiający się o swoje życie Kimbron. I zaczęło się polowanie. Zostały trzy osoby. Dwunastoletni Jared, Szesnastoletni Kimbron i Dwudziestodwu letni Johanson. Johanson wpadł w pułapkę organizatorów, więc Jared ostateczną walkę stoczył z Kimbronem. Chłopak był bardzo wytrzymały. Nie poddawał się. Jared rzucał w niego nożami, chłopak wyglądał jak jeż. Z jego klatki piersiowej sterczało dwadzieścia siedem noży. Walczył do ostatniego tchu. Zmarł w momencie w którym Jared wbił mu z bliska nóż w tchawica, lecz Kimbron zdążył zadać ostatkiem sił ostatni cios. Jeden z noży który go nie trafił, złapał i wbił młodemu w żebra. Ukoronowanie Zwycięzcy tym razem odbyło się dziesięć dni po zakończeniu Igrzysk, gdyż chłopakowi trudno było dojść do siebie. W wywiadzie i Flickermana przed Igrzyskami mówił że niema dla kogo walczyć. Ponieważ jest sam. Jego dziadkowie zmarli wiele lat przed jego narodzinami, matka zmarła przy porodzie, a ojciec gdy miał dziewięć lat. Mówił "Wiesz Caesarze nie mam dla kogo walczyć. Jestem sam. Nie mam nikogo. Gdy przegram nikomu nie będzie smutno." A Caesar mu odpowiedział. "Nie masz dla kogo walczyć? Walcz dla mnie, dla nich -wskazał ręką publikę- Walcz dla siebie Jared. Walcz dla siebie." I gdy po zakończeniu Igrzysk stanął drugi raz na scenie powiedział "Dziękuję ci." Caesar posłał mu pytające spojrzenie. "Ale za co chłopcze?" "Za twoje słowa. Powiedziałeś walcz dla siebie. I tak zrobiłem. Wygrałem. Wygrałem dla siebie." Gdy zaczął swoje Turnee sama wręczałam mu bukiet kwiatów. Jego oczy tamtego dnia były smutne, ponieważ sam zabił troje Trybutów z naszego Dystryktu, ale gdy zobaczył mnie wychodzącą z tłumu w pięknej zwiewnej białej sukience, a wiatr rozwiewał moje włosy i weszłam po schodach na scenę jego oczy się rozweseliły. Z wielkim uśmiechem na ustach dałam mu bukiet, a on szepnął mi do ucha. "Jeszcze kiedyś się spotkamy aniołku, tak czuję." I oto dziś się spotkaliśmy. Poznał mnie od razu, nawet w przebraniu.
-Rose aniele witaj! - Powiedział radośnie.
-Jared. Pamiętasz?
-Jak mógłbym zapomnieć. To ty rozjaśniłaś mi tamten smutny dzień. Ty sprawiłaś że w końcu się uśmiechnąłem. To dzięki tobie przetrwałem Turnee. Gdy oglądałem Dożynki serce mi zamarło gdy wyszłaś z tłumu. Ale przetrwałaś, wygrałaś. Wraz z chłopakiem. - Mówiąc ostatnie zdanie wyraźnie posmutniał, ale nikt inny prócz mnie zdawał się tego nie zauważyć. Może dlatego że smutek był tylko w jego oczach, a ja patrzałam w nie jak zahipnotyzowana.
-Miło mi to słyszeć naprawdę. Nie wiedziałam że mój jeden uśmiech może tyle zdziałać.
-To teraz już wiesz. - Posłał mi uśmiech. - Przepraszam, a gdzie moje maniery. Jestem Jared Thorkin, Zwycięzca Dziewięćdziesiątych pierwszych Igrzysk Głodowych. - Brunet wyciągnął rękę w kierunku Nialla, a ten od razu ją uścisnął.
-Niall Horan.
-Wiem. Oglądałem Igrzyska i wszystkie wasze wywiady. Oboje walczyliście świetnie. I naprawdę wasze przemowy były wzruszające. Szczególnie ta ostatnia u Flickermana.
Impreza skończyła się około północy, a wszyscy goście prócz dzieci oczywiście byli pijani. Jakoś udało nam się trafić do domu. Przy pożegnaniu Jared mówił że koniecznie musimy się spotkać we trójkę. Nigdy nie podejrzewałam że będzie mi dane jeszcze raz go ujrzeć. Ani też nigdy nie podejrzewałam że kiedyś znów się poczuję tak samo jak wtedy, te trzy lata temu na scenie, wręczając mu kwiaty, jego szept i ciepły oddech na szyi gdy wyszeptał to jedno zdanie, które dźwięczało echem w mojej głowie przez półtorej roku.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak wam podoba się kolejny rozdział? Czekam na wasze komentarze.
Pamiętaj!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

wtorek, 1 września 2015

Rozdział 13

O ósmej rano obudziło nas natarczywe pukanie i dzwonienie do drzwi. W końcu zeszłam na dół w mojej błękitnej koszuli nocnej sięgającej połowy ud i okryta atłasowym szlafrokiem.
-No wreszcie! - Krzyknęła zdenerwowana Ozil wchodząc do środka a za nią, Rafio z moją ekipą i Freska z ekipą Nialla, oraz Alex.
-O co chodzi? - Spytałam sennie.
-Jak to o co?! - Ozil zdenerwowała się jeszcze bardziej. - Spóźnimy się!
-Ale na co?
-Rose. Dziś ostatni wywiad u Caesara Flickermana. - Powiedział Alex.
-Zapomniałam. - Powiedziałam. - Niall! - Krzyknęłam. Chwilę później Niall zszedł na dół.
-Co jest grane? Co tu robią nasze ekipy?
-Niall. Wywiad. Flickerman. Za ... - Spojrzałam na zegar. - Trzy godziny.
-O kurcze. Zapomniałem.
-Nie tylko ty. - Rzuciła z oburzeniem Ozil. - Już zabrać mi się za nich. - Rozkazała, a nasze ekipy zabrały nas do oddzielnych pokoi które sami musieliśmy im wskazać. I zaczęło się szykowanie. Zdążyłam jeszcze zanim popadli w wir pracy powiedzieć by przyszykowali dla nas stroje na urodziny tego Tommy'ego i zorganizowali jakiś prezent dla niego który miałby być od nas. Minos i Lina byli zachwyceni z tego powodu, natomiast Dutti nie okazał większego zainteresowania.

Dwie i pół godziny później siedziałam w samochodzie z mocnym makijażem, oczy mocno podkreślone, wydłużone i podkręcone rzęsy, na powiekach mam nałożony niebieski cień, a na policzkach róż, ubrana w zielono-niebieską sukienkę przeplecioną lekkimi czarnymi nićmi. A efekt tego był taki że przy każdym moim kroku suknia skrzyła się zielonymi lub czerwonymi płomieniami. Sięgała mi kolan i była luźna. Założone miałam również złoto-brązowe rzymianki na sześciocentymetrowym obcasie, wiązane na łydkach. Moje blond wlosy były rozpuszczone i wpleciono w nie kilka zielonych, niebieskich, fioletowych i czerwonych małych warkoczyków. W uszach miałam kolczyki, były to długie brązowo-białe piórka. Na szyi wisiała niebieska gwiazda z lapis lazuli, do sukienki przypięłam broszkę którą dostałam od Kelly, na palcu prawej ręki miałam pierścień który dał mi brat. Jego ukochany pierścień. Nigdy go nie zdejmował, ani do kąpieli, ani na wf w szkole, ani z żadnej innej okazji. Dał go mnie. Dał po dożynkach. Miałam go cały czas, na serdecznym palcu prawej ręki. Mały czarny pierścień z wygrawerowanym wielkim D i 11 oplecione liśćmi laurowymi. Dla niego ten pierścień miał dwa znaczenia. D11. Dystrykt 11, a także Denil 11 lat, bo dostał go na 11 urodziny od dziadka. Dziadek ten pierścień chciał mu dać na dwunaste urodziny, ale był umierający i John dostał go rok wcześniej, jedenaście dni później dziadek umarł. Na mojej drugiej dłoni miałam dwa srebrne sygnety i złoty pierścień z obsadzonym pięknym szmaragdem.
Niall ubrany w błękitną koszulę i zielony garnitur również przepleciony czarnymi nićmi i tak samo jak ja gdy się poruszał jego ubranie zdawało się palić. Miał na lewej ręce na palcu serdecznym złoty pierścionek z obsadzonym żółtym topazem oraz miał jeszcze dwa srebrne sygnety. We włosy miał wpięte niebieskie, fioletowe i zielone pasemka.

Gdy wybiła jedenasta na scenę wyszedł jak zwykle uradowany Caesar Flickerman. Miał przefarbowane włosy na błękit i spięte z tyłu w kitkę, zielony garnitur z wyszytym czerwonym płomieniem po lewej stronie garnituru, złotą koszulą wystającą spod rozpiętej marynarki i czerwona mucha przypięta pod szyją.
-Witam! Witam! Witam! Moi mili obywatele Panem! Dzisiaj goszczą u mnie po raz kolejny nasi wspaniali zwycięzcy, nieszczęśliwi kochankowie, zrodzeni ze szczerego ognia! Rose Denil! I Niall Horan! Brawa dla nich! - Zawołał, a my weszliśmy na scenę.
-Witaj Caesarze. - Przywitaliśmy go.
-Witaj Rose. Witaj Niall. Kochana pięknie wyglądasz w tej sukni. Ah, a te płomienie! - Zachwycał się. - Niall, ale chyba nie masz nic przeciwko że tak zachwycam się twoją dziewczyną? - Niall zaprzeczył ruchem głowy z uśmiechem na twarzy. - Ty również wyglądasz dobrze, tak samo olśniewająco jak twoja partnerka. Wasi styliści przeszli samych siebie, naprawdę. Brawa dla Rafio Grina i Freski Poliwii. - Na sali znów zabrzmiały brawa, a nasi styliści wstali z miejsc i skłonili się do kamer, a następnie do publiczności. Gdy brawa ucichły Caesar kontynuował. - Jak wam minęło Turnee zwycięzców?
-Trzeba przyznać były to dla nas trudne chwile. Stanąć na scenie przed tłumem ludzi którzy stracili swoje dzieci, rodzeństwo, męża czy żonę, sąsiadów. Z czego zdecydowana większość tych osób były to dzieci. Patrzeć na rodziny poległych Trybutów. - Zrobiłam przerwę. Niall nie miał zamiaru mi przerywać. Wiedział że jest to ciężki temat. - Kilkoro osób zginęło z naszych rąk. I musieliśmy spojrzeć w twarze ich rodzin. Wyrażały one złość, nienawiść i smutek. Ale ... - Westchnęłam ciężko. - Nie dziwię się ich zachowaniu. Sama pewnie postąpiłabym tak samo. Wiedząc że moje dziecko zostało zamordowane w brutalny sposób przez zwycięzce Igrzysk, lub że żeby oni musieli wygrać, moje dziecko musiało zginąć. To jest ciężkie przeżycie. Dla wszystkich. Swoim zachowaniem zaskoczyli nas co prawda ludzie z Drugiego i Pierwszego Dystryktu. Cieszyli się na nasz widok. Nie obrzucali morderczymi spojrzeniami. To było miłe. Taka odmiana. - Znów zrobiłam małą przerwę w wypowiedzi by poukładać myśli w całość. - Po mimo tego, że nie było tego po nas widać to było nam ciężko. Patrząc na rodziny poległych Trybutów i ich wielkie zdjęcia w tle za nimi, powracały do nas wspomnienia. Wspomnienia ich śmierci. Bolesne wspomnienia, okropnych śmierci dzieci, można nawet powiedzieć rzezi niewinnych. To co się stało na arenie to ... Ludzie na arenie się zmieniają. Zamieniają się w morderców, by przeżyć i wygrać. Widzieliśmy morderców, słyszeliśmy ich i ich ofiary. śmierć jaką oni ponieśli ... To była zła śmierć, śmierć może być dobra, co wynika z życia. To była zła śmierć, opowiedz sobie wszystko dokładnie, wtedy zrozumiesz to co się naprawdę stało.* Czterdzieści dwoje osób zginęło byśmy my mogli przeżyć i być tu z wami. Siedząc na tej kanapie z siedzącym obok nas Caesarem Flickermanem który właśnie nie stara się ukryć swoich łez. Bo wie, że mam rację. Mówimy wszyscy podczas Dożynek "Niech los zawsze wam sprzyja." Los chciał byśmy to my wygrali, by ... - Przełknęłam gulę w gardle. - By tamci Trybuci zginęli w okolicznościach jakich ponieśli tę śmierć. - Znów przerwałam na chwilę, gdyż głos uwiązł mi w gardle. - A, a my ... A my ... A nam dane było przeżyć i wygrać. Zabijając ostatniego Trybuta. Wygrywając Dziewięćdziestąteczwarte Igrzyska Głodowe. ... - Nie wiedziałam co więcej mogę powiedzieć. Chcąc, nie chcąc kilka łez spłynęło mi po policzkach. - Przepraszam. - Szepnęłam, i delikatnie otarłam, policzki i oczy starając się nie rozmazać makijażu. Przyjrzałam się publiczności. Wielu osobą również spływały łzy po policzkach, ale oni nie przejmowali się tym że na ich twarzach zostają kolorowe smugi, że rozmazują swój makijaż. Moja przemowa skruszyła serca Kapitolańczyków. Tego jeszcze nigdy nie było. Zapadła cisza. Ani my, ani Caesar nie mieliśmy sił by się odezwać. Ale Flickerman w końcu powiedział.
-To była piękna i przejmująca przemowa. Naprawdę Rose. Mogę sobie tylko wyobrazić jak bardzo było wam ciężko tam na arenie, patrząc na innych Trybutów mordujących się nawzajem. A także mogę sobie tylko wyobrazić jak czuliście się w momencie w którym wy kogoś zabiliście, i jak się później czuliście stojąc na przeciwko rodzin tych których zabiliście. To jest ciężkie dla was na pewno. Przykro mi że musieliście przez to przechodzić. Ale taka jest tradycja. Głodowe Igrzyska są upamiętnieniem wojen i buntów. Są ostrzeżeniem by więcej do nich nie doszło. - Pokiwaliśmy tylko głowami. - Rose co miałaś na myśli mówiąc, że śmierć może być dobra?
-Śmierć może być dobra, jeśli jest w słusznym celu, w imię większego dobra, za kogoś innego, za kogoś kogo się kocha lub naturalna.
-W którym z Dystryktów podobało wam się najbardziej?
-Myślę że tu odpowiedź jest prosta. - Powiedział Niall.
-To znaczy?
-Pierwszy i Drugi Dystrykt. Powitano nas tam z uśmiechem, jak bohaterów. Nie jak ... morderców, którymi z resztą jesteśmy. - Powiedziałam.
-Oh. - Jęknął Caesar. - Wcale nie ...
-Taka jest prawda Caesarze. Wszyscy widzieli jak zabijaliśmy. Jak można inaczej nazwać osobę która zabiła niewinnego, bezbronnego człowieka? - Powiedział Niall. - Niema innego określenia. Zwycięzca? Nie. Najpierw Morderca, potem Zwycięzca. Bo żeby stać się Zwycięzcą, trzeba najpierw stać się Mordercą. Żeby wygrać, trzeba zabijać. Taka jest zasada Igrzysk Caesarze. Przecież dobrze to wiesz.
-Tak wiem. A kreacja z którego Dystryktu najbardziej wam się podobała?
-Z Czwórki i z Jedynki. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
-A ty Niall?
-Z Szóstego i Pierwszego Dystryktu.
-Przypomnijmy sobie owe kreacje. - Powiedział Caesar i za nami na telebimie wyświetliły się te kreacje. - Tak przepiękne. A która kreacja waszym zdaniem do was najbardziej nie pasowała i była najmniej atrakcyjna.
-Zdecydowanie z Trzeciego Dystryktu. Nasi Styliści ostro przesadzili i dobrze o tym wiedzą. Oraz, jak to określiłeś najmniej atrakcyjną według mnie była również ta z Piątego Dystryktu.
-Tak, zdecydowanie. - Zgodził się ze mną Niall.
-Przypomnijmy je sobie. - Powiedział i spojrzeliśmy na owe dwie kreacje. - No cóż ... Zostawimy to bez komentarza by nie urazić waszych stylistów. - Powiedział i zaczął się śmiać, a wraz z nim i my i publiczność. - A jaką pracę chcecie podjąć? Już wiecie?
-Ja zastanawiałam się nad prowadzeniem jakiegoś programu, żeby robić ci za konkurencję. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Oh, Zawsze możesz prowadzić program ze mną. Miejsce na dwóch prowadzących się znajdzie.
-A może zamienię ciebie i to ja będę prowadzącą tego programu.
-Mam zamiar jeszcze parę lat popracować w tej branży. Ale do tego czasu możemy we dwoje go prowadzić. Co ty na to?
-No nie wiem Caesarze. Zastanowię się.
-A ty Niall?
-Myślałem o tym czy by nie zostać projektantem.
-Ciekawe. - Niall uśmiechnął się do niego. - I będziesz tworzył stroje dla Trybutów?
-Nie tylko. Mam zamiar projektować ubrania na zamówienie. Jeśli to możliwe to i na całe Panem.
-To jest bardzo dobry pomysł. Naprawdę. Myślę że wszyscy będą zachwyceni. Już nie mogę się doczekać kiedy rozkręcisz swój biznes. Zamawiam już u ciebie garnitur. Na wymiary pójdę w niedalekiej przyszłości, no bo chyba nie masz zamiaru robić tego teraz?
-A czemu nie? - Niall wyciągnął z kieszeni miarę i rozwinął ją. A wszyscy zaczęli się śmiać. - Zapraszam za dwa tygodnie do mojego sklepu, będzie wielkie otwarcie. - Powiedział i schował miarę w kieszeń.
-To byli Rose Denil i Niall Horan! Miłość zawsze wygrywa moi drodzy, zawsze! - Powiedział i pożegnał się z nami uściskiem dłoni. I światła zgasły, kurtyna zapadła.

11 DYSTRYKT WIOSKA ZWYCIĘZCÓW

Siedzimy właśnie w domu państwa Horanów, zaprosili nas na ostatni wywiad Rose i Niall u Flickermana. Rose właśnie wygłosiła swoją długą opowieść o Turnee. Caesar się popłakał, większość Kapitolańczyków także, a i nam po twarzach płynęły łzy. To było naprawdę wzruszające, ale taka jest prawda. Flickerman naprawdę zdaje się wydawać rozumieć ich.
-Rose co miałaś na myśli mówiąc, że śmierć może być dobra?
-Śmierć może być dobra, jeśli jest w słusznym celu, w imię większego dobra, za kogoś innego, za kogoś kogo się kocha lub naturalna.
-Ma rację. - Skomentował tata.
-Tak ma. - Przytaknąłem ojcu. - Na arenie zawsze jest zła śmierć, bo nikt na nią nie zasługuje. Chyba że jakiś Trybut poświęci swoje życie, za życie innego Trybuta.
-Tak Johnny, a teraz cicho. - Uciszyła mnie mama.
-To znaczy? - Pytał posyłając nierozumiejące spojrzenie Caesar.
-Pierwszy i Drugi Dystrykt. Powitano nas tam z uśmiechem, jak bohaterów. Nie jak ... morderców, którymi z resztą jesteśmy. - Powiedziała siostra.
-Oh. - Jęknął Caesar. - Wcale nie ...
-On naprawdę nie uważa ich za morderców. - Szepnął Bradley, młodszy brat Nialla.
-Jak można inaczej nazwać osobę która zabiła niewinnego, bezbronnego człowieka? Niema innego określenia. Zwycięzca? Nie. Najpierw Morderca, potem Zwycięzca. Bo żeby stać się Zwycięzcą, trzeba najpierw stać się Mordercą. Żeby wygrać, trzeba zabijać. Taka jest zasada Igrzysk Caesarze. Przecież dobrze to wiesz. - Powiedział Niall. I ma rację.
-Tak wiem. A kreacja z którego Dystryktu najbardziej wam się podobała? - Pyta Flickerman.
-Z Czwórki i z Jedynki. - Odpowiedziała Rose z uśmiechem.
-Tak to w jej stylu. Niebieska kreacja i złoto-srebrna.
-Przypomnijmy sobie owe kreacje. - Powiedział Caesar i na ekranie ukazały się zdjęcia tych kreacji które oni powiedzieli. - Tak przepiękne. A która kreacja waszym zdaniem do was najbardziej nie pasowała i była najmniej atrakcyjna.
-Wiadomo że trzecia! - Parsknął Dean. - Wyglądali trochę jak roboty. - Zaczął mówić jak robot, a wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Tak, zdecydowanie. - Zgodził się Niall z przed mówcą, chyba z Rose.
-Przypomnijmy je sobie. - Powiedział Caesar i naszym oczą ukazały się kreacje z Trzeciego i Piątego Dystryktu. - No cóż ... Zostawimy to bez komentarza by nie urazić waszych stylistów. - Powiedział i zaczął się śmiać, a wraz z nim Rose, Niall i publiczność. A i my się uśmiechnęliśmy. - A jaką pracę chcecie podjąć? Już wiecie?
-Ja zastanawiałam się nad prowadzeniem jakiegoś programu, żeby robić ci za konkurencję. - Powiedziała z uśmiechem Rose.
-O tak! Będę oglądać! - Krzyknęła Greta.
-Zawsze możesz prowadzić program ze mną. Miejsce na dwóch prowadzących się znajdzie.
-A może zamienię ciebie i to ja będę prowadzącą tego programu.
-Byłoby ciekawie. - Skomentowałem
-Mam zamiar jeszcze parę lat popracować w tej branży. Ale do tego czasu możemy we dwoje go prowadzić. Co ty na to?
-No nie wiem Caesarze. Zastanowię się. - Cała Rose.
-A ty Niall? - Caesar przeniósł swoje spojrzenie z Rose, na Nialla.
-Myślałem o tym czy by nie zostać projektantem.
-No nie rozśmieszaj mnie bracie! - Zawołał Mark, starszy brat Nialla.
-I będziesz tworzył stroje dla Trybutów?
-Nie tylko. Mam zamiar projektować ubrania na zamówienie. Jeśli to możliwe to i na całe Panem.
-To jest bardzo dobry pomysł. Naprawdę. Myślę że wszyscy będą zachwyceni. Już nie mogę się doczekać kiedy rozkręcisz swój biznes. Zamawiam już u ciebie garnitur. Na wymiary pójdę w niedalekiej przyszłości, no bo chyba nie masz zamiaru robić tego teraz?
-A czemu nie? - Niall wyciągnął z kieszeni miarę i rozwinął ją. A wszyscy zaczęli się śmiać. Jak i widzowie tam na trybunach, jak i my wybuchnęliśmy śmiechem. Rose również się podśmiewała, a i Niall też miał uśmiech na twarzy, a Caesar zanosił się gromkim śmiechem. - Zapraszam za dwa tygodnie do mojego sklepu, będzie wielkie otwarcie. - Powiedział i schował miarę w kieszeń.
-To byli Rose Denil i Niall Horan! Miłość zawsze wygrywa moi drodzy, zawsze! - Powiedział i pożegnał się z nimi ściskając im dłonie i program się skończył.
-Brat jako projektant! No nie wierze! - Wołał Mark.
-Ale przy najmniej nie myśli tylko o sobie. Chce mieć sieć na całe Panem. Więc i my będziemy móc nosić jego kreacje. - Powiedziała pani Horan.
-A Rose w telewizji. Już ją widzę w tych różnych wymyślnych kreacjach, fryzurach, kolorach. - Powiedział Dean.
-Zauważyliście? - Spytałem.
-Ale co? - Spytał ojciec.
-Miała mój pierścień. - Powiedziałem i dotknąłem palec na którym zawsze on spoczywał.
-I miała broszkę Kelly! - Krzyknęła radośnie Greta. - Tego orła.
-Tak to prawda. - Potwierdziła Aliena, jedenastoletnia siostra Nialla.

*To była zła śmierć, śmierć może być dobra, co wynika z życia. To była zła śmierć, opowiedz sobie wszystko dokładnie, wtedy zrozumiesz to co się naprawdę stało. - Fragment piosenki HuczuHucz - Gdyby nie to. Słowa pasowały mi do fragmentu więc sobie je użyczyłam :)

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy kolejny rozdział. Piszcie jak wam się podoba.
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz