Gdy się rano obudziliśmy zjedliśmy chleba. Cały dzień spędziliśmy przed jaskinią lub w niej. Gdyż w samo południe było naprawdę gorąco. Podwinęliśmy spodnie i zdjęliśmy kurtki. Upał był nie do zniesienia i wypiliśmy dużo wody. Ale zostało nam jej jeszcze sporo. Lecz jeśli ma tak być codziennie musimy znaleźć źródło byśmy nie skonali z pragnienia. Gdy słońce zaszło temperatura się znacznie obniżyła. Siedzieliśmy przed jaskinią wtuleni w siebie i okryci kocem, mieliśmy założone okulary tak na wszelki wypadek. Czekaliśmy na podsumowanie dnia. I nagle usłyszałam szelest.
-Słyszałeś? - Szepnęłam do Nialla rozglądając się.
Wstaliśmy i jak najciszej weszliśmy do jaskini. Po chwili przed nią przeszła grupa Trybutów. Dzięki okularom wiem że to było dwóch chłopaków i dziewczyna z jedynki, chłopak i dziewczyna z dwójki, chłopak z trójki, dziewczyn z czwórki i chłopak z piątki. We dwójkę nie mielibyśmy z nimi szans. Zabiliby nas w kilka sekund a my zabilibyśmy dwie, może trzy osoby nie więcej a w rezultacie i tak byśmy zginęli. Więc siedzieliśmy cicho mając nadzieję że nas nie znajdą. W momencie w którym dwoje z nich przechodziło koło wejścia do jaskini rozbrzmiał hymn a na niebie ukazało się godło Kapitolu by po chwili pokazać zmarłych Trybutów. Dziewczyna z ósemki, dwoje chłopaków i dwie dziewczyny z którymi Sebastian przebywał na treningu i jeszcze jeden jakiś starszy.
-Tamta trójka smarkaczy ma szczęście że są szybcy i nam uciekli, ale przynajmniej stracili czworo kompanów.
-Dokładnie ruda. - Zgodził się z nią kolega.
-Daje im góra trzy dni że przeżyją bez broni i plecaków. - Zaśmiał się jeden z nich.
-Znajdziemy ich.
-Tak znajdziemy mała, żebyś wiedziała.
-Dobra. Rozbijemy nasz obóz tam. Ma ktoś okulary?
-Nie ten dzieciak z jedenastki mi zabrał ostatnie dwie pary.
-Jak mogłeś dać się okraść dwunastolatkowi Arczer?!
-Był zwinny i szybki. Nie moja wina.
-Ja też jestem szybki.
-Co masz na myś... - Nie zdążył dokończyć gdyż Jordan z jedynki odciął mu głowę.
-Idziemy! - Krzyknął i zaczął odchodzić a za nim ruszyła pozostała szóstka.
Cofnęliśmy się w głąb jaskini. Po chwili nadleciał poduszkowiec i zabrał martwe ciało chłopaka. Gdy odleciał postanowiłam dyskretnie wyjrzeć z jaskini i spojrzeć gdzie znajduje się ta siódemka przeklętych karierowców. Byli jakieś chyba trzydzieści metrów od nas. Właśnie szykowali się na spoczynek.
-Nie jesteśmy tu bezpieczni.
-Wiem. Musimy stąd zwiewać i to jak najszybciej i jak najciszej.
-Niall.
-Co?
-Spadochron.
-Co? Gdzie?
-Tam. - Wskazałam w lewo na niebo, a następnie w prawo by się upewnić że tamci nic nie zauważyli. I nie zauważyli. Lepiej dla nas. - Spakuj nasze rzeczy idę po spadochron. - Powiedziałam i pobiegłam do niego. Była to skrzynka. A do niej przyklejona kartka
"Lubimy dobre widowisko. Zrób z tego użytek. Zachwyć nas. Działają trzy sekundy po odbezpieczeniu.
Dalia i Vincent Oriama."
W środku były granaty dymne. Wróciłam szybko do Nialla.
-Co masz?
-Granaty dymne. I chyba mam pomysł. Daj mi mój plecak.
-Jaki masz plan?
-Rzucimy granaty, a następnie rzucimy nożami. Będziemy rzucać na oślep więc módlmy się że ich trafimy chociaż trochę by ich osłabić. Gdy rzucimy nożami wiejemy.
-Niezły plan.
-Idziemy.
Mając okulary noktowizyjne na nosie szliśmy powoli i uważając by nie narobić hałasu. W końcu staliśmy za ich obozowiskiem. Dałam dwa granaty Niallowi i sama również wzięłam dwa. Kolejne cztery schowałam do plecaka. Mogą się jeszcze przydać. "Gotowy?" spytałam bezgłośnie Nialla. Kiwnął głową na tak. Odbezpieczyliśmy granaty i rzuciliśmy je w ich kierunku. W momencie w którym doleciały do nich wybuchł gęsty dym. Mając noże wsadzone za pasem by było nam łatwiej zaczęliśmy w nich rzucać. Oboje rzuciliśmy sześcioma nożami było słychać ich krzyki. Zaczęliśmy wiać w stronę z której przyszliśmy wcześniej. Kierowaliśmy się w stronę Rogu Obfitości. Podejrzewam że nie przewidują tego byśmy po zaatakowaniu ich wrócili do centrum, tylko że będziemy się gdzieś ukrywać na obrzeżach. Więc jeśli przeżyją pójdą w drugą stronę. Chyba że się mylę. Ale obym miała rację. Zatrzymaliśmy się po piętnastu minutach biegu. Nie było słychać dźwięków pogoni. Zaczęliśmy się rozglądać za kryjówką. Niall znalazł strumień a blisko niego jaskinie. Więc schowaliśmy się w niej.
Kolejny dzień był spokojny. Wieczorem gdy zabrzmiał hymn dowiedzieliśmy się że zabiliśmy Ariet z jedynki, Sibil i Grinzo z dwójki.
-Więc zostali Jordan i Daren z jedynki, dziewczyna z czwórki i chłopak z piątki.
-Tak.
-A nie licząc ich na arenie jest jeszcze...
-Sebastian, chłopak i dziewczyna z dziewiątki w jego wieku. Nathalie, my, jedna dziewczyna, czterech chłopaków. Dobrze liczę?
-Chyba tak. - Powiedział i mnie pocałował. -A teraz czas spać.
Kolejne dwa dni były spokojne. Więc trzeciego ranka obudził nas syk. Jak otworzyliśmy oczy okazało się że w naszej jaskini jest kilka węży.
-Było za spokojnie! Wiejemy! - Krzyknął Niall i szybko wybiegliśmy z naszej jaskini.
-Aaał! Niall! Dziabnął mnie! - Podbiegł do mnie i pomógł mi uciekać gdyż węże pełzły za nami. Ale po jakimś czasie zawróciły. Z innej strony lasu po drugiej stronie rzeki widzieliśmy płomienie.
-Chcą nas zwabić w jedno miejsce. Chodź. - Podążaliśmy w głąb lasu od strumienia, by być jak najdalej od niego. Schowaliśmy się piętnaście metrów od niego gdyż ledwo co mogłam iść. Słyszeliśmy krzyki. Palili się żywcem. Pytanie tylko kto? Słyszeliśmy jak ktoś wbiega do strumienia a następnie kroki. Nie zauważyli nas.
-To jeszcze nie koniec. - Powiedziałam.
-Masz racje.
-Odejdź.
-Co?
-Ratuj się.
-Nie zostawię cię.
-Pamiętasz naszą rozmowę przy kolacji w penthousie?
-Tak.
-Pamiętasz co mówiłeś?
-Pamiętam.
-Więc uciekaj.
-Nie.
-Wiej. Ratuj siebie.
-Nie zamierzam cię zostawić kochanie. Jeszcze nie dziś. Zostanę z tobą. - Powiedział i pochylił się w moją stronę i pocałował a ja od razu oddałam pocałunek. Był bardzo namiętny.
Siedzieliśmy tak do wieczora. Gdy rozbrzmiał hymn na ekranie ujrzałam twarz Sebastiana i dzieciaków z dziewiątki, Nathalie i chłopak z siódemki i chłopak z dziesiątki. Następnie pokazali wszystkich wcześniej poległych. Więc teraz wiemy kto jeszcze żyje. Dwóch chłopaków z jedynki, dziewczyna i chłopak z czwórki, dziewczyna i chłopak z piątki, chłopak z dziewiątki i nasza dwójka.
-Zostało dziewięciu Trybutów.
-Tak.
-Dla nich to już prawie finał. Jeszcze trochę i zaczną nas wybijać. Skróć moje męki.
-Nie zabije cię.
-I tak nie dam rady iść kochanie. Masz większe szanse na przeżycie beze mnie. - Powiedziałam i wkładając cały swój wysiłek podniosłam się z pozycji leżącej do siedzącej, położyłam lewą rękę na ramieniu Nialla i pocałowałam go wkładając w ten pocałunek całe swoje uczucie do niego. On musi żyć. Musi. Gdy odsunęłam się od niego tuż obok nas wylądował spadochron. Niall najpierw pomógł mi się oprzeć o skałę a następnie wziął go do ręki.
"Wylecz ją i wygrajcie. Najpierw oczyść ranę z jadu. Wyssij i wypluj. Opłucz wodą. Osusz. Wetrzyj maść.
A&O"
-Alex i Ozil. - Szepnęłam.
Niall otworzył pudełko w środku była maść na ukąszenia i zatrucia. Był też syrop i ciepła zupa. Niall zaczął ssać moją ranę na nodze wypluwając obok wyssany jad więc pluł na fioletowo. Wylał na moją nogę trochę wody z bukłaka. Wytarł ją a następnie wtarł mi maść w miejsce gdzie ugryzł mnie wąż. Wzięłam łyka syropu. Niall nakarmił mnie zupą. Następnie przykrył nas kocem i poszliśmy spać. Następnego dnia obudziło nas słońce które świeciło nam prosto w twarz.
-Cześć kochanie. - Powiedział sennie Niall.
-Cześć.
-Jak tam noga? - Spytał i podniósł się zdejmując z nas koc. Podwinął moją nogawkę. - O boże!
-Co? - Spytałam patrząc na swoją nogę. - Zniknęła.
-Rana zniknęła. Jak się czujesz?
-Lepiej. O wiele lepiej. - Powiedziałam z uśmiechem. - Rozpal ognisko. Ja pójdę się przemyć do strumyka.
-Dobra.
Stanęłam przed strumieniem. Zdjęłam kurtkę, bluzkę, buty, skarpety i spodnie. W bieliźnie weszłam do wody i obmyłam się cała. Wyszłam ze strumyka i wzięłam moje ciuchy w ręce i udałam się do Nialla. Wzięłam koc i wytarłam się w niego a następnie z powrotem ubrałam. Niall akurat kończył pieczenie na ogniu mięsa z królika którego upolowałam dwa dni temu. Teraz było miękkie i soczyste. Wzięliśmy również nasze krakersy. I zjedliśmy.
-Jak nasze zapasy?
-Została nam jedna paczka suszonego jabłka i jedna paczka krakersów.
-Wiesz co?
-Co?
-Chyba wybierzemy się na polowanie. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Co ty wykombinowałaś?
-Pakuj plecak. Napełnij bukłaki. Idziemy się przejść. - Jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Szliśmy dobre dwie godziny. I dotarliśmy na obrzeża przełęczy blisko Rogu.
-Jak myślisz ktoś tego pilnuje?
-Nie mam pojęcia ale z chęcią się przekonam.
-Jesteś szalona.
-Wiem. Taką mnie pokochałeś.
-Wiem. - Powiedział i pocałował mnie.
-Ostrożnie. - Powiedziałam.
Wzięłam łuk do ręki i na cięciwę nałożyłam strzałę przygotowana do strzału, Niall zrobił to samo. Szliśmy powoli rozglądając się uważnie. Dotarliśmy do Rogu Obfitości bez problemu. Przejrzeliśmy różne plecaki i walizki. Zabraliśmy trzy siatki jabłek. Pięć paczek krakersów. Dziesięć paczek suszonego mięsa. Oraz dwa zestawy dwunastu noży dla każdego. Więc razem wzięliśmy ich czterdzieści osiem. Po zdobytych łupach zaczęliśmy się ostrożnie wycofywać. Gdy my znikaliśmy w lesie zauważyłam jak Jordan i Daren z jedynki i Alice i Newt z czwórki wychodzili z drugiej strony lasu. Więc zaczęliśmy szybko uciekać by znaleźć dobrą kryjówkę. Biegliśmy jakieś piętnaście może dwadzieścia minut. I tam się zatrzymaliśmy. Wieczorem dowiedzieliśmy się że zginął chłopak z dziewiątki. Ukryliśmy się w zaroślach i poszliśmy spać. Rano rozpaliliśmy ognisko i podgrzaliśmy sobie mięso. Zjedliśmy je zagryzając krakersami. Po jakimś czasie zjedliśmy również po jabłku. I wtedy rozbrzmiał głos Fredricha Coochera, jest on Głównym nadzorcą Igrzysk.
-UWAGA TRYBUCI. ZOSTAŁA ZMIENIONA REGUŁA WYGRANEJ. WYGRAĆ GŁODOWE IGRZYSKA MOŻE TYLKO PARA POD WARUNKIEM ŻE SĄ Z TEGO SAMEGO DYSTRYKTU. POWTARZAM. ZOSTAŁA ZMIENIONA REGUŁA WYGRANEJ. WYGRAĆ GŁODOWE IGRZYSKA MOŻE TYLKO PARA POD WARUNKIEM ŻE SĄ Z TEGO SAMEGO DYSTRYKTU. ŻYCZĘ WAM POWODZENIA TRYBUCI. I NIECH LOS ZAWSZE WAM SPRZYJA.
-Dwoje zwycięzców! Niall! - Krzyknęłam uradowana.
-Będą na nas polować.
-Przy Rogu jest Jordan, Daren, Newt i Alice.
-Pytanie gdzie się podziewa Fin i Bella.
-Jeśli ktokolwiek wie gdzie oni są to na pewno tamta czwórka.
-Możliwe.
-Miejmy nadzieje że sami się powybijają i pokaleczą a my tylko dokończymy sprawę.
-Chodź. Ukryjemy się gdzieś głębiej. - Powiedział Niall i ruszył do przodu. Szliśmy mniej więcej po skosie od miejsca w którym spędziliśmy noc. Po dość długiej i męczącej wędrówce bo chyba trzygodzinnej i w dodatku w wysokiej temperaturze. Tak było naprawdę gorąco. Doszliśmy do źródła strumienia, przy nim znajdowała się jaskinia i w niej postanowiliśmy się schować. Wrzuciliśmy do niej nasze plecaki i weszliśmy do zimnego strumienia który był dla nas wielkim ukojeniem. Przez dwa dni panował spokój. Ale trzeciego dnia dowiedzieliśmy się że zginęła dziewczyna i chłopak z piątki i dziewczyna z czwórki. Postanowiliśmy przygotować się na najgorsze.
-Zbliża się finał. Pięcioro uczestników. Podejrzewam że dwoje z nich jest ciężko ranne.
-Ostatnia spokojna noc.
-Jutro się wszystko rozegra. To już prawie koniec. Kocham cię Niall. - Pocałowałam go.
-Kocham cię Rose.
Gdy się rano obudziliśmy zjedliśmy porządne śniadanie bo może to być nasze ostatnie i ruszyliśmy w stronę Rogu Obfitości. Po dwóch godzinach wędrówki na niebie ukazała się twarz chłopaka z czwórki.
-Więc zostały dwie pary.
-Tak.
Po parunastu minutach marszu usłyszeliśmy krzyk i wołanie o pomoc wiedzieliśmy że to Daren bo wołał Jordan pomóż. I wiedzieliśmy również że już po nim. Wreszcie doszliśmy na polane przy Rogu Obfitości. Obeszliśmy go dookoła. Niall poszedł z prawej ja z lewej. Nikogo nie było. W środku również. Na nim raczej też nikogo nie było. Staliśmy i czekaliśmy. W końcu się wyłonił. Jordan szedł w naszą stronę. W rękach miał miecz i tarczę.
-Więc to już koniec tak?! Macie łuki! Z łatwością mnie zabijecie! I wygracie! - Strzeliłam mu w nogę przez co upadł na kolana na ziemię. Rzucił mieczem który lekko otarł się o ramię Nialla ale nic poważnego mu nie jest.
-No i czym teraz rzucisz tarczą?!
-Pogódź się ze swoim losem Jordan! - Krzyknęłam nakładając kolejną strzałę na cięciwę.
-Pogodziłem się w momencie w którym zginął Daren! Powiedzcie Kapitolowi ode mnie żeby się pieprzył! - Krzyknął.
-Niema sprawy! - I w tym momencie wypuściłam strzałę. Trafiła go w sam środek czoła.
-Więc to już koniec? - Spytał Niall. A z nieba zaczął zlatywać poduszkowiec.
-Na to wygląda. - Powiedziałam z uśmiechem. - To już koniec.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział. Jak się podoba?
Czytasz? Zostaw po sobie ślad. Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania.
Wow. świetnie :)
OdpowiedzUsuń