/TEN ROZDZIAŁ POŚWIĘCIŁAM OPISOWI TURNEE ZA WIELE SIĘ NIE DZIEJE, ALE CHCIAŁAM PO PROSTU ŻEBYŚCIE WIEDZIELI JAK JA SOBIE WYOBRAŻAM ICH PRZEJAZD ZWYCIĘZCÓW PO INNYCH DYSTRYKTACH// To jest mój najdłuższy rozdział. Mam nadzieje że dotrwacie do końca. Przepraszam, ale nie chciałam tego rozdzielać.
Ubrana w różowo-brązową połyskującą bufiastą suknie sięgającą mi zaledwie kolan i okryta czarnym futrem, na dziesięciocentymetrowych szpilkach szłam u boku Nialla ubranego w białą koszulę, brązową marynarkę, różowy krawat i czarne lakierki. Właśnie wchodziliśmy po schodach na scenę. Już widzę tłum. Ludzie ze smutkiem spoglądają w naszą stronę. A przez środek zbiegowiska ustawione są cztery podesty a na nich stoją rodziny poległych Trybutów. Wśród tych czterech rodzin jedna wyróżniała się najmocniej. Ciemnoskóra rodzina Francess zabija wzrokiem Nialla. Zabił ich córkę w pierwszych minutach Igrzysk. Była bezbronna. I pomimo ukończonych dziewiętnastu lat była taka drobna. Stała tam dziewczyna łudząco podobna do niej. I przypomniało mi się jak opowiadała u Caesara że ma siostrę bliźniaczkę, czworo starszych braci a wśród nich również bliźniacy i młodszą siostrę. Ojciec obejmował swoje córki, które miały łzy w oczach. Dwoje z synów podtrzymywało na duchy matkę dodając jej otuchy co było ciężkie w takiej sytuacji. A bliźniacy stali bardziej z boku, cisi, milczący. Wcale nie przypominali tych roześmianych chłopaków o których ona opowiadała.
Obok na sąsiednim podeście stały cztery osoby rosły, wąsaty mężczyzna i dwoje młodych chłopaków. Blondyn wyglądał na dziesięciolatka, a brunet musiał mieć jakieś piętnaście może szesnaście lat. Między braćmi stała mała brunetka najmłodsza z rodzeństwa. Była to rodzina Oliviera.
Dalej Wysoka blondynka wraz z dwiema blondynkami, jedną trzymała na rękach mogła mieć dwa może trzy lata, druga stała obok niej, wtulając się w jej bok miała może osiem lat. Obok niej stał brunet, jego lewa dłoń spoczywała na jej prawym ramieniu, mógł być starszy od niej o cztery może pięć lat. Brat dodawał jej otuchy poprzez ucisk na ramieniu. Bo już nigdy nie będą mogli zobaczyć, ani przytulić swojej siostry Monic.
Na ostatnim podeście stała rodzina Chrisa. Czarnowłosy mężczyzna z małą blondynką na rękach i blondynem stojącym obok niego. Na drugim końcu podestu stała Blondynka, a w ramionach tuliła rocznego chłopca i dziewczynkę oboje o blond włosach. Jak ich rodzice. Ale nigdy nie będzie dane im ujrzeć ojca. Niestety.
Stanęliśmy przed mikrofonami.
-Witajcie. Dzisiejszy dzień jest upamiętnieniem śmierci czworga osób z tego Dziesiątego Dystryktu. Jest to przypomnienie o tym że wojna jest zła. Zawsze źle się kończy i ginie wiele osób. A teraz my płacimy za błędy naszych przodków. Kiedyś ofiara była mniejsza, póki Dwunastka się nie zbuntowała. Teraz na tę rzeź idzie więcej osób już od kilku lat. Ale to dobrze. Da nam to do zrozumienia że nie należy toczyć wojen. Bo one nie prowadzą do niczego innego jak tylko do śmierci wielu, naprawdę bardzo wielu osób. Zabij albo zgiń. To jest zasada Igrzysk. Zginąć musi zdecydowana większość, prawie wszyscy by jednostka mogła przeżyć i zwyciężyć. I niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedział Niall a następnie odsunął się od mikrofonu. Wtedy ja się do niego zbliżyłam i powiedziałam.
-Wręczamy te podarunki rodzinom poległych Trybutów. By choć trochę wspomóc was w tak ciężkim dla was okresie. Niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedziałam odchodząc o krok od mikrofonu. Na scenę wszedł Burmistrz a wraz z nim ośmioro dzieciaków. Czterech chłopców i cztery dziewczynki na rękach trzymały duże czerwone poduszki a na nich pakunki i kwiaty. Odezwał się Burmistrz.
-Witam. Witam wszystkich. Rose. - Powiedział skłaniając do mnie głową. - Niall. - Powtórzył gest. - Wraz z mieszkańcami Dziesiątego Dystryktu przekazujemy wam te oto dary. - Powiedział a dzieci na nasze ręce złożyły po dwie dość spore paczki, bukiet kwiatów i Medal Dziesiątego Dystryktu. - Medal na szczęście. - Powiedział z lekkim uśmiechem i opuścił scenę.
-Bardzo dziękujemy za wasze dary. Do widzenia.
-Dziękujemy i do widzenia. - Powiedział Niall i weszliśmy do Pałacu. W wielkim czerwonym murowanym holu czekali na nas Freska i Rafio. Wskazali dwa pokoje gdzie możemy się przebrać, dali nam ubrania na przebranie i odeszli.
Teraz miałam na sobie obcisłą granatową sukienkę do połowy ud, różowy pasek zapięty w pasie i białą chustę przewieszoną za plecami, a jej końce opadające do wewnątrz zawieszone na moich rękach. Weszliśmy na salę trzymając się pod ramię. Przy stole zapadła cisza, a wszyscy spojrzeli na nas.
-Dobry wieczór. - Powiedziałam.
-Dobry wieczór Zwycięzcy. Siadajcie. Właśnie podano kolacje. - Powiedział Burmistrz, a my zajęliśmy dwa ostatnie wolne miejsca przy stole. - To jest dzień i chwila upamiętniająca wasze zwycięstwo. Od samego początku było wiadome że wygracie. Tyle punktów zdobyliście na Indywidualnym zaprezentowaniu swoich umiejętności. Nikt nie wie co wy tam pokazaliście. Ale daliście czadu, musieliście dać niezły pokaz. Wasze zdrowie. Za Rose i Nialla. - Powiedział.
-Za Rose i Nialla! - Powtórzyli wszyscy zebrani i napili się wraz z innymi z kufli piwa, które zostało podane do prosiaka, jagnięciny, faszerowanych indyków i kurczaka wraz z sałatkami warzywnymi i owocami, których było akurat mało. Po jakże przepysznej kolacji jeszcze długo toczyły się rozmowy. Burmistrz i reszta ważnych osobowości z Dziesiątego Dystryktu które zostały zaproszone na tę ucztę doskonale rozumieli się z naszymi stylistami, Ozil, Alexem i nami.
-Dziękujemy za ucztę. Była przepyszna. Ale musimy już iść. - Powiedział w pewnym momencie Niall. Wiedziałam że ma rację, dlatego z uśmiechem na ustach wstałam i powiedziałam.
-Tak na nas już pora. Dziękujemy. Dobranoc. - Po tych słowach opuściliśmy salę i Pałac. I samochodem pojechaliśmy do pociągu w którym mogliśmy się odprężyć. Po mojej kąpieli weszłam do salonu ubrana w moją koszulę nocną. Tam siedzieli już wszyscy.
-Chodź szybko. Właśnie zaczęła się powtórka waszego dzisiejszego programu. - Powiedziała Ozil, więc szybko zajęłam wolne miejsce na kanapie koło Nialla. Po obejrzeniu powtórki poszliśmy spać.
Po śniadaniu Ozil opowiedziała nam dzisiejszy plan zajęć, który jest taki sam jak wczorajszy tyle że na terenie Dziewiątego Dystryktu.
-Tak Ozil wszystko rozumiemy. - Powiedziałam roześmiana.
-Dobrze. Dobrze. Z tego Dystryktu pochodzą Joli, Anna, Bart i Berni. Przygotujcie się. Do obiadu jeszcze mamy dużo czasu. Dopiero później zajmą się wami styliści. - Powiedziała a my wstaliśmy i udaliśmy się do naszego przedziału. Leżeliśmy, wypoczywaliśmy i rozmawialiśmy na temat naszej przyszłości. Co poczniemy w Kapitolu?
Gdy przyszedł czas po obiedzie wystylizowano nas. Włosy upięto mi do góry. Miałam żółto-złotą suknię do kostek, złote pantofelki na niskim obcasie i brązowy płaszcz z futerkiem przy kołnierzu, rękawach i jego końcu. Niall był ubrany w brązową koszulę i spodnie, żółtą marynarkę i żółto-złoty krawat i dobrze kontrastujące brązowe lakierki.
Wchodząc na scenę widziałam podobny widok co wczoraj, tyle że na podestach stały trzy rodziny ciemnoskóre i jedna biała. Z lewej stali bracia Barta. Dwóch chłopaków tak bardzo podobnych do niego samego.
Dalej stała Kobieta z dwuletnią dziewczynką na rękach, a obok niej ciemnowłosy nastolatek. Rodzina Joli. To akurat ta rodzina wyróżniała się tutaj. Byli biali. A w tym Dystrykcie większość osób jest ciemnoskóra.
Obok stała rodzina Berniego. Lekko otyły mężczyzna tulący do boku szczupłą wysoką brunetkę.
Na ostatnim podeście stała rodzina Anny. Niski wysportowany mężczyzna, do którego obu boków tuliły się dwie córki, jedna ma jedenaście lat druga trzynaście, obok stała kobieta która wtulała się w ramię swojego dziewiętnastoletniego syna, z drugiej strony obejmowała drugiego ośmioletniego synka.
Wszyscy zgromadzeni wyrażali na twarzy wielki smutek i złość. No tak oni najbardziej nienawidzą Kapitolu i wszystkich którzy są z nim związani. Zapewne widzieli nasze wygłoszenia wczorajsze i przedwczorajsze, tak samo nasze wywiady. Mają prawo nas nienawidzić że pogodziliśmy się z losem i tak dobrze wyrażamy się o Kapitolu. Ale jakby któreś z nich znalazło się na naszym miejscu zrobiliby to samo. Każdy chciałby mieć lepsze życie, a wygrana w Igrzyskach to daje.
-Bardzo nam smutno z powodu że tyle osób zginęło, ale taka jest kolej rzeczy. Ktoś musi umrzeć, by ktoś mógł przeżyć. Ktoś musi przegrać by ktoś mógł wygrać. Zabij albo zostań zabitym. Z tego Dystryktu na Igrzyska pojechała dwójka dwunastolatków. Zaprzyjaźnili się oni z chłopakiem z naszego Dystryktu który również miał dwanaście lat. Z Sebastianem. Zginęli w płomieniach. Straszna śmierć. Jedna z najgorszych moim zdaniem. Anny i Berniego nie było nam dane poznać. Unikali wszystkich na treningach. Trzymali się zawsze razem. Daleko od wszystkich. Gdy ktoś podchodził do stanowiska przy którym oni byli od razu odchodzili. Trudno jest mi cokolwiek o nich powiedzieć. Zginęli szybką śmiercią, nie cierpieli długo. Ale to była straszna śmierć. Oboje oberwali z oszczepu w serce. Ale czas płynie dalej. Trzeba zacząć żyć na nowo. Niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedziałam i cofnęłam się o krok do tyłu ścierając z policzka samotną łzę.
-Na ręce rodzin poległych składamy podarunki. I niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedział cofnął się o krok i otulił mnie ramieniem w pasie. W tym czasie po schodach z tłumu na scenę wszedł Burmistrz Dziewiątki.
-Witaj Rose. - Podał mi rękę. - Witaj Niall. - Również uścisnęli sobie dłonie. - Witam wszystkich zgromadzonych tu jak i przed telewizorami. Rose Niall mamy dla was dary. - Powiedział a z tłumu na scenę wkroczyło dwóch chłopców i dwie dziewczynki niosące ładnie zapakowane dwie duże paczki, które nam wręczyli. Następnie na scenę w białej krótkiej sukience weszła dziewczynka, a za nią chłopczyk w białym garniturze trzymając w rączkach medale ich Dystryktu. Podeszli do nas i chłopczyk złożył mi go na ręce, a dziewczynka Niallowi. Następnie weszła kolejna para ubrana tak samo jak poprzednia niosąc dwa bukiety kwiatów i składając je nam.
-Dziękujemy za wasze dary. - Powiedział Niall i odeszliśmy. W Pałacowym holu czekali na nas Freska i Rafio z naszymi ubraniami na przebranie. Wzięliśmy je od nich i weszliśmy do pomieszczeń które nam wskazali. Miałam luźną sięgającą kolan brązową sukienkę i czarne szpilki. Wyszłam na hol na którym czekał na mnie już Niall w białej koszuli i złoto-żółtym garniturze oraz brązowych lakierkach. Udaliśmy się na salę bankietową. Gdy tylko weszliśmy Burmistrz wstał.
-Witam was ponownie. Miło mi was gościć u siebie w Pałacu. Proszę siadajcie. To wasz dzień. Dzień Zwycięzców. Za Zwycięzców 94 Igrzysk Głodowych.
-Za Zwycięzców! - Powiedzieli zgromadzeni przy stole. Na salę właśnie wjeżdżała kolacja. Warzywa podane na różne sposoby. Dania były przepyszne. Po mimo tego że nie podali mięsa. Po skończeniu posiłku i uprzejmych kilkunastu, czy może kilkudziesięciu minutach rozmowy oboje wstaliśmy od stołu.
-Dziękujemy za kolację. - Powiedział Niall.
-Na nas pora. Dobranoc. - Powiedziałam i wyszliśmy.
Po mojej długiej i odprężającej kąpieli weszłam do salonu w którym już wszyscy siedzieli, a pociąg od jakiegoś czasu już jechał. Siedzieliśmy w salonie i czekaliśmy na rozpoczęcie się powtórki.
-Czemu tak szybko wyszliście? - Spytała Ozil, gdy usiadłam na kanapie.
-Nie sprawiało mi przyjemności przebywanie w tym Dystrykcie.
-Czemu?
-Większość ludzie jest tu taka nienawistna.
-Prawie każdy ciskał w nas piorunami z oczu. Gdyby mogli pewnie by się na nas rzucili. - Dopowiedział Niall.
-Dziewiątka już taka jest niestety. Najbardziej nienawidzą Kapitolu. Podczas wojny najwięcej ofiar było właśnie z ich Dystryktu. - Powiedziała Ozil. Obejrzeliśmy powtórkę. Nawet nie pamiętam że powiedziałam to co powiedziałam. Improwizowałam. Jak za każdym naszym poprzednim przemówieniem.
-Piękna przemowa Rose. - Powiedział Alex.
-Dzięki.
-Wiesz co mówisz dziewczyno. Po mimo tego że wiedziałaś że ludzie są tu nienawistni, widziałaś że z chęcią by się was pozbyli to powiedziałaś coś co zabolało ich, przypominając również, oczywiście nieświadomie, że bunt nie jest niczym dobrym i że od wojny trzeba trzymać się z daleka. - Pochwaliła mnie Ozil. - A teraz zmykajcie spać.
Kolejny dzień Turnee Zwycięzców. Odwiedzamy jeden z najbiedniejszych Dystryktów. Ozil po obiedzie powiedziała że z tego Dystryktu są Roma, Suzen, Rey i Frig.
Szliśmy właśnie w stronę Placu. Ja ubrana w skąpą ciemno zieloną luźną sukienkę do kolan z brązową skórzaną kurtką, która nie była taką typową skórzaną kurtką wyróżniała się tym że zapinana była tylko do połowy, zamek był na środku, a reszta była zapinana na guzik, który przypinało się do prawego ramienia, ale Rafio powiedział że mam zostawić kurtkę rozpiętą tak żeby sobie to wisiało i powiewało. Miałam brązowe szpilki na dziesięciocentymetrowym obcesie wiązane rzemykiem na łydkach. Niall miał brązową koszulę i ciemno zielony garnitur oraz szary krawat i szaro-brązowe lakierki. Gdy weszliśmy na scenę tłum patrzył na nas smutnie. Nie gniewnie jak było to w poprzednim Dystrykcie.
Z prawej stał młody chłopak z dwu, może trzyletnią córką na rękach. Był to mąż Romy z ich dzieckiem. Mała blondyneczka tuliła się zapłakana w swojego ojca.
Na następnym podeście stała starsza siwowłosa kobieta z pięcioletnim brunetem u jednego boku i czarnowłosym czternastolatkiem u drugiego boku. Była to babcia Friga z jego młodszymi braćmi.
Na kolejnym podeście stali muskularny mężczyzna obejmujący ramieniem swoją żonę, a przed nimi czteroletni chłopczyk trzymający za rączkę swoją młodszą o rok siostrzyczkę. Obok swojej matki stało dwóch chłopaków trzynastolatek i czternastolatek. A obok ojca stała dwudziestojednoletnia dziewczyna. Była to rodzina osiemnastoletniej Suzen.
Na ostatnim podeście stała rodzina Reya. Mężczyzna tulił zapłakaną żonę, a do nich tuliły się dwie ośmioletnie dziewczynki. Obok nich stał szesnastoletni brat tuląc swoją trzynastoletnią siostrę. Która nie mogła pogodzić się z tym że już nigdy nie zobaczy swojego kochanego starszego brata.
Jak przez mgłę pamiętam co mówił Niall. Co później ja dopowiedziałam. Nie wiem skąd przede mną znalazł się Burmistrz który podawał mi dłoń by się ze mną przywitać. Nie pamiętam co on mówił. Wiem że każde z nas dostało cztery małe paczuszki, bukiet kwiatów i Medal Dystryktu Ósmego.
Gdy zeszliśmy ze sceny do Pałacu przebrałam się w brązowo-szarą lekko bufiastą sukienkę sięgającą za kolana. I zostawiłam te buty co miałam. Nie zwróciłam zbytnio uwagi co miał Niall ubrane jak wyszłam z pokoju. Nie pamiętam nic z rozmów przy stole bankietowym. Wiem że było dużo śmiechu. Cały czas na twarzy każdej osoby przy stole gościł uśmiech. Nie chciało się wychodzić stamtąd. Ale w końcu trzeba było się pożegnać. Orzeźwił mnie dopiero zimny prysznic w pociągu. Wszystko przypomniałam sobie oglądając powtórkę. A gdy weszliśmy do sypialni od razu zasnęłam.
A rano byłam w cudownym, wyjątkowo dobrym nastroju. Nie tylko mnie się dobry humor dziś udzielał. Każdy był wesoły. Kapitolańczycy przez większość czasu byli szczęśliwi i mieli uśmiechy na twarzach, ale dzisiaj było inaczej, byli inni. Jakby jeszcze bardziej weselsi. Dodatkowo Alex, Niall i ja również tryskaliśmy pozytywną energią. Gdy nadszedł czas styliści wystylizowali mnie, makijaż, fryzura rozpuszczone włosy, trochę ich zgarniętych z lewej na prawo i zaplecione w warkocz a w nim dopięte pięknych kilka piór. Ubrana w beżową bufiastą sukienkę do kolan z wielkim kwiatem róży z materiału przyszytym na lewym ramieniu, otulona na plecach chustą której krańcami były równie piękne rękawiczki całość również zrobiona z beżowego materiału, ale ciemniejszego niż suknia. Miałam także czarne szpilki. Z mojej prawej obejmując mnie ramieniem szedł Niall ubrany w czarną koszulę i lakierki, beżowym garniturem i białą muchą.
Wchodząc na scenę od razu w oczy rzucił mi się drugi podest od prawej. Stała tam kobieta o długich siwych włosach. Miała chyba z osiemdziesiąt lat. Była to babcia Grega. Stała sama. Straciła swojego jedynego członka rodziny, czternastoletniego wnuczka.
Na podeście obok stał mężczyzna z czteroletnim synkiem zawieszonym na jego szyi, którego trzymał prawą ręką. A drugą ręką obejmował jedenastoletnią córkę. To oni stracili dwunastoletnią Kolię.
Z drugiej strony samotnej kobiety na następnym podeście stał dorosły mężczyzna i kobieta wraz z trojgiem dorosłych dwudziestoparoletnich synów i dwiema nastoletnimi córkami. Już nigdy nie zobaczą Doli. Swojej kochanej córki, siostry. Była taka niewinna. Miała tylko piętnaście lat.
Na ostatnim podeście całkiem na lewo stoi kobieta z mężem przed sobą obejmując troje swoich dzieci. Dwie dziewczynki i chłopca. Już nigdy w ich ramionach nie znajdzie się Astek.
Kolejna przejmująca improwizowana przemowa. Wręczenie podarunków, Przyjęcie darów. Podziękowania. I odejście na bankiet, na który przebrałam się w beżowo-brązową suknie sięgającą aż do samej ziemi, miałam również kilkunastocentymetrowe szpilki. Niall miał beżową koszulę i brązowy garnitur, białe lakierki i biały krawat.
-Witajcie ponownie moi drodzy zwycięzcy. Wasze zdrowie. - Powiedział a każdy napił się z kieliszka białego wina. Na stole znalazły się pieczone kiełbaski i różne ptactwo. Oraz dodatki warzywne.
Kolejny dzień Dystrykt Szósty. Kiedyś był najbardziej wrogo nastawionym Dystryktem wobec Kapitolu. Ale po drugiej wojnie którą wzniecili Dystrykt Dwunasty i Dystrykt Trzynasty który był uważany za zniszczony całkowicie to się zmieniło. Tym razem w wojnie nie ucierpiał prawie wcale. Ubrana w luźną sięgającą kolan białą sukienkę i białe futro z czarnym futrzanym szalem na szyi i białymi czternastocentymetrowymi szpilkami. Niall Biały garnitur z czarnym wykończeniem na brzegach, czarne lakierki
Rodzina Olivii stała na prawym podeście. Ojciec z sześcioletnią córką nas rękach i matka z czteroletnim synkiem. To właśnie Olivia trzymała się z Sebastianem. Miała dwanaście lat.
Na kolejnym stała matka, ojciec i babcia Merlina.
Na trzecim podeście stał Rosły, muskularny mężczyzna, obok niego z jednej strony stała żona, a z drugiej nastoletnia córka. Z drugiej strony matki stał dwudziestoletni brunet. A przed nimi stał ośmioletni chłopczyk, trzymający za rączkę sześcioletnią siostrę. Rodzina Osmy.
Na ostatnim stała długowłosa, siwa staruszka ze swoim siwym mężem, za nimi stali rodzice poległego Leroya. A przed dziadkami stał siedmioletni chłopczyk, którego obejmowała trzynastoletnia siostra.
Po kolejnej przemowie przebraliśmy się w ubrania które dali nam nasi styliście. Miałam obcisłą czarną sukienkę sięgającą połowy ud i czarne dwudziestopięciocentymetrowe szpilki. To na pewno był wymysł Ozil. Ciężko mi się szło na tak wysokich szpilkach. Uczta z Burmistrzem na sali bankietowej była skromna, ale wyborna.
Kolejnego dnia szliśmy ulicami Piątego Dystryktu. Moja suknia była bardzo pstrokata. Szara z różnokolorowymi paskami kłębiącymi się w różne strony na tkaninie. Miałam płaskie buty. Za co byłam wdzięczna. Niall również miał szary garnitur z różnokolorowymi paskami, a pod marynarką białą koszulę. Pomimo smutku na twarzach, ludzie tu byli weselsi.
Na jednym podeście stały cztery dziewczynki od dziesiątego do trzynastego roku życia, dwu chłopaków koło osiemnastu lat i rodzice Belli.
Na następny stała rodzina Fina. Rodzice z blond dziesięciolatkiem, ciemnowłosą ośmiolatką i ciemnowłosym pięciolatkiem. To właśnie Fin miał dwanaście lat i zaprzyjaźnił się z Sebastianem.
Na kolejnym stała dwudziestoczteroletnia siostra Lessy, wraz ze swoim mężem i ich dwuletnią córką.
Na ostatnim stała rodzina dwunastoletniego Notta. Rodzice, dwie młodsze siostry bliźniaczki, młodszy brat, troje starszych braci i starsza siostra.
Po zejściu ze sceny przebrałam się w kolorową kwiecistą sukienkę, Niall miał zielony garnitur, białą koszulę, czerwoną muchę i niebieską różę przyczepioną do marynarki. Sala bankietowa mieniła się w różnokolorowych światłach. Burmistrz powitał nas po raz kolejny. Dania były przepyszne. Wszyscy tu byli zdecydowanie milsi niż ci których spotykaliśmy wcześniej.
Czwarty Dystrykt przywitał nas równie miło. Ludzie tu pomimo odczuwalnego smutku po stracie czworga dzieci z ich Dystryktu, lekko się uśmiechali. Ubrana byłam w bufiastą sięgającą kolan sukienkę w różnych odcieniach niebieskiego, oraz płaskie błękitne rzymianki. We włosy miałam wplecione niebieskie pasemka co dopełniało całokształt mojej fryzury i ogólnego wyglądu. Niall również był ubrany w różnych odcieniach niebieskiego.
Na jednym podeście stała Matka z pięciorgiem chłopców w wieku od trzynastu do siedemnastu lat. Każdy z nich tak bardzo przypominał starszego brata Senota.
Na kolejnym stali rodzice Alice wraz z resztą swoich dzieci. Pięcioro nastolatków w tym jedną dziewczynę, troje małych dzieciaczków w wieku czterech, pięciu i sześciu lat, oraz dwoma dwudziestotrzylatkami.
Dalej stał mężczyzna z osiemnastoletnią córką, czternastoletnim synem, dziewięcioletnim synkiem, sześcioletnią córką, czteroletnim synkiem i dwuletnią córką. To oni stracili czternastoletnią Perrie.
Na ostatnim podeście stała rodzina dwudziestodwuletniego Newta. Rodzice, dwie starsze siostry, straszy brat, trzy młodsze siostry i pięciu młodszych braci.
Na ucztę weszłam w pięknej bufiastej błękitnej sukience za kolana. Rafio nim odszedł przednie kosmyki włosów upiął mi na czubku głowy wpinając w nie dużą niebieską kokardę. Niall miał białą koszulę, błękitny garnitur i ciemno niebieski krawat.
-Witajcie ponownie kochani. Siadajcie. - Powiedział z uśmiechem Burmistrz. - Za naszych wspaniałych Zwycięzców. Graliście w pięknym stylu. Wznieśmy toast za Zwycięzców.
-Za Zwycięzców! - Napiliśmy się czerwonego wina. Na stół podano ryby, ośmiornice, małże i inne przeróżne owoce morza. Skosztowałam wszystkiego. Długo siedzieliśmy u Burmistrza na kolacji. Gdy się pożegnaliśmy i samochód przywiózł nas na stację. Od razu zasiedliśmy we dwójkę na kanapie bo już się zaczynała powtórka. Gdy się skończyła poszliśmy się wykąpać i spać.
W Dystrykcie Trzecim wystąpiliśmy w dziwnych kostiumach. Wydaje mi się że nasi styliści chcieli zaimponować pomysłowością. Skoro ten Dystrykt zajmuje się technologią. W moim koku z lewej strony wpięta była materiałowa zębatka. Nie podobał mi się ten strój. Niall był ubrany podobnie. Na jego garniturze przypięte były różne materiałowe mechanizmy, tak samo jak na mojej sukience. Postanowiliśmy szybko uwinąć się z przemową i zmiatać ze sceny.
Na pierwszym z lewej podeście stała czarnoskóra rodzina Arveny. Rodzice i ośmioletni brat.
Dalej rodzina Arczera. Wysoka blondynka obejmowała ramionami dwóch chłopaków. Jeden miał dwanaście lat, a drugi czternaście. Obok stał ojciec obejmując szesnastoletnią i dziewięcioletnią córkę. Pewnie cały czas mają przed oczami scenę w której Jordan odciął głowę ich syna. Widziałam jak oboje rodzice uśmiechają się do nas. Ale tak naprawdę miło, uprzejmie, jakby byli zadowoleni z naszej wygranej. Jako jedyni spośród wszystkich których widzieliśmy ich uśmiechy były najbardziej szczere.
Na następnym podeście stała rodzina Kruma. Tęgi blondyn obejmował ramieniem szczupłą i niską szatynkę. Oboje obejmowali troje swoich dzieci dwie sześcioletnie blondynki i siedemnastoletniego bruneta.
Na ostatnim stała rodzina Penelopy. Łysy mężczyzna trzymał na rękach małą czarnowłosą córeczkę. Obok stoi czarnowłosa kobieta obejmując przed sobą czternastoletniego syna.
-Ten okres jest ciężki jak i dla was, jak i dla nas. Wy cierpicie z powodu straty swoich dzieci. My cierpimy z powodu przypominania sobie, jak i wam tych strasznych zdarzeń które miały miejsce na arenie. Ale wszyscy są świadomi tego że czterdzieści trzy osoby muszą zginąć, by jedna mogła zwyciężyć. W wypadku tych Igrzysk, zginęły czterdzieści dwie osoby, a nasza dwójka zwyciężyła. Jesteśmy wdzięczni Kapitolowi, że pozwolił naszej dwójce przeżyć. Ja naprawdę byłam skłonna oddać swoje życie za niego. Ale Kapitol postanowił że dwie osoby mogą zwyciężyć. A jako że tamci zostali zabici po ogłoszeniu tej informacji by zmniejszyć szansę na wygranie pary z jednego Dystryktu, my wygraliśmy. Nam się udało przetrwać. A było ciężko naprawdę. Igrzyska i arena zmienia ludzi. Niech los zawsze wam sprzyja. - Nie wiedząc co jeszcze mogę powiedzieć zakończyłam swoją wypowiedź.
-Składamy te podarunki wam rodziną poległych. I niech los zawsze wam sprzyja.
-Witam państwa. Witam wszystkich, zgromadzoną tu publiczność, jak i tą przed telewizorami, rodziny poległych Trybutów i naszych Zwycięzców. Witaj Rose. Witaj Niall. - Powiedział burmistrz wchodząc na scenę i skinął w naszą stronę głową. - Za to my chcielibyśmy przekazać wam dary. Te oto paczki. - Na scenę wkroczyły dzieciaki niosąc sześć paczek i wręczając je nam. - Te oto kwiaty. - Powiedział, a z tłumu wyszedł chłopiec który podszedł do mnie wręczając mi kwiaty i dziewczynka która wręczyła bukiet Niallowi. - Oraz te oto medale. - Powiedział i na scenę weszła dziewczynka i chłopiec trzymając wielką poduszkę a burmistrz osobiście wręczył nam medale. A potem zniknął za drzwiami Pałacowymi.
-Dziękujemy za te dary, kwiaty i medale. - Powiedziałam.
-Do widzenia. - Pożegnał się Niall i zeszliśmy ze sceny.
Nasze ubrania na bankiet były podobne tylko w ciemniejszych barwach, w trochę innym układzie dodatków, oraz u mnie inną długością sukni. A mianowicie wcześniej miałam suknie do połowy łydek lekko bufiastą. A teraz do kolan, trochę mocniej bufiastą. Gdy tylko przekroczyliśmy próg sali bankietowej, burmistrz od razu wstał i powiedział radośnie.
-Witajcie ponownie moi mili. Siadajcie już dawno podano do stołu, wszystko ostygnie. - To prawda. Przebieraliśmy się bardzo długo, by jak najmniej czasu pozostało nam do siedzenia na sali w tych irytujących ciuchach. - Wznieśmy toast za Naszych Zwycięzców! - Krzyknął gdy tylko zajęliśmy wolne miejsca. Szybko zjedliśmy, posiedzieliśmy paręnaście minut, porozmawialiśmy i w końcu ładnie się pożegnaliśmy.
-Dziękujemy za tak piękny bankiet ...
-Wychodzicie już? - Wciął się w zdanie Niallowi burmistrz.
-Źle się czuję. Chciałabym się położyć.
-Ah jaka szkoda. Idź wypoczywaj. - Powiedział burmistrz i zabrał się za dalsze jedzenie.
Gdy tylko wyszliśmy z Pałacu przed wejściem czekali rodzice Arczera.
-Witajcie. - Powiedziała kobieta ściskając moją dłoń swoimi obiema. - Chciałabym wam podziękować.
-Nam? - Spytał Niall.
-Tak wam.
-Za co? - Spytałam kobietę.
-Za to, że nie pozwoliliście wygrać temu chłopakowi z Jedynki.
-Jordanowi? - Spytałam.
-Tak jemu. Zabił naszego syna. Zabił swojego sojusznika. za tak błahą rzecz. Za to że go okradli. To nie była jego wina.
-A ty ... Ty go zabiłaś. Pomściłaś naszego syna. Posłałaś mu strzałę między oczy.
-Nie zrobiłam tego by kogokolwiek pomścić. Po prostu starałam się wygrać.
-Dla nas posłanie komuś strzały między oczy, lub jakiejkolwiek innej broni oznacza zemstę. Pomszczenie kogoś. Zrobiłaś to nieświadomie. Ale dla nas ma to znaczenie. Zabicie Jordana ma dwa znaczenia. Pomszczenie Arczera i wasze Zwycięstwo w 94 Igrzyskach Głodowych. - Powiedział mężczyzna. - Dziękuję ci. - Powiedział i razem z żoną odeszli.
-Chodź kochanie. - Niall pociągnął mnie za ramię do samochodu.
Gdy znaleźliśmy się w pociągu szybko się wykąpałam i przebrałam w coś bardziej ludzkiego. I weszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i czekałam na Nialla.
-Co to miało znaczyć? - Spytałam gdy wreszcie wszedł do salonu i usiadł obok mnie.
-Nie mam pojęcia. Widocznie mają tu jakieś ... Widocznie oni odczytują niektóre gesty w inny sposób. I widzą w czymś coś, czego nikt inny nie widzi, a tym bardziej nie planował.
Po jakiejś godzinie, a może jeszcze później pojawili się wszyscy w salonie, a pociąg ruszył.
-Nie powinnaś leżeć Rose? Wzięłaś jakieś tabletki?
-Ozil, nic mi nie jest. - Zrobiła zdziwioną minę.
-To czemu tak powiedziałaś? Czemu tak szybko wyszliście?
-Nie mieliśmy ochoty dłużej tam siedzieć. W tych dziwacznych strojach. Bez urazy Fresko i Rafio. Wy naprawdę tworzycie piękne stroje. Ale to ... To była przesada. Nie podobały nam się te stroje. Dziwnie się w nich czuliśmy. Chcieliśmy po prostu jak najszybciej się tego pozbyć. - Powiedziałam.
-Aha. - Wydukała Ozil.
-Naprawdę nie gniewajcie się. - Zwróciłam się do naszych stylistów.
-Ależ nie gniewamy się cukiereczku. - Przewróciłam oczami na to jak mnie nazwała. - Macie prawo mieć inne zdanie na temat naszych stroi.
-A my również przesadziliśmy. Mogliśmy was najpierw spytać o zdanie czy będzie chcieli takie stroje.
-Ale my uwielbiamy te wasze niespodzianki. Stroje tak wymyślne. Ale nigdy więcej czegoś takiego. - Powiedział Niall.
Nasze stroje w Dwójce bazowały się w czerni i szarości. Oraz dodatkach srebrnych i brokatowej czerni i szarości. Wszystko się pięknie komponowało. Miałam bufiastą sięgającą kolan srebrną błyszczącą od brokatu sukienkę i buty na dziesięciocentymetrowej szpilce. Moje włosy związano na czubku głowy, a następnie spleciono w warkocz. Niall miał szarą koszulę srebrny garnitur oraz czarną muchę i lakierki. Tutaj publika powitała nas głośno. Brawami. Okrzykami. Udało mi się z tych wrzasków wyłowić takie zdania. "Gratulacje!" "To zaszczyt!" "Jedenastka wymiatacie!" "Jesteście wielcy!" "Kto by pomyślał że tak daleki Dystrykt zajdzie tak daleko!" "Od dawna żaden daleki Dystrykt nie dał takiego pokazu jak wy!" Czuliśmy się dziwnie. Nie witano nas tak wcześniej. Wręcz przeciwnie. Wszyscy milczeli, posyłali posępne spojrzenia, niektórzy gniewne, złośliwe, nienawistne, w niektórych spojrzeniach można było dojrzeć chęć mordu. A tutaj? Tutaj nie. To, to coś innego. Jakbyśmy wkroczyli do całkiem innego świata. Chociaż w sumie, każdy Dystrykt ma swój własny świat, styl. W każdym Dystrykcie jest inna kultura, każdym Dystryktem żądzą inne zasady, reguły, tworząc całkiem inny i odrębny świat. Dla kogoś z zewnątrz jest to coś innego i dziwnego niż to otoczenie którym się otacza na co dzień. Właśnie patrząc obiektywnie to, to jest prawda, każdy Dystrykt to inny świat. Każdy Dystrykt zajmuje się czymś innym, jedni rybołówstwem, inni energią elektryczną, jeszcze inni technologią, a jeszcze inni wyrobem włókienniczym i odzieżą. Każdy Dystrykt wyrabia coś innego co jest potrzebne dla całego Panem. Więc każdy Dystrykt jest inny, ma inny wystrój. Wkraczając na scenę tutaj w Drugim Dystrykcie i widząc tych ludzi, wydaje mi się jakbym patrzyła na ludzi z Kapitolu. Zachowują się tak samo. Cieszą się.
Na pierwszym podeście stała rodzina Harietty. Czarnowłosa kobieta z łysym mężem u boku. A przed nimi blond włosa piętnastoletnia dziewczyna, która wygląda identycznie jak ona, jak Harietta. To była jej siostra bliźniaczka. Obok stał dziewiętnastoletni blondyn, obejmując ręką młodszego czarnowłosego ośmioletniego brata.
Na kolejnym podeście stał siwowłosy staruszek z niską brunetką u boku. Byli to dziadek i matka Nostradamusa. Obok nich stał jego starszy brat piętnastoletni blondyn, tuląc do siebie swoją jedyną młodszą siostrzyczkę siedmioletnią Kitti. Pamiętam jak wspominał o niej w wywiadzie u Caesara. Bardzo ją kochał i przejmował się jej losem. I tym jak ona się czuje z tym że jej starszy trzynastoletni brat opuścił dom i Dystrykt by wziąć udział w Igrzyskach Głodowych na arenie śmierci. I ona będzie oglądała wszystko to co on będzie robił. Będzie musiała widzieć każde popełnione przez niego morderstwo, a może także i jego własną śmierć.
Na następnym podeście stała rodzina Sybil. Rodzice, czwórka starszych braci, dwie starsze siostry, troje młodszych barci i trzy młodsze siostrzyczki. Każde z nich inne, ale i tak wszyscy do siebie podobni. Dziewczyny mają niemal że identyczne rysy twarzy jak miała ona. Ale i tak można odróżnić je od siebie.
Na ostatnim podeście stała rodzina Grinzo. Jego krótko czarnowłosa matka, jego brat z żoną i trzyletnią córeczką, oraz jego młodsza siostra.
-Witajcie. Trudno jest się mi wysłowić. Takie wesołe powitanie, jak w żadnym innym Dystrykcie. - Złapałam Nialla za rękę i podeszłam do mikrofonu.
-Naprawdę wasze powitanie było bardzo miłe i ciepłe, co nas trochę zaskoczyło, zdziwiło. Nie spodziewaliśmy się tego. Co nie zmienia faktu że jednak przybyliśmy tu by wspomnieć o stracie jaka was spotkała. Strata tak wspaniałych czterech osób. W tym dwoje zginęło z naszych rąk. Z moich. Bo to był mój pomysł. Ale jak wiecie. By przetrwać na arenie, trzeba zabijać. Na arenie ludzie się zmieniają. Starają się robić wszystko by przetrwać. By przeżyć i wrócić do domu. Nam się to udało. Co nie znaczy że inni nie mieli szans. Ta czwórka naprawdę miała wielkie szanse by przetrwać, przeżyć i wrócić. Widziałam ich na treningach wiem co potrafili. My zaatakowaliśmy z zaskoczenia. Nie spodziewali się tego. Dlatego Sybil i Grinzo a także Ariet z Jedynki zginęli. Niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedziałam cofając się o krok, a Niall podszedł znów pod mikrofon i tym razem mówił pewniej.
-Przyjmijcie od nas te podarunki. Tylko w taki sposób możemy wynagrodzić straty waszych dzieci. I niech los zawsze wam sprzyja. - Odsunął się a na scenę wesołym krokiem, z uśmiechem na ustach wszedł Burmistrz.
-Witajcie moi drodzy. Rose. - Podał mi dłoń, którą uścisnęłam. - Niall. - Również uścisnęli sobie dłonie. - Miło mi was widzieć i gościć w moim Dystrykcie. Przyjmijcie dary od nas i zapraszam na wspaniałą ucztę u mnie w Pałacu w sali biesiadnej. - Powiedział i wycofał się znikając z powrotem za drzwiami Pałacowymi. A z tłumu wyszło ośmioro dzieci wręczając nam paczki z darami, następnie dwóch chłopców i dwie dziewczynki niosący nam dwa duże bukiety. I na samym końcu do Nialla podeszła mała dziewczynka wręczając mu medal z ich Dystryktu, a do mnie mały chłopczyk wręczając taki sam medal. Pożegnaliśmy się ładnie i zeszliśmy ze sceny.
Przebrałam się w sięgającą kolan bufiatą sukienkę. Od pasa w górę była biała z dużym dekoltem, na jedno ramię. Od pasa w dół była srebrna. A na całość były naszyte czarne wstążki i rzemyki tworząc wymyślne wzorki. W mojego warkocza na czubku głowy wpięto piękną trzywarstwową różę czarną-białą-srebrną. Niall miał srebrny garnitur z czarnymi wzorkami, szarą koszulę i biały krawat.
-Witajcie, witajcie! - Wykrzyknął radośnie burmistrz gdy tylko otworzyliśmy drzwi od sali bankietowej. - Siadajcie proszę. - Powiedział wstając i odsuwając mi krzesło bym usiadła, a następnie odsunął krzesło Niallowi by ten usiadł. I wrócił na swoje miejsce. - Nim wjedzie kolacja. Wypijmy wasze zdrowie.
Rozmowy tu były wesołe. Straciliśmy poczucie czasu. Dopiero gdy Ozil wstała i powiedziała że na nas wszystkich już pora i dziękując za tak wspaniałą i wykwintną kolację, zorientowaliśmy się jak późno już jest. Również ładnie podziękowaliśmy i wyszliśmy ze wszystkimi. My wróciliśmy jednym samochodem, a cała reszta drugim.
I w końcu dotarliśmy do Pierwszego Dystryktu. Jedynka również była wesoła i miło nastawiona na nas. Również witano nas tak samo głośno. Wchodząc na scenę w złoto-srebrnej sukni lekko bufiastej ciągnącej się za mną po ziemi ze złotymi dwunastocentymetrowymi szpilkami i błyszczącymi bransoletkami, naszyjnikami, pierścionkami i kolczykami, z Niallem u boku w złoto-srebrnym garniturze i srebrnymi lakierkami szliśmy z uśmiechem, ponieważ wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać po pobycie w Dwójce.
Od razu zwróciłam uwagę na podest całkiem z lewej strony. Rodzina Jordana. Zdziwił mnie fakt że się uśmiechali. Zastanawiałam się jak mogą się uśmiechać na widok kogoś kto zamordował ich syna.
Wysoki brunet, obejmujący szczupłą i wysoką blondynkę. Przed nimi dwie młodsze dwunastoletnie siostry Jordana bliźniaczki o takim samym kolorze włosów co on, ciemny blond, jasny brąz. Jego starszy dwudziestoletni brat i osiemnastoletnia siostra to blondyni, a młodsze sześcioletnia siostra i dziewięcioletni brat to bruneci.
Dalej rodzina Belb. Jej rodzice, dwóch starszych braci i młodsza siostra. Mało o niej wiedziałam. A ona była małomówna jak na czternastolatkę.
Na następnym podeście stała rodzina Ariet. Jej blond włosa matka. Czarnowłosy ojciec. I jasno rudowłose rodzeństwo tak jak ona. Jej siedemnastoletni brat. Piętnastoletnia siostra, Czternastoletni brat i trzynastoletnia siostra i dwunastoletni dwaj bracia. Ona miała szesnaście lat.
Na ostatnim stała ciemnoskóra rodzina Darena. Rodzice, jego młodszy o rok brat i dwie młodsze siostry jedna ma trzynaście lat, a druga dziesięć.
-Miło jest tak dla odmiany patrzeć na wesołe twarze. Pomimo tego smutku dla którego tutaj się zebraliśmy. A dwie osoby poległy z naszych rąk. Ariet zginęła w wyniku naszego ataku z zaskoczenia. Belb zginęła na samym początku w walce o dary przy Rogu Obfitości. Daren został zabity przez stwory z tej areny. A Jordan ... Jordana zabiliśmy my. By przeżyć. By wygrać. I niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedział Niall i odsunął się od mikrofonu.
-Przyjmijcie te podarunki od nas. Choć to niewiele to tylko to możemy wam dać. Niech los zawsze wam sprzyja. - Cofnęłam się od mikrofonu. A zza naszych pleców radośnie wyszedł burmistrz Jedynki. Witając nas radośnie. Palnął jakąś krótką mowę, po czym na scenę wkroczyły dzieciaki wręczając nam dary, kwiaty i medale. Dziękując za ich dary zeszliśmy ze sceny. Przebrałam się w bufiastą złotą sukienkę do kolan ze złotymi rzymiankami na dziewięciocentymetrowej szpilce, oraz ze złotymi pierścionkami, bransoletkami i złotym łańcuszkiem z zielonym szlachetnym kamieniem w wisiorku. Niall był w złotym garniturze i lakierkach oraz w srebrnej koszuli. Kolacja tutaj była równie wykwintna jak i wytrawna.
I tak oto przeżyliśmy Turnee. Objazd wszystkich Dystryktów. Najgorsze za nami. Teraz jeszcze tylko impreza w Kapitolu w Dworze Prezydenckim i możemy zacząć swoje życie w Kapitolu.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział się podoba. Komentujcie i wyrażajcie swoją opinię. :)
niedziela, 5 kwietnia 2015
piątek, 27 marca 2015
Rozdział 10
Szliśmy powoli uważając by w tym śniegu i lodzie nie zrobić sobie krzywdy. Mijaliśmy innych mieszkańców którzy skłaniali głowy na nasz widok. Odwzajemnialiśmy ich gesty i posyłaliśmy uśmiechy. Mijaliśmy również wielu kamerzystów. Wreszcie dotarliśmy pod Pałac Burmistrza i weszliśmy do niego. Na Placu już zbierali się ludzie. Dwadzieścia minut później kazali nam wyjść na Plac. Wyszliśmy z kamiennymi wyrazami twarzy. Stanęliśmy na środku sceny przed naszymi mikrofonami. Przed sceną był wielki tłum. W środku niego umieszczone były dwa podesty przewyższające tłum, a na nich stały dwie rodziny. Sebastiana z lewej, a Nathalie z prawej. Załamane, załzawione twarze. Przez moment zdawało mi się że na twarzy matki Sebastiana widzę złość, zazdrość, zawiedzenie, nienawiść. Jakbym to ja była winna śmierci jej syna. Ja nie wiem co ta kobieta sobie wyobrażała. Wiedziała że ja i Niall jesteśmy parą. Wiedziała że dzieciak taki jak Sebastian ma małe szanse na przeżycie. Ale on nie był normalnym dzieckiem. Był sprytny, zwinny, pomysłowy. Nie dał by się zaskoczyć, ani przechytrzyć. Pułapki rozpoznawał z daleka. A jednak zginął. To nie wystarczyło. Patrzyła na mnie takim wzrokiem jakby chciała powiedzieć "Dlaczego to zrobiłaś?" Jakbym to ja zabiła jej syna. "Dlaczego go nie uratowałaś?" A skąd mogłam wiedzieć że potrzebuje pomocy? Od samego początku się do mnie nie odzywał. Więc miało się to zmienić na arenie? Nie. On był bardzo uparty. Zginął w płomieniach. Najgorsza z możliwych śmierci chyba. Czujesz jak twoje ciało płonie, pali się, stapia, śmierdzi palonym mięsem, smród jest odpychający ale nie możesz od niego uciec, jest gorąco od płomieni, a temperatura nie chce spaść, twoje ciało wrze, płonie, stapia cię, pozbawia skóry, mięśni, a na końcu kości i pozostaje po tobie kupka popiołu. Jego matka w tej chwili wyglądała tak jakby chciała mi przekazać że miałam zostawić Nialla na śmierć, a ratować jej syna.
Patrzę w drugą stronę dwie młode dziewczyny tulą się do tęgiego, brodatego mężczyzny, swojego ojca, który obejmuje je obie rękoma w pasie, każdą z nich przytula jeden młody chłopak, a jeden z nich przytula do drugiego boku starszą kobietę, zapewne matkę, ta na rękach trzyma dwie małe dziewczynki, a przed nią stoi dwóch chłopczyków i dziewczynka. To była jej rodzina. Rodzina Nathalie. Znam ich wszystkich z widzenia i kojarzę imiona. Tulla i Mangie siostry bliźniaczki o rok młodsze od Nathalie. Klaren o rok starszy od Nathalie, Niksen najstarszy ze wszystkich o dwa lata starszy od Nathalie. To on przytula młodszą siostrę i matkę. W ogóle niepodobny do nikogo z rodziny. Jako jedyny ma rude włosy i czarne oczy. Tak inne od pozostałej rodziny. Klimina ma 13 lat, Aresto ma 12 lat, Bilbo 10 lat, a Surina i Leina mają 3 lata. Rok temu stali w tym samym miejscu. Na arenie zginęło dwoje ich synów Albreich i Karawein oboje mieli 24 lata, byli bliźniakami, wszystko zawsze robili razem. Gdy wylosowano na pierwszego Trybuta Albreicha to Karawein zgłosił się na ochotnika jako drugi Trybut zaraz po tym jak wylosowano Deana mojego brata. Nie zważał na to za kogo staje w obronie, kogo ratuje. Chciał być przy bracie. I był, aż do końca. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Ozil na środku sceny, troje Trybutów obok niej i czyta Dean Denil. Mój krzyk "Niee!" Łzy w oczach. Strach. Już chciałam mówić że zgłaszam się na ochotnika za tę małą dwunastolatkę która stała przestraszona na scenie, ale wtedy z tłumu wybiegł Karawein i krzyknął "Zgłaszam się na Trybuta! Mały idź do rodziny." Poszłam wtedy do niego, by go pożegnać, życzyć szczęścia, pomyślnych Igrzysk i podziękować. "Uratowałeś mojego brata dziękuję." Powiedziałam przez łzy. "Chciałem być blisko brata." Odpowiedział z lekkim uśmiechem. "Możesz liczyć na mój dar podczas Igrzysk." Powiedziałam mu, pocałowałam go w czoło i odeszłam. W tej chwili czułam się podle. On uratował mojego brata, a ja nie byłam zdolna ocalić jego siostry. Ale to nie moja wina że ona mnie unikała. Jest, znaczy była na mnie wściekła że jej brat zginął przeze mnie. Obwiniała mnie. Ale to przecież on sam się zgłosił. Ja sama chciałam to zrobić. Zginąć na arenie ratując brata. Ale nam obojgu zostało to odpuszczone, bo Karawein chciał być blisko brata. Straciła ich obu w tym samym momencie. Ostatniego dnia Igrzysk. Byli ostatnimi ofiarami. Wpadli w pułapkę którą zastawił szesnastoletni chłopak z Piątki. Wykorzystał otaczającą ich powierzchnie, naturę i przepływające w nich prądy, związki czy co to tam było. Nie pamiętam dokładnie jak tłumaczył to u Flickermana. W każdym bądź razie wykorzystał otoczenie i stworzył pułapkę jakiej Panem jeszcze nigdy nie widziało. Dwadzieścia metrów od Rogu Obfitości po kole poprowadził pułapkę. Wiedział że prędzej czy później zjawią się przy nim. Sam schował się w Rogu Obfitości i czekał. Aż w końcu któregoś ranka usłyszał potężny huk. I już wiedział. Wiedział że wygrał. Wiedział że ostatnimi Trybutami był on i bliźniacy. A tam gdzie poszedł jeden, drugi poszedł za nim. Ten chłopak był przestraszony od samego początku. Bał się Igrzysk. Było to widać podczas Dożynek, podczas Inauguracji, a także w wywiadzie z Caesarem. Nawet to powiedział. Przyznał się. "Boję się. Cholernie się boję, tego co mnie tam czeka. A czeka mnie śmierć. Zginę. Jako jeden z pierwszych." A Caesar wtedy mu odpowiedział. "Nie zginiesz pierwszy. Zginiesz ostatni." I miał rację. I nie zginął jako pierwszy, wygrał i zginie jako ostatni z tych wszystkich Trybutów wylosowanych na 93 Igrzyskach Głodowych, umrze śmiercią naturalną, ze starości.
-Witajcie. Dzisiejszy dzień jest upamiętnieniem waleczności, odwagi, siły i niewinności zmarłych Trybutów. Oboje nie zasługiwali na śmierć. Tak jak wszyscy inni Trybuci, ale takie są zasady. Ktoś musi umrzeć by ktoś mógł przeżył i wygrać. Nathalie i Sebastian to byli nasi ludzie. Nasi kompani. Przykro mi że tak wyszło. Okoliczności w jakich zginęli nie były przyjemne, tak samo jak wszystkie inne. Ich ofiary są upamiętnieniem wojen które toczyły się w przeszłości. Wojna jest zła. A to jest kara. Poświęcenie w imię większego dobra. Każdy rodzi się z jakiegoś powodu, dla jakiegoś celu. Niektórym los sprawił lepsze życie, innym gorsze. Nie nam wybierać. Nathalie od samego początku mnie nie lubiła, Nialla z resztą też. Nie dziwię jej się. Miała takie prawo. Rozmawiała tylko z Sebastianem, Alexem i czasem jak musiała z Ozil. Była cicha, zamknięta w sobie. Mało się udzielała. Sebastian, on był inny. Wszędzie było go pełno. Był otwartym chłopakiem. Ale odsunął się od nas i złączył z innymi dwunastolatkami. Razem mogli wiele. I wiele zdziałali. A jednak zginęli, a Sebastian wraz z nimi. Płomienie pochłonęły jego i jego przyjaciół. Niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedziałam i cofnęłam się o krok od mikrofonu.
-Chcielibyśmy również wręczyć te skromne podarunki rodzinom poległych Trybutów w naszym Jedenastym Dystrykcie. - Niall wskazał ręką na dwie dość duże paczki stojące na scenie z naszej prawej strony. - I niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedział i również cofnął się o krok od mikrofonu. Wtedy na Plac wyszedł Burmistrz z mikrofonem w ręku.
-Witam wszystkich. - Skłonił się do publiczności, następnie uścisnęliśmy sobie z nim dłoń na powitanie. - Przyjmijcie te oto dary od mieszkańców waszego Rodzimego Dystryktu. Ostatnie pamiątki. Pamiętajcie skąd pochodzicie. - Z tłumów wyszły dzieciaki, a Burmistrz zszedł ze sceny. Ubrane w piękne ludowe stroje, tylko dla Jedenastki. Każde z dzieci niosło jeden dar. Wśród tłumu dostrzegłam nasze młodsze rodzeństwo. Lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Oboje dostaliśmy sześć paczek, bukiet kwiatów, oraz medal naszego Dystryktu.
-Dziękujemy bardzo za te dary. Do widzenia. - Cofnęłam się o krok od mikrofonu.
-Do widzenia. - Niall również się pożegnał, obróciliśmy się, objął mnie ręką w pasie i weszliśmy do Pałacu. Tam czekały na nas nasze ekipy z ubraniami na przebranie. Weszłam do najbliższego pomieszczenia które wskazał mi Rafio. Z czarnego pokrowca wyciągnęłam piękną zwiewną zieloną sukienkę bez ramiączek. Sięgała mi za kolana. Do tego miałam również zielone szpilki na piętnastocentymetrowym obcasie i pięciocentymetrowym podbiciem z przodu buta. Gdy wyszłam na korytarzu czekał na mnie Niall ubrany w zielony garnitur dopasowany do mojej sukienki, białą muchę zawiązaną pod szyją i czarnymi lakierkami. Chwyciliśmy się pod ramię i ruszyli w stronę sali bankietowej. Gdy weszliśmy na salę wszyscy siedzieli już przy stole. Burmistrz wstał i powiedział.
-Siadajcie drodzy zwycięzcy. Tak długo wyczekiwani w naszym dystrykcie. I w końcu się was doczekaliśmy. - Zbliżyliśmy się do stołu i zajęliśmy ostatnie dwa wolne miejsca. Nim burmistrz usiadł dodał jeszcze. - Za wasze życie pełne chwały i radości. Radujcie się tym co zostało wam dane. Bowiem wiecznie to szczęście trwać nie będzie. Nie dane będzie ani wam, ani też nam, zapomnieć o tym czego dokonaliście podczas tegorocznych Igrzysk. Będziecie od teraz sławni. Już jesteście. Za wasze życie. - Powiedział podnosząc do góry kielich z winem.
-Za wasze życie! - Powtórzyli wszyscy zebrani również unosząc swoje kielichy w górę, by chwilę później upić łyk czerwonego wina. Nie wiedząc co zrobić lub powiedzieć i my się napiliśmy. I był to dobrych ruch. Widziałam zadowoloną minę Ozil. Przez chwile przy stole toczyły się luźne rozmowy. Później do sali wjechał duży prosiak z jabłkiem w gębie, oprawiony w około warzywami. Na stole postawiono również dwa faszerowane bażanty. Oraz ziemniaki i kilka surówek i sosów oraz poncz. Kolacja minęła w przyjemnej atmosferze. Gdy zjedliśmy, przez jeszcze pewien czas toczyliśmy rozmowy, dyskusje z osobami przy stole.
-Dziękujemy za kolację. Była naprawdę przepyszna. Ale na nas już czas. - Powiedziałam wstając.
-Tak, kolacja pierwszorzędna. Dziękujemy za tak miłe ugoszczenie nas. - Powiedział Niall i obejmując mnie w talii opuściliśmy salę bankietową, a następnie Pałac. Przed budynkiem czekał na nas samochód wsiedliśmy do niego, a kierowca odwiózł nas na peron. Przesiedliśmy się do pociągu i wreszcie mogliśmy zdjąć z siebie te kolorowe cuda i zmyć makijaż. Po ponad godzinnej gorącej kąpieli wyszłam okryta błękitnym puchatym szlafrokiem do saloniku w którym na kanapie siedział Niall. Gdy właśnie siadałam obok niego do pociągu weszli wszyscy pozostali czyli Alex, Ozil, Freska, Rafio, Minos, Lina, Dutti, Cynia, Cyprian, Gokkej, a po kilku sekundach pociąg ruszył i pojechaliśmy dalej. Ozil włączyła telewizor i właśnie zaczęli nadawać powtórkę transmisji która była nagrywana na żywo kilka godzin temu. Gdy prezenterka zakończyła program Ozil wstała i powiedziała radosnym głosem.
-Byliście świetni. Cudowni. Moje dzieciaki. Takie piękne. Tak prawdziwie wszystko mówiliście. Było wzruszająco kochani. A teraz do sypialni. Musicie się wyspać. Jutro po południu wychodzicie na Plac Pałacu w Dystrykcie Dziesiątym, będziecie szli prosto z pociągu, pieszo. I idziecie na bankiet. A następnie wracacie samochodem. Wszystko jasne?
-Tak Ozil. - Powiedziałam z uśmiechem. Strasznie mi jej brakowało. A teraz się już jej w ogóle nie pozbędę.
-To dobrze. Szczegóły obgadamy jutro. Dobranoc. - Powiedziała a my wstaliśmy i udaliśmy się do naszej sypialni.
Ta noc była dla nas ciężka właśnie opuściliśmy nasz dystrykt i tak prędko do niego nie powrócimy. Zostawiliśmy nasze rodziny. Nam obojgu było ciężko. Po mimo tego że od dawna wiedzieliśmy że to się stanie, dopiero teraz to do nas dotarło. I ta myśl rozbiła nas na miliony kawałeczków.
Za jedenaście dni będziemy w Kapitolu. Kolejny raz. Lecz tym razem nie jako Trybuci idący na rzeź. Tym razem będzie inaczej. Wejdziemy w skład populacji Kapitoliańskiej. Staniemy się tacy jak oni. Bo nie mamy innego wyjścia. W końcu udało nam się zasnąć.
Obudziliśmy się popołudniu.
-To dziwne że nikt nas nie budził. Jest trzynasta. - Powiedziałam do Nialla, on tylko wzruszył ramionami. Ubraliśmy się i wyszliśmy z naszego przedziału. Wszyscy siedzieli w salonie.
-Dzień dobry śpiochy! - Zaćwierkała radośnie Ozil.
-Czemu nas nie obudziliście wcześniej?
-To była dla was ciężka noc zapewne. Pożegnanie z rodziną, domem. Chcieliśmy dać wam się wyspać, odprężyć. Mieliśmy właśnie za chwilę zamiar was budzić. No ale już jesteście. Za parę minut będzie podany obiad. Siadajcie porozmawiamy. - Powiedziała a my zajęliśmy miejsca na kanapie po drugiej stronie stolika. - Zaraz po obiedzie zajmą się wami wasi styliści. Później gdy nadejdzie czas wyjdziecie z pociągu. Będą wam towarzyszyć kamery. Nie zwracajcie na nie uwagi. Udawajcie że ich niema. Idziecie prosto na Plac Pałacu Sprawiedliwości. Dacie tam swoją małą przemowę. Wręczycie podarunki rodziną poległych Trybutów. Przyjmiecie dary. Pożegnacie się. Wejdziecie do Pałacu. Tam na was będzie czekać Freska i Rafio z waszymi wieczorowymi strojami. Przebierzecie się w salach które wam wskażą i przyjdziecie do Sali Bankietowej. Rozumiecie?
-Tak Ozil rozumiemy. - Powiedział rozbawiony Niall.
-Dobrze. Z tego dystryktu pochodzili Monic, Francess, Chris i Olivier. - Powiedziała podając nam ich zdjęcia.
-Ją zabiłem. Przy Rogu. Na początku Igrzysk.
-------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Patrzę w drugą stronę dwie młode dziewczyny tulą się do tęgiego, brodatego mężczyzny, swojego ojca, który obejmuje je obie rękoma w pasie, każdą z nich przytula jeden młody chłopak, a jeden z nich przytula do drugiego boku starszą kobietę, zapewne matkę, ta na rękach trzyma dwie małe dziewczynki, a przed nią stoi dwóch chłopczyków i dziewczynka. To była jej rodzina. Rodzina Nathalie. Znam ich wszystkich z widzenia i kojarzę imiona. Tulla i Mangie siostry bliźniaczki o rok młodsze od Nathalie. Klaren o rok starszy od Nathalie, Niksen najstarszy ze wszystkich o dwa lata starszy od Nathalie. To on przytula młodszą siostrę i matkę. W ogóle niepodobny do nikogo z rodziny. Jako jedyny ma rude włosy i czarne oczy. Tak inne od pozostałej rodziny. Klimina ma 13 lat, Aresto ma 12 lat, Bilbo 10 lat, a Surina i Leina mają 3 lata. Rok temu stali w tym samym miejscu. Na arenie zginęło dwoje ich synów Albreich i Karawein oboje mieli 24 lata, byli bliźniakami, wszystko zawsze robili razem. Gdy wylosowano na pierwszego Trybuta Albreicha to Karawein zgłosił się na ochotnika jako drugi Trybut zaraz po tym jak wylosowano Deana mojego brata. Nie zważał na to za kogo staje w obronie, kogo ratuje. Chciał być przy bracie. I był, aż do końca. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Ozil na środku sceny, troje Trybutów obok niej i czyta Dean Denil. Mój krzyk "Niee!" Łzy w oczach. Strach. Już chciałam mówić że zgłaszam się na ochotnika za tę małą dwunastolatkę która stała przestraszona na scenie, ale wtedy z tłumu wybiegł Karawein i krzyknął "Zgłaszam się na Trybuta! Mały idź do rodziny." Poszłam wtedy do niego, by go pożegnać, życzyć szczęścia, pomyślnych Igrzysk i podziękować. "Uratowałeś mojego brata dziękuję." Powiedziałam przez łzy. "Chciałem być blisko brata." Odpowiedział z lekkim uśmiechem. "Możesz liczyć na mój dar podczas Igrzysk." Powiedziałam mu, pocałowałam go w czoło i odeszłam. W tej chwili czułam się podle. On uratował mojego brata, a ja nie byłam zdolna ocalić jego siostry. Ale to nie moja wina że ona mnie unikała. Jest, znaczy była na mnie wściekła że jej brat zginął przeze mnie. Obwiniała mnie. Ale to przecież on sam się zgłosił. Ja sama chciałam to zrobić. Zginąć na arenie ratując brata. Ale nam obojgu zostało to odpuszczone, bo Karawein chciał być blisko brata. Straciła ich obu w tym samym momencie. Ostatniego dnia Igrzysk. Byli ostatnimi ofiarami. Wpadli w pułapkę którą zastawił szesnastoletni chłopak z Piątki. Wykorzystał otaczającą ich powierzchnie, naturę i przepływające w nich prądy, związki czy co to tam było. Nie pamiętam dokładnie jak tłumaczył to u Flickermana. W każdym bądź razie wykorzystał otoczenie i stworzył pułapkę jakiej Panem jeszcze nigdy nie widziało. Dwadzieścia metrów od Rogu Obfitości po kole poprowadził pułapkę. Wiedział że prędzej czy później zjawią się przy nim. Sam schował się w Rogu Obfitości i czekał. Aż w końcu któregoś ranka usłyszał potężny huk. I już wiedział. Wiedział że wygrał. Wiedział że ostatnimi Trybutami był on i bliźniacy. A tam gdzie poszedł jeden, drugi poszedł za nim. Ten chłopak był przestraszony od samego początku. Bał się Igrzysk. Było to widać podczas Dożynek, podczas Inauguracji, a także w wywiadzie z Caesarem. Nawet to powiedział. Przyznał się. "Boję się. Cholernie się boję, tego co mnie tam czeka. A czeka mnie śmierć. Zginę. Jako jeden z pierwszych." A Caesar wtedy mu odpowiedział. "Nie zginiesz pierwszy. Zginiesz ostatni." I miał rację. I nie zginął jako pierwszy, wygrał i zginie jako ostatni z tych wszystkich Trybutów wylosowanych na 93 Igrzyskach Głodowych, umrze śmiercią naturalną, ze starości.
-Witajcie. Dzisiejszy dzień jest upamiętnieniem waleczności, odwagi, siły i niewinności zmarłych Trybutów. Oboje nie zasługiwali na śmierć. Tak jak wszyscy inni Trybuci, ale takie są zasady. Ktoś musi umrzeć by ktoś mógł przeżył i wygrać. Nathalie i Sebastian to byli nasi ludzie. Nasi kompani. Przykro mi że tak wyszło. Okoliczności w jakich zginęli nie były przyjemne, tak samo jak wszystkie inne. Ich ofiary są upamiętnieniem wojen które toczyły się w przeszłości. Wojna jest zła. A to jest kara. Poświęcenie w imię większego dobra. Każdy rodzi się z jakiegoś powodu, dla jakiegoś celu. Niektórym los sprawił lepsze życie, innym gorsze. Nie nam wybierać. Nathalie od samego początku mnie nie lubiła, Nialla z resztą też. Nie dziwię jej się. Miała takie prawo. Rozmawiała tylko z Sebastianem, Alexem i czasem jak musiała z Ozil. Była cicha, zamknięta w sobie. Mało się udzielała. Sebastian, on był inny. Wszędzie było go pełno. Był otwartym chłopakiem. Ale odsunął się od nas i złączył z innymi dwunastolatkami. Razem mogli wiele. I wiele zdziałali. A jednak zginęli, a Sebastian wraz z nimi. Płomienie pochłonęły jego i jego przyjaciół. Niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedziałam i cofnęłam się o krok od mikrofonu.
-Chcielibyśmy również wręczyć te skromne podarunki rodzinom poległych Trybutów w naszym Jedenastym Dystrykcie. - Niall wskazał ręką na dwie dość duże paczki stojące na scenie z naszej prawej strony. - I niech los zawsze wam sprzyja. - Powiedział i również cofnął się o krok od mikrofonu. Wtedy na Plac wyszedł Burmistrz z mikrofonem w ręku.
-Witam wszystkich. - Skłonił się do publiczności, następnie uścisnęliśmy sobie z nim dłoń na powitanie. - Przyjmijcie te oto dary od mieszkańców waszego Rodzimego Dystryktu. Ostatnie pamiątki. Pamiętajcie skąd pochodzicie. - Z tłumów wyszły dzieciaki, a Burmistrz zszedł ze sceny. Ubrane w piękne ludowe stroje, tylko dla Jedenastki. Każde z dzieci niosło jeden dar. Wśród tłumu dostrzegłam nasze młodsze rodzeństwo. Lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Oboje dostaliśmy sześć paczek, bukiet kwiatów, oraz medal naszego Dystryktu.
-Dziękujemy bardzo za te dary. Do widzenia. - Cofnęłam się o krok od mikrofonu.
-Do widzenia. - Niall również się pożegnał, obróciliśmy się, objął mnie ręką w pasie i weszliśmy do Pałacu. Tam czekały na nas nasze ekipy z ubraniami na przebranie. Weszłam do najbliższego pomieszczenia które wskazał mi Rafio. Z czarnego pokrowca wyciągnęłam piękną zwiewną zieloną sukienkę bez ramiączek. Sięgała mi za kolana. Do tego miałam również zielone szpilki na piętnastocentymetrowym obcasie i pięciocentymetrowym podbiciem z przodu buta. Gdy wyszłam na korytarzu czekał na mnie Niall ubrany w zielony garnitur dopasowany do mojej sukienki, białą muchę zawiązaną pod szyją i czarnymi lakierkami. Chwyciliśmy się pod ramię i ruszyli w stronę sali bankietowej. Gdy weszliśmy na salę wszyscy siedzieli już przy stole. Burmistrz wstał i powiedział.
-Siadajcie drodzy zwycięzcy. Tak długo wyczekiwani w naszym dystrykcie. I w końcu się was doczekaliśmy. - Zbliżyliśmy się do stołu i zajęliśmy ostatnie dwa wolne miejsca. Nim burmistrz usiadł dodał jeszcze. - Za wasze życie pełne chwały i radości. Radujcie się tym co zostało wam dane. Bowiem wiecznie to szczęście trwać nie będzie. Nie dane będzie ani wam, ani też nam, zapomnieć o tym czego dokonaliście podczas tegorocznych Igrzysk. Będziecie od teraz sławni. Już jesteście. Za wasze życie. - Powiedział podnosząc do góry kielich z winem.
-Za wasze życie! - Powtórzyli wszyscy zebrani również unosząc swoje kielichy w górę, by chwilę później upić łyk czerwonego wina. Nie wiedząc co zrobić lub powiedzieć i my się napiliśmy. I był to dobrych ruch. Widziałam zadowoloną minę Ozil. Przez chwile przy stole toczyły się luźne rozmowy. Później do sali wjechał duży prosiak z jabłkiem w gębie, oprawiony w około warzywami. Na stole postawiono również dwa faszerowane bażanty. Oraz ziemniaki i kilka surówek i sosów oraz poncz. Kolacja minęła w przyjemnej atmosferze. Gdy zjedliśmy, przez jeszcze pewien czas toczyliśmy rozmowy, dyskusje z osobami przy stole.
-Dziękujemy za kolację. Była naprawdę przepyszna. Ale na nas już czas. - Powiedziałam wstając.
-Tak, kolacja pierwszorzędna. Dziękujemy za tak miłe ugoszczenie nas. - Powiedział Niall i obejmując mnie w talii opuściliśmy salę bankietową, a następnie Pałac. Przed budynkiem czekał na nas samochód wsiedliśmy do niego, a kierowca odwiózł nas na peron. Przesiedliśmy się do pociągu i wreszcie mogliśmy zdjąć z siebie te kolorowe cuda i zmyć makijaż. Po ponad godzinnej gorącej kąpieli wyszłam okryta błękitnym puchatym szlafrokiem do saloniku w którym na kanapie siedział Niall. Gdy właśnie siadałam obok niego do pociągu weszli wszyscy pozostali czyli Alex, Ozil, Freska, Rafio, Minos, Lina, Dutti, Cynia, Cyprian, Gokkej, a po kilku sekundach pociąg ruszył i pojechaliśmy dalej. Ozil włączyła telewizor i właśnie zaczęli nadawać powtórkę transmisji która była nagrywana na żywo kilka godzin temu. Gdy prezenterka zakończyła program Ozil wstała i powiedziała radosnym głosem.
-Byliście świetni. Cudowni. Moje dzieciaki. Takie piękne. Tak prawdziwie wszystko mówiliście. Było wzruszająco kochani. A teraz do sypialni. Musicie się wyspać. Jutro po południu wychodzicie na Plac Pałacu w Dystrykcie Dziesiątym, będziecie szli prosto z pociągu, pieszo. I idziecie na bankiet. A następnie wracacie samochodem. Wszystko jasne?
-Tak Ozil. - Powiedziałam z uśmiechem. Strasznie mi jej brakowało. A teraz się już jej w ogóle nie pozbędę.
-To dobrze. Szczegóły obgadamy jutro. Dobranoc. - Powiedziała a my wstaliśmy i udaliśmy się do naszej sypialni.
Ta noc była dla nas ciężka właśnie opuściliśmy nasz dystrykt i tak prędko do niego nie powrócimy. Zostawiliśmy nasze rodziny. Nam obojgu było ciężko. Po mimo tego że od dawna wiedzieliśmy że to się stanie, dopiero teraz to do nas dotarło. I ta myśl rozbiła nas na miliony kawałeczków.
Za jedenaście dni będziemy w Kapitolu. Kolejny raz. Lecz tym razem nie jako Trybuci idący na rzeź. Tym razem będzie inaczej. Wejdziemy w skład populacji Kapitoliańskiej. Staniemy się tacy jak oni. Bo nie mamy innego wyjścia. W końcu udało nam się zasnąć.
Obudziliśmy się popołudniu.
-To dziwne że nikt nas nie budził. Jest trzynasta. - Powiedziałam do Nialla, on tylko wzruszył ramionami. Ubraliśmy się i wyszliśmy z naszego przedziału. Wszyscy siedzieli w salonie.
-Dzień dobry śpiochy! - Zaćwierkała radośnie Ozil.
-Czemu nas nie obudziliście wcześniej?
-To była dla was ciężka noc zapewne. Pożegnanie z rodziną, domem. Chcieliśmy dać wam się wyspać, odprężyć. Mieliśmy właśnie za chwilę zamiar was budzić. No ale już jesteście. Za parę minut będzie podany obiad. Siadajcie porozmawiamy. - Powiedziała a my zajęliśmy miejsca na kanapie po drugiej stronie stolika. - Zaraz po obiedzie zajmą się wami wasi styliści. Później gdy nadejdzie czas wyjdziecie z pociągu. Będą wam towarzyszyć kamery. Nie zwracajcie na nie uwagi. Udawajcie że ich niema. Idziecie prosto na Plac Pałacu Sprawiedliwości. Dacie tam swoją małą przemowę. Wręczycie podarunki rodziną poległych Trybutów. Przyjmiecie dary. Pożegnacie się. Wejdziecie do Pałacu. Tam na was będzie czekać Freska i Rafio z waszymi wieczorowymi strojami. Przebierzecie się w salach które wam wskażą i przyjdziecie do Sali Bankietowej. Rozumiecie?
-Tak Ozil rozumiemy. - Powiedział rozbawiony Niall.
-Dobrze. Z tego dystryktu pochodzili Monic, Francess, Chris i Olivier. - Powiedziała podając nam ich zdjęcia.
-Ją zabiłem. Przy Rogu. Na początku Igrzysk.
-------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
środa, 28 stycznia 2015
LIEBSTER AWARDS
Dziękuję za nominację Mrs.Malik i louis tommo
Nominacja do Liebster Awards jest otrzymywana od innego blogera za tak zwaną dobrą robotę. Nominuje się blogi o małej liczbie wyświetleń i obserwatorów.
Odpowiedzi na Pytania o Mrs. Malik:
1. Kogo z 1D lubisz najbardziej?
Harry'ego i Nialla.
2. Ulubiony kolor?
Fioletowy i Błękitny.
3. Gdzie chciałabyś zamieszkać?
Nowy Jork, Barcelona lub Sydney.
4. Czego pragniesz w życiu?
Jest wiele rzeczy jakich pragnę. Ale najbardziej chyba akceptacji, zrozumienia, przyjaźni, miłości hehe, pieniędzy bo w życiu się przydadzą, kariery jako pisarka, aktorka, piosenkarka lub tancerka. Ale przede wszystkim pragnę być szczęśliwa. Czerpać z życia jak najwięcej. Żyć chwilą i łamać zasady ile wlezie :D
5. Twoje najskrytsze marzenie?
To moja wielka tajemnica. Nie powiem.
6. Ulubiona książka?
Myślę że Saga Więzień Labiryntu Jamesa Dashnera i Saga o Percym Jacksonie Ricka Riordana.
7. Ulubiona piosenka?
Ciężki wybór. Mam listę ulubionych, jednej nie jestem w stanie podać.
Jeśli chodzi o polską piosenkę to
Pawbeats ft. Quebonafide, Kasia Grzesiek - Euforia
KaeN feat. Cheeba, WdoWA - Zbyt wiele
Dawid Kwiatkowski - Jak to
A jeśli mówimy o zagranicznej to zdecydowanie
One Direction - You & I, Alive, Right Now
Justin Bieber - Believe, Backpack, One Less Lonley Girl, Love Me, Never Let You Go,
5 Seconds Of Summer - Good Girl Are Bad Girl, She Looks So Perfect
Room 94 - Chasing To Summer, Superstar
The Vamps - Can We Dance
3 Doors Down - Here Without You
The Calling - WherewerYou Will Go
Tom Odel - Another Love
Lourel - Fire Breather
Chloe Howl - Rumour
Destiny's Child - Survivor
Faydee - Can't Let Go
AronChupa - I'm an Albatraoz
8. Jaką chciałabyś mieć moc?
Nieśmiertelność
9. Co byś zrobiła po spotkaniu idola?
Przytuliła, porozmawiała jak ze zwykłym człowiekiem.
Następnie gdy już by odszedł wciąż nie mogłabym uwierzyć w to że właśnie się to stało. Zaczęłabym płakać ze szczęścia. I wzniosłabym się chyba do nieba z radości.
10. Ulubiony film?
Władca Pierścieni (cała seria), Hobbit (cała seria), Piraci z Karaibów (cała seria), Królestwo Niebieskie, Szybcy i wściekli (cała seria), Igrzyska Śmierci (cała seria), Harry Potter (cała seria), Anioły i Demony,
I każdy film z Johnym Deppem, Orlando Bloom, Joshem Hutchersonem
11. Ile lat należysz do fandomu Directioner?
Półtorej roku.
Odpowiedzi na pytania od louis tommo:
1. Od jak dawna jesteś Directioner?
Półtorej roku.
2. Lubisz Pizze?
Kocham.
3. Do jakich fandomów jeszcze należysz?
Belieber, Mahomies, Kwiatonators, 5sosfamily, little mixers.
4. Chcesz zrobić sobie kiedyś tatuaż?
Oczywiście. I to nie jeden ;)
5. Ulubiony kolor?
Błękitny i Fioletowy.
6. Ulubiony przedmiot w szkole?
Pracownia Multimedialna. (zajęcia na komputerach)
7. Jaką piosenkę ostatnio często słuchasz?
Dawid Kwiatkowski - Jak to
8. Twoja ulubiona książka?
Myślę że Saga Więzień Labiryntu Jamesa Dashnera i Saga o Percym Jacksonie Ricka Riordana.
9. Ulubiony film/serial?
Władca Pierścieni (cała seria), Hobbit (cała seria), Piraci z Karaibów (cała seria), Królestwo Niebieskie, Szybcy i wściekli (cała seria), Igrzyska Śmierci (cała seria), Harry Potter (cała seria), Anioły i Demony,
I każdy film z Johnym Deppem, Orlando Bloom, Joshem Hutchersonem
10. Co chcesz osiągnąć w życiu?
Pełnie szczęścia, wieczną przyjaźń, miłość aż po grób, sławę, pieniądze, uznanie, akceptacje.
11. Twój ulubieniec z 1D?
Niall i Harry.
Nominuję:
1. Madness
4. Dreadful
PYTANIA DO WAS:
1. Do jakich fandomów należysz?
2.Twoje największe marzenie?
3. Jaki jest Twój życiowy cel?
4. Gdzie widzisz się za 20 lat?
5. Czy lubisz McDonald'a?
6. Często chodzisz do kina?
7. Ulubieniec z 1D?
8. Od kiedy jesteś Directioner?
9. Czy jeśli istniał by guzik dzięki któremu mogłabyś urodzić się jeszcze raz, w jakimkolwiek losowo wybranym miejscu, (mógłby to być kraj w stanie wojny, Hawaje, biedna wioska Afrykańska ... itd [NIE WIEDZIAŁABYŚ GDZIE SIĘ ZNAJDZIESZ]) zaryzykowałabyś?
10. Ulubiony polski i zagraniczny aktor i aktorka?
11. Ulubiona piosenka?
12. Najlepsza książka na świecie według ciebie?
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 9
Pięć miesięcy minęło szybko. Ostatnie wspólne chwile z rodziną. Wspaniałe chwile. Dzisiaj nadszedł dzień w którym rozpoczyna się Tournee Zwycięzców. Właśnie przyjechała nasza ekipa, Alex, Ozil, Rafio, Freska, Minos, Lina, Dutti, Cynia, Cyprian, Gokkej.
-Witajcie kochani! Ale się stęskniłam! - Krzyknęła Ozil na nasz widok.
-Cześć. Ja za tobą też. Brakowało mi tej wielkiej gammy kolorów, która panuje zawsze koło ciebie.
-Ah dziękuje kochana.
-Cześć Ozil. Miło cię znowu widzieć. Piękna suknia.
-Dziękuję. - Powiedziała Ozil i zaczęła obracać w palcach materiał żółto-pomarańczowej sukni z błękitnymi dodatkami.
-Witajcie moi dzielni Trybuci.
-Alex! - Krzyknęliśmy oboje. A on się tylko zaśmiał.
-Posłuchajcie, wasze ekipy was teraz wystylizują i przygotują do pięknego rozpoczęcia Tournee. Zaczyna się zawsze w ostatnim Dystrykcie. Więc tu zaczynacie. I po kolei do coraz to niższego Dystryktu, kończąc w Kapitolu i tam już pozostaniecie. Mam nadzieję że macie już wszystko spakowane.
-Tak Ozil spakowaliśmy się już kilka dni temu.
-No to pięknie. Nie stracimy czasu. Zanim oddam was w ręce waszych stylistów, wytłumaczę co i jak. Wyjdziecie ze swoich domków, odpowiecie na kilka pytań, a następnie ty - wskazała na mnie. - Zaczniesz iść w jego stronę. W tym czasie twoja rodzina wyjdzie z domu, również pięknie ubrana, dzięki twoim stylistą, zejdą po schodach i zaczną powoli iść za tobą. Wy dwoje gdy już ona dołączy do ciebie przywitacie się obejmiecie i razem zaczniecie iść w stronę bramy. W tym czasie twoja rodzina Niall wyjdzie z domu i dołączy do jej rodziny. Razem ruszą w waszą stronę. Staną jakieś dziesięć metrów za wami.Gdzie wy w bramie będziecie również musieli odpowiedzieć tym razem wspólnie na kilka pytań przed kamerami, a następnie ruszycie w stronę Placu bez żadnego zatrzymywania się. Gdy zaczniecie odchodzić od bramy, wasze rodziny udadzą się za wami. Zatrzymają się w bramie i tam będą stać, dopóki nie znikniecie im z oczu. Wejdziecie do Pałacu Burmistrza i gdy nadejdzie czas wyjdziecie na Plac wygłosicie przemowę o zmarłych Trybutach. Przyjmiecie dary. Wręczycie rodziną poległych Trybutów również dary, upominki. Ładnie podziękujecie i z gracją wejdziecie z powrotem do Pałacu. Przebierzecie się w inne stroje, które będziecie mieli już przygotowane przez Rafio i Freske i udacie się na tradycyjny bankiet Zwycięzców do Wielkiej Sali Burmistrza. Później dziękujecie za gościnę i bankiet i wychodzicie z Pałacu na Plac, kierujecie się do samochodu który będzie na was czekał. Wsiadacie i jedziecie na peron, wchodzicie do pociągu i macie wolne. Czekacie aż my wszyscy do was dołączymy. Zrozumiano?
-Tak. - Przytaknęliśmy oboje.
-Jeszcze jedno. Z rodzinami pożegnajcie się za nim wyjdziecie z domu na wizję. Wszystko będzie kręcone na żywo. Nie możemy pozwolić sobie na jakieś małe szkody. Chodzi mi o to żeby nie rozmazać makijażu i te sprawy. Oczywiście wiem ile was kosztuje pożegnanie z rodziną. Zostawienie ich. Możliwość zobaczenia tylko kilka razy w roku. Ale uśmiech na twarz, głowa do góry. Czeka was teraz lepsze życie. A wygrywając na arenie, daliście lepsze życie również swoim rodziną. Nie martwcie się. A teraz zmykajcie. Rafio! Freska! - Zawołała i po chwili nasi styliści znaleźli się koło nas. Przywitaliśmy ich i nasze ekipy przygotowawcze i zaprowadziliśmy do swoich domków. Lina, Dutti i Mions zabrali się za wystylizowanie mnie na bóstwo. Najpierw mnie wykąpali, wyczyścili a później wzięli za układanie perfekcyjnego makijażu, idealnej fryzury, pięknych paznokci. Efekt końcowy to mocny ciemny makijaż, przedłużone rzęsy, oczy podkreślone czarną mocną kreską, powieki pomalowane na złoto i zielono brokatem, usta pomalowane krwistą czerwienią, paznokcie pomalowane na złoto, następnie została nałożona druga warstwa lakieru jaką była zielona pękająca, co dawało efekt jakby złoto przebijało się przez zieleń, włosy mi zakręcili, więc teraz na moje ramiona opadały loki. Gdy skończyli zawołali do mnie Rafio, a sami poszli przygotować moją rodzinę. Rafio dał mi do wyboru trzy sukienki. Pierwsza była krótka niebieska na ramiączkach. Druga zielona do kolan z długim rękawem i czarnymi różami wymalowanymi na tkaninie. Trzecia była pomarańczowa długa do kostek, ale luźna, na jedno ramię na którym była przyczepiona czarna róża. Wybrałam trzecią. do tego dopasowane czarne szpilki.
-Gotowe. Wyglądasz pięknie. Jak zawsze.
-Dziękuję. - Powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Chodźmy na dół. Zobaczymy jak Dutti, Lina i Minos przystroili twoją rodzinę.
-Rose! Zobacz jaką mam piękną sukienkę! - Krzyknęła Greta gdy zobaczyła jak schodzę po schodach. - Ty również masz śliczną. - Dodała stając przed schodami. Podeszłam do niej i ujęłam jej rączki.
-Dziękuję. Tak masz piękną sukienkę. - Miała na sobie złotą sukienkę sięgającą jej kolan, od pasa w dół składała się z falbanek. Do kompletu miała złote baletki.
-Rafio mi ją dał.
-Tak myślałam. - Powiedziałam a mała podbiegła do mamy. Miała na sobie błękitną suknie spod której wystawały jej tylko białe pantofle na szpilkach. Na ramionach miała zarzucone białe futro. Obok stał tata w czarnym garniturze, błękitnym krawatem i białymi rękawiczkami. Fibi miała na sobie różową sukienkę z rękawem do łokci i sięgającą jej długości do połowy łydek, była luźna i zwiewna, do kompletu miała ciemno różowe baletki i w jasnym odcieniu różu futrzaną kurtkę. Dean miał biały garnitur, którego brzegi były zielone oraz zielony krawat. John stał w brązowym garniturze i jaskrawo różowym krawatem, ten róż był tak blady, że niemal można by go pomylić z bielą. Ben miał na sobie granatowy garnitur, złote rękawiczki i pomarańczowy krawat.
-Wszyscy już są gotowi. - Powiedziała Dutti.
-Wspaniale. Za pięć minut wchodzimy na antenę. Rose uśmiechaj się. Pamiętaj jesteś dumna, szczęśliwa, pewna siebie, ale przede wszystkim szczera. Odpowiesz tylko na kilka pytań. To nie będzie szło na żywo ten wywiad. Na żywo wejdziecie w momencie w którym zaczniesz iść w stronę Nialla. Te króciutkie wywiady wasze solowe zostaną puszczone w momencie w którym pociąg ruszy. A tak wszystko leci na żywo. Więc uważajcie. Dobrze gotowa?
-Chyba tak.
-Trzy minuty.
-Więc to chyba czas żeby się pożegnać. - Powiedziałam.
-Chyba tak. - Powiedział Ben i podszedł do mnie i przytulił. - Trzymaj się siostra. Wkrótce się spotkamy. - Pocałował mnie w czoło.
-Johny.
-Rose. Nie smuć się. Czeka cię lepsze życie. Nam również je dałaś. - Przytulił mnie. - Teraz kolej na mnie by się nimi wszystkimi zaopiekować.
-Dean.
-Rosee. Będę tęsknić siostra. Za tobą i naszymi wspólnymi wypadami.
-Teraz mnie zastąpi ci John.
-Chyba nie mam innego wyjścia. - Powiedział z uśmiechem.
-Fibi chodź tu. - Kucnęłam i wyciągnęłam do niej ręce, a ona wpadła w moje ramiona.
-Rose, będę tęsknić.
-Wiem Fibi ja też. Ja też. - Powiedziałam i mocniej ją uścisnęłam. - Greta. - Powiedziałam gdy Fibi się odsunęła.
-Nie wyjeżdżaj Rose. - Powiedziała i rzuciła mi się na szyję.
-Muszę skarbie. - Ucałowałam ją w czółko i wstałam. - Tato.
-Będzie nam tu pusto bez ciebie. Poradzimy sobie. Trzymaj się. - Powiedział i przyciągnął mnie za dłonie by mnie uścisnąć.
-Mamo. - Nie odpowiedziała mi tylko mnie uścisnęła. - Uważajcie na siebie.
-Rose za chwilę wychodzisz. - Odezwała się Ozil.
-Miej nad nimi piecze John. - Powiedziałam i jeszcze raz go przytuliłam, dając całusa w policzek, a on oddał mi tym samym.
-Zawsze i wszędzie Rose. Zawsze i wszędzie. Idź.
Stanęłam przed drzwiami z głową uniesioną do góry. Po chwili Ozil otworzyła drzwi, a ja wyszłam na mały ganek, by chwilkę później schodzić po schodach. Zrobiłam jeszcze cztery kroki w przód i dopiero wtedy się zatrzymałam. Przede mną stała kobieta, trochę niższa ode mnie z jasno zielonymi włosami, spływającymi jej luźno na ramiona. Przy kąciku lewego oka miała wytatuowaną złotą gwiazdkę. Miała założoną fioletowo-srebrną suknie sięgającą kolan, była ona bufiasta od pasa w dół.
-Witaj Rose. Jestem Aoriena.
-Witaj Aorieno. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Dzisiaj zaczynasz swoje Tournee. Co czujesz?
-Smutek z powodu tego że muszę opuścić rodzinę. Ale też szczęście z tego powodu co im dałam i co również sama zyskałam. Moja rodzina była dla mnie zawsze najważniejsza. Każdy to wie.
-Rodzina przede wszystkim?
-Tak. Od zawsze to ja ich utrzymywałam, pomagałam przetrwać, znaczy oczywiście tata się zajmował utrzymywaniem domu, ale ja mu pomagałam, bo tego chciałam, czułam taką potrzebę po prostu, dlatego mówię że to ja się nimi zajmowałam, bo po części tak było. A teraz ja odchodzę. I ktoś inny będzie musiał pomagać tacie utrzymać naszą rodzinę. Chociaż to chyba nie potrzebne skoro mają to. - Wskazałam na dom. - Cieszę się że zapewniłam im lepszy żywot, niż mieliśmy wcześniej.
-Tak. Jest powód do dumy.
-Tak, podwójny.
-Podwójny?
-Jedenasty Dystrykt zdobył kolejnego Zwycięzcę, w sumie dwóch, bo jest jeszcze Niall. A po po drugie moja rodzina od teraz będzie żyła lepiej.
-Dziękuję za te kilka chwil które mi poświęciłaś. - Powiedziała z uśmiechem.
-Proszę bardzo. Dla mnie to nie problem. - Również się uśmiechnęłam.
-Koniec ujęcia. - Powiedział ktoś kto do tej pory stał z tyłu i go nie widziałam. - Dziękujemy za ten krótki wywiad Rose.
-Proszę bardzo.
-Idź teraz do niego. Już skończyli wywiad. Wchodzicie na żywo za dziesięć sekund. Dziewięć. Osiem. - Z każdym krokiem oddalał się do tyłu wraz ze swoją ekipą. - Siedem. Sześć. Pięć. Cztery. Trzy. Dwa. Jeden. Idziesz. - Odwróciłam się powoli w stronę gdzie stał Niall. Stał w złoto-pomarańczowym garniturze, białym krawatem i białymi lakierkami. Szłam powoli w jego stronę, gdyż było ślisko. W końcu jest styczeń mamy środek zimy. Usłyszałam jak drzwi od domu mojej rodziny się otwierają i zamykają. Starając się za wszelką cenę nie odwrócić szłam dalej z uśmiechem. Niall wyciągnął do mnie ręce i przytuliliśmy się na powitanie i daliśmy sobie całusa. Następnie złapał mnie pod rękę i ruszyliśmy w stronę bramy. Przy bramie stał koleś w fioletowej fryzurze postawionej do góry i zielono niebieskim garniturze, miał przypiętą czerwoną muchę pod szyją.
-Witajcie Zwycięzcy.
-Witaj ...
-Saloen Frind
-Witaj Saloen. - Powiedziałam, za nas oboje.
-Jak się czujecie przed rozpoczęciem waszego Tournee? Właśnie za chwilę będziecie mieć swój pierwszy przystanek na Placu, przed Pałacem Prezydenckim tu w waszym Dystrykcie Jedenastym.
-Jest ogółem trochę ciężko.
-Czemu?
-Spotkać się twarzą w twarz z rodzinami zmarłych Trybutów z którymi walczyliśmy, których zabiliśmy.
-To nie jest coś miłego, z otwartymi rękoma i miłością raczej nas nie przywitają. - Uzupełnił moją wypowiedź Niall. - Po za tym jest to również ciężki okres dla nas, bo musimy zostawić nasze rodziny tu, a sami udamy się na drugi koniec Panem.
-Rozumiem was.
-Ogarnia nas w tej chwili smutek i żal. Pożegnanie z domem, z miastem w którym mieszkaliśmy od urodzenia. A teraz mamy zamieszkać, w obcym nam miejscu.
-No takie obce to już ono nie jest.
-Wręcz przeciwnie Saloenie. My tam nie zwiedzaliśmy, nie cieszyliśmy się tamtym miejscem. W ogóle go nie znamy. Z peronu pojechaliśmy do Salonu odnowy. Stamtąd rydwanami pojechaliśmy przed Pałac Prezydencki i wjechaliśmy do Ośrodka Szkoleniowego. Nie wychodziliśmy z niego. Trenowaliśmy tam i mieszkaliśmy te kilka dni przed rozpoczęciem Igrzysk. Nic po za tym nie widzieliśmy w Panem.
-Tu masz rację Rose. Czyli tak. Jedziecie w obce miejsce i tam musicie zacząć żyć. Wraz z pozostałymi obywatelami Kapitolu i innymi Zwycięzcami Głodowych Igrzysk. Życzę wam miłej podróży. I żebyście dobrze tam żyli. Dla stacji Pierwszej wywiadu z Rose Denil i Niallem Horanem udzielił Saloen Frind. - Powiedział, a my powoli ruszyliśmy przed siebie, w stronę Placu Głównego.
----------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Zapraszam również do czytania:
- http://fortress-helltown-johnson.blogspot.com
- http://furia-1d.blogspot.com
- http://you-feel-alive.blogspot.com
- http://you-are-mine-ff.blogspot.com
-Witajcie kochani! Ale się stęskniłam! - Krzyknęła Ozil na nasz widok.
-Cześć. Ja za tobą też. Brakowało mi tej wielkiej gammy kolorów, która panuje zawsze koło ciebie.
-Ah dziękuje kochana.
-Cześć Ozil. Miło cię znowu widzieć. Piękna suknia.
-Dziękuję. - Powiedziała Ozil i zaczęła obracać w palcach materiał żółto-pomarańczowej sukni z błękitnymi dodatkami.
-Witajcie moi dzielni Trybuci.
-Alex! - Krzyknęliśmy oboje. A on się tylko zaśmiał.
-Posłuchajcie, wasze ekipy was teraz wystylizują i przygotują do pięknego rozpoczęcia Tournee. Zaczyna się zawsze w ostatnim Dystrykcie. Więc tu zaczynacie. I po kolei do coraz to niższego Dystryktu, kończąc w Kapitolu i tam już pozostaniecie. Mam nadzieję że macie już wszystko spakowane.
-Tak Ozil spakowaliśmy się już kilka dni temu.
-No to pięknie. Nie stracimy czasu. Zanim oddam was w ręce waszych stylistów, wytłumaczę co i jak. Wyjdziecie ze swoich domków, odpowiecie na kilka pytań, a następnie ty - wskazała na mnie. - Zaczniesz iść w jego stronę. W tym czasie twoja rodzina wyjdzie z domu, również pięknie ubrana, dzięki twoim stylistą, zejdą po schodach i zaczną powoli iść za tobą. Wy dwoje gdy już ona dołączy do ciebie przywitacie się obejmiecie i razem zaczniecie iść w stronę bramy. W tym czasie twoja rodzina Niall wyjdzie z domu i dołączy do jej rodziny. Razem ruszą w waszą stronę. Staną jakieś dziesięć metrów za wami.Gdzie wy w bramie będziecie również musieli odpowiedzieć tym razem wspólnie na kilka pytań przed kamerami, a następnie ruszycie w stronę Placu bez żadnego zatrzymywania się. Gdy zaczniecie odchodzić od bramy, wasze rodziny udadzą się za wami. Zatrzymają się w bramie i tam będą stać, dopóki nie znikniecie im z oczu. Wejdziecie do Pałacu Burmistrza i gdy nadejdzie czas wyjdziecie na Plac wygłosicie przemowę o zmarłych Trybutach. Przyjmiecie dary. Wręczycie rodziną poległych Trybutów również dary, upominki. Ładnie podziękujecie i z gracją wejdziecie z powrotem do Pałacu. Przebierzecie się w inne stroje, które będziecie mieli już przygotowane przez Rafio i Freske i udacie się na tradycyjny bankiet Zwycięzców do Wielkiej Sali Burmistrza. Później dziękujecie za gościnę i bankiet i wychodzicie z Pałacu na Plac, kierujecie się do samochodu który będzie na was czekał. Wsiadacie i jedziecie na peron, wchodzicie do pociągu i macie wolne. Czekacie aż my wszyscy do was dołączymy. Zrozumiano?
-Tak. - Przytaknęliśmy oboje.
-Jeszcze jedno. Z rodzinami pożegnajcie się za nim wyjdziecie z domu na wizję. Wszystko będzie kręcone na żywo. Nie możemy pozwolić sobie na jakieś małe szkody. Chodzi mi o to żeby nie rozmazać makijażu i te sprawy. Oczywiście wiem ile was kosztuje pożegnanie z rodziną. Zostawienie ich. Możliwość zobaczenia tylko kilka razy w roku. Ale uśmiech na twarz, głowa do góry. Czeka was teraz lepsze życie. A wygrywając na arenie, daliście lepsze życie również swoim rodziną. Nie martwcie się. A teraz zmykajcie. Rafio! Freska! - Zawołała i po chwili nasi styliści znaleźli się koło nas. Przywitaliśmy ich i nasze ekipy przygotowawcze i zaprowadziliśmy do swoich domków. Lina, Dutti i Mions zabrali się za wystylizowanie mnie na bóstwo. Najpierw mnie wykąpali, wyczyścili a później wzięli za układanie perfekcyjnego makijażu, idealnej fryzury, pięknych paznokci. Efekt końcowy to mocny ciemny makijaż, przedłużone rzęsy, oczy podkreślone czarną mocną kreską, powieki pomalowane na złoto i zielono brokatem, usta pomalowane krwistą czerwienią, paznokcie pomalowane na złoto, następnie została nałożona druga warstwa lakieru jaką była zielona pękająca, co dawało efekt jakby złoto przebijało się przez zieleń, włosy mi zakręcili, więc teraz na moje ramiona opadały loki. Gdy skończyli zawołali do mnie Rafio, a sami poszli przygotować moją rodzinę. Rafio dał mi do wyboru trzy sukienki. Pierwsza była krótka niebieska na ramiączkach. Druga zielona do kolan z długim rękawem i czarnymi różami wymalowanymi na tkaninie. Trzecia była pomarańczowa długa do kostek, ale luźna, na jedno ramię na którym była przyczepiona czarna róża. Wybrałam trzecią. do tego dopasowane czarne szpilki.
-Gotowe. Wyglądasz pięknie. Jak zawsze.
-Dziękuję. - Powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Chodźmy na dół. Zobaczymy jak Dutti, Lina i Minos przystroili twoją rodzinę.
-Rose! Zobacz jaką mam piękną sukienkę! - Krzyknęła Greta gdy zobaczyła jak schodzę po schodach. - Ty również masz śliczną. - Dodała stając przed schodami. Podeszłam do niej i ujęłam jej rączki.
-Dziękuję. Tak masz piękną sukienkę. - Miała na sobie złotą sukienkę sięgającą jej kolan, od pasa w dół składała się z falbanek. Do kompletu miała złote baletki.
-Rafio mi ją dał.
-Tak myślałam. - Powiedziałam a mała podbiegła do mamy. Miała na sobie błękitną suknie spod której wystawały jej tylko białe pantofle na szpilkach. Na ramionach miała zarzucone białe futro. Obok stał tata w czarnym garniturze, błękitnym krawatem i białymi rękawiczkami. Fibi miała na sobie różową sukienkę z rękawem do łokci i sięgającą jej długości do połowy łydek, była luźna i zwiewna, do kompletu miała ciemno różowe baletki i w jasnym odcieniu różu futrzaną kurtkę. Dean miał biały garnitur, którego brzegi były zielone oraz zielony krawat. John stał w brązowym garniturze i jaskrawo różowym krawatem, ten róż był tak blady, że niemal można by go pomylić z bielą. Ben miał na sobie granatowy garnitur, złote rękawiczki i pomarańczowy krawat.
-Wszyscy już są gotowi. - Powiedziała Dutti.
-Wspaniale. Za pięć minut wchodzimy na antenę. Rose uśmiechaj się. Pamiętaj jesteś dumna, szczęśliwa, pewna siebie, ale przede wszystkim szczera. Odpowiesz tylko na kilka pytań. To nie będzie szło na żywo ten wywiad. Na żywo wejdziecie w momencie w którym zaczniesz iść w stronę Nialla. Te króciutkie wywiady wasze solowe zostaną puszczone w momencie w którym pociąg ruszy. A tak wszystko leci na żywo. Więc uważajcie. Dobrze gotowa?
-Chyba tak.
-Trzy minuty.
-Więc to chyba czas żeby się pożegnać. - Powiedziałam.
-Chyba tak. - Powiedział Ben i podszedł do mnie i przytulił. - Trzymaj się siostra. Wkrótce się spotkamy. - Pocałował mnie w czoło.
-Johny.
-Rose. Nie smuć się. Czeka cię lepsze życie. Nam również je dałaś. - Przytulił mnie. - Teraz kolej na mnie by się nimi wszystkimi zaopiekować.
-Dean.
-Rosee. Będę tęsknić siostra. Za tobą i naszymi wspólnymi wypadami.
-Teraz mnie zastąpi ci John.
-Chyba nie mam innego wyjścia. - Powiedział z uśmiechem.
-Fibi chodź tu. - Kucnęłam i wyciągnęłam do niej ręce, a ona wpadła w moje ramiona.
-Rose, będę tęsknić.
-Wiem Fibi ja też. Ja też. - Powiedziałam i mocniej ją uścisnęłam. - Greta. - Powiedziałam gdy Fibi się odsunęła.
-Nie wyjeżdżaj Rose. - Powiedziała i rzuciła mi się na szyję.
-Muszę skarbie. - Ucałowałam ją w czółko i wstałam. - Tato.
-Będzie nam tu pusto bez ciebie. Poradzimy sobie. Trzymaj się. - Powiedział i przyciągnął mnie za dłonie by mnie uścisnąć.
-Mamo. - Nie odpowiedziała mi tylko mnie uścisnęła. - Uważajcie na siebie.
-Rose za chwilę wychodzisz. - Odezwała się Ozil.
-Miej nad nimi piecze John. - Powiedziałam i jeszcze raz go przytuliłam, dając całusa w policzek, a on oddał mi tym samym.
-Zawsze i wszędzie Rose. Zawsze i wszędzie. Idź.
Stanęłam przed drzwiami z głową uniesioną do góry. Po chwili Ozil otworzyła drzwi, a ja wyszłam na mały ganek, by chwilkę później schodzić po schodach. Zrobiłam jeszcze cztery kroki w przód i dopiero wtedy się zatrzymałam. Przede mną stała kobieta, trochę niższa ode mnie z jasno zielonymi włosami, spływającymi jej luźno na ramiona. Przy kąciku lewego oka miała wytatuowaną złotą gwiazdkę. Miała założoną fioletowo-srebrną suknie sięgającą kolan, była ona bufiasta od pasa w dół.
-Witaj Rose. Jestem Aoriena.
-Witaj Aorieno. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Dzisiaj zaczynasz swoje Tournee. Co czujesz?
-Smutek z powodu tego że muszę opuścić rodzinę. Ale też szczęście z tego powodu co im dałam i co również sama zyskałam. Moja rodzina była dla mnie zawsze najważniejsza. Każdy to wie.
-Rodzina przede wszystkim?
-Tak. Od zawsze to ja ich utrzymywałam, pomagałam przetrwać, znaczy oczywiście tata się zajmował utrzymywaniem domu, ale ja mu pomagałam, bo tego chciałam, czułam taką potrzebę po prostu, dlatego mówię że to ja się nimi zajmowałam, bo po części tak było. A teraz ja odchodzę. I ktoś inny będzie musiał pomagać tacie utrzymać naszą rodzinę. Chociaż to chyba nie potrzebne skoro mają to. - Wskazałam na dom. - Cieszę się że zapewniłam im lepszy żywot, niż mieliśmy wcześniej.
-Tak. Jest powód do dumy.
-Tak, podwójny.
-Podwójny?
-Jedenasty Dystrykt zdobył kolejnego Zwycięzcę, w sumie dwóch, bo jest jeszcze Niall. A po po drugie moja rodzina od teraz będzie żyła lepiej.
-Dziękuję za te kilka chwil które mi poświęciłaś. - Powiedziała z uśmiechem.
-Proszę bardzo. Dla mnie to nie problem. - Również się uśmiechnęłam.
-Koniec ujęcia. - Powiedział ktoś kto do tej pory stał z tyłu i go nie widziałam. - Dziękujemy za ten krótki wywiad Rose.
-Proszę bardzo.
-Idź teraz do niego. Już skończyli wywiad. Wchodzicie na żywo za dziesięć sekund. Dziewięć. Osiem. - Z każdym krokiem oddalał się do tyłu wraz ze swoją ekipą. - Siedem. Sześć. Pięć. Cztery. Trzy. Dwa. Jeden. Idziesz. - Odwróciłam się powoli w stronę gdzie stał Niall. Stał w złoto-pomarańczowym garniturze, białym krawatem i białymi lakierkami. Szłam powoli w jego stronę, gdyż było ślisko. W końcu jest styczeń mamy środek zimy. Usłyszałam jak drzwi od domu mojej rodziny się otwierają i zamykają. Starając się za wszelką cenę nie odwrócić szłam dalej z uśmiechem. Niall wyciągnął do mnie ręce i przytuliliśmy się na powitanie i daliśmy sobie całusa. Następnie złapał mnie pod rękę i ruszyliśmy w stronę bramy. Przy bramie stał koleś w fioletowej fryzurze postawionej do góry i zielono niebieskim garniturze, miał przypiętą czerwoną muchę pod szyją.
-Witajcie Zwycięzcy.
-Witaj ...
-Saloen Frind
-Witaj Saloen. - Powiedziałam, za nas oboje.
-Jak się czujecie przed rozpoczęciem waszego Tournee? Właśnie za chwilę będziecie mieć swój pierwszy przystanek na Placu, przed Pałacem Prezydenckim tu w waszym Dystrykcie Jedenastym.
-Jest ogółem trochę ciężko.
-Czemu?
-Spotkać się twarzą w twarz z rodzinami zmarłych Trybutów z którymi walczyliśmy, których zabiliśmy.
-To nie jest coś miłego, z otwartymi rękoma i miłością raczej nas nie przywitają. - Uzupełnił moją wypowiedź Niall. - Po za tym jest to również ciężki okres dla nas, bo musimy zostawić nasze rodziny tu, a sami udamy się na drugi koniec Panem.
-Rozumiem was.
-Ogarnia nas w tej chwili smutek i żal. Pożegnanie z domem, z miastem w którym mieszkaliśmy od urodzenia. A teraz mamy zamieszkać, w obcym nam miejscu.
-No takie obce to już ono nie jest.
-Wręcz przeciwnie Saloenie. My tam nie zwiedzaliśmy, nie cieszyliśmy się tamtym miejscem. W ogóle go nie znamy. Z peronu pojechaliśmy do Salonu odnowy. Stamtąd rydwanami pojechaliśmy przed Pałac Prezydencki i wjechaliśmy do Ośrodka Szkoleniowego. Nie wychodziliśmy z niego. Trenowaliśmy tam i mieszkaliśmy te kilka dni przed rozpoczęciem Igrzysk. Nic po za tym nie widzieliśmy w Panem.
-Tu masz rację Rose. Czyli tak. Jedziecie w obce miejsce i tam musicie zacząć żyć. Wraz z pozostałymi obywatelami Kapitolu i innymi Zwycięzcami Głodowych Igrzysk. Życzę wam miłej podróży. I żebyście dobrze tam żyli. Dla stacji Pierwszej wywiadu z Rose Denil i Niallem Horanem udzielił Saloen Frind. - Powiedział, a my powoli ruszyliśmy przed siebie, w stronę Placu Głównego.
----------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Zapraszam również do czytania:
- http://fortress-helltown-johnson.blogspot.com
- http://furia-1d.blogspot.com
- http://you-feel-alive.blogspot.com
- http://you-are-mine-ff.blogspot.com
sobota, 17 stycznia 2015
Rozdział 8
Godzinę po zakończeniu wywiadu siedzimy już w pociągu. Pociąg tak samo jak za pierwszym razem jedzie z ogromną prędkością. Więc do Jedenastki docieramy następnego dnia o dziesiątej. Nasi styliści tym razem nie ingerowali w nasz wygląd, więc byliśmy naturalni gdy wysiedliśmy z pociągu na peronie na którym zgromadziły się nasze rodziny i przyjaciele którzy stali zaraz za operatorami kamer którzy nagrywali nas na żywo i puszczali w całym Panem. By wszyscy ludzie mogli zobaczyć powrót Trybutów do swojego domu. Starego domu. Za naszymi bliskimi jest masa innych ludzi, mieszkańców naszego Dystryktu. Jesteśmy przywitani brawami i wiwatowaniem. Nasze imiona są wykrzykiwane z każdej możliwej strony. Za nami po chwili stanął Alex i Ozil. Podeszliśmy do głównej kamery która znajdowała się naprzeciw wyjścia z pociągu. Przy kamerzyście z mikrofonem stała kobieta ubrana w żółtą suknie sięgającą jej kostek, która była bufiasta, coś na kształt bombki, miała założone również pomarańczowe futro, różową perukę, zielone długie tipsy na paznokciach i niebieskie dwudziesto centymetrowe szpilki. Nic w jej stroju ze sobą nie współgrało. Wręcz przeciwnie. Te kolory gryzły się ze sobą. Ale najwyraźniej jej to nie przeszkadzało. Przedstawiła nam się jako Analine Minbri.
Pytała nas jak nam się podobało w Kapitolu?
Jak nam minęła podróż pociągiem z Kapitolu do Jedenastki?
Jak się czujemy wracając po ponad miesiącu do swojego Dystryktu?
Co czujemy na myśl że wkrótce będziemy musieli opuścić ten Dystrykt, opuścić nasze domy, nasze miasto i wyjechać, zostawiając tu nasze rodziny, które będą miały zapewniony lepszy żywot?
Tak, dobrze słyszycie. Wy pamiętacie pewnie jak wszystko wyglądało za czasów panowania Prezydenta Snowa, ja tego nie pamiętam bo nie było mnie jeszcze na świecie, ale moi rodzice pamiętają i opowiadali mi.
Kiedyś jak Trybut wracał z Igrzysk zamieszkiwał w jednym z domków w Wiosce Zwycięzców. Mógł mieszkać sam, ale mógł też przeprowadzić tam swoją rodzinę. Później wyjeżdżał w Tournee Zwycięzcy, po czym wracał do domu w swoim Dystrykcie. By podczas dożynek stanąć na scenie jako mentor Trybutów ze swojego Dystryktu. Po skończeniu Igrzysk wracał do swojego Dystryktu i mieszkał w tym domku do czasu kolejnych Dożynek by znów zamienić się w mentora. Chyba że wygrał ktoś z jego Dystryktu to on jako mentor musiał wyjechać razem z nim w Tournee. By po skończeniu go znów wrócić do Wioski zwycięzców w swoim Dystrykcie czekając by znów stać się mentorem. Taki był ich los.
Ale jak rebelia się skończyła, wszyscy rebelianci zginęli i Prezydent Snow był umierający wyznaczył na swojego następcę Woodsa. I tak oto Samuel Woods został Prezydentem Panem. Zarządził wiele zmian. Postanowił prowadzić Państwo według własnych zasad.
Po pierwsze : W dożynkach udział biorą wszyscy od dwunastego do dwudziestego szóstego roku życia.
Po drugie : Z każdego Dystryktu losuje się czworo Trybutów, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków.
Po trzecie : Zwycięzca wraca do swojego Dystryktu do momentu rozpoczęcia Tournee. Rodzina Zwycięzcy zamieszkuje dom w Wiosce Zwycięzcy a sam Zwycięzca mieszka ze swoją rodziną w swoim domu, w swoim mieście tylko kilka miesięcy. A gdy zaczyna się Tourne musi zabrać wszystkie swoje rzeczy, bo w swoim Dystrykcie będzie już tylko gościem. Musi pożegnać się z rodziną, przyjaciółmi i ich opuścić. Jego rodzina będzie miała zapewnione najlepsze warunki rodem z samego Kapitolu. Natomiast cały Dystrykt przez cały rok codziennie będzie dostawał paczki zaopatrzeniowe. A w nich lekarstwa, żywność długoterminowa jak i krótkoterminowa, ubrania oraz różne inne przydatne rzeczy.
Po czwarte : Zwycięzca w swoim Dystrykcie będzie pojawiał się na każdych Dożynkach i poprzedzający je dzień, by mógł spędzić trochę czasu z rodziną. Oprócz tego w ciągu roku może odwiedzić swój Dystrykt jeszcze tylko raz w wybranym przez siebie dniu i może zostać tam najdłużej cztery dni.
Po piąte : Każdy Zwycięzca raz w roku może zaprosić do Kapitolu na sześć dni wybrane przez siebie osoby.
Po szóste : Każdy Zwycięzca Głodowych Igrzysk staje się mieszkańcem Panem i są mu przypisywane te same prawa jakie obowiązują urodzonych Kapitolańczyków.
Sześć praw Woodsa. Jasne i klarowne do zrozumienia, tylko jest ciężko. Dwa razy więcej Trybutów na arenie niż było wcześniej. W dodatku w dożynkach bierze udział więcej osób. Stanie się częścią Kapitolu. Rozłąka z rodziną, ale również zapewnienie im lepszego bytu, ale to i tak nie ochrania ich przed Dożynkami. Dary z Kapitolu są wysyłane już w dniu zakończenia Igrzysk. I każdego kolejnego dnia są wysyłane. Czyli nasz Dystrykt dostał już kilka paczek. Dlatego ludzie wyglądają lepiej. Są mniej wygłodniali, lepiej ubrani, zdrowsi. Ostatnia paczka przyjedzie ostatniego dnia kolejnych Igrzysk. Czyli Kapitol ostatniego dnia Igrzysk wysyła dwie paczki. Do Dystryktu poprzedniego Zwycięzcy i teraźniejszego.
Kolejne pytanie które nam zadała to.
-Co planujecie robić w Kapitolu? Każdy Zwycięzca zawsze wybiera sobie jakąś pracę.
-Nie wiem. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Mam jeszcze trochę czasu zanim zamieszkam w Kapitolu by podjąć pracę.
-A ty Niall?
-Również jeszcze o tym nie myślałem. Minęło dopiero pięć dni odkąd opuściliśmy arenę.
-W sumie racja. Najpierw regeneracja ciała i organizmu przez dwa dni w Odnowie Po Igrzyskowej, następnie wywiad u Flickermana w jego studiu, podsumowanie Igrzysk i Koronacja Zwycięzców. I ostatniego dnia kolejny wywiad przeprowadzany przez Flickermana u was w penthousie o waszych przeżyciach i odczuciach. W podróży pewnie się relaksowaliście i nie było czasu na takie rozmyślania. Oczywiście macie rację. Nim traficie kolejny raz do Kapitolu minie jakieś pięć miesięcy więc macie bardzo dużo czasu by wszystko przemyśleć. - Mówi z uśmiechem.
Ale coś przeczuwam z jej wypowiedzi że nie lubi Caesara. Jak można go nie lubić? Przecież to wspaniały człowiek. Zabawny, miły, wesoły i w ogóle. Dobrze mi się z nim rozmawia. I wtedy zaświtał mi pomysł w głowie. Może będę prowadzić własny program jak Caesar. Albo będę jakąś inną prezenterką, czy dziennikarką. Zobaczy się jeszcze. Na razie nie mam zamiaru się nad tym rozwodzić.
Analine zadaje nam jeszcze kilka pytań po czym zaprasza do nas nasze rodziny.
I wypytuje ich co czują w tej w chwili?
Co czują wiedząc że wkrótce ich opuścimy?
Pytała ich również co odczuwali oglądając nas na ekranie podczas Igrzysk gdy walczyliśmy o przerwanie?
Jak się zachowali i co czuli gdy ugryzł mnie wąż?
Jak się czuli ze świadomością że wkrótce mnie stracą?
Co czuli gdy przysłano mi maść i instrukcje na uratowanie mi życia?
Każdy członek naszych rodzin musiał odpowiedzieć, nasi rodzice i nasze rodzeństwo oraz nasi dziadkowie którzy jeszcze żyją, lecz słabo się trzymają. Ale teraz dzięki dostawą, już pięciu dostawą wyglądają i czują się lepiej niż w chwili gdy widzieliśmy ich po raz ostatni.
Następnie podziękowała naszym rodziną za wywiad i mogliśmy odejść. Szliśmy wśród wiwatujących tłumów. Cieszących się na nasz widok. Bo to właśnie dzięki nam ich los się poprawił. Idziemy w stronę Wioski Zwycięzców. Gdy dochodzimy do jej bram zatrzymujemy się na chwilę. By ułamek sekundy później otworzyć ją i wejść na teren Wioski. Kamery cały czas podążają za nami.
-Domki obok siebie czy naprzeciwko? - Pytam Nialla.
-Obok siebie.
-Też tak myślę. - Uśmiechnęłam się.
Zatrzymaliśmy się przy schodach pierwszego domku. Pocałowaliśmy się i on wszedł po schodach a ja poszłam dalej. Oboje stoimy przed drzwiami. Czekamy aż nasze rodziny do nas dołączą. Po niecałych dwóch minutach już są przy nas. Otwieram drzwi i wchodzę w głąb a za mną reszta rodziny. Niall i jego bliscy robią to samo.
-Wreszcie po za kamerą. - Wzdycham. - Zwiedzimy dom? - Proponuję. Na co wszyscy ochoczo się zgadzają. Po zwiedzeniu Domu Rodziny Zwycięzcy idziemy do naszego starego domu i wszystko pakujemy. Robimy kilka rund zanim wszystko przeniesiemy.
-Więc to już było ostatnie. - Powiedziałam i usiadłam w fotelu przed kominkiem.
-Rose nie opuszczaj nas. - Powiedziała Greta i wgramoliła się na moje kolana.
-Muszę. Jeszcze nie teraz ale wkrótce będę musiała. - Powiedziałam i przytuliłam ją.
-Nieźle sobie poradziłaś. Poradziliście. - Powiedział Ben i przysiadł na lewym oparciu fotela obejmując mnie.
-Dziękuję. Mamy pięć miesięcy na spędzenie razem czasu. A później ...
-Później będziesz musiała wyjechać. - Powiedział Dean i podszedł do nas i wtulił się w mój drugi bok.
-Musisz wyjeżdżać?
-Tak Fibi muszę. Nie mam innego wyboru. Wiesz o tym dobrze. Taki jest los Zwycięzcy Igrzysk. - Mówię jej i poprawiam Gretę tak by siedziała na moim lewym kolanie, a Fibi sadzam na prawym.
-Poradzisz sobie. Jak zawsze. My też damy sobie radę. - Mówi John i staje na przeciwko mnie obejmując ramionami dziewczynki. Patrzył na mnie i uśmiechnął się lekko. - Teraz ja się nimi zajmę.
-Nie martwię się o to że sobie nie poradzicie. Ja po prostu nie chcę was zostawiać. Nie chcę być sama.
-Masz Nialla.
-Wiem. Ale to nie to samo.
-Rozumiem kochanie. - Powiedział tata i podszedł do nas. Dziewczynki zeszły z moich kolan, chłopaki mnie puścili. A ja wstałam i wtuliłam się w bezpieczne ramiona ojca. - To dobry chłopak. Zaopiekuje się tobą. Zastąpi ci nas. Ale przecież będziemy się widywać kilka razy w roku. O nas się nie martw. Przed tobą teraz lepsze życie. Zacznij z niego korzystać. Oboje zacznijcie. Nami się nie przejmujcie. Oboje daliście nam lepsze życie. Lepszy dom. Jesteśmy teraz sąsiadami z Horanami. Będziemy się nawzajem wspierać. Będzie dobrze zobaczysz. Nie martw się.
Pytała nas jak nam się podobało w Kapitolu?
Jak nam minęła podróż pociągiem z Kapitolu do Jedenastki?
Jak się czujemy wracając po ponad miesiącu do swojego Dystryktu?
Co czujemy na myśl że wkrótce będziemy musieli opuścić ten Dystrykt, opuścić nasze domy, nasze miasto i wyjechać, zostawiając tu nasze rodziny, które będą miały zapewniony lepszy żywot?
Tak, dobrze słyszycie. Wy pamiętacie pewnie jak wszystko wyglądało za czasów panowania Prezydenta Snowa, ja tego nie pamiętam bo nie było mnie jeszcze na świecie, ale moi rodzice pamiętają i opowiadali mi.
Kiedyś jak Trybut wracał z Igrzysk zamieszkiwał w jednym z domków w Wiosce Zwycięzców. Mógł mieszkać sam, ale mógł też przeprowadzić tam swoją rodzinę. Później wyjeżdżał w Tournee Zwycięzcy, po czym wracał do domu w swoim Dystrykcie. By podczas dożynek stanąć na scenie jako mentor Trybutów ze swojego Dystryktu. Po skończeniu Igrzysk wracał do swojego Dystryktu i mieszkał w tym domku do czasu kolejnych Dożynek by znów zamienić się w mentora. Chyba że wygrał ktoś z jego Dystryktu to on jako mentor musiał wyjechać razem z nim w Tournee. By po skończeniu go znów wrócić do Wioski zwycięzców w swoim Dystrykcie czekając by znów stać się mentorem. Taki był ich los.
Ale jak rebelia się skończyła, wszyscy rebelianci zginęli i Prezydent Snow był umierający wyznaczył na swojego następcę Woodsa. I tak oto Samuel Woods został Prezydentem Panem. Zarządził wiele zmian. Postanowił prowadzić Państwo według własnych zasad.
Po pierwsze : W dożynkach udział biorą wszyscy od dwunastego do dwudziestego szóstego roku życia.
Po drugie : Z każdego Dystryktu losuje się czworo Trybutów, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków.
Po trzecie : Zwycięzca wraca do swojego Dystryktu do momentu rozpoczęcia Tournee. Rodzina Zwycięzcy zamieszkuje dom w Wiosce Zwycięzcy a sam Zwycięzca mieszka ze swoją rodziną w swoim domu, w swoim mieście tylko kilka miesięcy. A gdy zaczyna się Tourne musi zabrać wszystkie swoje rzeczy, bo w swoim Dystrykcie będzie już tylko gościem. Musi pożegnać się z rodziną, przyjaciółmi i ich opuścić. Jego rodzina będzie miała zapewnione najlepsze warunki rodem z samego Kapitolu. Natomiast cały Dystrykt przez cały rok codziennie będzie dostawał paczki zaopatrzeniowe. A w nich lekarstwa, żywność długoterminowa jak i krótkoterminowa, ubrania oraz różne inne przydatne rzeczy.
Po czwarte : Zwycięzca w swoim Dystrykcie będzie pojawiał się na każdych Dożynkach i poprzedzający je dzień, by mógł spędzić trochę czasu z rodziną. Oprócz tego w ciągu roku może odwiedzić swój Dystrykt jeszcze tylko raz w wybranym przez siebie dniu i może zostać tam najdłużej cztery dni.
Po piąte : Każdy Zwycięzca raz w roku może zaprosić do Kapitolu na sześć dni wybrane przez siebie osoby.
Po szóste : Każdy Zwycięzca Głodowych Igrzysk staje się mieszkańcem Panem i są mu przypisywane te same prawa jakie obowiązują urodzonych Kapitolańczyków.
Sześć praw Woodsa. Jasne i klarowne do zrozumienia, tylko jest ciężko. Dwa razy więcej Trybutów na arenie niż było wcześniej. W dodatku w dożynkach bierze udział więcej osób. Stanie się częścią Kapitolu. Rozłąka z rodziną, ale również zapewnienie im lepszego bytu, ale to i tak nie ochrania ich przed Dożynkami. Dary z Kapitolu są wysyłane już w dniu zakończenia Igrzysk. I każdego kolejnego dnia są wysyłane. Czyli nasz Dystrykt dostał już kilka paczek. Dlatego ludzie wyglądają lepiej. Są mniej wygłodniali, lepiej ubrani, zdrowsi. Ostatnia paczka przyjedzie ostatniego dnia kolejnych Igrzysk. Czyli Kapitol ostatniego dnia Igrzysk wysyła dwie paczki. Do Dystryktu poprzedniego Zwycięzcy i teraźniejszego.
Kolejne pytanie które nam zadała to.
-Co planujecie robić w Kapitolu? Każdy Zwycięzca zawsze wybiera sobie jakąś pracę.
-Nie wiem. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Mam jeszcze trochę czasu zanim zamieszkam w Kapitolu by podjąć pracę.
-A ty Niall?
-Również jeszcze o tym nie myślałem. Minęło dopiero pięć dni odkąd opuściliśmy arenę.
-W sumie racja. Najpierw regeneracja ciała i organizmu przez dwa dni w Odnowie Po Igrzyskowej, następnie wywiad u Flickermana w jego studiu, podsumowanie Igrzysk i Koronacja Zwycięzców. I ostatniego dnia kolejny wywiad przeprowadzany przez Flickermana u was w penthousie o waszych przeżyciach i odczuciach. W podróży pewnie się relaksowaliście i nie było czasu na takie rozmyślania. Oczywiście macie rację. Nim traficie kolejny raz do Kapitolu minie jakieś pięć miesięcy więc macie bardzo dużo czasu by wszystko przemyśleć. - Mówi z uśmiechem.
Ale coś przeczuwam z jej wypowiedzi że nie lubi Caesara. Jak można go nie lubić? Przecież to wspaniały człowiek. Zabawny, miły, wesoły i w ogóle. Dobrze mi się z nim rozmawia. I wtedy zaświtał mi pomysł w głowie. Może będę prowadzić własny program jak Caesar. Albo będę jakąś inną prezenterką, czy dziennikarką. Zobaczy się jeszcze. Na razie nie mam zamiaru się nad tym rozwodzić.
Analine zadaje nam jeszcze kilka pytań po czym zaprasza do nas nasze rodziny.
I wypytuje ich co czują w tej w chwili?
Co czują wiedząc że wkrótce ich opuścimy?
Pytała ich również co odczuwali oglądając nas na ekranie podczas Igrzysk gdy walczyliśmy o przerwanie?
Jak się zachowali i co czuli gdy ugryzł mnie wąż?
Jak się czuli ze świadomością że wkrótce mnie stracą?
Co czuli gdy przysłano mi maść i instrukcje na uratowanie mi życia?
Każdy członek naszych rodzin musiał odpowiedzieć, nasi rodzice i nasze rodzeństwo oraz nasi dziadkowie którzy jeszcze żyją, lecz słabo się trzymają. Ale teraz dzięki dostawą, już pięciu dostawą wyglądają i czują się lepiej niż w chwili gdy widzieliśmy ich po raz ostatni.
Następnie podziękowała naszym rodziną za wywiad i mogliśmy odejść. Szliśmy wśród wiwatujących tłumów. Cieszących się na nasz widok. Bo to właśnie dzięki nam ich los się poprawił. Idziemy w stronę Wioski Zwycięzców. Gdy dochodzimy do jej bram zatrzymujemy się na chwilę. By ułamek sekundy później otworzyć ją i wejść na teren Wioski. Kamery cały czas podążają za nami.
-Domki obok siebie czy naprzeciwko? - Pytam Nialla.
-Obok siebie.
-Też tak myślę. - Uśmiechnęłam się.
Zatrzymaliśmy się przy schodach pierwszego domku. Pocałowaliśmy się i on wszedł po schodach a ja poszłam dalej. Oboje stoimy przed drzwiami. Czekamy aż nasze rodziny do nas dołączą. Po niecałych dwóch minutach już są przy nas. Otwieram drzwi i wchodzę w głąb a za mną reszta rodziny. Niall i jego bliscy robią to samo.
-Wreszcie po za kamerą. - Wzdycham. - Zwiedzimy dom? - Proponuję. Na co wszyscy ochoczo się zgadzają. Po zwiedzeniu Domu Rodziny Zwycięzcy idziemy do naszego starego domu i wszystko pakujemy. Robimy kilka rund zanim wszystko przeniesiemy.
-Więc to już było ostatnie. - Powiedziałam i usiadłam w fotelu przed kominkiem.
-Rose nie opuszczaj nas. - Powiedziała Greta i wgramoliła się na moje kolana.
-Muszę. Jeszcze nie teraz ale wkrótce będę musiała. - Powiedziałam i przytuliłam ją.
-Nieźle sobie poradziłaś. Poradziliście. - Powiedział Ben i przysiadł na lewym oparciu fotela obejmując mnie.
-Dziękuję. Mamy pięć miesięcy na spędzenie razem czasu. A później ...
-Później będziesz musiała wyjechać. - Powiedział Dean i podszedł do nas i wtulił się w mój drugi bok.
-Musisz wyjeżdżać?
-Tak Fibi muszę. Nie mam innego wyboru. Wiesz o tym dobrze. Taki jest los Zwycięzcy Igrzysk. - Mówię jej i poprawiam Gretę tak by siedziała na moim lewym kolanie, a Fibi sadzam na prawym.
-Poradzisz sobie. Jak zawsze. My też damy sobie radę. - Mówi John i staje na przeciwko mnie obejmując ramionami dziewczynki. Patrzył na mnie i uśmiechnął się lekko. - Teraz ja się nimi zajmę.
-Nie martwię się o to że sobie nie poradzicie. Ja po prostu nie chcę was zostawiać. Nie chcę być sama.
-Masz Nialla.
-Wiem. Ale to nie to samo.
-Rozumiem kochanie. - Powiedział tata i podszedł do nas. Dziewczynki zeszły z moich kolan, chłopaki mnie puścili. A ja wstałam i wtuliłam się w bezpieczne ramiona ojca. - To dobry chłopak. Zaopiekuje się tobą. Zastąpi ci nas. Ale przecież będziemy się widywać kilka razy w roku. O nas się nie martw. Przed tobą teraz lepsze życie. Zacznij z niego korzystać. Oboje zacznijcie. Nami się nie przejmujcie. Oboje daliście nam lepsze życie. Lepszy dom. Jesteśmy teraz sąsiadami z Horanami. Będziemy się nawzajem wspierać. Będzie dobrze zobaczysz. Nie martw się.
czwartek, 8 stycznia 2015
Rozdział 7
Pierwszy poduszkowiec zabrał martwe ciało Jordana. Po chwili nadleciał drugi w dół zrzucili dwie drabiny. Weszliśmy na nie, a w tym momencie nasze ciała zostały sparaliżowane. Nie mogliśmy zrobić żadnego ruchu. Poduszkowiec zabrał nas do Ośrodka Szkoleniowego, tam nas rozdzielili. Przez dwa dni trzymali nas w szpitalu byśmy wrócili do pełni sił. Odnowili nasze ciała. Nie było na moich rękach żadnych zadrapań ani nic. Gładka czysta skóra, jak nowa. Nie było moich blizn których nabawiłam się w dzieciństwie. Wszystkie rany zniknęły. Po dwóch dniach przyszedł do mnie Rafio.
-Cześć skarbie.
-Rafio! Jak dobrze cię widzieć! - Krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. - Tęskniłam.
-Ja też.
-Myślałam że już cię więcej nie zobaczę. A jednak los chciał inaczej.
-Tak. I teraz jesteś skazana na mnie przez najbliższe lata jako twój osobisty stylista. No i oczywiście moi przyjaciele którzy pomagali mi w przygotowaniu i wystylizowaniu ciebie. Minos, Dutti i Lina.
-Tak wiem. Pamiętam ich. A tak nawiasem mówiąc. Też są nowi prawda?
-Tak. To ich pierwszy rok z trybutem.
-Widać to po nich. Ale są spoko.
-Dobrze. A teraz idziemy. - Wyszliśmy z pokoju w którym spędziłam ostatnie dwa dni.
Wyszliśmy na korytarz i kierowaliśmy się w stronę wind. Wsiedliśmy do jednej i wjechaliśmy na jedenaste piętro. Gdy weszłam do salonu wszyscy już tam byli. Pozostała trójka moich stylistów Minos, Lina i Dutti, Alex, Ozil, a przede wszystkim Niall i jego ekipa, Freska, Cynia, Cyprian i Gokkej. Rzuciliśmy się sobie na szyję z Niallem a następnie pocałowaliśmy się.
-Och jacy wy jesteś uroczy. - Powiedziała Ozil podchodząc do nas i przytuliła mnie gdy odsunęłam się od Nialla, oczywiście odwzajemniłam jej uścisk. W tej chwili byłam szczęśliwa. - A nie mówiłam że oboje wrócicie?
-Tak Ozil miałaś rację. - Powiedziałam z uśmiechem
-W końcu po tak długim czasie Jedenastka zdobyła Zwycięzce, a raczej Zwycięzców. - Powiedziała Ozil wreszcie mnie puszczając. Wykorzystał to Alex i podszedł do mnie.
-Gratuluję. Cieszę się że was widzę dzieciaki. - Powiedział i przytulił mnie.
-Też się cieszę Alex.
-Chodźcie na kolację.
Weszliśmy do jadalni. Stół był cały zastawiony jedzeniem. Nałożyłam sobie potrawki z kurczaka i sałatkę.
-Poradziliście sobie świetnie. - Chwali nas mentor. - Mówiłem żebyście nie podchodzili do Rogu. Ale postawiliście na swoim i zaryzykowaliście życie by zdobyć broń i nie tylko. I wiecie co? Cieszę się że mnie nie posłuchaliście. Bo gdybyście tak zrobili, pewnie byście nie przetrwali i nie wygrali Igrzysk.
-Nic nie wiadomo.
-Też prawda. Może mielibyście to szczęście i wygrali.
-Polowałabym więcej. Pozbierała jadalne rośliny. Przeżylibyśmy.
-Ciebie byśmy nie zawiedli Alex. - Dodaje Niall.
Reszta kolacji minęła na przyjemnych rozmowach. Jak wszyscy się najedli Ozil wysłała nas do łóżek bo musimy się wyspać na jutrzejszy dzień. Wzięłam krótką gorącą kąpiel, założyłam koszulę nocną i położyłam do łóżka. Zasnęłam od razu.
Rano obudziła mnie wspaniała trójka. Najpierw kazali mi zjeść śniadanie. Więc udałam się do jadalni i zjadałam trzy bułki z dżemem. A następnie zabrali się za mnie. Mieli za zadanie przygotować mnie na Finał Igrzysk Ukoronowanie mnie i wywiad z Caesarem Flickermanem. W końcu wszedł Rafio i stwierdził że ta trójka spełniała bardzo dobrze swoje zadanie i odesłał ich. Podał mi sukienkę i buty. Założyłam to a wtedy on odsłonił lustro. Mocny makijaż trzymający się zieleni i odcienia złotego, na paznokcie nałożone tipsy by były dłuższe i pomalowane na zielono, oraz złota sukienka sięgająca mi kolan a do niej dopasowane zielono złote wysokie rzymianki. Ogólnie prezentowałam się świetnie.
-I jak?
-Świetnie, naprawdę super. Bomba. Wyglądam nieziemsko. - Powiedziałam zachwycona patrząc cały czas na swoje odbicie w lustrze.
-Cieszę się że ci się podoba. A teraz chodź.
Wyszliśmy z mojego pokoju przechodząc przez salon zabrałam jeszcze pączka. Zjadłam go w drodze na dół w windzie. Wysiadamy na poziomie na którym odbywało się nasze szkolenie. Według tradycji Zwycięzca wraz z całą ekipę wyłaniają się spod sceny. Jestem prowadzona do niewielkiego pomieszczenia w którym jest umieszczony spodek który wysunie nas na estradę. Rafio mówi że idzie się przygotować, a ja mam się stąd nie ruszać. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Niall i Freska, która mówi mu to samo co mój stylista mi. Mówi nam jeszcze abyśmy już zajęli miejsce i wychodzi.
-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję.
Weszliśmy na podest i czekamy. Po chwili słyszymy radosny głos Caesara.
-Witam! Witam! Witam! Proszę państwa dzisiaj mamy nie zastąpiony dzień. Już za chwilę na tej scenie właśnie obok mnie pojawi się dwójka zwycięzców. - Powiedział a tłum zaczął wiwatować. - Ale za nim to się stanie. Powitajmy ich ekipy przygotowawcze.Ekipa Zwyciężczyni! Minos Flechim! Lina Capresino! Dutti Molerto! Oraz ekipa Zwycięzcy! Cynia Delien! Cyprian Moris! Gokkej Lefren! - Po każdym nazwisku następowała wielka fala braw. - Jak to jest być pomocnymi stylistami zwycięzców?
-To wspaniałe uczucie. - Mówi Dutti.
-Tak. Wzruszające. - Dopowiada Minos.
-Jest się czym pochwalić. - Mówi radośnie Gokkej
-I wiemy że nasza praca i wysiłek nie idzie na marne. - Uzupełnia Cynia.
-Dobrze dziękuję zajmijcie swoje miejsca. A teraz powitajmy opiekunkę Jedenastego Dystryktu, piękna jak zawsze Ozil Larock! - I publiczność zaniosła się gromkimi brawami.
-Jakie to uczucie mieć pod opieką Wygranych Trybutów, Zwycięzców?
-To jest wspaniałe uczucie. Wreszcie mam się czym pochwalić. I udowodnić przyjaciołom a zarazem opiekunów innych Dystryktów że Jedenastka nie jest słaba i ma się czym pochwalić. Tylko trzeba trafić na odpowiednie osoby z silnym charakterem. Wreszcie mam na swoim koncie Zwycięzcę Igrzysk, a nawet dwóch. - Mówi i chyba słyszę w jej głosie że zaraz się rozpłacze. - To takie wzruszające. Być tutaj na scenie i czekać na swoich podopiecznych którzy lada moment się pojawią.
-Dziękujemy Ozil. Zajmij swoje miejsce. A teraz powitajmy osobę dzięki której ta dwójka przetrwała. Alexander Amitel! - Trybuny po raz kolejny za wiwatowały. - Alex sam kiedyś zwyciężyłeś. Jakie to uczucie gdy po tylu latach twój Dystrykt zdobywa Zwycięzce?
-To jest nie do opisania. Ale czuję Dumę? Tak, dumę. Bo w końcu znalazł się ktoś kto wie jak przetrwać. Znalazły się osoby z silną wolą przetrwania i powrotu. I to są oni. W historii Igrzysk przecież były takie sytuacje że Trybuci poddawali się już na samym początku. A oni? Oni walczyli. Walczyli do końca. Musieli przetrwać i udało im się to.
-Dziękuję to był Alex Amitel! Teraz powitajmy dwoje wspaniałych ludzi. Rafio Grin! I Freska Poliwia! - I kolejna wielka fala braw. - Dwoje wspaniałych stylistów. Wasze stroje są przepiękne. a osoby które je noszą wyglądają olśniewająco. Co czujecie? Wasi podopieczni wygrali i zostaliście skazani na siebie na najbliższe parę lat. W końcu oni muszą mieć swoich stylistów. Cieszycie się?
-Bardzo się cieszymy z tego powodu.
-Nie mogliśmy trafić na lepszych Trybutów. Ta dwójka jest dopasowana w każdym calu.
-Stroje które szyjemy dla nich leżą cudownie na ich sylwetkach.
-Nic im nie brakuje. Są idealni. - Kończy Freska.
-To byli styliści naszych Zwycięzców! A teraz powitajmy Dwoje Zwycięzców Dziewięćdziesiątych Czwartych Igrzysk Głodowych! Rose Denil! I Niall Horan! - Nasza platforma zaczęła się podnosić i wyłaniać nas na scenę. Gdy platforma się zatrzymała podeszliśmy do kanapy i zajęliśmy miejsce. Na kanapie usiedliśmy objęci. Niall miał prawą rękę owiniętą wokół mojej talii a ja swoją wokół jego pleców. - Witam was kochani. Co u was słychać?
-Witaj Caesarze. Jest dobrze. Cieszymy się z powrotu.
-Fajnie jest znów cię widzieć. - Powiedziałam.
-Ah dziękuję Rose. - Powiedział i uśmiechnął się do mnie. - A zatem obejrzyjmy skrót Igrzysk.
Nasze kanapy odwróciły się tyłem do publiczności. Na jednym ekranie tym mniejszym z prawej strony było wyświetlane nagranie na żywo mnie i Nialla, by pokazać nasze emocje w danym momencie Igrzysk. Na drugim małym ekranie z lewej strony jest pokazywana twarz Caesara, ale z poprzednich Igrzysk wiem że jest przeplatana z widokiem stylistów, mentora, opiekunki i publiczności. Więc i dzisiaj zapewne tak będzie. A na największym ekranie po środku właśnie zaczął wyświetlać się skrót z Igrzysk. Najpierw po kolei Dożynki w każdym Dystrykcie. Następnie przejazd na Rydwanach podczas Inauguracji Ceremonii Igrzysk. Później wyświetlona ilość punków zdobyta podczas Indywidualnej oceny. Wywiad z Caesarem. I w końcu Pierwszy dzień Igrzysk. Odliczanie, wjazd Trybutów na Arenę, wystrzał wyścig do Rogu Obfitości. Dobiegam pierwsza i łapie łuk. Za raz po mnie do Rogu dobiega Niall chwyta miecz i zabija chłopaka, biorę dwa plecaki, apteczkę i walizkę w tym czasie Niall zabija dziewczynę. Krzyczę do niego a on zabija chłopaka chwyta jeszcze plecak, dwie walizki i drugi łuk z kołczanem i znika za mną w lesie. Widzimy walkę przy Rogu. W końcu dobiega ona końca słychać wystrzały z armat. Jeden wystrzał to jedna ofiara. Później są pokazywane różne sceny z trwania Igrzysk. Pokazywali jak Trybuci smażą się w słońcu, bez wody. Pokazywali każdą śmierć z bliska.Pokazano nas siedzących na kamieniu przed jaskinią Oraz zdarzenie jakie tam się stało. Chowamy się w jaskini przed zawodowcami. Śmierć Arczera z ręki Jordana. I odejście pozostałej grupy. Przylot spadochronu a w nim granaty. Nasza akcja zabicia w dymie i ucieczka. Nie zorientowali się skąd był atak, nie wiedzieli gdzie biec. A zginęło z naszych rąk wtedy troje ludzi. Następnie pokazana nasza pobudka z wężami. Pokazali jak zawodowcy obudzili się otuleni płomieniami wśród nich byli także Sebastian i ta dwójka dzieciaków z dziewiątki, ponieważ mieli obozowisko kilkanaście metrów od nich. Zaczęło się właśnie od zawodowców i skierowano ich w stronę trójki dwunastolatków, a następnie w stronę strumienia gdzie my byliśmy. W tym samym czasie Nathalie została zabita przez chłopaka z czwórki. I tak oto znaleźliśmy się blisko finału dziewięciu Trybutów. Pokazali scenę gdy otrzymaliśmy spadochron z maścią, i moje leczenie nogi. Naszą podróż do Rogu Obfitości. Wędrówkę Zawodowców po lesie. Walkę o przetrwanie po ogłoszeniu że dwoje z tego samego Dystryktu może zwyciężyć. I na koniec zabicie przeze mnie Jordana i nasza krótka wymiana zdań oraz nasz odlot z areny. I film został zakończony trwał sześć godzin.
-No właśnie zapomniałabym. Jordan kazał was pozdrowić i powiedzieć że macie się pieprzyć.
Nasza rozmowa z Caesarem trwała jeszcze jakąś godzinkę i dopiero wtedy zabrzmiał hymn. Wszyscy wstali a na scenę wkroczył prezydent Samuel Woods. a za nim dziewczynka i chłopiec na rękach przed sobą nieśli poduszkę a na niej korona. Chłopiec stanął z mojej prawej, a dziewczynka z lewej Nialla Prezydent stanął przed nami i wygłosił mowę, później się odwrócił i ukoronował mnie, a następnie Nialla. Następnie my wygłaszamy krótką mowę którą przygotowała nam Ozil i kazała zapamiętać. I wreszcie machamy do widzów żegnając się i Caesar kończy program. Gasną światła, opadają kurtyny i zapalają się inne światła zwykłe oświetlenie. Schodzimy ze sceny. I jesteśmy eskortowani wraz z Prezydentem do jego posiadłości na bankiet zwycięstwa. Wszyscy lgną w naszą stronę. Urzędnicy Kapitolu, sponsorzy oraz inne ważne osobowości. Proszą o zdjęcie o krótką rozmowę. Wszyscy są uśmiechnięci i szczęśliwi. Uśmiechamy się, rozmawiamy, udzielamy krótkich wywiadów do kamer. Padają pytania typu co czujemy? Jak nam się podoba u Prezydenta? I takie podobne. Cały czas jesteśmy blisko siebie, otuleni ramieniem w pasie lub trzymamy się za dłonie. Nad ranem wracamy do Ośrodka Szkoleniowego na nasze Jedenaste piętro. Każde z nas wchodzi do swojego pokoju. Biorę długą, odprężającą i gorącą kąpiel. Po godzinie dopiero wychodzę z wanny i kładę się spać.
Jestem budzona o dziesiątej przez Dutti która podaje mi śniadanie składające się z trzech bułeczek i czterech kiełbasek oraz gorącą czekoladę. Zjadam wszystko. A ona odnosi tackę i woła Lin i Minosa. Przygotowują mnie. Robią makijaż, paznokcie i fryzurę. Następnie wołają Rafio który daje mi prześliczną niebieską sukienkę z białymi cekinami. Jestem przygotowywana do udzielenia ostatniego jak na razie wywiadu w Kapitolu. Wchodzę do salonu który kompletnie nie przypomina miejsca w którym spędziłam ostatnio dużo czasu. Wszystkie meble zostały wyniesione. A ustawiono na środku brązową kanapę i fotel w tym samym kolorze. Między fotelem i kanapą stał telewizor tak byśmy mogli zerkać na niego z boku. Na telewizorze podczas rozmowy zawsze są pokazywane momenty z Igrzysk. Niall stał wraz z Ozil i Alexem więc do nich podeszłam.
-Pięknie wyglądasz kochana. - Mówi Ozil która dzisiaj również wygląda świetnie. Od początku igrzysk nosiła fioletową perukę. A dziś ma na sobie zieloną. Ma ubraną również pomarańczowo-zieloną sukienkę sięgającą kolan i czarne buty na piętnasto centymetrowych szpilkach.
-Fajna fryzura.
-Dziękuję.
-Rose, Niall zajmijcie miejsca za chwilę zaczynamy. - Powiedział jeden z realizatorów.
-Witajcie. - Przywitał nas Caesar Flickerman podając nam dłoń. - Usiądźcie wygodnie. - Powiedział i oboje usiedliśmy.
Wtuliłam się w bok Nialla. Ktoś zaczyna odliczać i po chwili trafiamy na wizję, program nadawany na żywo.
-Witam wszystkich. Goszczę właśnie w penthousie na Jedenastym piętrze w Ośrodku Szkoleniowym, a wraz ze mną są tutaj tegoroczni Zwycięzcy Głodowych Igrzysk z Jedenastego Dystryktu Rose Denil i Niall Horan.
-Witajcie. - Powiedzieliśmy równo z uśmiechem na ustach.
Caesar trochę z nami pożartował a następnie przeszedł do tego co działo się na arenie. Padały różne pytania.
-Co czuliście gdy Zawodowcy znaleźli się tuż obok was, przed jaskinią w której się skryliście?
-Myślałam że to już koniec. Ich było ośmiu, a nas dwoje. Gdyby nas zauważyli zginęli byśmy. Oczywiście podjęlibyśmy walkę od razu. Ale ilu byśmy zabili? Dwóch? Może trzech? A w rezultacie i tak padlibyśmy trupem. Błagałam w duszy żeby nas nie zauważyli i odeszli. Żeby nie postanowili skryć się w jaskini w której my byliśmy. I wtedy Arczer powiedział że Sebastian ukradł mu okulary. Młody zawsze był zwinny i szybki. Podejrzewam że Arczer od razu się nie zorientował że został okradziony. Dopiero po jakimś czasie. I wtedy Jordan go zabił. Jego głowa upadła blisko wejścia. Widziałam jego wyraz twarzy i pełno krwi wszędzie. To było straszne.
-Tak było. Myślałem że ta głowa wpadnie do jaskini a my narobimy przez to hałasu i wtedy oni nas zabiją. Ale na szczęście zatrzymała się przed wejściem. A oni nie zwrócili na nic uwagi.
-Później dostaliście spadochron. Opowiedzcie o akcji którą zrobiliście.
-Tak jak było pokazywane. Dostaliśmy spadochron a w nim granaty. Od razu wiedziałam co z nimi zrobić. Zakradliśmy się do ich obozowiska gdzie wszyscy właśnie zasypiali a Grinzo czuwał na warcie. Lecz nie był zbyt czujny. I wtedy rzucając granaty dymne ukryliśmy się w osłonie i zaatakowaliśmy ich nożami. Nie wiemy które z nas trafiło. Rzucaliśmy na oślep. Nic nie było widać. Następnie uciekliśmy.
-Jednego ranka obudziliście się z wężami.
-To było straszne.
-W pośpiechu próbowaliśmy wyjść z jaskini, przez co je deptaliśmy. W skutek czego jeden gad ugryzł Rose.
-Myślałam że umrę. Cierpiałam. To były straszne męki. Chciałam żeby odszedł i mnie zostawił. Powiedział że zostanie jeszcze chwilę. Po paru godzinach dostałam maść i instrukcje uratowania mi życia. I przeżyłam.
-No właśnie Rose. O co chodziło gdy mówiłaś do Nialla żeby odszedł, ratował siebie o rozmowie w penthousie?
-Jednego dnia rozmawialiśmy o tym co będzie tu na arenie. Że będziemy mieli sojusz. Powiedziałam mu wtedy że jeżeli zostanie nasza dwójka będziemy musieli zwrócić się ku sobie. Powiedział że nigdy mnie nie skrzywdzi i będzie mnie bronił, odpowiedziałam mu że ja również będę bronić jego. Przez dożynki i początek Igrzysk, znaczy drogę w pociągu i pierwsze chwile w Ośrodku, w penthousie sprawiły że oddaliliśmy się od siebie. I to było straszniejsze od samych Igrzysk. Oboje w tamtym momencie baliśmy się tego co nieuniknione.
-Czego? - Spytał Caesar.
-Utraty drugiej osoby. Bliskiej ci sercu. - Powiedział Niall.
-Kazałam mu obiecać że jeśli nasza dwójka będzie ostatnia zabije mnie i wygra.
-Oooohh. - Rozległo się z ust Caesara i wszystkich zgromadzonych w salonie.
-Obiecał mi to. Jakiś czas później znów nawiązaliśmy do tej rozmowy. To było w noc tuż przed rozpoczęciem Igrzysk. Właśnie pożegnaliśmy się z Ozil i Alexem.
-Co mu powiedziałaś?
-Że ja sobie tu nie poradzę gdy jego zabraknie. Że wolę umrzeć i dać szansę na lepsze życie jemu. Bo mi na nic się zda życie w którym nie będę potrafiła się odnaleźć. Bez niego wszystko straciłoby dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Podejrzewam że w przeciągu kilku dni od zakończenia Igrzysk popełniłabym samobójstwo. Powiedziałam mu że on da radę, że on się odnajdzie, że niema wyjścia. A ja nie chce życia bez niego. Odpowiedział mi na to że będzie mnie chronił póki będzie mógł i będzie miał siły. - Przerwałam na chwilę by odetchnąć. - A ja powiedziałam że gdy nadejdzie czas ma przeżyć. Po prostu przeżyć. Przeżyć dla mnie. Wtedy powiedział że przecież mnie już wtedy nie będzie. Postarałam się zignorować jego odpowiedź i mówiłam dalej. Że będę nad nim czuwać. Ma przeżyć dla mnie. Powiedziałam. Walczymy w jednej drużynie. Zabij mnie i przeżyj gdy nadejdzie czas. Więc na arenie gdy powoli umierałam od jadu węża chciał spędzić ze mną jeszcze chwilę. Podejrzewam że czekał na odpowiedni moment. Ale nie wiem. - Zapadła cisza.
-Niall co czułeś wtedy gdy kazała ci to obiecać?
-Rozpacz. Złość. Pragnienie ochronienia ją za wszelką cenę. Myślałem. Ona nie może zginąć. Musi przeżyć. Ona myślała to samo o mnie. Ale to ona nie ja odważyła się powiedzieć to na głos. Obiecałem jej to, ale czułem się z tym strasznie źle. Jak ja mógłbym zabić własną dziewczynę i samemu wygrać. Nie mogłem tego pojąć. Jak mogła tak mówić. Gdy ten przeklęty wąż ją ugryzł i zaczęła umierać. Wiedziałem że to koniec. Wiedziałem że będę musiał ją zabić. Chciałem spędzić z nią jeszcze kilka ostatnich chwil. A gdyby zasnęła wtedy bym ją zabił. Skracając jej męki. Lecz zanim miałem okazję zjawił się spadochron z pomocą. I wiedziałem. Wiedziałem że tylko odwlekamy moment jej śmierci. To co nieuniknione. Ja zawsze dotrzymuję obietnic. Nawet tych najgorszych. - Powiedział i wpił się zachłannie w moje usta. Pocałunek był dziki i namiętny. Po chwili się oderwaliśmy od siebie a Caesar dalej wypytywał nas o nasze emocje podczas poszczególnych momentów na arenie. Dopytywał o to co czuliśmy gdy dowiedzieliśmy się że Sebastian i Nathalie nie żyje. Pytał co czuliśmy gdy dnia poprzedniego pokazano nam skrót z Igrzysk i co czuliśmy patrząc na śmierć dzieciaków z naszego Dystryktu. Pytał również co czułam w momencie w którym celowałam w Jordana. Kiedy posłałam strzałę w jego udo a on upadł na kolana. Kiedy wymierzyłam mu śmiertelny strzał w czoło.
-Ostatnie pytanie co czuliście w momencie w którym Fredrich Coocher ogłosił was zwycięzcami.
-Szczęście. Radość nie do opisania. Cieszyliśmy się że dano nam szansę na spędzenie razem reszty naszego życia. Szczęśliwie.
-Nic dodać nic ująć. Wielką radość, że będziemy mogli żyć razem. Będziemy wam za to dozgonnie wdzięczni. - Mówi Niall.
-Tak. Jesteśmy wdzięczni za to. Wdzięczni i szczęśliwi.
-Przed wami podróż do domu. A już za prawie cztery miesiące wyruszycie w Ogólnokrajowe Tournee Zwycięzców. Odwiedzicie wszystkie Dystrykty i na końcu znowu traficie do mnie. - Powiedział z uśmiechem.
-Już nie mogę się doczekać następnego spotkania z tobą. Zabawny z ciebie gość. - Powiedziałam
-Ja również będę na was czekał. To byli Rose Denil i Niall Horan Zwycięzcy Dziewięćdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk Przeklęci Kochankowie Skąpani w Czystym Ogniu z Jedenastego Dystryktu. - Jeden z realizatorów dał nam sygnał że skończyli nagrywać.
-Wspaniale. Było naprawdę świetnie. - Pochwalił nas Alex.
-Ty naprawdę kazałaś mu obiecać by cię zabił? - Spytała załzawiona Ozil.
-Nie płacz. Nic mi nie jest. Żyję. - Spojrzałam na Nialla - Żyjemy oboje i to się liczy. - Powiedziałam i przytuliłam ją.
-Dobra dzieciaki idźcie się przebrać. Czas ruszać w drogę. - Powiedział Alex.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Każdy komentarz zachęca do dalszego pisania.
W rozdziale pierwszym został dodany zwiastun :)
-Cześć skarbie.
-Rafio! Jak dobrze cię widzieć! - Krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. - Tęskniłam.
-Ja też.
-Myślałam że już cię więcej nie zobaczę. A jednak los chciał inaczej.
-Tak. I teraz jesteś skazana na mnie przez najbliższe lata jako twój osobisty stylista. No i oczywiście moi przyjaciele którzy pomagali mi w przygotowaniu i wystylizowaniu ciebie. Minos, Dutti i Lina.
-Tak wiem. Pamiętam ich. A tak nawiasem mówiąc. Też są nowi prawda?
-Tak. To ich pierwszy rok z trybutem.
-Widać to po nich. Ale są spoko.
-Dobrze. A teraz idziemy. - Wyszliśmy z pokoju w którym spędziłam ostatnie dwa dni.
Wyszliśmy na korytarz i kierowaliśmy się w stronę wind. Wsiedliśmy do jednej i wjechaliśmy na jedenaste piętro. Gdy weszłam do salonu wszyscy już tam byli. Pozostała trójka moich stylistów Minos, Lina i Dutti, Alex, Ozil, a przede wszystkim Niall i jego ekipa, Freska, Cynia, Cyprian i Gokkej. Rzuciliśmy się sobie na szyję z Niallem a następnie pocałowaliśmy się.
-Och jacy wy jesteś uroczy. - Powiedziała Ozil podchodząc do nas i przytuliła mnie gdy odsunęłam się od Nialla, oczywiście odwzajemniłam jej uścisk. W tej chwili byłam szczęśliwa. - A nie mówiłam że oboje wrócicie?
-Tak Ozil miałaś rację. - Powiedziałam z uśmiechem
-W końcu po tak długim czasie Jedenastka zdobyła Zwycięzce, a raczej Zwycięzców. - Powiedziała Ozil wreszcie mnie puszczając. Wykorzystał to Alex i podszedł do mnie.
-Gratuluję. Cieszę się że was widzę dzieciaki. - Powiedział i przytulił mnie.
-Też się cieszę Alex.
-Chodźcie na kolację.
Weszliśmy do jadalni. Stół był cały zastawiony jedzeniem. Nałożyłam sobie potrawki z kurczaka i sałatkę.
-Poradziliście sobie świetnie. - Chwali nas mentor. - Mówiłem żebyście nie podchodzili do Rogu. Ale postawiliście na swoim i zaryzykowaliście życie by zdobyć broń i nie tylko. I wiecie co? Cieszę się że mnie nie posłuchaliście. Bo gdybyście tak zrobili, pewnie byście nie przetrwali i nie wygrali Igrzysk.
-Nic nie wiadomo.
-Też prawda. Może mielibyście to szczęście i wygrali.
-Polowałabym więcej. Pozbierała jadalne rośliny. Przeżylibyśmy.
-Ciebie byśmy nie zawiedli Alex. - Dodaje Niall.
Reszta kolacji minęła na przyjemnych rozmowach. Jak wszyscy się najedli Ozil wysłała nas do łóżek bo musimy się wyspać na jutrzejszy dzień. Wzięłam krótką gorącą kąpiel, założyłam koszulę nocną i położyłam do łóżka. Zasnęłam od razu.
Rano obudziła mnie wspaniała trójka. Najpierw kazali mi zjeść śniadanie. Więc udałam się do jadalni i zjadałam trzy bułki z dżemem. A następnie zabrali się za mnie. Mieli za zadanie przygotować mnie na Finał Igrzysk Ukoronowanie mnie i wywiad z Caesarem Flickermanem. W końcu wszedł Rafio i stwierdził że ta trójka spełniała bardzo dobrze swoje zadanie i odesłał ich. Podał mi sukienkę i buty. Założyłam to a wtedy on odsłonił lustro. Mocny makijaż trzymający się zieleni i odcienia złotego, na paznokcie nałożone tipsy by były dłuższe i pomalowane na zielono, oraz złota sukienka sięgająca mi kolan a do niej dopasowane zielono złote wysokie rzymianki. Ogólnie prezentowałam się świetnie.
-I jak?
-Świetnie, naprawdę super. Bomba. Wyglądam nieziemsko. - Powiedziałam zachwycona patrząc cały czas na swoje odbicie w lustrze.
-Cieszę się że ci się podoba. A teraz chodź.
Wyszliśmy z mojego pokoju przechodząc przez salon zabrałam jeszcze pączka. Zjadłam go w drodze na dół w windzie. Wysiadamy na poziomie na którym odbywało się nasze szkolenie. Według tradycji Zwycięzca wraz z całą ekipę wyłaniają się spod sceny. Jestem prowadzona do niewielkiego pomieszczenia w którym jest umieszczony spodek który wysunie nas na estradę. Rafio mówi że idzie się przygotować, a ja mam się stąd nie ruszać. Po chwili do pomieszczenia wchodzi Niall i Freska, która mówi mu to samo co mój stylista mi. Mówi nam jeszcze abyśmy już zajęli miejsce i wychodzi.
-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję.
Weszliśmy na podest i czekamy. Po chwili słyszymy radosny głos Caesara.
-Witam! Witam! Witam! Proszę państwa dzisiaj mamy nie zastąpiony dzień. Już za chwilę na tej scenie właśnie obok mnie pojawi się dwójka zwycięzców. - Powiedział a tłum zaczął wiwatować. - Ale za nim to się stanie. Powitajmy ich ekipy przygotowawcze.Ekipa Zwyciężczyni! Minos Flechim! Lina Capresino! Dutti Molerto! Oraz ekipa Zwycięzcy! Cynia Delien! Cyprian Moris! Gokkej Lefren! - Po każdym nazwisku następowała wielka fala braw. - Jak to jest być pomocnymi stylistami zwycięzców?
-To wspaniałe uczucie. - Mówi Dutti.
-Tak. Wzruszające. - Dopowiada Minos.
-Jest się czym pochwalić. - Mówi radośnie Gokkej
-I wiemy że nasza praca i wysiłek nie idzie na marne. - Uzupełnia Cynia.
-Dobrze dziękuję zajmijcie swoje miejsca. A teraz powitajmy opiekunkę Jedenastego Dystryktu, piękna jak zawsze Ozil Larock! - I publiczność zaniosła się gromkimi brawami.
-Jakie to uczucie mieć pod opieką Wygranych Trybutów, Zwycięzców?
-To jest wspaniałe uczucie. Wreszcie mam się czym pochwalić. I udowodnić przyjaciołom a zarazem opiekunów innych Dystryktów że Jedenastka nie jest słaba i ma się czym pochwalić. Tylko trzeba trafić na odpowiednie osoby z silnym charakterem. Wreszcie mam na swoim koncie Zwycięzcę Igrzysk, a nawet dwóch. - Mówi i chyba słyszę w jej głosie że zaraz się rozpłacze. - To takie wzruszające. Być tutaj na scenie i czekać na swoich podopiecznych którzy lada moment się pojawią.
-Dziękujemy Ozil. Zajmij swoje miejsce. A teraz powitajmy osobę dzięki której ta dwójka przetrwała. Alexander Amitel! - Trybuny po raz kolejny za wiwatowały. - Alex sam kiedyś zwyciężyłeś. Jakie to uczucie gdy po tylu latach twój Dystrykt zdobywa Zwycięzce?
-To jest nie do opisania. Ale czuję Dumę? Tak, dumę. Bo w końcu znalazł się ktoś kto wie jak przetrwać. Znalazły się osoby z silną wolą przetrwania i powrotu. I to są oni. W historii Igrzysk przecież były takie sytuacje że Trybuci poddawali się już na samym początku. A oni? Oni walczyli. Walczyli do końca. Musieli przetrwać i udało im się to.
-Dziękuję to był Alex Amitel! Teraz powitajmy dwoje wspaniałych ludzi. Rafio Grin! I Freska Poliwia! - I kolejna wielka fala braw. - Dwoje wspaniałych stylistów. Wasze stroje są przepiękne. a osoby które je noszą wyglądają olśniewająco. Co czujecie? Wasi podopieczni wygrali i zostaliście skazani na siebie na najbliższe parę lat. W końcu oni muszą mieć swoich stylistów. Cieszycie się?
-Bardzo się cieszymy z tego powodu.
-Nie mogliśmy trafić na lepszych Trybutów. Ta dwójka jest dopasowana w każdym calu.
-Stroje które szyjemy dla nich leżą cudownie na ich sylwetkach.
-Nic im nie brakuje. Są idealni. - Kończy Freska.
-To byli styliści naszych Zwycięzców! A teraz powitajmy Dwoje Zwycięzców Dziewięćdziesiątych Czwartych Igrzysk Głodowych! Rose Denil! I Niall Horan! - Nasza platforma zaczęła się podnosić i wyłaniać nas na scenę. Gdy platforma się zatrzymała podeszliśmy do kanapy i zajęliśmy miejsce. Na kanapie usiedliśmy objęci. Niall miał prawą rękę owiniętą wokół mojej talii a ja swoją wokół jego pleców. - Witam was kochani. Co u was słychać?
-Witaj Caesarze. Jest dobrze. Cieszymy się z powrotu.
-Fajnie jest znów cię widzieć. - Powiedziałam.
-Ah dziękuję Rose. - Powiedział i uśmiechnął się do mnie. - A zatem obejrzyjmy skrót Igrzysk.
Nasze kanapy odwróciły się tyłem do publiczności. Na jednym ekranie tym mniejszym z prawej strony było wyświetlane nagranie na żywo mnie i Nialla, by pokazać nasze emocje w danym momencie Igrzysk. Na drugim małym ekranie z lewej strony jest pokazywana twarz Caesara, ale z poprzednich Igrzysk wiem że jest przeplatana z widokiem stylistów, mentora, opiekunki i publiczności. Więc i dzisiaj zapewne tak będzie. A na największym ekranie po środku właśnie zaczął wyświetlać się skrót z Igrzysk. Najpierw po kolei Dożynki w każdym Dystrykcie. Następnie przejazd na Rydwanach podczas Inauguracji Ceremonii Igrzysk. Później wyświetlona ilość punków zdobyta podczas Indywidualnej oceny. Wywiad z Caesarem. I w końcu Pierwszy dzień Igrzysk. Odliczanie, wjazd Trybutów na Arenę, wystrzał wyścig do Rogu Obfitości. Dobiegam pierwsza i łapie łuk. Za raz po mnie do Rogu dobiega Niall chwyta miecz i zabija chłopaka, biorę dwa plecaki, apteczkę i walizkę w tym czasie Niall zabija dziewczynę. Krzyczę do niego a on zabija chłopaka chwyta jeszcze plecak, dwie walizki i drugi łuk z kołczanem i znika za mną w lesie. Widzimy walkę przy Rogu. W końcu dobiega ona końca słychać wystrzały z armat. Jeden wystrzał to jedna ofiara. Później są pokazywane różne sceny z trwania Igrzysk. Pokazywali jak Trybuci smażą się w słońcu, bez wody. Pokazywali każdą śmierć z bliska.Pokazano nas siedzących na kamieniu przed jaskinią Oraz zdarzenie jakie tam się stało. Chowamy się w jaskini przed zawodowcami. Śmierć Arczera z ręki Jordana. I odejście pozostałej grupy. Przylot spadochronu a w nim granaty. Nasza akcja zabicia w dymie i ucieczka. Nie zorientowali się skąd był atak, nie wiedzieli gdzie biec. A zginęło z naszych rąk wtedy troje ludzi. Następnie pokazana nasza pobudka z wężami. Pokazali jak zawodowcy obudzili się otuleni płomieniami wśród nich byli także Sebastian i ta dwójka dzieciaków z dziewiątki, ponieważ mieli obozowisko kilkanaście metrów od nich. Zaczęło się właśnie od zawodowców i skierowano ich w stronę trójki dwunastolatków, a następnie w stronę strumienia gdzie my byliśmy. W tym samym czasie Nathalie została zabita przez chłopaka z czwórki. I tak oto znaleźliśmy się blisko finału dziewięciu Trybutów. Pokazali scenę gdy otrzymaliśmy spadochron z maścią, i moje leczenie nogi. Naszą podróż do Rogu Obfitości. Wędrówkę Zawodowców po lesie. Walkę o przetrwanie po ogłoszeniu że dwoje z tego samego Dystryktu może zwyciężyć. I na koniec zabicie przeze mnie Jordana i nasza krótka wymiana zdań oraz nasz odlot z areny. I film został zakończony trwał sześć godzin.
-No właśnie zapomniałabym. Jordan kazał was pozdrowić i powiedzieć że macie się pieprzyć.
Nasza rozmowa z Caesarem trwała jeszcze jakąś godzinkę i dopiero wtedy zabrzmiał hymn. Wszyscy wstali a na scenę wkroczył prezydent Samuel Woods. a za nim dziewczynka i chłopiec na rękach przed sobą nieśli poduszkę a na niej korona. Chłopiec stanął z mojej prawej, a dziewczynka z lewej Nialla Prezydent stanął przed nami i wygłosił mowę, później się odwrócił i ukoronował mnie, a następnie Nialla. Następnie my wygłaszamy krótką mowę którą przygotowała nam Ozil i kazała zapamiętać. I wreszcie machamy do widzów żegnając się i Caesar kończy program. Gasną światła, opadają kurtyny i zapalają się inne światła zwykłe oświetlenie. Schodzimy ze sceny. I jesteśmy eskortowani wraz z Prezydentem do jego posiadłości na bankiet zwycięstwa. Wszyscy lgną w naszą stronę. Urzędnicy Kapitolu, sponsorzy oraz inne ważne osobowości. Proszą o zdjęcie o krótką rozmowę. Wszyscy są uśmiechnięci i szczęśliwi. Uśmiechamy się, rozmawiamy, udzielamy krótkich wywiadów do kamer. Padają pytania typu co czujemy? Jak nam się podoba u Prezydenta? I takie podobne. Cały czas jesteśmy blisko siebie, otuleni ramieniem w pasie lub trzymamy się za dłonie. Nad ranem wracamy do Ośrodka Szkoleniowego na nasze Jedenaste piętro. Każde z nas wchodzi do swojego pokoju. Biorę długą, odprężającą i gorącą kąpiel. Po godzinie dopiero wychodzę z wanny i kładę się spać.
Jestem budzona o dziesiątej przez Dutti która podaje mi śniadanie składające się z trzech bułeczek i czterech kiełbasek oraz gorącą czekoladę. Zjadam wszystko. A ona odnosi tackę i woła Lin i Minosa. Przygotowują mnie. Robią makijaż, paznokcie i fryzurę. Następnie wołają Rafio który daje mi prześliczną niebieską sukienkę z białymi cekinami. Jestem przygotowywana do udzielenia ostatniego jak na razie wywiadu w Kapitolu. Wchodzę do salonu który kompletnie nie przypomina miejsca w którym spędziłam ostatnio dużo czasu. Wszystkie meble zostały wyniesione. A ustawiono na środku brązową kanapę i fotel w tym samym kolorze. Między fotelem i kanapą stał telewizor tak byśmy mogli zerkać na niego z boku. Na telewizorze podczas rozmowy zawsze są pokazywane momenty z Igrzysk. Niall stał wraz z Ozil i Alexem więc do nich podeszłam.
-Pięknie wyglądasz kochana. - Mówi Ozil która dzisiaj również wygląda świetnie. Od początku igrzysk nosiła fioletową perukę. A dziś ma na sobie zieloną. Ma ubraną również pomarańczowo-zieloną sukienkę sięgającą kolan i czarne buty na piętnasto centymetrowych szpilkach.
-Fajna fryzura.
-Dziękuję.
-Rose, Niall zajmijcie miejsca za chwilę zaczynamy. - Powiedział jeden z realizatorów.
-Witajcie. - Przywitał nas Caesar Flickerman podając nam dłoń. - Usiądźcie wygodnie. - Powiedział i oboje usiedliśmy.
Wtuliłam się w bok Nialla. Ktoś zaczyna odliczać i po chwili trafiamy na wizję, program nadawany na żywo.
-Witam wszystkich. Goszczę właśnie w penthousie na Jedenastym piętrze w Ośrodku Szkoleniowym, a wraz ze mną są tutaj tegoroczni Zwycięzcy Głodowych Igrzysk z Jedenastego Dystryktu Rose Denil i Niall Horan.
-Witajcie. - Powiedzieliśmy równo z uśmiechem na ustach.
Caesar trochę z nami pożartował a następnie przeszedł do tego co działo się na arenie. Padały różne pytania.
-Co czuliście gdy Zawodowcy znaleźli się tuż obok was, przed jaskinią w której się skryliście?
-Myślałam że to już koniec. Ich było ośmiu, a nas dwoje. Gdyby nas zauważyli zginęli byśmy. Oczywiście podjęlibyśmy walkę od razu. Ale ilu byśmy zabili? Dwóch? Może trzech? A w rezultacie i tak padlibyśmy trupem. Błagałam w duszy żeby nas nie zauważyli i odeszli. Żeby nie postanowili skryć się w jaskini w której my byliśmy. I wtedy Arczer powiedział że Sebastian ukradł mu okulary. Młody zawsze był zwinny i szybki. Podejrzewam że Arczer od razu się nie zorientował że został okradziony. Dopiero po jakimś czasie. I wtedy Jordan go zabił. Jego głowa upadła blisko wejścia. Widziałam jego wyraz twarzy i pełno krwi wszędzie. To było straszne.
-Tak było. Myślałem że ta głowa wpadnie do jaskini a my narobimy przez to hałasu i wtedy oni nas zabiją. Ale na szczęście zatrzymała się przed wejściem. A oni nie zwrócili na nic uwagi.
-Później dostaliście spadochron. Opowiedzcie o akcji którą zrobiliście.
-Tak jak było pokazywane. Dostaliśmy spadochron a w nim granaty. Od razu wiedziałam co z nimi zrobić. Zakradliśmy się do ich obozowiska gdzie wszyscy właśnie zasypiali a Grinzo czuwał na warcie. Lecz nie był zbyt czujny. I wtedy rzucając granaty dymne ukryliśmy się w osłonie i zaatakowaliśmy ich nożami. Nie wiemy które z nas trafiło. Rzucaliśmy na oślep. Nic nie było widać. Następnie uciekliśmy.
-Jednego ranka obudziliście się z wężami.
-To było straszne.
-W pośpiechu próbowaliśmy wyjść z jaskini, przez co je deptaliśmy. W skutek czego jeden gad ugryzł Rose.
-Myślałam że umrę. Cierpiałam. To były straszne męki. Chciałam żeby odszedł i mnie zostawił. Powiedział że zostanie jeszcze chwilę. Po paru godzinach dostałam maść i instrukcje uratowania mi życia. I przeżyłam.
-No właśnie Rose. O co chodziło gdy mówiłaś do Nialla żeby odszedł, ratował siebie o rozmowie w penthousie?
-Jednego dnia rozmawialiśmy o tym co będzie tu na arenie. Że będziemy mieli sojusz. Powiedziałam mu wtedy że jeżeli zostanie nasza dwójka będziemy musieli zwrócić się ku sobie. Powiedział że nigdy mnie nie skrzywdzi i będzie mnie bronił, odpowiedziałam mu że ja również będę bronić jego. Przez dożynki i początek Igrzysk, znaczy drogę w pociągu i pierwsze chwile w Ośrodku, w penthousie sprawiły że oddaliliśmy się od siebie. I to było straszniejsze od samych Igrzysk. Oboje w tamtym momencie baliśmy się tego co nieuniknione.
-Czego? - Spytał Caesar.
-Utraty drugiej osoby. Bliskiej ci sercu. - Powiedział Niall.
-Kazałam mu obiecać że jeśli nasza dwójka będzie ostatnia zabije mnie i wygra.
-Oooohh. - Rozległo się z ust Caesara i wszystkich zgromadzonych w salonie.
-Obiecał mi to. Jakiś czas później znów nawiązaliśmy do tej rozmowy. To było w noc tuż przed rozpoczęciem Igrzysk. Właśnie pożegnaliśmy się z Ozil i Alexem.
-Co mu powiedziałaś?
-Że ja sobie tu nie poradzę gdy jego zabraknie. Że wolę umrzeć i dać szansę na lepsze życie jemu. Bo mi na nic się zda życie w którym nie będę potrafiła się odnaleźć. Bez niego wszystko straciłoby dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Podejrzewam że w przeciągu kilku dni od zakończenia Igrzysk popełniłabym samobójstwo. Powiedziałam mu że on da radę, że on się odnajdzie, że niema wyjścia. A ja nie chce życia bez niego. Odpowiedział mi na to że będzie mnie chronił póki będzie mógł i będzie miał siły. - Przerwałam na chwilę by odetchnąć. - A ja powiedziałam że gdy nadejdzie czas ma przeżyć. Po prostu przeżyć. Przeżyć dla mnie. Wtedy powiedział że przecież mnie już wtedy nie będzie. Postarałam się zignorować jego odpowiedź i mówiłam dalej. Że będę nad nim czuwać. Ma przeżyć dla mnie. Powiedziałam. Walczymy w jednej drużynie. Zabij mnie i przeżyj gdy nadejdzie czas. Więc na arenie gdy powoli umierałam od jadu węża chciał spędzić ze mną jeszcze chwilę. Podejrzewam że czekał na odpowiedni moment. Ale nie wiem. - Zapadła cisza.
-Niall co czułeś wtedy gdy kazała ci to obiecać?
-Rozpacz. Złość. Pragnienie ochronienia ją za wszelką cenę. Myślałem. Ona nie może zginąć. Musi przeżyć. Ona myślała to samo o mnie. Ale to ona nie ja odważyła się powiedzieć to na głos. Obiecałem jej to, ale czułem się z tym strasznie źle. Jak ja mógłbym zabić własną dziewczynę i samemu wygrać. Nie mogłem tego pojąć. Jak mogła tak mówić. Gdy ten przeklęty wąż ją ugryzł i zaczęła umierać. Wiedziałem że to koniec. Wiedziałem że będę musiał ją zabić. Chciałem spędzić z nią jeszcze kilka ostatnich chwil. A gdyby zasnęła wtedy bym ją zabił. Skracając jej męki. Lecz zanim miałem okazję zjawił się spadochron z pomocą. I wiedziałem. Wiedziałem że tylko odwlekamy moment jej śmierci. To co nieuniknione. Ja zawsze dotrzymuję obietnic. Nawet tych najgorszych. - Powiedział i wpił się zachłannie w moje usta. Pocałunek był dziki i namiętny. Po chwili się oderwaliśmy od siebie a Caesar dalej wypytywał nas o nasze emocje podczas poszczególnych momentów na arenie. Dopytywał o to co czuliśmy gdy dowiedzieliśmy się że Sebastian i Nathalie nie żyje. Pytał co czuliśmy gdy dnia poprzedniego pokazano nam skrót z Igrzysk i co czuliśmy patrząc na śmierć dzieciaków z naszego Dystryktu. Pytał również co czułam w momencie w którym celowałam w Jordana. Kiedy posłałam strzałę w jego udo a on upadł na kolana. Kiedy wymierzyłam mu śmiertelny strzał w czoło.
-Ostatnie pytanie co czuliście w momencie w którym Fredrich Coocher ogłosił was zwycięzcami.
-Szczęście. Radość nie do opisania. Cieszyliśmy się że dano nam szansę na spędzenie razem reszty naszego życia. Szczęśliwie.
-Nic dodać nic ująć. Wielką radość, że będziemy mogli żyć razem. Będziemy wam za to dozgonnie wdzięczni. - Mówi Niall.
-Tak. Jesteśmy wdzięczni za to. Wdzięczni i szczęśliwi.
-Przed wami podróż do domu. A już za prawie cztery miesiące wyruszycie w Ogólnokrajowe Tournee Zwycięzców. Odwiedzicie wszystkie Dystrykty i na końcu znowu traficie do mnie. - Powiedział z uśmiechem.
-Już nie mogę się doczekać następnego spotkania z tobą. Zabawny z ciebie gość. - Powiedziałam
-Ja również będę na was czekał. To byli Rose Denil i Niall Horan Zwycięzcy Dziewięćdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk Przeklęci Kochankowie Skąpani w Czystym Ogniu z Jedenastego Dystryktu. - Jeden z realizatorów dał nam sygnał że skończyli nagrywać.
-Wspaniale. Było naprawdę świetnie. - Pochwalił nas Alex.
-Ty naprawdę kazałaś mu obiecać by cię zabił? - Spytała załzawiona Ozil.
-Nie płacz. Nic mi nie jest. Żyję. - Spojrzałam na Nialla - Żyjemy oboje i to się liczy. - Powiedziałam i przytuliłam ją.
-Dobra dzieciaki idźcie się przebrać. Czas ruszać w drogę. - Powiedział Alex.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Każdy komentarz zachęca do dalszego pisania.
W rozdziale pierwszym został dodany zwiastun :)
sobota, 3 stycznia 2015
Rozdział 6
Gdy się rano obudziliśmy zjedliśmy chleba. Cały dzień spędziliśmy przed jaskinią lub w niej. Gdyż w samo południe było naprawdę gorąco. Podwinęliśmy spodnie i zdjęliśmy kurtki. Upał był nie do zniesienia i wypiliśmy dużo wody. Ale zostało nam jej jeszcze sporo. Lecz jeśli ma tak być codziennie musimy znaleźć źródło byśmy nie skonali z pragnienia. Gdy słońce zaszło temperatura się znacznie obniżyła. Siedzieliśmy przed jaskinią wtuleni w siebie i okryci kocem, mieliśmy założone okulary tak na wszelki wypadek. Czekaliśmy na podsumowanie dnia. I nagle usłyszałam szelest.
-Słyszałeś? - Szepnęłam do Nialla rozglądając się.
Wstaliśmy i jak najciszej weszliśmy do jaskini. Po chwili przed nią przeszła grupa Trybutów. Dzięki okularom wiem że to było dwóch chłopaków i dziewczyna z jedynki, chłopak i dziewczyna z dwójki, chłopak z trójki, dziewczyn z czwórki i chłopak z piątki. We dwójkę nie mielibyśmy z nimi szans. Zabiliby nas w kilka sekund a my zabilibyśmy dwie, może trzy osoby nie więcej a w rezultacie i tak byśmy zginęli. Więc siedzieliśmy cicho mając nadzieję że nas nie znajdą. W momencie w którym dwoje z nich przechodziło koło wejścia do jaskini rozbrzmiał hymn a na niebie ukazało się godło Kapitolu by po chwili pokazać zmarłych Trybutów. Dziewczyna z ósemki, dwoje chłopaków i dwie dziewczyny z którymi Sebastian przebywał na treningu i jeszcze jeden jakiś starszy.
-Tamta trójka smarkaczy ma szczęście że są szybcy i nam uciekli, ale przynajmniej stracili czworo kompanów.
-Dokładnie ruda. - Zgodził się z nią kolega.
-Daje im góra trzy dni że przeżyją bez broni i plecaków. - Zaśmiał się jeden z nich.
-Znajdziemy ich.
-Tak znajdziemy mała, żebyś wiedziała.
-Dobra. Rozbijemy nasz obóz tam. Ma ktoś okulary?
-Nie ten dzieciak z jedenastki mi zabrał ostatnie dwie pary.
-Jak mogłeś dać się okraść dwunastolatkowi Arczer?!
-Był zwinny i szybki. Nie moja wina.
-Ja też jestem szybki.
-Co masz na myś... - Nie zdążył dokończyć gdyż Jordan z jedynki odciął mu głowę.
-Idziemy! - Krzyknął i zaczął odchodzić a za nim ruszyła pozostała szóstka.
Cofnęliśmy się w głąb jaskini. Po chwili nadleciał poduszkowiec i zabrał martwe ciało chłopaka. Gdy odleciał postanowiłam dyskretnie wyjrzeć z jaskini i spojrzeć gdzie znajduje się ta siódemka przeklętych karierowców. Byli jakieś chyba trzydzieści metrów od nas. Właśnie szykowali się na spoczynek.
-Nie jesteśmy tu bezpieczni.
-Wiem. Musimy stąd zwiewać i to jak najszybciej i jak najciszej.
-Niall.
-Co?
-Spadochron.
-Co? Gdzie?
-Tam. - Wskazałam w lewo na niebo, a następnie w prawo by się upewnić że tamci nic nie zauważyli. I nie zauważyli. Lepiej dla nas. - Spakuj nasze rzeczy idę po spadochron. - Powiedziałam i pobiegłam do niego. Była to skrzynka. A do niej przyklejona kartka
"Lubimy dobre widowisko. Zrób z tego użytek. Zachwyć nas. Działają trzy sekundy po odbezpieczeniu.
Dalia i Vincent Oriama."
W środku były granaty dymne. Wróciłam szybko do Nialla.
-Co masz?
-Granaty dymne. I chyba mam pomysł. Daj mi mój plecak.
-Jaki masz plan?
-Rzucimy granaty, a następnie rzucimy nożami. Będziemy rzucać na oślep więc módlmy się że ich trafimy chociaż trochę by ich osłabić. Gdy rzucimy nożami wiejemy.
-Niezły plan.
-Idziemy.
Mając okulary noktowizyjne na nosie szliśmy powoli i uważając by nie narobić hałasu. W końcu staliśmy za ich obozowiskiem. Dałam dwa granaty Niallowi i sama również wzięłam dwa. Kolejne cztery schowałam do plecaka. Mogą się jeszcze przydać. "Gotowy?" spytałam bezgłośnie Nialla. Kiwnął głową na tak. Odbezpieczyliśmy granaty i rzuciliśmy je w ich kierunku. W momencie w którym doleciały do nich wybuchł gęsty dym. Mając noże wsadzone za pasem by było nam łatwiej zaczęliśmy w nich rzucać. Oboje rzuciliśmy sześcioma nożami było słychać ich krzyki. Zaczęliśmy wiać w stronę z której przyszliśmy wcześniej. Kierowaliśmy się w stronę Rogu Obfitości. Podejrzewam że nie przewidują tego byśmy po zaatakowaniu ich wrócili do centrum, tylko że będziemy się gdzieś ukrywać na obrzeżach. Więc jeśli przeżyją pójdą w drugą stronę. Chyba że się mylę. Ale obym miała rację. Zatrzymaliśmy się po piętnastu minutach biegu. Nie było słychać dźwięków pogoni. Zaczęliśmy się rozglądać za kryjówką. Niall znalazł strumień a blisko niego jaskinie. Więc schowaliśmy się w niej.
Kolejny dzień był spokojny. Wieczorem gdy zabrzmiał hymn dowiedzieliśmy się że zabiliśmy Ariet z jedynki, Sibil i Grinzo z dwójki.
-Więc zostali Jordan i Daren z jedynki, dziewczyna z czwórki i chłopak z piątki.
-Tak.
-A nie licząc ich na arenie jest jeszcze...
-Sebastian, chłopak i dziewczyna z dziewiątki w jego wieku. Nathalie, my, jedna dziewczyna, czterech chłopaków. Dobrze liczę?
-Chyba tak. - Powiedział i mnie pocałował. -A teraz czas spać.
Kolejne dwa dni były spokojne. Więc trzeciego ranka obudził nas syk. Jak otworzyliśmy oczy okazało się że w naszej jaskini jest kilka węży.
-Było za spokojnie! Wiejemy! - Krzyknął Niall i szybko wybiegliśmy z naszej jaskini.
-Aaał! Niall! Dziabnął mnie! - Podbiegł do mnie i pomógł mi uciekać gdyż węże pełzły za nami. Ale po jakimś czasie zawróciły. Z innej strony lasu po drugiej stronie rzeki widzieliśmy płomienie.
-Chcą nas zwabić w jedno miejsce. Chodź. - Podążaliśmy w głąb lasu od strumienia, by być jak najdalej od niego. Schowaliśmy się piętnaście metrów od niego gdyż ledwo co mogłam iść. Słyszeliśmy krzyki. Palili się żywcem. Pytanie tylko kto? Słyszeliśmy jak ktoś wbiega do strumienia a następnie kroki. Nie zauważyli nas.
-To jeszcze nie koniec. - Powiedziałam.
-Masz racje.
-Odejdź.
-Co?
-Ratuj się.
-Nie zostawię cię.
-Pamiętasz naszą rozmowę przy kolacji w penthousie?
-Tak.
-Pamiętasz co mówiłeś?
-Pamiętam.
-Więc uciekaj.
-Nie.
-Wiej. Ratuj siebie.
-Nie zamierzam cię zostawić kochanie. Jeszcze nie dziś. Zostanę z tobą. - Powiedział i pochylił się w moją stronę i pocałował a ja od razu oddałam pocałunek. Był bardzo namiętny.
Siedzieliśmy tak do wieczora. Gdy rozbrzmiał hymn na ekranie ujrzałam twarz Sebastiana i dzieciaków z dziewiątki, Nathalie i chłopak z siódemki i chłopak z dziesiątki. Następnie pokazali wszystkich wcześniej poległych. Więc teraz wiemy kto jeszcze żyje. Dwóch chłopaków z jedynki, dziewczyna i chłopak z czwórki, dziewczyna i chłopak z piątki, chłopak z dziewiątki i nasza dwójka.
-Zostało dziewięciu Trybutów.
-Tak.
-Dla nich to już prawie finał. Jeszcze trochę i zaczną nas wybijać. Skróć moje męki.
-Nie zabije cię.
-I tak nie dam rady iść kochanie. Masz większe szanse na przeżycie beze mnie. - Powiedziałam i wkładając cały swój wysiłek podniosłam się z pozycji leżącej do siedzącej, położyłam lewą rękę na ramieniu Nialla i pocałowałam go wkładając w ten pocałunek całe swoje uczucie do niego. On musi żyć. Musi. Gdy odsunęłam się od niego tuż obok nas wylądował spadochron. Niall najpierw pomógł mi się oprzeć o skałę a następnie wziął go do ręki.
"Wylecz ją i wygrajcie. Najpierw oczyść ranę z jadu. Wyssij i wypluj. Opłucz wodą. Osusz. Wetrzyj maść.
A&O"
-Alex i Ozil. - Szepnęłam.
Niall otworzył pudełko w środku była maść na ukąszenia i zatrucia. Był też syrop i ciepła zupa. Niall zaczął ssać moją ranę na nodze wypluwając obok wyssany jad więc pluł na fioletowo. Wylał na moją nogę trochę wody z bukłaka. Wytarł ją a następnie wtarł mi maść w miejsce gdzie ugryzł mnie wąż. Wzięłam łyka syropu. Niall nakarmił mnie zupą. Następnie przykrył nas kocem i poszliśmy spać. Następnego dnia obudziło nas słońce które świeciło nam prosto w twarz.
-Cześć kochanie. - Powiedział sennie Niall.
-Cześć.
-Jak tam noga? - Spytał i podniósł się zdejmując z nas koc. Podwinął moją nogawkę. - O boże!
-Co? - Spytałam patrząc na swoją nogę. - Zniknęła.
-Rana zniknęła. Jak się czujesz?
-Lepiej. O wiele lepiej. - Powiedziałam z uśmiechem. - Rozpal ognisko. Ja pójdę się przemyć do strumyka.
-Dobra.
Stanęłam przed strumieniem. Zdjęłam kurtkę, bluzkę, buty, skarpety i spodnie. W bieliźnie weszłam do wody i obmyłam się cała. Wyszłam ze strumyka i wzięłam moje ciuchy w ręce i udałam się do Nialla. Wzięłam koc i wytarłam się w niego a następnie z powrotem ubrałam. Niall akurat kończył pieczenie na ogniu mięsa z królika którego upolowałam dwa dni temu. Teraz było miękkie i soczyste. Wzięliśmy również nasze krakersy. I zjedliśmy.
-Jak nasze zapasy?
-Została nam jedna paczka suszonego jabłka i jedna paczka krakersów.
-Wiesz co?
-Co?
-Chyba wybierzemy się na polowanie. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Co ty wykombinowałaś?
-Pakuj plecak. Napełnij bukłaki. Idziemy się przejść. - Jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Szliśmy dobre dwie godziny. I dotarliśmy na obrzeża przełęczy blisko Rogu.
-Jak myślisz ktoś tego pilnuje?
-Nie mam pojęcia ale z chęcią się przekonam.
-Jesteś szalona.
-Wiem. Taką mnie pokochałeś.
-Wiem. - Powiedział i pocałował mnie.
-Ostrożnie. - Powiedziałam.
Wzięłam łuk do ręki i na cięciwę nałożyłam strzałę przygotowana do strzału, Niall zrobił to samo. Szliśmy powoli rozglądając się uważnie. Dotarliśmy do Rogu Obfitości bez problemu. Przejrzeliśmy różne plecaki i walizki. Zabraliśmy trzy siatki jabłek. Pięć paczek krakersów. Dziesięć paczek suszonego mięsa. Oraz dwa zestawy dwunastu noży dla każdego. Więc razem wzięliśmy ich czterdzieści osiem. Po zdobytych łupach zaczęliśmy się ostrożnie wycofywać. Gdy my znikaliśmy w lesie zauważyłam jak Jordan i Daren z jedynki i Alice i Newt z czwórki wychodzili z drugiej strony lasu. Więc zaczęliśmy szybko uciekać by znaleźć dobrą kryjówkę. Biegliśmy jakieś piętnaście może dwadzieścia minut. I tam się zatrzymaliśmy. Wieczorem dowiedzieliśmy się że zginął chłopak z dziewiątki. Ukryliśmy się w zaroślach i poszliśmy spać. Rano rozpaliliśmy ognisko i podgrzaliśmy sobie mięso. Zjedliśmy je zagryzając krakersami. Po jakimś czasie zjedliśmy również po jabłku. I wtedy rozbrzmiał głos Fredricha Coochera, jest on Głównym nadzorcą Igrzysk.
-UWAGA TRYBUCI. ZOSTAŁA ZMIENIONA REGUŁA WYGRANEJ. WYGRAĆ GŁODOWE IGRZYSKA MOŻE TYLKO PARA POD WARUNKIEM ŻE SĄ Z TEGO SAMEGO DYSTRYKTU. POWTARZAM. ZOSTAŁA ZMIENIONA REGUŁA WYGRANEJ. WYGRAĆ GŁODOWE IGRZYSKA MOŻE TYLKO PARA POD WARUNKIEM ŻE SĄ Z TEGO SAMEGO DYSTRYKTU. ŻYCZĘ WAM POWODZENIA TRYBUCI. I NIECH LOS ZAWSZE WAM SPRZYJA.
-Dwoje zwycięzców! Niall! - Krzyknęłam uradowana.
-Będą na nas polować.
-Przy Rogu jest Jordan, Daren, Newt i Alice.
-Pytanie gdzie się podziewa Fin i Bella.
-Jeśli ktokolwiek wie gdzie oni są to na pewno tamta czwórka.
-Możliwe.
-Miejmy nadzieje że sami się powybijają i pokaleczą a my tylko dokończymy sprawę.
-Chodź. Ukryjemy się gdzieś głębiej. - Powiedział Niall i ruszył do przodu. Szliśmy mniej więcej po skosie od miejsca w którym spędziliśmy noc. Po dość długiej i męczącej wędrówce bo chyba trzygodzinnej i w dodatku w wysokiej temperaturze. Tak było naprawdę gorąco. Doszliśmy do źródła strumienia, przy nim znajdowała się jaskinia i w niej postanowiliśmy się schować. Wrzuciliśmy do niej nasze plecaki i weszliśmy do zimnego strumienia który był dla nas wielkim ukojeniem. Przez dwa dni panował spokój. Ale trzeciego dnia dowiedzieliśmy się że zginęła dziewczyna i chłopak z piątki i dziewczyna z czwórki. Postanowiliśmy przygotować się na najgorsze.
-Zbliża się finał. Pięcioro uczestników. Podejrzewam że dwoje z nich jest ciężko ranne.
-Ostatnia spokojna noc.
-Jutro się wszystko rozegra. To już prawie koniec. Kocham cię Niall. - Pocałowałam go.
-Kocham cię Rose.
Gdy się rano obudziliśmy zjedliśmy porządne śniadanie bo może to być nasze ostatnie i ruszyliśmy w stronę Rogu Obfitości. Po dwóch godzinach wędrówki na niebie ukazała się twarz chłopaka z czwórki.
-Więc zostały dwie pary.
-Tak.
Po parunastu minutach marszu usłyszeliśmy krzyk i wołanie o pomoc wiedzieliśmy że to Daren bo wołał Jordan pomóż. I wiedzieliśmy również że już po nim. Wreszcie doszliśmy na polane przy Rogu Obfitości. Obeszliśmy go dookoła. Niall poszedł z prawej ja z lewej. Nikogo nie było. W środku również. Na nim raczej też nikogo nie było. Staliśmy i czekaliśmy. W końcu się wyłonił. Jordan szedł w naszą stronę. W rękach miał miecz i tarczę.
-Więc to już koniec tak?! Macie łuki! Z łatwością mnie zabijecie! I wygracie! - Strzeliłam mu w nogę przez co upadł na kolana na ziemię. Rzucił mieczem który lekko otarł się o ramię Nialla ale nic poważnego mu nie jest.
-No i czym teraz rzucisz tarczą?!
-Pogódź się ze swoim losem Jordan! - Krzyknęłam nakładając kolejną strzałę na cięciwę.
-Pogodziłem się w momencie w którym zginął Daren! Powiedzcie Kapitolowi ode mnie żeby się pieprzył! - Krzyknął.
-Niema sprawy! - I w tym momencie wypuściłam strzałę. Trafiła go w sam środek czoła.
-Więc to już koniec? - Spytał Niall. A z nieba zaczął zlatywać poduszkowiec.
-Na to wygląda. - Powiedziałam z uśmiechem. - To już koniec.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział. Jak się podoba?
Czytasz? Zostaw po sobie ślad. Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania.
-Słyszałeś? - Szepnęłam do Nialla rozglądając się.
Wstaliśmy i jak najciszej weszliśmy do jaskini. Po chwili przed nią przeszła grupa Trybutów. Dzięki okularom wiem że to było dwóch chłopaków i dziewczyna z jedynki, chłopak i dziewczyna z dwójki, chłopak z trójki, dziewczyn z czwórki i chłopak z piątki. We dwójkę nie mielibyśmy z nimi szans. Zabiliby nas w kilka sekund a my zabilibyśmy dwie, może trzy osoby nie więcej a w rezultacie i tak byśmy zginęli. Więc siedzieliśmy cicho mając nadzieję że nas nie znajdą. W momencie w którym dwoje z nich przechodziło koło wejścia do jaskini rozbrzmiał hymn a na niebie ukazało się godło Kapitolu by po chwili pokazać zmarłych Trybutów. Dziewczyna z ósemki, dwoje chłopaków i dwie dziewczyny z którymi Sebastian przebywał na treningu i jeszcze jeden jakiś starszy.
-Tamta trójka smarkaczy ma szczęście że są szybcy i nam uciekli, ale przynajmniej stracili czworo kompanów.
-Dokładnie ruda. - Zgodził się z nią kolega.
-Daje im góra trzy dni że przeżyją bez broni i plecaków. - Zaśmiał się jeden z nich.
-Znajdziemy ich.
-Tak znajdziemy mała, żebyś wiedziała.
-Dobra. Rozbijemy nasz obóz tam. Ma ktoś okulary?
-Nie ten dzieciak z jedenastki mi zabrał ostatnie dwie pary.
-Jak mogłeś dać się okraść dwunastolatkowi Arczer?!
-Był zwinny i szybki. Nie moja wina.
-Ja też jestem szybki.
-Co masz na myś... - Nie zdążył dokończyć gdyż Jordan z jedynki odciął mu głowę.
-Idziemy! - Krzyknął i zaczął odchodzić a za nim ruszyła pozostała szóstka.
Cofnęliśmy się w głąb jaskini. Po chwili nadleciał poduszkowiec i zabrał martwe ciało chłopaka. Gdy odleciał postanowiłam dyskretnie wyjrzeć z jaskini i spojrzeć gdzie znajduje się ta siódemka przeklętych karierowców. Byli jakieś chyba trzydzieści metrów od nas. Właśnie szykowali się na spoczynek.
-Nie jesteśmy tu bezpieczni.
-Wiem. Musimy stąd zwiewać i to jak najszybciej i jak najciszej.
-Niall.
-Co?
-Spadochron.
-Co? Gdzie?
-Tam. - Wskazałam w lewo na niebo, a następnie w prawo by się upewnić że tamci nic nie zauważyli. I nie zauważyli. Lepiej dla nas. - Spakuj nasze rzeczy idę po spadochron. - Powiedziałam i pobiegłam do niego. Była to skrzynka. A do niej przyklejona kartka
"Lubimy dobre widowisko. Zrób z tego użytek. Zachwyć nas. Działają trzy sekundy po odbezpieczeniu.
Dalia i Vincent Oriama."
W środku były granaty dymne. Wróciłam szybko do Nialla.
-Co masz?
-Granaty dymne. I chyba mam pomysł. Daj mi mój plecak.
-Jaki masz plan?
-Rzucimy granaty, a następnie rzucimy nożami. Będziemy rzucać na oślep więc módlmy się że ich trafimy chociaż trochę by ich osłabić. Gdy rzucimy nożami wiejemy.
-Niezły plan.
-Idziemy.
Mając okulary noktowizyjne na nosie szliśmy powoli i uważając by nie narobić hałasu. W końcu staliśmy za ich obozowiskiem. Dałam dwa granaty Niallowi i sama również wzięłam dwa. Kolejne cztery schowałam do plecaka. Mogą się jeszcze przydać. "Gotowy?" spytałam bezgłośnie Nialla. Kiwnął głową na tak. Odbezpieczyliśmy granaty i rzuciliśmy je w ich kierunku. W momencie w którym doleciały do nich wybuchł gęsty dym. Mając noże wsadzone za pasem by było nam łatwiej zaczęliśmy w nich rzucać. Oboje rzuciliśmy sześcioma nożami było słychać ich krzyki. Zaczęliśmy wiać w stronę z której przyszliśmy wcześniej. Kierowaliśmy się w stronę Rogu Obfitości. Podejrzewam że nie przewidują tego byśmy po zaatakowaniu ich wrócili do centrum, tylko że będziemy się gdzieś ukrywać na obrzeżach. Więc jeśli przeżyją pójdą w drugą stronę. Chyba że się mylę. Ale obym miała rację. Zatrzymaliśmy się po piętnastu minutach biegu. Nie było słychać dźwięków pogoni. Zaczęliśmy się rozglądać za kryjówką. Niall znalazł strumień a blisko niego jaskinie. Więc schowaliśmy się w niej.
Kolejny dzień był spokojny. Wieczorem gdy zabrzmiał hymn dowiedzieliśmy się że zabiliśmy Ariet z jedynki, Sibil i Grinzo z dwójki.
-Więc zostali Jordan i Daren z jedynki, dziewczyna z czwórki i chłopak z piątki.
-Tak.
-A nie licząc ich na arenie jest jeszcze...
-Sebastian, chłopak i dziewczyna z dziewiątki w jego wieku. Nathalie, my, jedna dziewczyna, czterech chłopaków. Dobrze liczę?
-Chyba tak. - Powiedział i mnie pocałował. -A teraz czas spać.
Kolejne dwa dni były spokojne. Więc trzeciego ranka obudził nas syk. Jak otworzyliśmy oczy okazało się że w naszej jaskini jest kilka węży.
-Było za spokojnie! Wiejemy! - Krzyknął Niall i szybko wybiegliśmy z naszej jaskini.
-Aaał! Niall! Dziabnął mnie! - Podbiegł do mnie i pomógł mi uciekać gdyż węże pełzły za nami. Ale po jakimś czasie zawróciły. Z innej strony lasu po drugiej stronie rzeki widzieliśmy płomienie.
-Chcą nas zwabić w jedno miejsce. Chodź. - Podążaliśmy w głąb lasu od strumienia, by być jak najdalej od niego. Schowaliśmy się piętnaście metrów od niego gdyż ledwo co mogłam iść. Słyszeliśmy krzyki. Palili się żywcem. Pytanie tylko kto? Słyszeliśmy jak ktoś wbiega do strumienia a następnie kroki. Nie zauważyli nas.
-To jeszcze nie koniec. - Powiedziałam.
-Masz racje.
-Odejdź.
-Co?
-Ratuj się.
-Nie zostawię cię.
-Pamiętasz naszą rozmowę przy kolacji w penthousie?
-Tak.
-Pamiętasz co mówiłeś?
-Pamiętam.
-Więc uciekaj.
-Nie.
-Wiej. Ratuj siebie.
-Nie zamierzam cię zostawić kochanie. Jeszcze nie dziś. Zostanę z tobą. - Powiedział i pochylił się w moją stronę i pocałował a ja od razu oddałam pocałunek. Był bardzo namiętny.
Siedzieliśmy tak do wieczora. Gdy rozbrzmiał hymn na ekranie ujrzałam twarz Sebastiana i dzieciaków z dziewiątki, Nathalie i chłopak z siódemki i chłopak z dziesiątki. Następnie pokazali wszystkich wcześniej poległych. Więc teraz wiemy kto jeszcze żyje. Dwóch chłopaków z jedynki, dziewczyna i chłopak z czwórki, dziewczyna i chłopak z piątki, chłopak z dziewiątki i nasza dwójka.
-Zostało dziewięciu Trybutów.
-Tak.
-Dla nich to już prawie finał. Jeszcze trochę i zaczną nas wybijać. Skróć moje męki.
-Nie zabije cię.
-I tak nie dam rady iść kochanie. Masz większe szanse na przeżycie beze mnie. - Powiedziałam i wkładając cały swój wysiłek podniosłam się z pozycji leżącej do siedzącej, położyłam lewą rękę na ramieniu Nialla i pocałowałam go wkładając w ten pocałunek całe swoje uczucie do niego. On musi żyć. Musi. Gdy odsunęłam się od niego tuż obok nas wylądował spadochron. Niall najpierw pomógł mi się oprzeć o skałę a następnie wziął go do ręki.
"Wylecz ją i wygrajcie. Najpierw oczyść ranę z jadu. Wyssij i wypluj. Opłucz wodą. Osusz. Wetrzyj maść.
A&O"
-Alex i Ozil. - Szepnęłam.
Niall otworzył pudełko w środku była maść na ukąszenia i zatrucia. Był też syrop i ciepła zupa. Niall zaczął ssać moją ranę na nodze wypluwając obok wyssany jad więc pluł na fioletowo. Wylał na moją nogę trochę wody z bukłaka. Wytarł ją a następnie wtarł mi maść w miejsce gdzie ugryzł mnie wąż. Wzięłam łyka syropu. Niall nakarmił mnie zupą. Następnie przykrył nas kocem i poszliśmy spać. Następnego dnia obudziło nas słońce które świeciło nam prosto w twarz.
-Cześć kochanie. - Powiedział sennie Niall.
-Cześć.
-Jak tam noga? - Spytał i podniósł się zdejmując z nas koc. Podwinął moją nogawkę. - O boże!
-Co? - Spytałam patrząc na swoją nogę. - Zniknęła.
-Rana zniknęła. Jak się czujesz?
-Lepiej. O wiele lepiej. - Powiedziałam z uśmiechem. - Rozpal ognisko. Ja pójdę się przemyć do strumyka.
-Dobra.
Stanęłam przed strumieniem. Zdjęłam kurtkę, bluzkę, buty, skarpety i spodnie. W bieliźnie weszłam do wody i obmyłam się cała. Wyszłam ze strumyka i wzięłam moje ciuchy w ręce i udałam się do Nialla. Wzięłam koc i wytarłam się w niego a następnie z powrotem ubrałam. Niall akurat kończył pieczenie na ogniu mięsa z królika którego upolowałam dwa dni temu. Teraz było miękkie i soczyste. Wzięliśmy również nasze krakersy. I zjedliśmy.
-Jak nasze zapasy?
-Została nam jedna paczka suszonego jabłka i jedna paczka krakersów.
-Wiesz co?
-Co?
-Chyba wybierzemy się na polowanie. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Co ty wykombinowałaś?
-Pakuj plecak. Napełnij bukłaki. Idziemy się przejść. - Jak powiedziałam tak zrobiliśmy. Szliśmy dobre dwie godziny. I dotarliśmy na obrzeża przełęczy blisko Rogu.
-Jak myślisz ktoś tego pilnuje?
-Nie mam pojęcia ale z chęcią się przekonam.
-Jesteś szalona.
-Wiem. Taką mnie pokochałeś.
-Wiem. - Powiedział i pocałował mnie.
-Ostrożnie. - Powiedziałam.
Wzięłam łuk do ręki i na cięciwę nałożyłam strzałę przygotowana do strzału, Niall zrobił to samo. Szliśmy powoli rozglądając się uważnie. Dotarliśmy do Rogu Obfitości bez problemu. Przejrzeliśmy różne plecaki i walizki. Zabraliśmy trzy siatki jabłek. Pięć paczek krakersów. Dziesięć paczek suszonego mięsa. Oraz dwa zestawy dwunastu noży dla każdego. Więc razem wzięliśmy ich czterdzieści osiem. Po zdobytych łupach zaczęliśmy się ostrożnie wycofywać. Gdy my znikaliśmy w lesie zauważyłam jak Jordan i Daren z jedynki i Alice i Newt z czwórki wychodzili z drugiej strony lasu. Więc zaczęliśmy szybko uciekać by znaleźć dobrą kryjówkę. Biegliśmy jakieś piętnaście może dwadzieścia minut. I tam się zatrzymaliśmy. Wieczorem dowiedzieliśmy się że zginął chłopak z dziewiątki. Ukryliśmy się w zaroślach i poszliśmy spać. Rano rozpaliliśmy ognisko i podgrzaliśmy sobie mięso. Zjedliśmy je zagryzając krakersami. Po jakimś czasie zjedliśmy również po jabłku. I wtedy rozbrzmiał głos Fredricha Coochera, jest on Głównym nadzorcą Igrzysk.
-UWAGA TRYBUCI. ZOSTAŁA ZMIENIONA REGUŁA WYGRANEJ. WYGRAĆ GŁODOWE IGRZYSKA MOŻE TYLKO PARA POD WARUNKIEM ŻE SĄ Z TEGO SAMEGO DYSTRYKTU. POWTARZAM. ZOSTAŁA ZMIENIONA REGUŁA WYGRANEJ. WYGRAĆ GŁODOWE IGRZYSKA MOŻE TYLKO PARA POD WARUNKIEM ŻE SĄ Z TEGO SAMEGO DYSTRYKTU. ŻYCZĘ WAM POWODZENIA TRYBUCI. I NIECH LOS ZAWSZE WAM SPRZYJA.
-Dwoje zwycięzców! Niall! - Krzyknęłam uradowana.
-Będą na nas polować.
-Przy Rogu jest Jordan, Daren, Newt i Alice.
-Pytanie gdzie się podziewa Fin i Bella.
-Jeśli ktokolwiek wie gdzie oni są to na pewno tamta czwórka.
-Możliwe.
-Miejmy nadzieje że sami się powybijają i pokaleczą a my tylko dokończymy sprawę.
-Chodź. Ukryjemy się gdzieś głębiej. - Powiedział Niall i ruszył do przodu. Szliśmy mniej więcej po skosie od miejsca w którym spędziliśmy noc. Po dość długiej i męczącej wędrówce bo chyba trzygodzinnej i w dodatku w wysokiej temperaturze. Tak było naprawdę gorąco. Doszliśmy do źródła strumienia, przy nim znajdowała się jaskinia i w niej postanowiliśmy się schować. Wrzuciliśmy do niej nasze plecaki i weszliśmy do zimnego strumienia który był dla nas wielkim ukojeniem. Przez dwa dni panował spokój. Ale trzeciego dnia dowiedzieliśmy się że zginęła dziewczyna i chłopak z piątki i dziewczyna z czwórki. Postanowiliśmy przygotować się na najgorsze.
-Zbliża się finał. Pięcioro uczestników. Podejrzewam że dwoje z nich jest ciężko ranne.
-Ostatnia spokojna noc.
-Jutro się wszystko rozegra. To już prawie koniec. Kocham cię Niall. - Pocałowałam go.
-Kocham cię Rose.
Gdy się rano obudziliśmy zjedliśmy porządne śniadanie bo może to być nasze ostatnie i ruszyliśmy w stronę Rogu Obfitości. Po dwóch godzinach wędrówki na niebie ukazała się twarz chłopaka z czwórki.
-Więc zostały dwie pary.
-Tak.
Po parunastu minutach marszu usłyszeliśmy krzyk i wołanie o pomoc wiedzieliśmy że to Daren bo wołał Jordan pomóż. I wiedzieliśmy również że już po nim. Wreszcie doszliśmy na polane przy Rogu Obfitości. Obeszliśmy go dookoła. Niall poszedł z prawej ja z lewej. Nikogo nie było. W środku również. Na nim raczej też nikogo nie było. Staliśmy i czekaliśmy. W końcu się wyłonił. Jordan szedł w naszą stronę. W rękach miał miecz i tarczę.
-Więc to już koniec tak?! Macie łuki! Z łatwością mnie zabijecie! I wygracie! - Strzeliłam mu w nogę przez co upadł na kolana na ziemię. Rzucił mieczem który lekko otarł się o ramię Nialla ale nic poważnego mu nie jest.
-No i czym teraz rzucisz tarczą?!
-Pogódź się ze swoim losem Jordan! - Krzyknęłam nakładając kolejną strzałę na cięciwę.
-Pogodziłem się w momencie w którym zginął Daren! Powiedzcie Kapitolowi ode mnie żeby się pieprzył! - Krzyknął.
-Niema sprawy! - I w tym momencie wypuściłam strzałę. Trafiła go w sam środek czoła.
-Więc to już koniec? - Spytał Niall. A z nieba zaczął zlatywać poduszkowiec.
-Na to wygląda. - Powiedziałam z uśmiechem. - To już koniec.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział. Jak się podoba?
Czytasz? Zostaw po sobie ślad. Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)