wtorek, 1 września 2015

Rozdział 13

O ósmej rano obudziło nas natarczywe pukanie i dzwonienie do drzwi. W końcu zeszłam na dół w mojej błękitnej koszuli nocnej sięgającej połowy ud i okryta atłasowym szlafrokiem.
-No wreszcie! - Krzyknęła zdenerwowana Ozil wchodząc do środka a za nią, Rafio z moją ekipą i Freska z ekipą Nialla, oraz Alex.
-O co chodzi? - Spytałam sennie.
-Jak to o co?! - Ozil zdenerwowała się jeszcze bardziej. - Spóźnimy się!
-Ale na co?
-Rose. Dziś ostatni wywiad u Caesara Flickermana. - Powiedział Alex.
-Zapomniałam. - Powiedziałam. - Niall! - Krzyknęłam. Chwilę później Niall zszedł na dół.
-Co jest grane? Co tu robią nasze ekipy?
-Niall. Wywiad. Flickerman. Za ... - Spojrzałam na zegar. - Trzy godziny.
-O kurcze. Zapomniałem.
-Nie tylko ty. - Rzuciła z oburzeniem Ozil. - Już zabrać mi się za nich. - Rozkazała, a nasze ekipy zabrały nas do oddzielnych pokoi które sami musieliśmy im wskazać. I zaczęło się szykowanie. Zdążyłam jeszcze zanim popadli w wir pracy powiedzieć by przyszykowali dla nas stroje na urodziny tego Tommy'ego i zorganizowali jakiś prezent dla niego który miałby być od nas. Minos i Lina byli zachwyceni z tego powodu, natomiast Dutti nie okazał większego zainteresowania.

Dwie i pół godziny później siedziałam w samochodzie z mocnym makijażem, oczy mocno podkreślone, wydłużone i podkręcone rzęsy, na powiekach mam nałożony niebieski cień, a na policzkach róż, ubrana w zielono-niebieską sukienkę przeplecioną lekkimi czarnymi nićmi. A efekt tego był taki że przy każdym moim kroku suknia skrzyła się zielonymi lub czerwonymi płomieniami. Sięgała mi kolan i była luźna. Założone miałam również złoto-brązowe rzymianki na sześciocentymetrowym obcasie, wiązane na łydkach. Moje blond wlosy były rozpuszczone i wpleciono w nie kilka zielonych, niebieskich, fioletowych i czerwonych małych warkoczyków. W uszach miałam kolczyki, były to długie brązowo-białe piórka. Na szyi wisiała niebieska gwiazda z lapis lazuli, do sukienki przypięłam broszkę którą dostałam od Kelly, na palcu prawej ręki miałam pierścień który dał mi brat. Jego ukochany pierścień. Nigdy go nie zdejmował, ani do kąpieli, ani na wf w szkole, ani z żadnej innej okazji. Dał go mnie. Dał po dożynkach. Miałam go cały czas, na serdecznym palcu prawej ręki. Mały czarny pierścień z wygrawerowanym wielkim D i 11 oplecione liśćmi laurowymi. Dla niego ten pierścień miał dwa znaczenia. D11. Dystrykt 11, a także Denil 11 lat, bo dostał go na 11 urodziny od dziadka. Dziadek ten pierścień chciał mu dać na dwunaste urodziny, ale był umierający i John dostał go rok wcześniej, jedenaście dni później dziadek umarł. Na mojej drugiej dłoni miałam dwa srebrne sygnety i złoty pierścień z obsadzonym pięknym szmaragdem.
Niall ubrany w błękitną koszulę i zielony garnitur również przepleciony czarnymi nićmi i tak samo jak ja gdy się poruszał jego ubranie zdawało się palić. Miał na lewej ręce na palcu serdecznym złoty pierścionek z obsadzonym żółtym topazem oraz miał jeszcze dwa srebrne sygnety. We włosy miał wpięte niebieskie, fioletowe i zielone pasemka.

Gdy wybiła jedenasta na scenę wyszedł jak zwykle uradowany Caesar Flickerman. Miał przefarbowane włosy na błękit i spięte z tyłu w kitkę, zielony garnitur z wyszytym czerwonym płomieniem po lewej stronie garnituru, złotą koszulą wystającą spod rozpiętej marynarki i czerwona mucha przypięta pod szyją.
-Witam! Witam! Witam! Moi mili obywatele Panem! Dzisiaj goszczą u mnie po raz kolejny nasi wspaniali zwycięzcy, nieszczęśliwi kochankowie, zrodzeni ze szczerego ognia! Rose Denil! I Niall Horan! Brawa dla nich! - Zawołał, a my weszliśmy na scenę.
-Witaj Caesarze. - Przywitaliśmy go.
-Witaj Rose. Witaj Niall. Kochana pięknie wyglądasz w tej sukni. Ah, a te płomienie! - Zachwycał się. - Niall, ale chyba nie masz nic przeciwko że tak zachwycam się twoją dziewczyną? - Niall zaprzeczył ruchem głowy z uśmiechem na twarzy. - Ty również wyglądasz dobrze, tak samo olśniewająco jak twoja partnerka. Wasi styliści przeszli samych siebie, naprawdę. Brawa dla Rafio Grina i Freski Poliwii. - Na sali znów zabrzmiały brawa, a nasi styliści wstali z miejsc i skłonili się do kamer, a następnie do publiczności. Gdy brawa ucichły Caesar kontynuował. - Jak wam minęło Turnee zwycięzców?
-Trzeba przyznać były to dla nas trudne chwile. Stanąć na scenie przed tłumem ludzi którzy stracili swoje dzieci, rodzeństwo, męża czy żonę, sąsiadów. Z czego zdecydowana większość tych osób były to dzieci. Patrzeć na rodziny poległych Trybutów. - Zrobiłam przerwę. Niall nie miał zamiaru mi przerywać. Wiedział że jest to ciężki temat. - Kilkoro osób zginęło z naszych rąk. I musieliśmy spojrzeć w twarze ich rodzin. Wyrażały one złość, nienawiść i smutek. Ale ... - Westchnęłam ciężko. - Nie dziwię się ich zachowaniu. Sama pewnie postąpiłabym tak samo. Wiedząc że moje dziecko zostało zamordowane w brutalny sposób przez zwycięzce Igrzysk, lub że żeby oni musieli wygrać, moje dziecko musiało zginąć. To jest ciężkie przeżycie. Dla wszystkich. Swoim zachowaniem zaskoczyli nas co prawda ludzie z Drugiego i Pierwszego Dystryktu. Cieszyli się na nasz widok. Nie obrzucali morderczymi spojrzeniami. To było miłe. Taka odmiana. - Znów zrobiłam małą przerwę w wypowiedzi by poukładać myśli w całość. - Po mimo tego, że nie było tego po nas widać to było nam ciężko. Patrząc na rodziny poległych Trybutów i ich wielkie zdjęcia w tle za nimi, powracały do nas wspomnienia. Wspomnienia ich śmierci. Bolesne wspomnienia, okropnych śmierci dzieci, można nawet powiedzieć rzezi niewinnych. To co się stało na arenie to ... Ludzie na arenie się zmieniają. Zamieniają się w morderców, by przeżyć i wygrać. Widzieliśmy morderców, słyszeliśmy ich i ich ofiary. śmierć jaką oni ponieśli ... To była zła śmierć, śmierć może być dobra, co wynika z życia. To była zła śmierć, opowiedz sobie wszystko dokładnie, wtedy zrozumiesz to co się naprawdę stało.* Czterdzieści dwoje osób zginęło byśmy my mogli przeżyć i być tu z wami. Siedząc na tej kanapie z siedzącym obok nas Caesarem Flickermanem który właśnie nie stara się ukryć swoich łez. Bo wie, że mam rację. Mówimy wszyscy podczas Dożynek "Niech los zawsze wam sprzyja." Los chciał byśmy to my wygrali, by ... - Przełknęłam gulę w gardle. - By tamci Trybuci zginęli w okolicznościach jakich ponieśli tę śmierć. - Znów przerwałam na chwilę, gdyż głos uwiązł mi w gardle. - A, a my ... A my ... A nam dane było przeżyć i wygrać. Zabijając ostatniego Trybuta. Wygrywając Dziewięćdziestąteczwarte Igrzyska Głodowe. ... - Nie wiedziałam co więcej mogę powiedzieć. Chcąc, nie chcąc kilka łez spłynęło mi po policzkach. - Przepraszam. - Szepnęłam, i delikatnie otarłam, policzki i oczy starając się nie rozmazać makijażu. Przyjrzałam się publiczności. Wielu osobą również spływały łzy po policzkach, ale oni nie przejmowali się tym że na ich twarzach zostają kolorowe smugi, że rozmazują swój makijaż. Moja przemowa skruszyła serca Kapitolańczyków. Tego jeszcze nigdy nie było. Zapadła cisza. Ani my, ani Caesar nie mieliśmy sił by się odezwać. Ale Flickerman w końcu powiedział.
-To była piękna i przejmująca przemowa. Naprawdę Rose. Mogę sobie tylko wyobrazić jak bardzo było wam ciężko tam na arenie, patrząc na innych Trybutów mordujących się nawzajem. A także mogę sobie tylko wyobrazić jak czuliście się w momencie w którym wy kogoś zabiliście, i jak się później czuliście stojąc na przeciwko rodzin tych których zabiliście. To jest ciężkie dla was na pewno. Przykro mi że musieliście przez to przechodzić. Ale taka jest tradycja. Głodowe Igrzyska są upamiętnieniem wojen i buntów. Są ostrzeżeniem by więcej do nich nie doszło. - Pokiwaliśmy tylko głowami. - Rose co miałaś na myśli mówiąc, że śmierć może być dobra?
-Śmierć może być dobra, jeśli jest w słusznym celu, w imię większego dobra, za kogoś innego, za kogoś kogo się kocha lub naturalna.
-W którym z Dystryktów podobało wam się najbardziej?
-Myślę że tu odpowiedź jest prosta. - Powiedział Niall.
-To znaczy?
-Pierwszy i Drugi Dystrykt. Powitano nas tam z uśmiechem, jak bohaterów. Nie jak ... morderców, którymi z resztą jesteśmy. - Powiedziałam.
-Oh. - Jęknął Caesar. - Wcale nie ...
-Taka jest prawda Caesarze. Wszyscy widzieli jak zabijaliśmy. Jak można inaczej nazwać osobę która zabiła niewinnego, bezbronnego człowieka? - Powiedział Niall. - Niema innego określenia. Zwycięzca? Nie. Najpierw Morderca, potem Zwycięzca. Bo żeby stać się Zwycięzcą, trzeba najpierw stać się Mordercą. Żeby wygrać, trzeba zabijać. Taka jest zasada Igrzysk Caesarze. Przecież dobrze to wiesz.
-Tak wiem. A kreacja z którego Dystryktu najbardziej wam się podobała?
-Z Czwórki i z Jedynki. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
-A ty Niall?
-Z Szóstego i Pierwszego Dystryktu.
-Przypomnijmy sobie owe kreacje. - Powiedział Caesar i za nami na telebimie wyświetliły się te kreacje. - Tak przepiękne. A która kreacja waszym zdaniem do was najbardziej nie pasowała i była najmniej atrakcyjna.
-Zdecydowanie z Trzeciego Dystryktu. Nasi Styliści ostro przesadzili i dobrze o tym wiedzą. Oraz, jak to określiłeś najmniej atrakcyjną według mnie była również ta z Piątego Dystryktu.
-Tak, zdecydowanie. - Zgodził się ze mną Niall.
-Przypomnijmy je sobie. - Powiedział i spojrzeliśmy na owe dwie kreacje. - No cóż ... Zostawimy to bez komentarza by nie urazić waszych stylistów. - Powiedział i zaczął się śmiać, a wraz z nim i my i publiczność. - A jaką pracę chcecie podjąć? Już wiecie?
-Ja zastanawiałam się nad prowadzeniem jakiegoś programu, żeby robić ci za konkurencję. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Oh, Zawsze możesz prowadzić program ze mną. Miejsce na dwóch prowadzących się znajdzie.
-A może zamienię ciebie i to ja będę prowadzącą tego programu.
-Mam zamiar jeszcze parę lat popracować w tej branży. Ale do tego czasu możemy we dwoje go prowadzić. Co ty na to?
-No nie wiem Caesarze. Zastanowię się.
-A ty Niall?
-Myślałem o tym czy by nie zostać projektantem.
-Ciekawe. - Niall uśmiechnął się do niego. - I będziesz tworzył stroje dla Trybutów?
-Nie tylko. Mam zamiar projektować ubrania na zamówienie. Jeśli to możliwe to i na całe Panem.
-To jest bardzo dobry pomysł. Naprawdę. Myślę że wszyscy będą zachwyceni. Już nie mogę się doczekać kiedy rozkręcisz swój biznes. Zamawiam już u ciebie garnitur. Na wymiary pójdę w niedalekiej przyszłości, no bo chyba nie masz zamiaru robić tego teraz?
-A czemu nie? - Niall wyciągnął z kieszeni miarę i rozwinął ją. A wszyscy zaczęli się śmiać. - Zapraszam za dwa tygodnie do mojego sklepu, będzie wielkie otwarcie. - Powiedział i schował miarę w kieszeń.
-To byli Rose Denil i Niall Horan! Miłość zawsze wygrywa moi drodzy, zawsze! - Powiedział i pożegnał się z nami uściskiem dłoni. I światła zgasły, kurtyna zapadła.

11 DYSTRYKT WIOSKA ZWYCIĘZCÓW

Siedzimy właśnie w domu państwa Horanów, zaprosili nas na ostatni wywiad Rose i Niall u Flickermana. Rose właśnie wygłosiła swoją długą opowieść o Turnee. Caesar się popłakał, większość Kapitolańczyków także, a i nam po twarzach płynęły łzy. To było naprawdę wzruszające, ale taka jest prawda. Flickerman naprawdę zdaje się wydawać rozumieć ich.
-Rose co miałaś na myśli mówiąc, że śmierć może być dobra?
-Śmierć może być dobra, jeśli jest w słusznym celu, w imię większego dobra, za kogoś innego, za kogoś kogo się kocha lub naturalna.
-Ma rację. - Skomentował tata.
-Tak ma. - Przytaknąłem ojcu. - Na arenie zawsze jest zła śmierć, bo nikt na nią nie zasługuje. Chyba że jakiś Trybut poświęci swoje życie, za życie innego Trybuta.
-Tak Johnny, a teraz cicho. - Uciszyła mnie mama.
-To znaczy? - Pytał posyłając nierozumiejące spojrzenie Caesar.
-Pierwszy i Drugi Dystrykt. Powitano nas tam z uśmiechem, jak bohaterów. Nie jak ... morderców, którymi z resztą jesteśmy. - Powiedziała siostra.
-Oh. - Jęknął Caesar. - Wcale nie ...
-On naprawdę nie uważa ich za morderców. - Szepnął Bradley, młodszy brat Nialla.
-Jak można inaczej nazwać osobę która zabiła niewinnego, bezbronnego człowieka? Niema innego określenia. Zwycięzca? Nie. Najpierw Morderca, potem Zwycięzca. Bo żeby stać się Zwycięzcą, trzeba najpierw stać się Mordercą. Żeby wygrać, trzeba zabijać. Taka jest zasada Igrzysk Caesarze. Przecież dobrze to wiesz. - Powiedział Niall. I ma rację.
-Tak wiem. A kreacja z którego Dystryktu najbardziej wam się podobała? - Pyta Flickerman.
-Z Czwórki i z Jedynki. - Odpowiedziała Rose z uśmiechem.
-Tak to w jej stylu. Niebieska kreacja i złoto-srebrna.
-Przypomnijmy sobie owe kreacje. - Powiedział Caesar i na ekranie ukazały się zdjęcia tych kreacji które oni powiedzieli. - Tak przepiękne. A która kreacja waszym zdaniem do was najbardziej nie pasowała i była najmniej atrakcyjna.
-Wiadomo że trzecia! - Parsknął Dean. - Wyglądali trochę jak roboty. - Zaczął mówić jak robot, a wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Tak, zdecydowanie. - Zgodził się Niall z przed mówcą, chyba z Rose.
-Przypomnijmy je sobie. - Powiedział Caesar i naszym oczą ukazały się kreacje z Trzeciego i Piątego Dystryktu. - No cóż ... Zostawimy to bez komentarza by nie urazić waszych stylistów. - Powiedział i zaczął się śmiać, a wraz z nim Rose, Niall i publiczność. A i my się uśmiechnęliśmy. - A jaką pracę chcecie podjąć? Już wiecie?
-Ja zastanawiałam się nad prowadzeniem jakiegoś programu, żeby robić ci za konkurencję. - Powiedziała z uśmiechem Rose.
-O tak! Będę oglądać! - Krzyknęła Greta.
-Zawsze możesz prowadzić program ze mną. Miejsce na dwóch prowadzących się znajdzie.
-A może zamienię ciebie i to ja będę prowadzącą tego programu.
-Byłoby ciekawie. - Skomentowałem
-Mam zamiar jeszcze parę lat popracować w tej branży. Ale do tego czasu możemy we dwoje go prowadzić. Co ty na to?
-No nie wiem Caesarze. Zastanowię się. - Cała Rose.
-A ty Niall? - Caesar przeniósł swoje spojrzenie z Rose, na Nialla.
-Myślałem o tym czy by nie zostać projektantem.
-No nie rozśmieszaj mnie bracie! - Zawołał Mark, starszy brat Nialla.
-I będziesz tworzył stroje dla Trybutów?
-Nie tylko. Mam zamiar projektować ubrania na zamówienie. Jeśli to możliwe to i na całe Panem.
-To jest bardzo dobry pomysł. Naprawdę. Myślę że wszyscy będą zachwyceni. Już nie mogę się doczekać kiedy rozkręcisz swój biznes. Zamawiam już u ciebie garnitur. Na wymiary pójdę w niedalekiej przyszłości, no bo chyba nie masz zamiaru robić tego teraz?
-A czemu nie? - Niall wyciągnął z kieszeni miarę i rozwinął ją. A wszyscy zaczęli się śmiać. Jak i widzowie tam na trybunach, jak i my wybuchnęliśmy śmiechem. Rose również się podśmiewała, a i Niall też miał uśmiech na twarzy, a Caesar zanosił się gromkim śmiechem. - Zapraszam za dwa tygodnie do mojego sklepu, będzie wielkie otwarcie. - Powiedział i schował miarę w kieszeń.
-To byli Rose Denil i Niall Horan! Miłość zawsze wygrywa moi drodzy, zawsze! - Powiedział i pożegnał się z nimi ściskając im dłonie i program się skończył.
-Brat jako projektant! No nie wierze! - Wołał Mark.
-Ale przy najmniej nie myśli tylko o sobie. Chce mieć sieć na całe Panem. Więc i my będziemy móc nosić jego kreacje. - Powiedziała pani Horan.
-A Rose w telewizji. Już ją widzę w tych różnych wymyślnych kreacjach, fryzurach, kolorach. - Powiedział Dean.
-Zauważyliście? - Spytałem.
-Ale co? - Spytał ojciec.
-Miała mój pierścień. - Powiedziałem i dotknąłem palec na którym zawsze on spoczywał.
-I miała broszkę Kelly! - Krzyknęła radośnie Greta. - Tego orła.
-Tak to prawda. - Potwierdziła Aliena, jedenastoletnia siostra Nialla.

*To była zła śmierć, śmierć może być dobra, co wynika z życia. To była zła śmierć, opowiedz sobie wszystko dokładnie, wtedy zrozumiesz to co się naprawdę stało. - Fragment piosenki HuczuHucz - Gdyby nie to. Słowa pasowały mi do fragmentu więc sobie je użyczyłam :)

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy kolejny rozdział. Piszcie jak wam się podoba.
Pamiętaj!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

2 komentarze: