czwartek, 3 września 2015

Rozdział 14

Program nie był długi, ale po zakończeniu wywiadu przed budynkiem stał mały tłumek chcący zamienić z nami kilka słów czy też zrobić sobie zdjęcie ze Zwycięzcami. Więc chcąc być miłymi zostaliśmy z nimi trochę. Do domu weszliśmy po trzynastej. Przygotowaliśmy obiad, na który wprosiły się nasze ekipy, Ozil i Alex. Nasze stroje na urodziny były już gotowe i prezent również zapakowany stał już na szafce przy wejściu. Był to podwójny zestaw Trójzębu Świetlnego. Były to dwa metalowe uchwyty będące rękojeściami, a po wciśnięciu jednego guziczka laser wyświetlał trójząb, który przenika przez obiekty w zetknięciu z nim. Dzieciak powinien być zadowolony. Po obiedzie Dutti i Gokkej wzięli się za posprzątanie po obiedzie. A Minos, Lina i Rafio zabrali się za wyszykowanie mnie, a Cynia, Cyprian i Freska za wyszykowanie Nialla na urodziny Tommy'ego. O piętnastej czterdzieści pięć byliśmy gotowi. Oboje wyglądaliśmy jak prawdziwi piraci z opowieści.
Moje blond włosy opadały falami na ramiona, na głowie miałam zawiązaną niebieską chustę i czarny piracki kapelusz z piórem, na moim lewym policzku, brodzie z prawej strony i wardze widniała szrama po szabli stworzona przez Minosa, moje oczy były dość mocno podkreślone czarnymi kreskami, o wiele mocniej niż zazwyczaj robiono mi mocny makijaż, moja skóra jak i na twarzy, szyi, ramionach, całych rękach, nogach i innych widocznych miejscach była kosmetycznie przemalowana na ciemniejszą, dając efekt opalenizny, oczywiście jest to zmywalne. Paznokcie pomalowane czarnym lakierem. Moja sukienka to górna część skórzana czarna, jedno ramiączko szerokie na 5 centymetrów skórzane, a drugie szerokie na 12 centymetrów ze zwykłego materiału w czarno białe paski, dolna część sukienki składała się z dwóch elementów, pierwszy to luźny, materiał w czarno białe pasy sięgający mniej więcej połowy ud, a drugi na wierzchu tylko po prawej idący od przodu do tyłu czarny poszarpany materiał z czaszką i dwoma skrzyżowanymi mieczami, typowy znak piracki długi aż za kolano. Z lewej strony została przywiązana niebieska chustka luźno powiewająca, razem z szablą. Z prawej strony z tyłu pod czarną banderą piracką miałam przymocowany pistolet, oczywiście sztuczny. Miałam założony brązowy płaszcz piracki i czarne wysokie do kolan buty pirackie.
Niall miał zieloną chustę na głowie, czarny piracki kapitański kapelusz z większym piórem niż moje w moim kapeluszu, na oku miał czarną przepaskę. Miał również wymalowaną szramę na czole, brodzie i nosie, miał również przyciemnioną skórę tak samo jak ja. Miał białą koszulę, zieloną kamizelkę piracką, czarny płaszcz piracki, szarawe spodnie i czarne buty pirackie. U lewego boku miał szablę i również sztuczny pistolet.
-Wyglądacie jak prawdziwi piraci. - Powiedziała zachwycona Ozil.

Do Pałacu Prezydenckiego weszliśmy piętnaście po szesnastej.
-O jesteście. - Powiedział radośnie Prezydent Woods.
-Jak to się mówi najważniejsi goście zawsze przychodzą ostatni. - Powiedział z uśmiechem mężczyzna, przebrany za Vampira, blady jak trup, ubrany na czarno, miał też pelerynę z zewnątrz czarna a wewnątrz czerwona, włosy jasny brąz mocno nażelowane postawione do góry, doczepione kły i zarówno jak i twarz jak i ubrane pomazane sztuczną krwią, oczy podkreślone czarną kreską. - Adam Sokerrlo. Miło was poznać. - Wyciągnął rękę w moją stronę.
-Rose Denil i Niall Horan, ale to już wiesz. - Zaśmiałam się lekko. Ściskając jego dłoń, a następnie swoją dłoń skierował w stronę Nialla i również się przywitali. - Też miło cię poznać.
-Tak to mój szwagier. Zwycięzca Osiemdziesiątych czwartych Igrzysk Głodowych. Gdy wygrał miał dziewiętnaście lat. Był najlepszy od samego początku. Mówiąc od samego początku mam na myśli od Dożynek oczywiście.
-Bracie czyżbyś znów zachwalał mojego męża? - Powiedziała Hannah Sokerrlo. - Witajcie. - Powiedziała i przytuliła nas na powitanie.
-Dzień dobry. - Powiedział Niall.
-Ah nie bądźmy tacy formalni. Hannah jestem. - Uśmiechnęła się do nas.
-Cześć Hannah. - Powiedziałam z lekkim uśmiechem. - Gdzie jest Jubilat?
-Chodźcie. - Poszliśmy za nią w głąb wielkiego ogrodowego przyjęcia. - Tommy! Tommy chodź na chwilkę! Są ostatni goście!
-Rose! Niall! - Rozległy się zewsząd krzyki dzieciaków, które do nas podbiegły w różnym wieku od trzech do dziesięciu lat.
-Galic i Sindi mają trzy latka, - Wskazała chłopca i dziewczynkę przebranych za Zombie. - John cztery, - Wskazała chłopca przebranego za Konika Wodnego. -  Iris pięć, - Wskazała dziewczynkę przebraną za Mumie, spod kostiumu wystawały jej czarne włosy i błękitne oczy. - no i nasz Jubilat Thomas sześć. - Chłopiec był w kostiumie Wilkołaka. Cała piątka wraz ze swymi przyjaciółmi szczerzyła się do nas.
-To naprawdę jest Rose i Niall? - Spytała jedna dziewczynka przebrana za Syrenkę, może mieć z siedem może osiem lat.
-Tak to naprawdę oni Perl.
-Nie podobni.
-Bo dziś jesteśmy piratami. - Powiedziałam z uśmiechem.
-A teraz Tommy podejdź tu do mnie. - Thomas podszedł do Nialla. - To jest prezent dla ciebie. - Powiedział wręczając młodemu paczkę. Tommy z uśmiechem wziął ją od Nialla i szybko rozdarł papier, otworzył pudełko i wyjął dwie rękojeści Trójzębu.
-Tu się włącza. - Powiedziałam podchodząc do niego, kucając przed nim i pokazując guzik na jednej i wduszając go. Od razu u szyty rękojeści wyświetlił się jarzący się na pomarańczowo Trójząb, sam włączył drugi który miał kolor zielony.
-Dziękuję Rose! - Krzyknął i objął mnie, a ja odwzajemniłam jego gest. - Dzięuję Niall! - Powiedział i wtulił się Nialla, który musiał również kucnąć by móc go objąć. - Pafko! Walcz! - Krzyknął i rzucił jeden Trójząb chłopcu ubranego w strój dyniogłowego. Chłopcy od razu zaczęli ze sobą walczyć. Najlepsze w tym było to że jeden laser nie mógł przejść przez drugi. Promienie Trójzębu zderzały się ze sobą i blokowały, dając efekt prawdziwej broni. Jednakże zranić się nie mogli, bo przez wszystko inne promienie przechodziły.
-Ah te dzieci. Są takie słodkie. - Powiedziała kobieta w czerwonych włosach w stroju Syreny. - Jestem Betria, mama Pafko. - Kobieta posłała nam uśmiech. - A wy to oczywiście tegoroczni Zwycięzcy Igrzysk. Jak się cieszę że wreszcie mogę was poznać. Mój mąż Flawio również pragnie was poznać. W tej chwili jest gdzieś tam. - Wskazała ręką na masę stołów zastawionych przeróżnym jedzeniem. Kobieta cały czas się uśmiechała do nas. Po chwili zaczęłam się zastanawiać czy czasem nie zrobiła sobie operacji plastycznej by przez cały czas mieć uśmiech na twarzy, Po krótkiej rozmowie z Betrią na temat Igrzysk, Niall poprosił mnie do tańca. Godzinę później do ogrodu wjechał ogromny tort przedstawiający tegoroczną arenę Igrzysk Śmierci. Były tam figurki wszystkich Trybutów, powtarzające się w wielu miejscach i wielu różnych sytuacjach z Igrzysk, był również Róg Obfitości, a nawet odwzorowane bronie będące na arenie, drzewa, zwierzęta. Mi i Niallowi udało się odmówić zjedzenia samych siebie z lukru, w zamian za to dostaliśmy lukrowe łuki i noże, wraz z czekoladowym, kremowym tortem.
Na tą imprezę zostali zaproszeni również wszyscy poprzedni Zwycięzcy. Bardzo cieszyłam się że będę mogła poznać Jareda Thorkina Zwycięzce Dziewięćdziesiątych pierwszych Igrzysk Głodowych miał wtedy dwanaście lat. Wszystkich zadziwił swoim talentem. Pochodzi z Dystryktu Siódmego. Ma brązowe włosy i zielone oczy. Na indywidualnej ocenie treningów dostał piętnaście punktów. Tyle samo ile dostali Karierowcy. Przykuł tym ich uwagę i gdy znaleźli się na arenie, chłopak jako pierwszy znalazł się przy Rogu Obfitości. Złapał plecak, saszetkę, kuferek i większą siekierkę. W plecaku miał koc, sznur, drut, pusty bukłak, bochenek chleba, dwie paczki suszonego mięsa, paczkę krakersów. W saszetce była apteczka, a w kuferku różnego rodzaju ostrza, między innymi siekierki, noże i dwie szable. Chłopak naprawdę świetnie posługiwał się różnymi ostrzami. Przy Rogu Obfitości ten dwunastolatek zabił dwóch chłopaków starszych od niego o cztery i o pięć lat i dziewczynę starszą o siedem lat. Później w puszczy radził sobie również świetnie. Ognisko rozpalał bez problemu, zwierzęta też z łatwością zabijał. W puszczy przyszło mu również stoczyć walkę z kilkoma Trybutami z których wyszedł tylko z zadrapaniami. I nawet co zdziwiło wszystkich usłyszał zakradających się po cichu za nim Karierowców, zdążył im umknąć tak że nawet nie zorientowali się w którą stronę uciekł. Gdy napotkał się na nich dwa dni później oni zamiast go zabić zaoferowali sojusz. Trzymał się z nimi do czasu gdy na arenie zostało osiem osób w tym on i trzech Karierowców, ponieważ dwóch zginęło wcześniej na skutek walki z innymi Trybutami, a jeden zjadł trujące owoce. Więc w tę noc gdy objął wartę pozabijał całą tróję. Chłopakowi z Dwójki poderżnął po cichu gardło, dziewczynie z Dwójki wbił nóż w serce gdyż przebudziła się, zdążyła jeszcze krzyknąć by Molton chłopak z Jedynki uważał, ale Jared odciął mu głowę w momencie w którym podniósł się z trawy. Dwóch innych Trybutów również zginęło tej nocy z rąk swojego sojusznika, na drugim końcu areny, był to młody chłopak obawiający się o swoje życie Kimbron. I zaczęło się polowanie. Zostały trzy osoby. Dwunastoletni Jared, Szesnastoletni Kimbron i Dwudziestodwu letni Johanson. Johanson wpadł w pułapkę organizatorów, więc Jared ostateczną walkę stoczył z Kimbronem. Chłopak był bardzo wytrzymały. Nie poddawał się. Jared rzucał w niego nożami, chłopak wyglądał jak jeż. Z jego klatki piersiowej sterczało dwadzieścia siedem noży. Walczył do ostatniego tchu. Zmarł w momencie w którym Jared wbił mu z bliska nóż w tchawica, lecz Kimbron zdążył zadać ostatkiem sił ostatni cios. Jeden z noży który go nie trafił, złapał i wbił młodemu w żebra. Ukoronowanie Zwycięzcy tym razem odbyło się dziesięć dni po zakończeniu Igrzysk, gdyż chłopakowi trudno było dojść do siebie. W wywiadzie i Flickermana przed Igrzyskami mówił że niema dla kogo walczyć. Ponieważ jest sam. Jego dziadkowie zmarli wiele lat przed jego narodzinami, matka zmarła przy porodzie, a ojciec gdy miał dziewięć lat. Mówił "Wiesz Caesarze nie mam dla kogo walczyć. Jestem sam. Nie mam nikogo. Gdy przegram nikomu nie będzie smutno." A Caesar mu odpowiedział. "Nie masz dla kogo walczyć? Walcz dla mnie, dla nich -wskazał ręką publikę- Walcz dla siebie Jared. Walcz dla siebie." I gdy po zakończeniu Igrzysk stanął drugi raz na scenie powiedział "Dziękuję ci." Caesar posłał mu pytające spojrzenie. "Ale za co chłopcze?" "Za twoje słowa. Powiedziałeś walcz dla siebie. I tak zrobiłem. Wygrałem. Wygrałem dla siebie." Gdy zaczął swoje Turnee sama wręczałam mu bukiet kwiatów. Jego oczy tamtego dnia były smutne, ponieważ sam zabił troje Trybutów z naszego Dystryktu, ale gdy zobaczył mnie wychodzącą z tłumu w pięknej zwiewnej białej sukience, a wiatr rozwiewał moje włosy i weszłam po schodach na scenę jego oczy się rozweseliły. Z wielkim uśmiechem na ustach dałam mu bukiet, a on szepnął mi do ucha. "Jeszcze kiedyś się spotkamy aniołku, tak czuję." I oto dziś się spotkaliśmy. Poznał mnie od razu, nawet w przebraniu.
-Rose aniele witaj! - Powiedział radośnie.
-Jared. Pamiętasz?
-Jak mógłbym zapomnieć. To ty rozjaśniłaś mi tamten smutny dzień. Ty sprawiłaś że w końcu się uśmiechnąłem. To dzięki tobie przetrwałem Turnee. Gdy oglądałem Dożynki serce mi zamarło gdy wyszłaś z tłumu. Ale przetrwałaś, wygrałaś. Wraz z chłopakiem. - Mówiąc ostatnie zdanie wyraźnie posmutniał, ale nikt inny prócz mnie zdawał się tego nie zauważyć. Może dlatego że smutek był tylko w jego oczach, a ja patrzałam w nie jak zahipnotyzowana.
-Miło mi to słyszeć naprawdę. Nie wiedziałam że mój jeden uśmiech może tyle zdziałać.
-To teraz już wiesz. - Posłał mi uśmiech. - Przepraszam, a gdzie moje maniery. Jestem Jared Thorkin, Zwycięzca Dziewięćdziesiątych pierwszych Igrzysk Głodowych. - Brunet wyciągnął rękę w kierunku Nialla, a ten od razu ją uścisnął.
-Niall Horan.
-Wiem. Oglądałem Igrzyska i wszystkie wasze wywiady. Oboje walczyliście świetnie. I naprawdę wasze przemowy były wzruszające. Szczególnie ta ostatnia u Flickermana.
Impreza skończyła się około północy, a wszyscy goście prócz dzieci oczywiście byli pijani. Jakoś udało nam się trafić do domu. Przy pożegnaniu Jared mówił że koniecznie musimy się spotkać we trójkę. Nigdy nie podejrzewałam że będzie mi dane jeszcze raz go ujrzeć. Ani też nigdy nie podejrzewałam że kiedyś znów się poczuję tak samo jak wtedy, te trzy lata temu na scenie, wręczając mu kwiaty, jego szept i ciepły oddech na szyi gdy wyszeptał to jedno zdanie, które dźwięczało echem w mojej głowie przez półtorej roku.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak wam podoba się kolejny rozdział? Czekam na wasze komentarze.
Pamiętaj!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

3 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się Twój rozdział :*
    Czekam na nn <3
    Jeśli miałabyś ochotę to zapraszam :)

    http://youandi-louistomlinson-fanfiction.blogspot.com/

    http://loveandfame-niallhoran.blogspot.com/

    http://hero-liampayne-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam blogi Miss. Harrison <3
      A rozdział jest mega! *_*
      Alex

      Usuń
  2. wspanialy!!! czekam na nexta <3 Jula

    OdpowiedzUsuń