środa, 28 stycznia 2015

LIEBSTER AWARDS

Dziękuję za nominację Mrs.Malik i louis tommo

Nominacja do Liebster Awards jest otrzymywana od innego blogera za tak zwaną dobrą robotę. Nominuje się blogi o małej liczbie wyświetleń i obserwatorów.

Odpowiedzi na Pytania o Mrs. Malik:

1. Kogo z 1D lubisz najbardziej?

Harry'ego i Nialla.

2. Ulubiony kolor?

Fioletowy i Błękitny.

3. Gdzie chciałabyś zamieszkać?

Nowy Jork, Barcelona lub Sydney.

4. Czego pragniesz w życiu?

Jest wiele rzeczy jakich pragnę. Ale najbardziej chyba akceptacji, zrozumienia, przyjaźni, miłości hehe, pieniędzy bo w życiu się przydadzą, kariery jako pisarka, aktorka, piosenkarka lub tancerka. Ale przede wszystkim pragnę być szczęśliwa. Czerpać z życia jak najwięcej. Żyć chwilą i łamać zasady ile wlezie :D

5. Twoje najskrytsze marzenie?

To moja wielka tajemnica. Nie powiem.

6. Ulubiona książka?

Myślę że Saga Więzień Labiryntu Jamesa Dashnera i Saga o Percym Jacksonie Ricka Riordana.

7. Ulubiona piosenka?

Ciężki wybór. Mam listę ulubionych, jednej nie jestem w stanie podać.
Jeśli chodzi o polską piosenkę to
Pawbeats ft. Quebonafide, Kasia Grzesiek - Euforia
KaeN feat. Cheeba, WdoWA - Zbyt wiele
Dawid Kwiatkowski - Jak to
A jeśli mówimy o zagranicznej to zdecydowanie
One Direction - You & I, Alive, Right Now
Justin Bieber - Believe, Backpack, One Less Lonley Girl, Love Me, Never Let You Go,
5 Seconds Of Summer - Good Girl Are Bad Girl, She Looks So Perfect
Room 94 - Chasing To Summer, Superstar
The Vamps - Can We Dance
3 Doors Down - Here Without You
The Calling - WherewerYou Will Go
Tom Odel - Another Love
Lourel - Fire Breather
Chloe Howl - Rumour
Destiny's Child - Survivor
Faydee - Can't Let Go
AronChupa - I'm an Albatraoz

8. Jaką chciałabyś mieć moc?

Nieśmiertelność

9. Co byś zrobiła po spotkaniu idola?

Przytuliła, porozmawiała jak ze zwykłym człowiekiem.
Następnie gdy już by odszedł wciąż nie mogłabym uwierzyć w to że właśnie się to stało. Zaczęłabym płakać ze szczęścia. I wzniosłabym się chyba do nieba z radości.

10. Ulubiony film?

Władca Pierścieni (cała seria), Hobbit (cała seria), Piraci z Karaibów (cała seria), Królestwo Niebieskie, Szybcy i wściekli (cała seria), Igrzyska Śmierci (cała seria), Harry Potter (cała seria), Anioły i Demony,
I każdy film z Johnym Deppem, Orlando Bloom, Joshem Hutchersonem

11. Ile lat należysz do fandomu Directioner?

Półtorej roku.


Odpowiedzi na pytania od louis tommo:

1. Od jak dawna jesteś Directioner?

Półtorej roku.

2. Lubisz Pizze?

Kocham.

3. Do jakich fandomów jeszcze należysz?

Belieber, Mahomies, Kwiatonators, 5sosfamily, little mixers.

4. Chcesz zrobić sobie kiedyś tatuaż?

Oczywiście. I to nie jeden ;)

5. Ulubiony kolor?

Błękitny i Fioletowy.

6. Ulubiony przedmiot w szkole?

Pracownia Multimedialna. (zajęcia na komputerach)

7. Jaką piosenkę ostatnio często słuchasz?

Dawid Kwiatkowski - Jak to

8. Twoja ulubiona książka?

Myślę że Saga Więzień Labiryntu Jamesa Dashnera i Saga o Percym Jacksonie Ricka Riordana.

9. Ulubiony film/serial?

Władca Pierścieni (cała seria), Hobbit (cała seria), Piraci z Karaibów (cała seria), Królestwo Niebieskie, Szybcy i wściekli (cała seria), Igrzyska Śmierci (cała seria), Harry Potter (cała seria), Anioły i Demony,
I każdy film z Johnym Deppem, Orlando Bloom, Joshem Hutchersonem

10. Co chcesz osiągnąć w życiu?

Pełnie szczęścia, wieczną przyjaźń, miłość aż po grób, sławę, pieniądze, uznanie, akceptacje.

11. Twój ulubieniec z 1D?

Niall i Harry.


Nominuję:

1. Madness


PYTANIA DO WAS:

1. Do jakich fandomów należysz?
2.Twoje największe marzenie?
3. Jaki jest Twój życiowy cel?
4. Gdzie widzisz się za 20 lat?
5. Czy lubisz McDonald'a?
6. Często chodzisz do kina?
7. Ulubieniec z 1D?
8. Od kiedy jesteś Directioner?
9. Czy jeśli istniał by guzik dzięki któremu mogłabyś urodzić się jeszcze raz, w jakimkolwiek losowo wybranym miejscu, (mógłby to być kraj w stanie wojny, Hawaje, biedna wioska Afrykańska ... itd [NIE WIEDZIAŁABYŚ GDZIE SIĘ ZNAJDZIESZ]) zaryzykowałabyś?
10. Ulubiony polski i zagraniczny aktor i aktorka?
11. Ulubiona piosenka?
12. Najlepsza książka na świecie według ciebie?

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 9

Pięć miesięcy minęło szybko. Ostatnie wspólne chwile z rodziną. Wspaniałe chwile. Dzisiaj nadszedł dzień w którym rozpoczyna się Tournee Zwycięzców. Właśnie przyjechała nasza ekipa, Alex, Ozil, Rafio, Freska, Minos, Lina, Dutti, Cynia, Cyprian, Gokkej.
-Witajcie kochani! Ale się stęskniłam! - Krzyknęła Ozil na nasz widok.
-Cześć. Ja za tobą też. Brakowało mi tej wielkiej gammy kolorów, która panuje zawsze koło ciebie.
-Ah dziękuje kochana.
-Cześć Ozil. Miło cię znowu widzieć. Piękna suknia.
-Dziękuję. - Powiedziała Ozil i zaczęła obracać w palcach materiał żółto-pomarańczowej sukni z błękitnymi dodatkami.
-Witajcie moi dzielni Trybuci.
-Alex! - Krzyknęliśmy oboje. A on się tylko zaśmiał.
-Posłuchajcie, wasze ekipy was teraz wystylizują i przygotują do pięknego rozpoczęcia Tournee. Zaczyna się zawsze w ostatnim Dystrykcie. Więc tu zaczynacie. I po kolei do coraz to niższego Dystryktu, kończąc w Kapitolu i tam już pozostaniecie. Mam nadzieję że macie już wszystko spakowane.
-Tak Ozil spakowaliśmy się już kilka dni temu.
-No to pięknie. Nie stracimy czasu. Zanim oddam was w ręce waszych stylistów, wytłumaczę co i jak. Wyjdziecie ze swoich domków, odpowiecie na kilka pytań, a następnie ty - wskazała na mnie. - Zaczniesz iść w jego stronę. W tym czasie twoja rodzina wyjdzie z domu, również pięknie ubrana, dzięki twoim stylistą, zejdą po schodach i zaczną powoli iść za tobą. Wy dwoje gdy już ona dołączy do ciebie przywitacie się obejmiecie i razem zaczniecie iść w stronę bramy. W tym czasie twoja rodzina Niall wyjdzie z domu i dołączy do jej rodziny. Razem ruszą w waszą stronę. Staną jakieś dziesięć metrów za wami.Gdzie wy w bramie będziecie również musieli odpowiedzieć tym razem wspólnie na kilka pytań przed kamerami, a następnie ruszycie w stronę Placu bez żadnego zatrzymywania się. Gdy zaczniecie odchodzić od bramy, wasze rodziny udadzą się za wami. Zatrzymają się w bramie i tam będą stać, dopóki nie znikniecie im z oczu. Wejdziecie do Pałacu Burmistrza i gdy nadejdzie czas wyjdziecie na Plac wygłosicie przemowę o zmarłych Trybutach. Przyjmiecie dary. Wręczycie rodziną poległych Trybutów również dary, upominki. Ładnie podziękujecie i z gracją wejdziecie z powrotem do Pałacu. Przebierzecie się w inne stroje, które będziecie mieli już przygotowane przez Rafio i Freske i udacie się na tradycyjny bankiet Zwycięzców do Wielkiej Sali Burmistrza. Później dziękujecie za gościnę i bankiet i wychodzicie z Pałacu na Plac, kierujecie się do samochodu który będzie na was czekał. Wsiadacie i jedziecie na peron, wchodzicie do pociągu i macie wolne. Czekacie aż my wszyscy do was dołączymy. Zrozumiano?
-Tak. - Przytaknęliśmy oboje.
-Jeszcze jedno. Z rodzinami pożegnajcie się za nim wyjdziecie z domu na wizję. Wszystko będzie kręcone na żywo. Nie możemy pozwolić sobie na jakieś małe szkody. Chodzi mi o to żeby nie rozmazać makijażu i te sprawy. Oczywiście wiem ile was kosztuje pożegnanie z rodziną. Zostawienie ich. Możliwość zobaczenia tylko kilka razy w roku. Ale uśmiech na twarz, głowa do góry. Czeka was teraz lepsze życie. A wygrywając na arenie, daliście lepsze życie również swoim rodziną. Nie martwcie się. A teraz zmykajcie. Rafio! Freska! - Zawołała i po chwili nasi styliści znaleźli się koło nas. Przywitaliśmy ich i nasze ekipy przygotowawcze i zaprowadziliśmy do swoich domków. Lina, Dutti i Mions zabrali się za wystylizowanie mnie na bóstwo. Najpierw mnie wykąpali, wyczyścili a później wzięli za układanie perfekcyjnego makijażu, idealnej fryzury, pięknych paznokci. Efekt końcowy to mocny ciemny makijaż, przedłużone rzęsy, oczy podkreślone czarną mocną kreską, powieki pomalowane na złoto i zielono brokatem, usta pomalowane krwistą czerwienią, paznokcie pomalowane na złoto, następnie została nałożona druga warstwa lakieru jaką była zielona pękająca, co dawało efekt jakby złoto przebijało się przez zieleń, włosy mi zakręcili, więc teraz na moje ramiona opadały loki. Gdy skończyli zawołali do mnie Rafio, a sami poszli przygotować moją rodzinę. Rafio dał mi do wyboru trzy sukienki. Pierwsza była krótka niebieska na ramiączkach. Druga zielona do kolan z długim rękawem i czarnymi różami wymalowanymi na tkaninie. Trzecia była pomarańczowa długa do kostek, ale luźna, na jedno ramię na którym była przyczepiona czarna róża. Wybrałam trzecią. do tego dopasowane czarne szpilki.
-Gotowe. Wyglądasz pięknie. Jak zawsze.
-Dziękuję. - Powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Chodźmy na dół. Zobaczymy jak Dutti, Lina i Minos przystroili twoją rodzinę.
-Rose! Zobacz jaką mam piękną sukienkę! - Krzyknęła Greta gdy zobaczyła jak schodzę po schodach. - Ty również masz śliczną. - Dodała stając przed schodami. Podeszłam do niej i ujęłam jej rączki.
-Dziękuję. Tak masz piękną sukienkę. - Miała na sobie złotą sukienkę sięgającą jej kolan, od pasa w dół składała się z falbanek. Do kompletu miała złote baletki.
-Rafio mi ją dał.
-Tak myślałam. - Powiedziałam a mała podbiegła do mamy. Miała na sobie błękitną suknie spod której wystawały jej tylko białe pantofle na szpilkach. Na ramionach miała zarzucone białe futro. Obok stał tata w czarnym garniturze, błękitnym krawatem i białymi rękawiczkami. Fibi miała na sobie różową sukienkę z rękawem do łokci i sięgającą jej długości do połowy łydek, była luźna i zwiewna, do kompletu miała ciemno różowe baletki i w jasnym odcieniu różu futrzaną kurtkę. Dean miał biały garnitur, którego brzegi były zielone oraz zielony krawat. John stał w brązowym garniturze i jaskrawo różowym krawatem, ten róż był tak blady, że niemal można by go pomylić z bielą. Ben miał na sobie granatowy garnitur, złote rękawiczki i pomarańczowy krawat.
-Wszyscy już są gotowi. - Powiedziała Dutti.
-Wspaniale. Za pięć minut wchodzimy na antenę. Rose uśmiechaj się. Pamiętaj jesteś dumna, szczęśliwa, pewna siebie, ale przede wszystkim szczera. Odpowiesz tylko na kilka pytań. To nie będzie szło na żywo ten wywiad. Na żywo wejdziecie w momencie w którym zaczniesz iść w stronę Nialla. Te króciutkie wywiady wasze solowe zostaną puszczone w momencie w którym pociąg ruszy. A tak wszystko leci na żywo. Więc uważajcie. Dobrze gotowa?
-Chyba tak.
-Trzy minuty.
-Więc to chyba czas żeby się pożegnać. - Powiedziałam.
-Chyba tak. - Powiedział Ben i podszedł do mnie i przytulił. - Trzymaj się siostra. Wkrótce się spotkamy. - Pocałował mnie w czoło.
-Johny.
-Rose. Nie smuć się. Czeka cię lepsze życie. Nam również je dałaś. - Przytulił mnie. - Teraz kolej na mnie by się nimi wszystkimi zaopiekować.
-Dean.
-Rosee. Będę tęsknić siostra. Za tobą i naszymi wspólnymi wypadami.
-Teraz mnie zastąpi ci John.
-Chyba nie mam innego wyjścia. - Powiedział z uśmiechem.
-Fibi chodź tu. - Kucnęłam i wyciągnęłam do niej ręce, a ona wpadła w moje ramiona.
-Rose, będę tęsknić.
-Wiem Fibi ja też. Ja też. - Powiedziałam i mocniej ją uścisnęłam. - Greta. - Powiedziałam gdy Fibi się odsunęła.
-Nie wyjeżdżaj Rose. - Powiedziała i rzuciła mi się na szyję.
-Muszę skarbie. - Ucałowałam ją w czółko i wstałam. - Tato.
-Będzie nam tu pusto bez ciebie. Poradzimy sobie. Trzymaj się. - Powiedział i przyciągnął mnie za dłonie by mnie uścisnąć.
-Mamo. - Nie odpowiedziała mi tylko mnie uścisnęła. - Uważajcie na siebie.
-Rose za chwilę wychodzisz. - Odezwała się Ozil.
-Miej nad nimi piecze John. - Powiedziałam i jeszcze raz go przytuliłam, dając całusa w policzek, a on oddał mi tym samym.
-Zawsze i wszędzie Rose. Zawsze i wszędzie. Idź.
Stanęłam przed drzwiami z głową uniesioną do góry. Po chwili Ozil otworzyła drzwi, a ja wyszłam na mały ganek, by chwilkę później schodzić po schodach. Zrobiłam jeszcze cztery kroki w przód i dopiero wtedy się zatrzymałam. Przede mną stała kobieta, trochę niższa ode mnie z jasno zielonymi włosami, spływającymi jej luźno na ramiona. Przy kąciku lewego oka miała wytatuowaną złotą gwiazdkę. Miała założoną fioletowo-srebrną suknie sięgającą kolan, była ona bufiasta od pasa w dół.
-Witaj Rose. Jestem Aoriena.
-Witaj Aorieno. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Dzisiaj zaczynasz swoje Tournee. Co czujesz?
-Smutek z powodu tego że muszę opuścić rodzinę. Ale też szczęście z tego powodu co im dałam i co również sama zyskałam. Moja rodzina była dla mnie zawsze najważniejsza. Każdy to wie.
-Rodzina przede wszystkim?
-Tak. Od zawsze to ja ich utrzymywałam, pomagałam przetrwać, znaczy oczywiście tata się zajmował utrzymywaniem domu, ale ja mu pomagałam, bo tego chciałam, czułam taką potrzebę po prostu, dlatego mówię że to ja się nimi zajmowałam, bo po części tak było. A teraz ja odchodzę. I ktoś inny będzie musiał pomagać tacie utrzymać naszą rodzinę. Chociaż to chyba nie potrzebne skoro mają to. - Wskazałam na dom. - Cieszę się że zapewniłam im lepszy żywot, niż mieliśmy wcześniej.
-Tak. Jest powód do dumy.
-Tak, podwójny.
-Podwójny?
-Jedenasty Dystrykt zdobył kolejnego Zwycięzcę, w sumie dwóch, bo jest jeszcze Niall. A po po drugie moja rodzina od teraz będzie żyła lepiej.
-Dziękuję za te kilka chwil które mi poświęciłaś. - Powiedziała z uśmiechem.
-Proszę bardzo. Dla mnie to nie problem. - Również się uśmiechnęłam.
-Koniec ujęcia. - Powiedział ktoś kto do tej pory stał z tyłu i go nie widziałam. - Dziękujemy za ten krótki wywiad Rose.
-Proszę bardzo.
-Idź teraz do niego. Już skończyli wywiad. Wchodzicie na żywo za dziesięć sekund. Dziewięć. Osiem. - Z każdym krokiem oddalał się do tyłu wraz ze swoją ekipą. - Siedem. Sześć. Pięć. Cztery. Trzy. Dwa. Jeden. Idziesz. - Odwróciłam się powoli w stronę gdzie stał Niall. Stał w złoto-pomarańczowym garniturze, białym krawatem i białymi lakierkami. Szłam powoli w jego stronę, gdyż było ślisko. W końcu jest styczeń mamy środek zimy. Usłyszałam jak drzwi od domu mojej rodziny się otwierają i zamykają. Starając się za wszelką cenę nie odwrócić szłam dalej z uśmiechem. Niall wyciągnął do mnie ręce i przytuliliśmy się  na powitanie i daliśmy sobie całusa. Następnie złapał mnie pod rękę i ruszyliśmy w stronę bramy. Przy bramie stał koleś w fioletowej fryzurze postawionej do góry i zielono niebieskim garniturze, miał przypiętą czerwoną muchę pod szyją.
-Witajcie Zwycięzcy.
-Witaj ...
-Saloen Frind
-Witaj Saloen. - Powiedziałam, za nas oboje.
-Jak się czujecie przed rozpoczęciem waszego Tournee? Właśnie za chwilę będziecie mieć swój pierwszy przystanek na Placu, przed Pałacem Prezydenckim tu w waszym Dystrykcie Jedenastym.
-Jest ogółem trochę ciężko.
-Czemu?
-Spotkać się twarzą w twarz z rodzinami zmarłych Trybutów z którymi walczyliśmy, których zabiliśmy.
-To nie jest coś miłego, z otwartymi rękoma i miłością raczej nas nie przywitają. - Uzupełnił moją wypowiedź Niall. - Po za tym jest to również ciężki okres dla nas, bo musimy zostawić nasze rodziny tu, a sami udamy się na drugi koniec Panem.
-Rozumiem was.
-Ogarnia nas w tej chwili smutek i żal. Pożegnanie z domem, z miastem w którym mieszkaliśmy od urodzenia. A teraz mamy zamieszkać, w obcym nam miejscu.
-No takie obce to już ono nie jest.
-Wręcz przeciwnie Saloenie. My tam nie zwiedzaliśmy, nie cieszyliśmy się tamtym miejscem. W ogóle go nie znamy. Z peronu pojechaliśmy do Salonu odnowy. Stamtąd rydwanami pojechaliśmy przed Pałac Prezydencki i wjechaliśmy do Ośrodka Szkoleniowego. Nie wychodziliśmy z niego. Trenowaliśmy tam i mieszkaliśmy te kilka dni przed rozpoczęciem Igrzysk. Nic po za tym nie widzieliśmy w Panem.
-Tu masz rację Rose. Czyli tak. Jedziecie w obce miejsce i tam musicie zacząć żyć. Wraz z pozostałymi obywatelami Kapitolu i innymi Zwycięzcami Głodowych Igrzysk. Życzę wam miłej podróży. I żebyście dobrze tam żyli. Dla stacji Pierwszej wywiadu z Rose Denil i Niallem Horanem udzielił Saloen Frind. - Powiedział, a my powoli ruszyliśmy przed siebie, w stronę Placu Głównego.

----------------------------------------

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Zapraszam również do czytania:

- http://fortress-helltown-johnson.blogspot.com
- http://furia-1d.blogspot.com
- http://you-feel-alive.blogspot.com
- http://you-are-mine-ff.blogspot.com

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 8

Godzinę po zakończeniu wywiadu siedzimy już w pociągu. Pociąg tak samo jak za pierwszym razem jedzie z ogromną prędkością. Więc do Jedenastki docieramy następnego dnia o dziesiątej. Nasi styliści tym razem nie ingerowali w nasz wygląd, więc byliśmy naturalni gdy wysiedliśmy z pociągu na peronie na którym zgromadziły się nasze rodziny i przyjaciele którzy stali zaraz za operatorami kamer którzy nagrywali nas na żywo i puszczali w całym Panem. By wszyscy ludzie mogli zobaczyć powrót Trybutów do swojego domu. Starego domu. Za naszymi bliskimi jest masa innych ludzi, mieszkańców naszego Dystryktu. Jesteśmy przywitani brawami i wiwatowaniem. Nasze imiona są wykrzykiwane z każdej możliwej strony. Za nami po chwili stanął Alex i Ozil. Podeszliśmy do głównej kamery która znajdowała się naprzeciw wyjścia z pociągu. Przy kamerzyście z mikrofonem stała kobieta ubrana w żółtą suknie sięgającą jej kostek, która była bufiasta, coś na kształt bombki, miała założone również pomarańczowe futro, różową perukę, zielone długie tipsy na paznokciach i niebieskie dwudziesto centymetrowe szpilki. Nic w jej stroju ze sobą nie współgrało. Wręcz przeciwnie. Te kolory gryzły się ze sobą. Ale najwyraźniej jej to nie przeszkadzało. Przedstawiła nam się jako Analine Minbri.
Pytała nas jak nam się podobało w Kapitolu?
Jak nam minęła podróż pociągiem z Kapitolu do Jedenastki?
Jak się czujemy wracając po ponad miesiącu do swojego Dystryktu?
Co czujemy na myśl że wkrótce będziemy musieli opuścić ten Dystrykt, opuścić nasze domy, nasze miasto i wyjechać, zostawiając tu nasze rodziny, które będą miały zapewniony lepszy żywot?
Tak, dobrze słyszycie. Wy pamiętacie pewnie jak wszystko wyglądało za czasów panowania Prezydenta Snowa, ja tego nie pamiętam bo nie było mnie jeszcze na świecie, ale moi rodzice pamiętają i opowiadali mi.
Kiedyś jak Trybut wracał z Igrzysk zamieszkiwał w jednym z domków w Wiosce Zwycięzców. Mógł mieszkać sam, ale mógł też przeprowadzić tam swoją rodzinę. Później wyjeżdżał w Tournee Zwycięzcy, po czym wracał do domu w swoim Dystrykcie. By podczas dożynek stanąć na scenie jako mentor Trybutów ze swojego Dystryktu. Po skończeniu Igrzysk wracał do swojego Dystryktu i mieszkał w tym domku do czasu kolejnych Dożynek by znów zamienić się w mentora. Chyba że wygrał ktoś z jego Dystryktu to on jako mentor musiał wyjechać razem z nim w Tournee. By po skończeniu go znów wrócić do Wioski zwycięzców w swoim Dystrykcie czekając by znów stać się mentorem. Taki był ich los.
Ale jak rebelia się skończyła, wszyscy rebelianci zginęli i Prezydent Snow był umierający wyznaczył na swojego następcę Woodsa. I tak oto Samuel Woods został Prezydentem Panem. Zarządził wiele zmian. Postanowił prowadzić Państwo według własnych zasad.
Po pierwsze : W dożynkach udział biorą wszyscy od dwunastego do dwudziestego szóstego roku życia.
Po drugie : Z każdego Dystryktu losuje się czworo Trybutów, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków.
Po trzecie : Zwycięzca wraca do swojego Dystryktu do momentu rozpoczęcia Tournee. Rodzina Zwycięzcy zamieszkuje dom w Wiosce Zwycięzcy a sam Zwycięzca mieszka ze swoją rodziną w swoim domu, w swoim mieście tylko kilka miesięcy. A gdy zaczyna się Tourne musi zabrać wszystkie swoje rzeczy, bo w swoim Dystrykcie będzie już tylko gościem. Musi pożegnać się z rodziną, przyjaciółmi i ich opuścić. Jego rodzina będzie miała zapewnione najlepsze warunki rodem z samego Kapitolu. Natomiast cały Dystrykt przez cały rok codziennie będzie dostawał paczki zaopatrzeniowe. A w nich lekarstwa, żywność długoterminowa jak i krótkoterminowa, ubrania oraz różne inne przydatne rzeczy.
Po czwarte : Zwycięzca w swoim Dystrykcie będzie pojawiał się na każdych Dożynkach i poprzedzający je dzień, by mógł spędzić trochę czasu z rodziną. Oprócz tego w ciągu roku może odwiedzić swój Dystrykt jeszcze tylko raz w wybranym przez siebie dniu i może zostać tam najdłużej cztery dni.
Po piąte : Każdy Zwycięzca raz w roku może zaprosić do Kapitolu na sześć dni wybrane przez siebie osoby.
Po szóste : Każdy Zwycięzca Głodowych Igrzysk staje się mieszkańcem Panem i są mu przypisywane te same prawa jakie obowiązują urodzonych Kapitolańczyków.
Sześć praw Woodsa. Jasne i klarowne do zrozumienia, tylko jest ciężko. Dwa razy więcej Trybutów na arenie niż było wcześniej. W dodatku w dożynkach bierze udział więcej osób. Stanie się częścią Kapitolu. Rozłąka z rodziną, ale również zapewnienie im lepszego bytu, ale to i tak nie ochrania ich przed Dożynkami. Dary z Kapitolu są wysyłane już w dniu zakończenia Igrzysk. I każdego kolejnego dnia są wysyłane. Czyli nasz Dystrykt dostał już kilka paczek. Dlatego ludzie wyglądają lepiej. Są mniej wygłodniali, lepiej ubrani, zdrowsi. Ostatnia paczka przyjedzie ostatniego dnia kolejnych Igrzysk. Czyli Kapitol ostatniego dnia Igrzysk wysyła dwie paczki. Do Dystryktu poprzedniego Zwycięzcy i teraźniejszego.
Kolejne pytanie które nam zadała to.
-Co planujecie robić w Kapitolu? Każdy Zwycięzca zawsze wybiera sobie jakąś pracę.
-Nie wiem. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Mam jeszcze trochę czasu zanim zamieszkam w Kapitolu by podjąć pracę.
-A ty Niall?
-Również jeszcze o tym nie myślałem. Minęło dopiero pięć dni odkąd opuściliśmy arenę.
-W sumie racja. Najpierw regeneracja ciała i organizmu przez dwa dni w Odnowie Po Igrzyskowej, następnie wywiad u Flickermana w jego studiu, podsumowanie Igrzysk i Koronacja Zwycięzców. I ostatniego dnia kolejny wywiad przeprowadzany przez Flickermana u was w penthousie o waszych przeżyciach i odczuciach. W podróży pewnie się relaksowaliście i nie było czasu na takie rozmyślania. Oczywiście macie rację. Nim traficie kolejny raz do Kapitolu minie jakieś pięć miesięcy więc macie bardzo dużo czasu by wszystko przemyśleć. - Mówi z uśmiechem.
Ale coś przeczuwam z jej wypowiedzi że nie lubi Caesara. Jak można go nie lubić? Przecież to wspaniały człowiek. Zabawny, miły, wesoły i w ogóle. Dobrze mi się z nim rozmawia. I wtedy zaświtał mi pomysł w głowie. Może będę prowadzić własny program jak Caesar. Albo będę jakąś inną prezenterką, czy dziennikarką. Zobaczy się jeszcze. Na razie nie mam zamiaru się nad tym rozwodzić.
Analine zadaje nam jeszcze kilka pytań po czym zaprasza do nas nasze rodziny.
I wypytuje ich co czują w tej w chwili?
Co czują wiedząc że wkrótce ich opuścimy?
Pytała ich również co odczuwali oglądając nas na ekranie podczas Igrzysk gdy walczyliśmy o przerwanie?
Jak się zachowali i co czuli gdy ugryzł mnie wąż?
Jak się czuli ze świadomością że wkrótce mnie stracą?
Co czuli gdy przysłano mi maść i instrukcje na uratowanie mi życia?
Każdy członek naszych rodzin musiał odpowiedzieć, nasi rodzice i nasze rodzeństwo oraz nasi dziadkowie którzy jeszcze żyją, lecz słabo się trzymają. Ale teraz dzięki dostawą, już pięciu dostawą wyglądają i czują się lepiej niż w chwili gdy widzieliśmy ich po raz ostatni.
Następnie podziękowała naszym rodziną za wywiad i mogliśmy odejść. Szliśmy wśród wiwatujących tłumów. Cieszących się na nasz widok. Bo to właśnie dzięki nam ich los się poprawił. Idziemy w stronę Wioski Zwycięzców. Gdy dochodzimy do jej bram zatrzymujemy się na chwilę. By ułamek sekundy później otworzyć ją i wejść na teren Wioski. Kamery cały czas podążają za nami.
-Domki obok siebie czy naprzeciwko? - Pytam Nialla.
-Obok siebie.
-Też tak myślę. - Uśmiechnęłam się.
Zatrzymaliśmy się przy schodach pierwszego domku. Pocałowaliśmy się i on wszedł po schodach a ja poszłam dalej. Oboje stoimy przed drzwiami. Czekamy aż nasze rodziny do nas dołączą. Po niecałych dwóch minutach już są przy nas. Otwieram drzwi i wchodzę w głąb a za mną reszta rodziny. Niall i jego bliscy robią to samo.
-Wreszcie po za kamerą. - Wzdycham. - Zwiedzimy dom? - Proponuję. Na co wszyscy ochoczo się zgadzają. Po zwiedzeniu Domu Rodziny Zwycięzcy idziemy do naszego starego domu i wszystko pakujemy. Robimy kilka rund zanim wszystko przeniesiemy.
-Więc to już było ostatnie. - Powiedziałam i usiadłam w fotelu przed kominkiem.
-Rose nie opuszczaj nas. - Powiedziała Greta i wgramoliła się na moje kolana.
-Muszę. Jeszcze nie teraz ale wkrótce będę musiała. - Powiedziałam i przytuliłam ją.
-Nieźle sobie poradziłaś. Poradziliście. - Powiedział Ben i przysiadł na lewym oparciu fotela obejmując mnie.
-Dziękuję. Mamy pięć miesięcy na spędzenie razem czasu. A później ...
-Później będziesz musiała wyjechać. - Powiedział Dean i podszedł do nas i wtulił się w mój drugi bok.
-Musisz wyjeżdżać?
-Tak Fibi muszę. Nie mam innego wyboru. Wiesz o tym dobrze. Taki jest los Zwycięzcy Igrzysk. - Mówię jej i poprawiam Gretę tak by siedziała na moim lewym kolanie, a Fibi sadzam na prawym.
-Poradzisz sobie. Jak zawsze. My też damy sobie radę. - Mówi John i staje na przeciwko mnie obejmując ramionami dziewczynki. Patrzył na mnie i uśmiechnął się lekko. - Teraz ja się nimi zajmę.
-Nie martwię się o to że sobie nie poradzicie. Ja po prostu nie chcę was zostawiać. Nie chcę być sama.
-Masz Nialla.
-Wiem. Ale to nie to samo.
-Rozumiem kochanie. - Powiedział tata i podszedł do nas. Dziewczynki zeszły z moich kolan, chłopaki mnie puścili. A ja wstałam i wtuliłam się w bezpieczne ramiona ojca. - To dobry chłopak. Zaopiekuje się tobą. Zastąpi ci nas. Ale przecież będziemy się widywać kilka razy w roku. O nas się nie martw. Przed tobą teraz lepsze życie. Zacznij z niego korzystać. Oboje zacznijcie. Nami się nie przejmujcie. Oboje daliście nam lepsze życie. Lepszy dom. Jesteśmy teraz sąsiadami z Horanami. Będziemy się nawzajem wspierać. Będzie dobrze zobaczysz. Nie martw się.

czwartek, 8 stycznia 2015

Rozdział 7

Pierwszy poduszkowiec zabrał martwe ciało Jordana. Po chwili nadleciał drugi w dół zrzucili dwie drabiny. Weszliśmy na nie, a w tym momencie nasze ciała zostały sparaliżowane. Nie mogliśmy zrobić żadnego ruchu. Poduszkowiec zabrał nas do Ośrodka Szkoleniowego, tam nas rozdzielili. Przez dwa dni trzymali nas w szpitalu byśmy wrócili do pełni sił. Odnowili nasze ciała. Nie było na moich rękach żadnych zadrapań ani nic. Gładka czysta skóra, jak nowa. Nie było moich blizn których nabawiłam się w dzieciństwie. Wszystkie rany zniknęły. Po dwóch dniach przyszedł do mnie Rafio.
-Cześć skarbie.
-Rafio! Jak dobrze cię widzieć! - Krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. - Tęskniłam.
-Ja też.
-Myślałam że już cię więcej nie zobaczę. A jednak los chciał inaczej.
-Tak. I teraz jesteś skazana na mnie przez najbliższe lata jako twój osobisty stylista. No i oczywiście moi przyjaciele którzy pomagali mi w przygotowaniu i wystylizowaniu ciebie. Minos, Dutti i Lina.
-Tak wiem. Pamiętam ich. A tak nawiasem mówiąc. Też są nowi prawda?
-Tak. To ich pierwszy rok z trybutem.
-Widać to po nich. Ale są spoko.
-Dobrze. A teraz idziemy. - Wyszliśmy z pokoju w którym spędziłam ostatnie dwa dni.
Wyszliśmy na korytarz i kierowaliśmy się w stronę wind. Wsiedliśmy do jednej i wjechaliśmy na jedenaste piętro.  Gdy weszłam  do salonu wszyscy już tam byli. Pozostała trójka moich stylistów Minos, Lina i Dutti, Alex, Ozil, a przede wszystkim Niall i jego ekipa, Freska, Cynia, Cyprian i Gokkej. Rzuciliśmy się sobie na szyję z Niallem a następnie pocałowaliśmy się.
-Och jacy wy jesteś uroczy. - Powiedziała Ozil podchodząc do nas i przytuliła mnie gdy odsunęłam się od Nialla, oczywiście odwzajemniłam jej uścisk. W tej chwili byłam szczęśliwa. - A nie mówiłam że oboje wrócicie?
-Tak Ozil miałaś rację. - Powiedziałam z uśmiechem
-W końcu po tak długim czasie Jedenastka zdobyła Zwycięzce, a raczej Zwycięzców. - Powiedziała Ozil wreszcie mnie puszczając. Wykorzystał to Alex i podszedł do mnie.
-Gratuluję. Cieszę się że was widzę dzieciaki. - Powiedział i przytulił mnie.
-Też się cieszę Alex.
-Chodźcie na kolację.
Weszliśmy do jadalni. Stół był cały zastawiony jedzeniem. Nałożyłam sobie potrawki z kurczaka i sałatkę.
-Poradziliście sobie świetnie. - Chwali nas mentor. - Mówiłem żebyście nie podchodzili do Rogu. Ale postawiliście na swoim i zaryzykowaliście życie by zdobyć broń i nie tylko. I wiecie co? Cieszę się że mnie nie posłuchaliście. Bo gdybyście tak zrobili, pewnie byście nie przetrwali i nie wygrali Igrzysk.
-Nic nie wiadomo.
-Też prawda. Może mielibyście to szczęście i wygrali.
-Polowałabym więcej. Pozbierała jadalne rośliny. Przeżylibyśmy.
-Ciebie byśmy nie zawiedli Alex. - Dodaje Niall.
Reszta kolacji minęła na przyjemnych rozmowach. Jak wszyscy się najedli Ozil wysłała nas do łóżek bo musimy się wyspać na jutrzejszy dzień. Wzięłam krótką gorącą kąpiel, założyłam koszulę nocną i położyłam do łóżka. Zasnęłam od razu.
Rano obudziła mnie wspaniała trójka. Najpierw kazali mi zjeść śniadanie. Więc udałam się do jadalni i zjadałam trzy bułki z dżemem. A następnie zabrali się za mnie. Mieli za zadanie przygotować mnie na Finał Igrzysk Ukoronowanie mnie i wywiad z Caesarem Flickermanem. W końcu wszedł Rafio i stwierdził że ta trójka spełniała bardzo dobrze swoje zadanie i odesłał ich. Podał mi sukienkę i buty. Założyłam to a wtedy on odsłonił lustro. Mocny makijaż trzymający się zieleni i odcienia złotego, na paznokcie nałożone tipsy by były dłuższe i pomalowane na zielono, oraz złota sukienka sięgająca mi kolan a do niej dopasowane zielono złote wysokie rzymianki. Ogólnie prezentowałam się świetnie.
-I jak?
-Świetnie, naprawdę super. Bomba. Wyglądam nieziemsko. - Powiedziałam zachwycona patrząc cały czas na swoje odbicie w lustrze.
-Cieszę się że ci się podoba. A teraz chodź.
Wyszliśmy z mojego pokoju przechodząc przez salon zabrałam jeszcze pączka. Zjadłam go w drodze na dół w windzie. Wysiadamy na poziomie na którym odbywało się nasze szkolenie. Według tradycji Zwycięzca wraz z całą ekipę wyłaniają się spod sceny. Jestem prowadzona do niewielkiego pomieszczenia w którym jest umieszczony spodek który wysunie nas na estradę. Rafio mówi że idzie się przygotować, a ja mam się stąd nie ruszać. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Niall i Freska, która mówi mu to samo co mój stylista mi. Mówi nam jeszcze abyśmy już zajęli miejsce i wychodzi.
-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję.
Weszliśmy na podest i czekamy. Po chwili słyszymy radosny głos Caesara.
-Witam! Witam! Witam! Proszę państwa dzisiaj mamy nie zastąpiony dzień. Już za chwilę na tej scenie właśnie obok mnie pojawi się dwójka zwycięzców. - Powiedział a tłum zaczął wiwatować. - Ale za nim to się stanie. Powitajmy ich ekipy przygotowawcze.Ekipa Zwyciężczyni! Minos Flechim! Lina Capresino! Dutti Molerto! Oraz ekipa Zwycięzcy! Cynia Delien! Cyprian Moris! Gokkej Lefren! - Po każdym nazwisku następowała wielka fala braw. - Jak to jest być pomocnymi stylistami zwycięzców?
-To wspaniałe uczucie. - Mówi Dutti.
-Tak. Wzruszające. - Dopowiada Minos.
-Jest się czym pochwalić. - Mówi radośnie Gokkej
-I wiemy że nasza praca i wysiłek nie idzie na marne. - Uzupełnia Cynia.
-Dobrze dziękuję zajmijcie swoje miejsca. A teraz powitajmy opiekunkę Jedenastego Dystryktu, piękna jak zawsze Ozil Larock! - I publiczność zaniosła się gromkimi brawami.
-Jakie to uczucie mieć pod opieką Wygranych Trybutów, Zwycięzców?
-To jest wspaniałe uczucie. Wreszcie mam się czym pochwalić. I udowodnić przyjaciołom a zarazem opiekunów innych Dystryktów że Jedenastka nie jest słaba i ma się czym pochwalić. Tylko trzeba trafić na odpowiednie osoby z silnym charakterem. Wreszcie mam na swoim koncie Zwycięzcę Igrzysk, a nawet dwóch. - Mówi i chyba słyszę w jej głosie że zaraz się rozpłacze. - To takie wzruszające.  Być tutaj na scenie i czekać na swoich podopiecznych którzy lada moment się pojawią.
-Dziękujemy Ozil. Zajmij swoje miejsce. A teraz powitajmy osobę dzięki której ta dwójka przetrwała. Alexander Amitel! - Trybuny po raz kolejny za wiwatowały. - Alex sam kiedyś zwyciężyłeś. Jakie to uczucie gdy po tylu latach twój Dystrykt zdobywa Zwycięzce?
-To jest nie do opisania. Ale czuję Dumę? Tak, dumę. Bo w końcu znalazł się ktoś kto wie jak przetrwać. Znalazły się osoby z silną wolą przetrwania i powrotu. I to są oni. W historii Igrzysk przecież były takie sytuacje że Trybuci poddawali się już na samym początku. A oni? Oni walczyli. Walczyli do końca. Musieli przetrwać i udało im się to.
-Dziękuję to był Alex Amitel! Teraz powitajmy dwoje wspaniałych ludzi. Rafio Grin! I Freska Poliwia! - I kolejna wielka fala braw. - Dwoje wspaniałych stylistów. Wasze stroje są przepiękne. a osoby które je noszą wyglądają olśniewająco. Co czujecie? Wasi podopieczni wygrali i zostaliście skazani na siebie na najbliższe parę lat. W końcu oni muszą mieć swoich stylistów. Cieszycie się?
-Bardzo się cieszymy z tego powodu.
-Nie mogliśmy trafić na lepszych Trybutów. Ta dwójka jest dopasowana w każdym calu.
-Stroje które szyjemy dla nich leżą cudownie na ich sylwetkach.
-Nic im nie brakuje. Są idealni. - Kończy Freska.
-To byli styliści naszych Zwycięzców! A teraz powitajmy Dwoje Zwycięzców Dziewięćdziesiątych Czwartych  Igrzysk Głodowych! Rose Denil! I Niall Horan! - Nasza platforma zaczęła się podnosić i wyłaniać nas na scenę. Gdy platforma się zatrzymała podeszliśmy do kanapy i zajęliśmy miejsce. Na kanapie usiedliśmy objęci. Niall miał prawą rękę owiniętą wokół mojej talii a ja swoją wokół jego pleców.  - Witam was kochani. Co u was słychać?
-Witaj Caesarze. Jest dobrze. Cieszymy się z powrotu.
-Fajnie jest znów cię widzieć. - Powiedziałam.
-Ah dziękuję Rose. - Powiedział i uśmiechnął się do mnie. - A zatem obejrzyjmy skrót Igrzysk.
Nasze kanapy  odwróciły się tyłem do publiczności. Na jednym ekranie tym mniejszym z prawej strony było wyświetlane nagranie na żywo mnie i Nialla, by pokazać nasze emocje w danym momencie Igrzysk. Na drugim małym ekranie z lewej strony jest pokazywana twarz Caesara, ale z poprzednich Igrzysk wiem że jest przeplatana z widokiem stylistów, mentora, opiekunki i publiczności. Więc i dzisiaj zapewne tak będzie. A na największym ekranie po środku właśnie zaczął wyświetlać się skrót z Igrzysk. Najpierw po kolei Dożynki w każdym Dystrykcie. Następnie przejazd na Rydwanach podczas Inauguracji Ceremonii Igrzysk. Później wyświetlona ilość punków zdobyta podczas Indywidualnej oceny. Wywiad z Caesarem. I w końcu Pierwszy dzień Igrzysk. Odliczanie, wjazd Trybutów na Arenę, wystrzał wyścig do Rogu Obfitości. Dobiegam pierwsza i łapie łuk. Za raz po mnie do Rogu dobiega Niall chwyta miecz i zabija chłopaka, biorę dwa plecaki, apteczkę i walizkę w tym czasie Niall zabija dziewczynę. Krzyczę do niego a on zabija chłopaka chwyta jeszcze plecak, dwie walizki i drugi łuk z kołczanem i znika za mną w lesie. Widzimy walkę przy Rogu. W końcu dobiega ona końca słychać wystrzały z armat. Jeden wystrzał to jedna ofiara. Później są pokazywane różne sceny z trwania Igrzysk. Pokazywali jak Trybuci smażą się w słońcu, bez wody. Pokazywali każdą śmierć z bliska.Pokazano nas siedzących na kamieniu przed jaskinią Oraz zdarzenie jakie tam się stało. Chowamy się w jaskini przed zawodowcami. Śmierć Arczera z ręki Jordana. I odejście pozostałej grupy. Przylot spadochronu a w nim granaty. Nasza akcja zabicia w dymie i ucieczka. Nie zorientowali się skąd był atak, nie wiedzieli gdzie biec. A zginęło z naszych rąk wtedy troje ludzi. Następnie pokazana nasza pobudka z wężami. Pokazali jak zawodowcy obudzili się otuleni płomieniami wśród nich byli także Sebastian i ta dwójka dzieciaków z dziewiątki, ponieważ mieli obozowisko kilkanaście metrów od nich. Zaczęło się właśnie od zawodowców i skierowano ich w stronę trójki dwunastolatków, a następnie w stronę strumienia gdzie my byliśmy. W tym samym czasie Nathalie została zabita przez chłopaka z czwórki. I tak oto znaleźliśmy się blisko finału dziewięciu Trybutów. Pokazali scenę gdy otrzymaliśmy spadochron z maścią, i moje leczenie nogi. Naszą podróż do Rogu Obfitości. Wędrówkę Zawodowców po  lesie. Walkę o przetrwanie po ogłoszeniu że dwoje z tego samego Dystryktu może zwyciężyć. I na koniec zabicie przeze mnie Jordana i nasza krótka wymiana zdań oraz nasz odlot z areny. I film został zakończony trwał sześć godzin.
-No właśnie zapomniałabym. Jordan kazał was pozdrowić i powiedzieć że macie się pieprzyć.
Nasza rozmowa z Caesarem trwała jeszcze jakąś godzinkę i dopiero wtedy zabrzmiał hymn. Wszyscy wstali a na scenę wkroczył prezydent Samuel Woods. a za nim dziewczynka i chłopiec na rękach przed sobą nieśli poduszkę a na niej korona. Chłopiec stanął z mojej prawej, a dziewczynka z lewej Nialla Prezydent stanął przed nami i wygłosił mowę, później się odwrócił i ukoronował mnie, a następnie Nialla. Następnie my wygłaszamy krótką mowę którą przygotowała nam Ozil i kazała zapamiętać. I wreszcie machamy do widzów żegnając się i Caesar kończy program. Gasną światła, opadają kurtyny i zapalają się inne światła zwykłe oświetlenie. Schodzimy ze sceny. I jesteśmy eskortowani wraz z Prezydentem do jego posiadłości na bankiet zwycięstwa. Wszyscy lgną w naszą stronę. Urzędnicy Kapitolu, sponsorzy oraz inne ważne osobowości. Proszą o zdjęcie o krótką rozmowę. Wszyscy są uśmiechnięci i szczęśliwi. Uśmiechamy się, rozmawiamy, udzielamy krótkich wywiadów do kamer. Padają pytania typu co czujemy? Jak nam się podoba u Prezydenta? I takie podobne. Cały czas jesteśmy blisko siebie, otuleni ramieniem w pasie lub trzymamy się za dłonie. Nad ranem wracamy do Ośrodka Szkoleniowego na nasze Jedenaste piętro. Każde z nas wchodzi do swojego pokoju. Biorę długą, odprężającą i gorącą kąpiel. Po godzinie dopiero wychodzę z wanny i kładę się spać.
Jestem budzona o dziesiątej przez Dutti która podaje mi śniadanie składające się z trzech bułeczek i czterech kiełbasek oraz gorącą czekoladę. Zjadam wszystko. A ona odnosi tackę i woła Lin i Minosa. Przygotowują mnie. Robią makijaż, paznokcie i fryzurę. Następnie wołają Rafio który daje mi prześliczną niebieską sukienkę z białymi cekinami. Jestem przygotowywana do udzielenia ostatniego jak na razie wywiadu w Kapitolu. Wchodzę do salonu który kompletnie nie przypomina miejsca w którym spędziłam ostatnio dużo czasu. Wszystkie meble zostały wyniesione. A ustawiono na środku brązową kanapę i fotel w tym samym kolorze. Między fotelem i kanapą stał telewizor tak byśmy mogli zerkać na niego z boku. Na telewizorze podczas rozmowy zawsze są pokazywane momenty z Igrzysk. Niall stał wraz z Ozil i Alexem więc do nich podeszłam.
-Pięknie wyglądasz kochana. - Mówi Ozil która dzisiaj również wygląda świetnie. Od początku igrzysk nosiła fioletową perukę. A dziś ma na sobie zieloną. Ma ubraną również pomarańczowo-zieloną sukienkę sięgającą kolan i czarne buty na piętnasto centymetrowych szpilkach.
-Fajna fryzura.
-Dziękuję.
-Rose, Niall zajmijcie miejsca za chwilę zaczynamy. - Powiedział jeden z realizatorów.
-Witajcie. - Przywitał nas Caesar Flickerman podając nam dłoń. - Usiądźcie wygodnie. - Powiedział i oboje usiedliśmy.
Wtuliłam się w bok Nialla. Ktoś zaczyna odliczać i po chwili trafiamy na wizję, program nadawany  na żywo.
-Witam wszystkich. Goszczę właśnie w penthousie na Jedenastym piętrze w Ośrodku Szkoleniowym, a wraz ze mną są tutaj tegoroczni Zwycięzcy Głodowych Igrzysk z Jedenastego Dystryktu Rose Denil i Niall Horan.
-Witajcie. - Powiedzieliśmy równo z uśmiechem na ustach.
Caesar trochę z nami pożartował a następnie przeszedł do tego co działo  się na arenie. Padały różne pytania.
-Co czuliście gdy Zawodowcy znaleźli się tuż obok was, przed jaskinią w której się skryliście?
-Myślałam że to już koniec. Ich było ośmiu, a nas dwoje. Gdyby nas zauważyli zginęli byśmy. Oczywiście podjęlibyśmy walkę od razu. Ale ilu byśmy zabili? Dwóch? Może trzech? A w rezultacie i tak padlibyśmy trupem. Błagałam w duszy żeby nas nie zauważyli i odeszli. Żeby nie postanowili skryć się w jaskini w której my byliśmy. I wtedy Arczer powiedział że Sebastian ukradł mu okulary. Młody zawsze był zwinny i szybki. Podejrzewam że Arczer od razu się nie zorientował że został okradziony. Dopiero po jakimś czasie. I wtedy Jordan go zabił. Jego głowa upadła blisko wejścia. Widziałam jego wyraz twarzy i pełno krwi wszędzie. To było straszne.
-Tak było. Myślałem że ta głowa wpadnie do jaskini a my narobimy przez to hałasu i wtedy oni nas zabiją. Ale na szczęście zatrzymała się przed wejściem. A oni nie zwrócili na nic uwagi.
-Później dostaliście spadochron. Opowiedzcie o akcji którą zrobiliście.
-Tak jak było pokazywane. Dostaliśmy spadochron a w nim granaty. Od razu wiedziałam co z nimi zrobić. Zakradliśmy się do ich obozowiska gdzie wszyscy właśnie zasypiali a Grinzo czuwał na warcie. Lecz nie był zbyt czujny. I wtedy rzucając granaty dymne ukryliśmy się w osłonie i zaatakowaliśmy ich nożami. Nie wiemy które z nas trafiło. Rzucaliśmy na oślep. Nic nie było widać. Następnie uciekliśmy.
-Jednego ranka obudziliście się z wężami.
-To było straszne.
-W pośpiechu próbowaliśmy wyjść z jaskini, przez co je deptaliśmy. W skutek czego jeden gad ugryzł Rose.
-Myślałam że umrę. Cierpiałam. To były straszne męki. Chciałam żeby odszedł i mnie zostawił. Powiedział że zostanie jeszcze chwilę. Po paru godzinach dostałam maść i instrukcje uratowania mi życia. I przeżyłam.
-No właśnie Rose. O co chodziło gdy mówiłaś do Nialla żeby odszedł, ratował siebie o rozmowie w penthousie?
-Jednego dnia rozmawialiśmy o tym co będzie tu na arenie. Że będziemy mieli sojusz. Powiedziałam mu wtedy że jeżeli zostanie nasza dwójka będziemy musieli zwrócić się ku sobie. Powiedział że nigdy mnie nie skrzywdzi i będzie mnie bronił, odpowiedziałam mu że ja również będę bronić jego. Przez dożynki i początek Igrzysk, znaczy drogę w pociągu i pierwsze chwile w Ośrodku, w penthousie sprawiły że oddaliliśmy się od siebie. I to było straszniejsze od samych Igrzysk. Oboje w tamtym momencie baliśmy się tego co nieuniknione.
-Czego? - Spytał Caesar.
-Utraty drugiej osoby. Bliskiej ci sercu. - Powiedział Niall.
-Kazałam mu obiecać że jeśli nasza dwójka będzie ostatnia zabije mnie i wygra.
-Oooohh. - Rozległo się z ust Caesara i wszystkich zgromadzonych w salonie.
-Obiecał mi to. Jakiś czas później znów nawiązaliśmy do tej rozmowy. To było w noc tuż przed rozpoczęciem Igrzysk. Właśnie pożegnaliśmy się z Ozil i Alexem.
-Co mu powiedziałaś?
-Że ja sobie tu nie poradzę gdy jego zabraknie. Że wolę umrzeć i dać szansę na lepsze życie jemu. Bo mi na nic się zda życie w którym nie będę potrafiła się odnaleźć. Bez niego wszystko straciłoby dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Podejrzewam że w przeciągu kilku dni od zakończenia Igrzysk popełniłabym samobójstwo. Powiedziałam mu że on da radę, że on się odnajdzie, że niema wyjścia. A ja nie chce życia bez niego. Odpowiedział mi na to że będzie mnie chronił póki będzie mógł i będzie miał siły. - Przerwałam na chwilę by odetchnąć. - A ja powiedziałam że gdy nadejdzie czas ma przeżyć. Po prostu przeżyć. Przeżyć dla mnie. Wtedy powiedział że przecież mnie już wtedy nie będzie. Postarałam się zignorować jego odpowiedź i mówiłam dalej. Że będę nad nim czuwać. Ma przeżyć dla mnie. Powiedziałam. Walczymy w jednej drużynie. Zabij mnie i przeżyj gdy nadejdzie czas. Więc na arenie gdy powoli umierałam od jadu węża chciał spędzić ze mną jeszcze chwilę. Podejrzewam że czekał na odpowiedni moment. Ale nie wiem. - Zapadła cisza.
-Niall co czułeś wtedy gdy kazała ci to obiecać?
-Rozpacz. Złość. Pragnienie ochronienia ją za wszelką cenę. Myślałem. Ona nie może zginąć. Musi przeżyć. Ona myślała to samo o mnie. Ale to ona nie ja odważyła się powiedzieć to na głos. Obiecałem jej to, ale czułem się z tym strasznie źle. Jak ja mógłbym zabić własną dziewczynę i samemu wygrać. Nie mogłem tego pojąć. Jak mogła tak mówić. Gdy ten przeklęty wąż ją ugryzł i zaczęła umierać. Wiedziałem że to koniec. Wiedziałem że będę musiał ją zabić. Chciałem spędzić z nią jeszcze kilka ostatnich chwil. A gdyby zasnęła wtedy bym ją zabił. Skracając jej męki. Lecz zanim miałem okazję zjawił się spadochron z pomocą. I wiedziałem. Wiedziałem że tylko odwlekamy moment jej śmierci. To co nieuniknione. Ja zawsze dotrzymuję obietnic. Nawet tych najgorszych. - Powiedział i wpił się zachłannie w moje usta. Pocałunek był dziki i namiętny. Po chwili się oderwaliśmy od siebie a Caesar dalej wypytywał nas o nasze emocje podczas poszczególnych momentów na arenie. Dopytywał o to co czuliśmy gdy dowiedzieliśmy się że Sebastian i Nathalie nie żyje. Pytał co czuliśmy gdy dnia poprzedniego pokazano nam skrót z Igrzysk i co czuliśmy patrząc na śmierć dzieciaków z naszego Dystryktu. Pytał również co czułam w momencie w którym celowałam w Jordana. Kiedy posłałam strzałę w jego udo a on upadł na kolana. Kiedy wymierzyłam mu śmiertelny strzał w czoło.
-Ostatnie pytanie co czuliście w momencie w którym Fredrich Coocher ogłosił was zwycięzcami.
-Szczęście. Radość nie do opisania. Cieszyliśmy się że dano nam szansę na spędzenie razem reszty naszego życia. Szczęśliwie.
-Nic dodać nic ująć. Wielką radość, że będziemy mogli żyć razem. Będziemy wam za to dozgonnie wdzięczni. - Mówi Niall.
-Tak. Jesteśmy wdzięczni za to. Wdzięczni i szczęśliwi.
-Przed wami podróż do domu. A już za prawie cztery miesiące wyruszycie w Ogólnokrajowe Tournee Zwycięzców. Odwiedzicie wszystkie Dystrykty i na końcu znowu traficie do mnie. - Powiedział z uśmiechem.
-Już nie mogę się doczekać następnego spotkania z tobą. Zabawny z ciebie gość. - Powiedziałam
-Ja również będę na was czekał. To byli Rose Denil i Niall Horan Zwycięzcy Dziewięćdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk Przeklęci Kochankowie Skąpani w Czystym Ogniu z Jedenastego Dystryktu. - Jeden z realizatorów dał nam sygnał że skończyli nagrywać.
-Wspaniale. Było naprawdę świetnie. - Pochwalił nas Alex.
-Ty naprawdę kazałaś mu obiecać by cię zabił? - Spytała załzawiona Ozil.
-Nie płacz. Nic mi nie jest. Żyję. - Spojrzałam na Nialla - Żyjemy oboje i to się liczy. - Powiedziałam i przytuliłam ją.
-Dobra dzieciaki idźcie się przebrać. Czas ruszać w drogę. - Powiedział Alex.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Każdy komentarz zachęca do dalszego pisania.

W rozdziale pierwszym został dodany zwiastun :)

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 6

Gdy się rano obudziliśmy zjedliśmy chleba. Cały dzień spędziliśmy przed jaskinią lub w niej. Gdyż w samo południe było naprawdę gorąco. Podwinęliśmy spodnie i zdjęliśmy kurtki. Upał był nie do zniesienia i wypiliśmy dużo wody. Ale zostało nam jej jeszcze sporo. Lecz jeśli ma tak być codziennie musimy znaleźć źródło byśmy nie skonali z pragnienia. Gdy słońce zaszło temperatura się znacznie obniżyła. Siedzieliśmy przed jaskinią wtuleni w siebie i okryci kocem, mieliśmy założone okulary tak na wszelki wypadek. Czekaliśmy na podsumowanie dnia. I nagle usłyszałam szelest.
-Słyszałeś? - Szepnęłam do Nialla rozglądając się.
Wstaliśmy i jak najciszej weszliśmy do jaskini. Po chwili przed nią przeszła grupa Trybutów. Dzięki okularom wiem że to było dwóch chłopaków i dziewczyna z jedynki, chłopak i dziewczyna z dwójki, chłopak z trójki, dziewczyn z czwórki i chłopak z piątki. We dwójkę nie mielibyśmy z nimi szans. Zabiliby nas w kilka sekund a my zabilibyśmy dwie, może trzy osoby nie więcej a w rezultacie i tak byśmy zginęli. Więc siedzieliśmy cicho mając nadzieję że nas nie znajdą. W momencie w którym dwoje z nich przechodziło koło wejścia do jaskini rozbrzmiał hymn a na niebie ukazało się godło Kapitolu by po chwili pokazać zmarłych Trybutów. Dziewczyna z ósemki, dwoje chłopaków i dwie dziewczyny z którymi Sebastian przebywał na treningu i jeszcze jeden jakiś starszy.
-Tamta trójka smarkaczy ma szczęście że są szybcy i nam uciekli, ale przynajmniej stracili czworo kompanów.
-Dokładnie ruda. - Zgodził się z nią kolega.
-Daje im góra trzy dni że przeżyją bez broni i plecaków. - Zaśmiał się jeden z nich.
-Znajdziemy ich.
-Tak znajdziemy mała, żebyś wiedziała.
-Dobra. Rozbijemy nasz obóz tam. Ma ktoś okulary?
-Nie ten dzieciak z jedenastki mi zabrał ostatnie dwie pary.
-Jak mogłeś dać się okraść dwunastolatkowi Arczer?!
-Był zwinny i szybki. Nie moja wina.
-Ja też jestem szybki.
-Co masz na myś... - Nie zdążył dokończyć gdyż Jordan z jedynki odciął mu głowę.
-Idziemy! - Krzyknął i zaczął odchodzić a za nim ruszyła pozostała szóstka.
Cofnęliśmy się w głąb jaskini. Po chwili nadleciał poduszkowiec i zabrał martwe ciało chłopaka. Gdy odleciał postanowiłam dyskretnie wyjrzeć z jaskini i spojrzeć gdzie znajduje się ta siódemka przeklętych karierowców. Byli jakieś chyba trzydzieści metrów od nas. Właśnie szykowali się na spoczynek.
-Nie jesteśmy tu bezpieczni.
-Wiem. Musimy stąd zwiewać i to jak najszybciej i jak najciszej.
-Niall.
-Co?
-Spadochron.
-Co? Gdzie?
-Tam. - Wskazałam w lewo na niebo, a następnie w prawo by się upewnić że tamci nic nie zauważyli. I nie zauważyli. Lepiej dla nas. - Spakuj nasze rzeczy idę po spadochron. - Powiedziałam i pobiegłam do niego. Była to skrzynka. A do niej przyklejona kartka
"Lubimy dobre widowisko. Zrób z tego użytek. Zachwyć nas. Działają trzy sekundy po odbezpieczeniu.
Dalia i Vincent Oriama."
W środku były granaty dymne. Wróciłam szybko do Nialla.
-Co masz?
-Granaty dymne. I chyba mam pomysł. Daj mi mój plecak.
-Jaki masz plan?
-Rzucimy granaty, a następnie rzucimy nożami. Będziemy rzucać na oślep więc módlmy się że ich trafimy chociaż trochę by ich osłabić. Gdy rzucimy nożami wiejemy.
-Niezły plan.
-Idziemy.
Mając okulary noktowizyjne na nosie szliśmy powoli i uważając by nie narobić hałasu. W końcu staliśmy za ich obozowiskiem. Dałam dwa granaty Niallowi i sama również wzięłam dwa. Kolejne cztery schowałam do plecaka. Mogą się jeszcze przydać. "Gotowy?" spytałam bezgłośnie Nialla. Kiwnął głową na tak. Odbezpieczyliśmy granaty i rzuciliśmy je w ich kierunku. W momencie w którym doleciały do nich wybuchł gęsty dym. Mając noże wsadzone za pasem by było nam łatwiej zaczęliśmy w nich rzucać. Oboje rzuciliśmy sześcioma nożami było słychać ich krzyki. Zaczęliśmy wiać w stronę z której przyszliśmy wcześniej. Kierowaliśmy się w stronę Rogu Obfitości. Podejrzewam że nie przewidują tego byśmy po zaatakowaniu ich wrócili do centrum, tylko że będziemy się gdzieś ukrywać na obrzeżach. Więc jeśli przeżyją pójdą w drugą stronę. Chyba że się mylę. Ale obym miała rację. Zatrzymaliśmy się po piętnastu minutach biegu. Nie było słychać dźwięków pogoni. Zaczęliśmy się rozglądać za kryjówką. Niall znalazł strumień a blisko niego jaskinie. Więc schowaliśmy się w niej.
Kolejny dzień był spokojny. Wieczorem gdy zabrzmiał hymn dowiedzieliśmy się że zabiliśmy Ariet z jedynki, Sibil i Grinzo z dwójki.
-Więc zostali Jordan i Daren z jedynki, dziewczyna z czwórki i chłopak z piątki.
-Tak.
-A nie licząc ich na arenie jest jeszcze...
-Sebastian, chłopak i dziewczyna z dziewiątki w jego wieku. Nathalie, my, jedna dziewczyna, czterech chłopaków. Dobrze liczę?
-Chyba tak. - Powiedział i mnie pocałował. -A teraz czas spać.
Kolejne dwa dni były spokojne. Więc trzeciego ranka obudził nas syk. Jak otworzyliśmy oczy okazało się że w naszej jaskini jest kilka węży.
-Było za spokojnie! Wiejemy! - Krzyknął Niall i szybko wybiegliśmy z naszej jaskini.
-Aaał! Niall! Dziabnął mnie! - Podbiegł do mnie i pomógł mi uciekać gdyż węże pełzły za nami. Ale po jakimś czasie zawróciły. Z innej strony lasu po drugiej stronie rzeki widzieliśmy płomienie.
-Chcą nas zwabić w jedno miejsce. Chodź. - Podążaliśmy w głąb lasu od strumienia, by być jak najdalej od niego. Schowaliśmy się piętnaście metrów od niego gdyż ledwo co mogłam iść. Słyszeliśmy krzyki. Palili się żywcem. Pytanie tylko kto? Słyszeliśmy jak ktoś wbiega do strumienia a następnie kroki. Nie zauważyli nas.
-To jeszcze nie koniec. - Powiedziałam.
-Masz racje.
-Odejdź.
-Co?
-Ratuj się.
-Nie zostawię cię.
-Pamiętasz naszą rozmowę przy kolacji w penthousie?
-Tak.
-Pamiętasz co mówiłeś?
-Pamiętam.
-Więc uciekaj.
-Nie.
-Wiej. Ratuj siebie.
-Nie zamierzam cię zostawić kochanie. Jeszcze nie dziś. Zostanę z tobą. - Powiedział i pochylił się w moją stronę i pocałował a ja od razu oddałam pocałunek. Był bardzo namiętny.
Siedzieliśmy tak do wieczora. Gdy rozbrzmiał hymn na ekranie ujrzałam twarz Sebastiana i dzieciaków z dziewiątki, Nathalie i chłopak z siódemki i chłopak z dziesiątki. Następnie pokazali wszystkich wcześniej poległych. Więc teraz wiemy kto jeszcze żyje. Dwóch chłopaków z jedynki, dziewczyna i chłopak z czwórki, dziewczyna i chłopak z piątki, chłopak z dziewiątki i nasza dwójka.
-Zostało dziewięciu Trybutów.
-Tak.
-Dla nich to już prawie finał. Jeszcze trochę i zaczną nas wybijać. Skróć moje męki.
-Nie zabije cię.
-I tak nie dam rady iść kochanie. Masz większe szanse na przeżycie beze mnie. - Powiedziałam i wkładając cały swój wysiłek podniosłam się z pozycji leżącej do siedzącej, położyłam lewą rękę na ramieniu Nialla i pocałowałam go wkładając w ten pocałunek całe swoje uczucie do niego. On musi żyć. Musi. Gdy odsunęłam się od niego tuż obok nas wylądował spadochron. Niall najpierw pomógł mi się oprzeć o skałę a następnie wziął go do ręki.
"Wylecz ją i wygrajcie. Najpierw oczyść ranę z jadu. Wyssij i wypluj. Opłucz wodą. Osusz. Wetrzyj maść.
A&O"
-Alex i Ozil. - Szepnęłam.
Niall otworzył pudełko w środku była maść na ukąszenia i zatrucia. Był też syrop i ciepła zupa. Niall zaczął ssać moją ranę na nodze wypluwając obok wyssany jad więc pluł na fioletowo. Wylał na moją nogę trochę wody z bukłaka. Wytarł ją a następnie wtarł mi maść w miejsce gdzie ugryzł mnie wąż. Wzięłam łyka syropu. Niall nakarmił mnie zupą. Następnie przykrył nas kocem i poszliśmy spać. Następnego dnia obudziło nas słońce które świeciło nam prosto w twarz.
-Cześć kochanie. - Powiedział sennie Niall.
-Cześć.
-Jak tam noga? - Spytał i podniósł się zdejmując z nas koc. Podwinął moją nogawkę. - O boże!
-Co? - Spytałam patrząc na swoją nogę. - Zniknęła.
-Rana zniknęła. Jak się czujesz?
-Lepiej. O wiele lepiej. - Powiedziałam z uśmiechem. - Rozpal ognisko. Ja pójdę się przemyć do strumyka.
-Dobra.
Stanęłam przed strumieniem. Zdjęłam kurtkę, bluzkę, buty, skarpety i spodnie. W bieliźnie weszłam do wody i obmyłam się cała. Wyszłam ze strumyka i wzięłam moje ciuchy w ręce i udałam się do Nialla. Wzięłam koc i wytarłam się w niego a następnie z powrotem ubrałam. Niall akurat kończył pieczenie na ogniu mięsa z królika którego upolowałam dwa dni temu. Teraz było miękkie i soczyste. Wzięliśmy również nasze krakersy. I zjedliśmy.
-Jak nasze zapasy?
-Została nam jedna paczka suszonego jabłka i jedna paczka krakersów.
-Wiesz co?
-Co?
-Chyba wybierzemy się na polowanie. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Co ty wykombinowałaś?
-Pakuj plecak. Napełnij bukłaki. Idziemy się przejść. - Jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Szliśmy dobre dwie godziny. I dotarliśmy na obrzeża przełęczy blisko Rogu.
-Jak myślisz ktoś tego pilnuje?
-Nie mam pojęcia ale z chęcią się przekonam.
-Jesteś szalona.
-Wiem. Taką mnie pokochałeś.
-Wiem. - Powiedział i pocałował mnie.
-Ostrożnie. - Powiedziałam.
Wzięłam łuk do ręki i na cięciwę nałożyłam strzałę przygotowana do strzału, Niall zrobił to samo. Szliśmy powoli rozglądając się uważnie. Dotarliśmy do Rogu Obfitości bez problemu. Przejrzeliśmy różne plecaki i walizki. Zabraliśmy trzy siatki jabłek. Pięć paczek krakersów. Dziesięć paczek suszonego mięsa. Oraz dwa zestawy dwunastu noży dla każdego. Więc razem wzięliśmy ich czterdzieści osiem. Po zdobytych łupach zaczęliśmy się ostrożnie wycofywać. Gdy my znikaliśmy w lesie zauważyłam jak Jordan i Daren z jedynki i Alice i Newt z czwórki wychodzili z drugiej strony lasu. Więc zaczęliśmy szybko uciekać by znaleźć dobrą kryjówkę. Biegliśmy jakieś piętnaście może dwadzieścia minut. I tam się zatrzymaliśmy. Wieczorem dowiedzieliśmy się że zginął chłopak z dziewiątki. Ukryliśmy się w zaroślach i poszliśmy spać. Rano rozpaliliśmy ognisko i podgrzaliśmy sobie mięso. Zjedliśmy je zagryzając krakersami. Po jakimś czasie zjedliśmy również po jabłku. I wtedy rozbrzmiał głos Fredricha Coochera, jest on Głównym nadzorcą Igrzysk.
-UWAGA TRYBUCI. ZOSTAŁA ZMIENIONA REGUŁA WYGRANEJ. WYGRAĆ GŁODOWE IGRZYSKA MOŻE TYLKO PARA POD WARUNKIEM ŻE SĄ Z TEGO SAMEGO DYSTRYKTU. POWTARZAM.  ZOSTAŁA ZMIENIONA REGUŁA WYGRANEJ. WYGRAĆ GŁODOWE IGRZYSKA MOŻE TYLKO PARA POD WARUNKIEM ŻE SĄ Z TEGO SAMEGO DYSTRYKTU. ŻYCZĘ WAM POWODZENIA TRYBUCI. I NIECH LOS ZAWSZE WAM SPRZYJA.
-Dwoje zwycięzców! Niall! - Krzyknęłam uradowana.
-Będą na nas polować.
-Przy Rogu jest Jordan, Daren, Newt i Alice.
-Pytanie gdzie się podziewa Fin i Bella.
-Jeśli ktokolwiek wie gdzie oni są to na pewno tamta czwórka.
-Możliwe.
-Miejmy nadzieje że sami się powybijają i pokaleczą a my tylko dokończymy sprawę.
-Chodź. Ukryjemy się gdzieś głębiej. - Powiedział Niall i ruszył do przodu. Szliśmy mniej więcej po skosie od miejsca w którym spędziliśmy noc. Po dość długiej i męczącej wędrówce bo chyba trzygodzinnej i w dodatku w wysokiej temperaturze. Tak było naprawdę gorąco. Doszliśmy do źródła strumienia, przy nim znajdowała się jaskinia i w niej postanowiliśmy się schować. Wrzuciliśmy do niej nasze plecaki i weszliśmy do zimnego strumienia który był dla nas wielkim ukojeniem. Przez dwa dni panował spokój. Ale trzeciego dnia dowiedzieliśmy się że zginęła dziewczyna i chłopak z piątki i dziewczyna z czwórki. Postanowiliśmy przygotować się na najgorsze.
-Zbliża się finał. Pięcioro uczestników. Podejrzewam że dwoje z nich jest ciężko ranne.
-Ostatnia spokojna noc.
-Jutro się wszystko rozegra. To już prawie koniec. Kocham cię Niall. - Pocałowałam go.
-Kocham cię Rose.
Gdy się rano obudziliśmy zjedliśmy porządne śniadanie bo może to być nasze ostatnie i ruszyliśmy w stronę Rogu Obfitości. Po dwóch godzinach wędrówki na niebie ukazała się twarz chłopaka z czwórki.
-Więc zostały dwie pary.
-Tak.
Po parunastu minutach marszu usłyszeliśmy krzyk i wołanie o pomoc wiedzieliśmy że to Daren bo wołał Jordan pomóż. I wiedzieliśmy również że już po nim. Wreszcie doszliśmy na polane przy Rogu Obfitości. Obeszliśmy go dookoła. Niall poszedł z prawej ja z lewej. Nikogo nie było. W środku również. Na nim raczej też nikogo nie było. Staliśmy i czekaliśmy. W końcu się wyłonił. Jordan szedł w naszą stronę. W rękach miał miecz i tarczę.
-Więc to już koniec tak?! Macie łuki! Z łatwością mnie zabijecie! I wygracie! - Strzeliłam mu w nogę przez co upadł na kolana na ziemię. Rzucił mieczem który lekko otarł się o ramię Nialla ale nic poważnego mu nie jest.
-No i czym teraz rzucisz tarczą?!
-Pogódź się ze swoim losem Jordan! - Krzyknęłam nakładając kolejną strzałę na cięciwę.
-Pogodziłem się w momencie w którym zginął Daren! Powiedzcie Kapitolowi ode mnie żeby się pieprzył! - Krzyknął.
-Niema sprawy! - I w tym momencie wypuściłam strzałę. Trafiła go w sam środek czoła.
-Więc to już koniec? - Spytał Niall. A z nieba zaczął zlatywać poduszkowiec.
-Na to wygląda. - Powiedziałam z uśmiechem. - To już koniec.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział. Jak się podoba?
Czytasz? Zostaw po sobie ślad. Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania.